Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Mireczko, dziękuję Wam, że podarowaliście mu życie, bo to co miał wcześniej, było wegetacją. Miał szczęście chłopak, że trafił na ostatnie lata w takie miejsce, którego chyba nawet nie był sobie w stanie wyśnić. On tam teraz na Was czeka i pilnuje, by szczęście tym razem Was nie opuszczało.

  • Replies 780
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Dziwnie w domu. Inaczej. Ale staramy się trzymać. Bo jakie mamy wyjście ?
Taka niestety jest kolej losu :(
Laki farciarzem ? To my mieliśmy szczęście !
Nie każdemu trafia się taki psiak;
pełen miłości, którą rozdaje na prawo i lewo,
z mnóstwem wiary w człowieka,
udowadniający każdym spędzonym z nim dniem, że podjęłam kiedyś najwłaściwszą decyzję biorąc go do domu,
pokazujący jak pies może się cieszyć ...
I walczący o każdy kolejny dzień.
Silny (do pewnego momentu), niesamowicie uparty,
pomimo ciężkiej walki i słabnących sił cały czas udowadniał, że warto o niego walczyć.
I niezwykle wyrozumiały.

Nie wiem czy Was to interesuje, ale muszę się "wypisać", więc wybaczcie.
19 listopada wysłałam G. sms-a, że Laki radzi sobie przy pomocy leków i że zmiana nowotworowa, którą ma rozrasta się.
30 listopada wysłałam do G. i do Marty sms-a z informacją, że stan Lakiego jest bardzo poważny.
Zaczął mieć bardzo duże problemy z poruszaniem się, z oddychaniem ... Miał już nacieki na płucach. Stan był na tyle ciężki, że napisałam, że Lakuś odchodzi. Wezwaliśmy weta, który zaproponował, by Lakiego przewieźć do lecznicy. Na zastrzyk. Nie bolało go nic, więc zdecydowałam, że jak ma odejść to w domu. Wśród nas, w znanym mu miejscu, w którym - myślę - czuł się bezpiecznie. Był zdezorientowany, trzeba było podać lek uspokajający.
I praktycznie cały grudzień spędziliśmy ciesząc się z każdego lepszego dnia. I czekaliśmy aż chłopak zbierze siły, by wstać na siku. I karmiony był z ręki, bo problemy z równowagą zaczął mieć i stanie nad miską było ponad siły. W międzyczasie podając leki, podnosząc i pomagając wstać, pojąc, zmieniając kocyki w legowisku, pilnując by Laika do niego nie podchodziła (bo chłopak kłapać na nią zaczął - zrozumiałe, zmęczony chorobą nie miał siły opędzać się od panny) ... Ale cały czas chłopak walczył !
Odszedł tak jak żył. Po cichu. Bez słowa skargi. Po prostu zasnął.
Tak rozumiał, że ja nie jestem w stanie psychicznie podjąć tej jakże trudnej decyzji o podaniu zastrzyku, że postanowił za mnie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...