Jump to content
Dogomania

Tosia za tęczowym mostem ,wrodzona wada serca .Tosiu śpij spokojnie [*][*][*]


Recommended Posts

Posted

mala_czarna napisał(a):
Bardzo się cieszę, że z Tosią wszystko ok :) Nutusiu, jeśli chcesz to wyślij zdjęcia do mnie, wstawię je na wątku.


Bardzo dziękuję - już wysyłam! :) Dziś Tuneczka czuje się już bardzo dobrze - zupełnie jakby operacji nie było! Biega radośnie po ogrodzie, korzystając, że nie pada... Wieczorkiem jedzie się pokazać Doktorowi, więc się tam potem przejdę, żeby posłuchać relacji i oczywiście przekażę tu na wątku. Może jutro uda mi się zrobić kilka zdjęć w ciągu dnia, bo dziś nie dałam rady, przyjmowałam bowiem nowego członka mojego stada! :)

  • Replies 827
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

mala_czarna napisał(a):
Wrzucam Tosię


Oj, chyba coś skiepściłam, bo wysłałam duże zdjęcia w ilości szt. 6, a jest jedno i to takie malutkie... :( Co mam zrobić, żeby było dobrze?...

Tunika ma się bardzo dobrze - u Doktora dostała wczoraj jeszcze dwa zastrzyki, szew modelowy, ubranko spełnia swoje zadanie, dziś wieczorem ma dostać apap, a potem to już dopiero 25 maja na zdjęcie szwów pojedzie i będzie jak nowa! :)
Wczoraj już bardzo ładnie zjadła kolację, podaje obie łapki na raz :), podtyka łepetynkę do głasków i kocha cały świat! Jedynie "śledzia" trudniej jej zrobić, bo pewnie szwy jednak trochę ciągną. A "śledź" to jej ulubiona pozycja przy głaskaniu - leżenie na grzbiecie z wyciągniętymi na maksa tylnymi łapkami. :evil_lol: Dziś przyjeżdża dogsiterka, by być z Niunią przez cały nadchodzący tydzień:)
Pozdrawiamy!

Posted

[FONT=Verdana]Tak jak szybko żyła, szybko biegała, szybko kochała... tak szybko przebiegła za Tęczowy Most...[/FONT]
[FONT=Verdana]Tunka, Tosia, Antocha nie żyje. Odeszła niemal w trakcie zabawy – nagle.[/FONT]
[FONT=Verdana]Przez te wszystkie dni, będąc na urlopie, chodziłam do Tunki po parę razy dziennie. Zawsze byłam witana entuzjastycznie, dostawałam obie łapy na raz i setkę buziaków. Nad sunią całodobowo czuwała Mama Włodka, która przyjechała specjalnie, żeby się nią opiekować aż do zdjęcia szwów, a przy tym dogadzać i rozpieszczać.[/FONT]
[FONT=Verdana]Tego wieczoru poszłam do Uli, żeby ewentualnie zrobić kilka nowych zdjęć. Tunka właśnie kończyła kolację – wciągała michę nosem! W domu byli wszyscy domownicy. Najpierw trzeba było się ucieszyć, wybawić i wypieścić. Po euforii powitalnej usiadłam przy stole, a Tunka położyła się na boczku obok krzesła, wyciągnęła się swobodnie – tak jak to miała w zwyczaju. Odwróciłam się od niej, żeby łyknąć herbaty, a gdy odwróciłam się z powrotem i poklepałam psa z nadzieją, że wywali się kołami do góry i zrobi śledzia... ona się nie ruszyła![/FONT]
[FONT=Verdana]Panika! Co się stało, pies zemdlał? Wynieśliśmy ją na zewnątrz z nadzieją, że się ocknie. Ale nadzieja okazała się płonna. Szok! Telefon do weta – żadnych pomysłów co mogło się stać! Tysiące domysłów i żaden nie trzymał się kupy. Tunka fantastycznie zniosła zabieg sterylizacji, rekonwalescencja przebiegała książkowo, widział ją lekarz i był zachwycony tempem powrotu do formy. Szew suchuteńki, temperatura w normie, apetyt wilczy, humor znakomity, energia w nadmiarze... W niedzielę były u mnie dwie dogomaniackie Ciotki, które przywiozły jamnicze dziecko. Widziały Tunkę i podziwiając jej formę, nie mogły uwierzyć, że ledwie dwa dni wcześniej miała sterylkę.[/FONT]
[FONT=Verdana]Łzy, płacz i krzyk Uli „czy ja jestem jakaś przeklęta, że mi zwierzęta umierają? Co Ty zrobiłaś, Dziewczynko?”, powtarzane jak mantra słowa Włodka „ona zaraz się ocknie”...[/FONT]
[FONT=Verdana]Gdy doktor odebrał telefon od roztrzęsionej i przerażonej Uli, w pierwszej chwili w ogóle nie wiedział, o którego zwierzaka chodzi! Przecież nie mogło chodzić o Tunkę! Ula cały czas pytała, co mogła zrobić nie tak, czego nie dopilnować... Doktor twierdził, że przecież postępowała dokładnie wg zaleceń i zasugerował, że jedyną metodą na poznanie przyczyny jest sekcja. Ula się wahała, jednak wspólnie ustaliliśmy, że dla wszystkich będzie najlepiej, jeśli poznamy przyczynę tak nagłej śmierci psa, który jeszcze przed kilkoma minutami tryskał życiem i zdrowiem, a odszedł nagle, bez chociażby westchnienia, zakaszlenia, głośniejszego oddechu. Ona się po prostu położyła jak każdy normalny zdrowy pies, który przed chwilą dawał brzuszek do głaskania![/FONT]
[FONT=Verdana]Doktor, chcąc nam oszczędzić nerwów i czekania, zaprosił nas do gabinetu na 23-cią. Pojechałyśmy we dwie – Włodek został z roztrzęsioną Mamą.[/FONT]
[FONT=Verdana]Ponieważ było już bardzo późno i nie wiadomo było, ile wszystko potrwa, doktor zaproponował, żebyśmy wracały do domu i czekały na telefon, a sunię zostawiły i poszłaby do utylizacji. Ula nie wyraziła zgody, mówiąc, że Tunka całe życie nie była nikomu potrzebna, więc teraz, gdy wreszcie znalazła rodzinę, nie będzie potraktowana jak jakiś śmieć. Jej miejsce jest tam, gdzie leżą wszystkie najukochańsze zwierzęta Uli i Włodka, czyli w ich ogrodzie. Pochowaliśmy ją w nocy, w strugach deszczu...[/FONT]
[FONT=Verdana]Sekcja wykazała nagłą śmierć sercową, spowodowaną wrodzoną wadą serca (zbyt cienka ściana lewej komory). Tak więc od urodzenia była skazana na nagłą śmierć – to była tylko kwestia czasu. Tego rodzaju wadę można było zdiagnozować jedynie za pomocą echa serca, a takiego badania przecież się nie robi w przypadku młodych, zdrowych psów. Dodatkowo sekcja wykazała, że Tunka przebyła wcześniej zapalenie płuc, które nie do końca było wyleczone. Powiększone były również nadnercza, co wskazywało, że organizm od dłuższego czasu walczył z chorobą.[/FONT]
[FONT=Verdana]Być może znieczulenie do zabiegu sterylizacji mogło mieć wpływ na przyśpieszenie wyroku, ale zabieg przebiegł normalnie i bez komplikacji. Serce pracowało normalnie, pies oddychał, nie było powodów do niepokoju. [/FONT]
[FONT=Verdana]Na nasze pytanie, jak to możliwe, że przy chorym sercu pies się nie męczył, nie dyszał, nie kasłał, doktor powiedział, że po pierwsze ona była bardzo młoda, a po drugie bardzo szczupluteńka. Z każdym nabieranym kilogramem (z czego się wszyscy tak cieszyliśmy – przed zabiegiem ważyła już prawie 30 kg!), niebezpieczeństwo wzrastało. [/FONT]
[FONT=Verdana]Jedynym pocieszeniem, jeśli w ogóle można o tym mówić, jest fakt, że Tunka odeszła, gdy wszyscy byli w domu. Tego dnia Ula akurat miała wolny dzień i właściwie poświęciła go wyłącznie Tunce. Była z nią na spacerku, cały dzień się głaskały i pieściły ponadnormatywnie. Mamy pewność, że sunia nie cierpiała, że się nie bała.[/FONT]
[FONT=Verdana]Tunka była psem wyjątkowym – niezwykle łagodnym, wdzięcznym i nastawionym na kontakt zarówno z człowiekiem, jak i z psami (a nawet z kotami). Ula przemyśliwała nawet nad adpocją jeszcze jednej suni. Śmiałyśmy się, że nie może tak odstawać ode mnie... Zaczęła się nawet rozglądać, bo teraz miał być dobry moment – Tunka już po sterylce, młodzituka, gotowa zaakceptować nowe zwierzę w domu. Wszystkie plany wzięły w łeb... Koszmarny, niesprawiedliwy zbieg okoliczności...[/FONT]
[FONT=Verdana]

[/FONT] [FONT=Verdana]

[/FONT]

Posted

Nutusiu, powiedz Uli, że płaczę razem z nią.
Ula, dziękuję ci za wspaniałą opiekę nad Tunką, za ciepło, troskliwość. Odeszła u siebie, kochana. Te ostatnie jej chwile pewnie były najlepszymi w jej zyciu.

Posted

szok... nie wiem co napisac.... po prostu szok :placz::placz::placz:

Tuńka, biegaj sobie szczęsliwa za TM.... [***]... szkoda, że tak krótko trwalo Twoje szczęście.

Najwazniejsze, że odeszła wśród swojej rodziny.. kochana i bezpieczna..... bez bólu i cierpienia....

Magda - trzymajcie się wszyscy jakoś.. jakos, bo inaczej chyba nie można...

Co za cholerny zbieg okoliczności :placz: nie tak to wszystko miało wyglądac....

Posted

Bardzo smutno, ale tak widac musialo byc, zal mi P.Uli, ze musi znowu przejsc przez takie przezycia....

Tosiu, mialas szczescie ,ze trafilas chociaz na jakis czas do dobrych , kochajacych ludzi.

Biegaj sobie psinko....
[*]

Posted

Nie byłam w stanie uwierzyć, kiedy mi to Nutusia płacząc mówiła przez telefon:-( Tosieńka dostała wreszcie swoja ukochaną Rodzinę, czuła się kochana, miała najczulszą i najkochańszą Panią...
Dla mnie najważniejsze w tym ogromnym nieszczęściu jest, że nie cierpiała, że śmierć nastąpiła natychmiast i prawdopodobnie bez jej świadomości.
Jeśli los chciał dla niej właśnie tego, to odeszła najpiękniej, jak mogła. W otoczeniu ludzi, którzy ją kochali, którzy dali jej miłość i wszystko, co było jej potrzebne.
Uleńko, jesteśmy z Tobą, nie chcę sobie nawet wyobrażać, jakie to musiało być przeżycie dla Ciebie, dla Twojej Rodziny, dla Nutusi:-( Od wczoraj ciągle o Was myślę i bardzo, bardzo mi przykro:-(

Posted

Jedyna myśl która przychodzi do głowy to "dlaczego właśnie teraz?". Kiedy w końcu znalazła swoją własną wymarzoną rodzinę i zaznała ciepła i miłości. Starsznie współczuje Uli. Los jest niesprawiedliwy i często po prostu z nas sobie drwi. Tyle osób było zaangażowanych w pomoc. Tyle osób chciało dla niej jak najlepiej.
A może tak właśnie miało być, dostała kilka dodatkowych tygodni aby odejść w swoim własnym domu a nie w ciemnym, zimnym kojcu.

Tosiu śpij spokojnie
[*]
[*]
[*]

Posted

Rycze jak bobr...Przeszlam to samo...Moj psiak odszedl na moich rekach w 2 minuty...po prostu sie ucieszyl ze przyjechal na dzialke i serduszko nie wytrzymalo mial rok i 2 miesiace...wiem co czujecie...Antocha byla kochana...bardzo...Jest Wam wdzieczna za tą miłość...Biegaj beztrosko z moimi psami za TM...:placz:

Posted

Przykro mi Tosieńko, bardzo mi przykro. Byłaś moim pierwszym psem, któremu razem z Agą, i dzięki pomocy innych Dogomaniackich ciotek podarowałyśmy nowe życie poza schronem. Dobrze, że choć krótkie, ale dobre to Twoje nowe życie było. Śpij maleńka.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...