ageralion Posted December 29, 2012 Author Posted December 29, 2012 Mireczko, dziękuję Wam, że podarowaliście mu życie, bo to co miał wcześniej, było wegetacją. Miał szczęście chłopak, że trafił na ostatnie lata w takie miejsce, którego chyba nawet nie był sobie w stanie wyśnić. On tam teraz na Was czeka i pilnuje, by szczęście tym razem Was nie opuszczało. Quote
wykrywka Posted December 29, 2012 Posted December 29, 2012 Bardzo mi przykro, ... smutno :-( Laki [*] Miro :glaszcze: Quote
marta0731 Posted January 3, 2013 Posted January 3, 2013 :placz: Przytulam Cie Mircia moooocno :glaszcze: Lakuś...... [*] Ehhhhhh nie wiem co napisać...... Trzymajcie się "jakoś" kochani....... Laki był wielkim farciarzem Quote
Kapsel Posted January 4, 2013 Posted January 4, 2013 :-(:-(:-( co za paskudny rok!!!!!!! Mireczko dziękuję Ci za Lakusia :-(:-(:-( Quote
mira_c Posted January 4, 2013 Posted January 4, 2013 Dziwnie w domu. Inaczej. Ale staramy się trzymać. Bo jakie mamy wyjście ? Taka niestety jest kolej losu :( Laki farciarzem ? To my mieliśmy szczęście ! Nie każdemu trafia się taki psiak; pełen miłości, którą rozdaje na prawo i lewo, z mnóstwem wiary w człowieka, udowadniający każdym spędzonym z nim dniem, że podjęłam kiedyś najwłaściwszą decyzję biorąc go do domu, pokazujący jak pies może się cieszyć ... I walczący o każdy kolejny dzień. Silny (do pewnego momentu), niesamowicie uparty, pomimo ciężkiej walki i słabnących sił cały czas udowadniał, że warto o niego walczyć. I niezwykle wyrozumiały. Nie wiem czy Was to interesuje, ale muszę się "wypisać", więc wybaczcie. 19 listopada wysłałam G. sms-a, że Laki radzi sobie przy pomocy leków i że zmiana nowotworowa, którą ma rozrasta się. 30 listopada wysłałam do G. i do Marty sms-a z informacją, że stan Lakiego jest bardzo poważny. Zaczął mieć bardzo duże problemy z poruszaniem się, z oddychaniem ... Miał już nacieki na płucach. Stan był na tyle ciężki, że napisałam, że Lakuś odchodzi. Wezwaliśmy weta, który zaproponował, by Lakiego przewieźć do lecznicy. Na zastrzyk. Nie bolało go nic, więc zdecydowałam, że jak ma odejść to w domu. Wśród nas, w znanym mu miejscu, w którym - myślę - czuł się bezpiecznie. Był zdezorientowany, trzeba było podać lek uspokajający. I praktycznie cały grudzień spędziliśmy ciesząc się z każdego lepszego dnia. I czekaliśmy aż chłopak zbierze siły, by wstać na siku. I karmiony był z ręki, bo problemy z równowagą zaczął mieć i stanie nad miską było ponad siły. W międzyczasie podając leki, podnosząc i pomagając wstać, pojąc, zmieniając kocyki w legowisku, pilnując by Laika do niego nie podchodziła (bo chłopak kłapać na nią zaczął - zrozumiałe, zmęczony chorobą nie miał siły opędzać się od panny) ... Ale cały czas chłopak walczył ! Odszedł tak jak żył. Po cichu. Bez słowa skargi. Po prostu zasnął. Tak rozumiał, że ja nie jestem w stanie psychicznie podjąć tej jakże trudnej decyzji o podaniu zastrzyku, że postanowił za mnie. Quote
mira_c Posted January 4, 2013 Posted January 4, 2013 Uploaded with ImageShack.us" class="ipsImage" alt=""> Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.