red Posted September 14, 2009 Author Posted September 14, 2009 Nie wiem, jeszcze się nie pozbierałam. Nie byłam w schronisku. Myślę, że siedzi spokojnie, bo wrócił na swoje miejsce. Mam takie mieszane uczucia....Może zostać i spędzić życie w schronisku z lepszymi czy gorszymi towarzyszami, bo się będą zmieniać. Przeżył w życiu traumę i ten stan, w którym jest traktuje jak oazę. Przeżyje wielki stres, on nie wie że chcemy mu stworzyć lepszy świat. Co do sadalinu podpytam lekarza, może coś innego można mu dać na uspokojenie. Quote
gonia66 Posted September 14, 2009 Posted September 14, 2009 [quote name='red']Nie wiem, jeszcze się nie pozbierałam. Nie byłam w schronisku. Myślę, że siedzi spokojnie, bo wrócił na swoje miejsce. Mam takie mieszane uczucia....Może zostać i spędzić życie w schronisku z lepszymi czy gorszymi towarzyszami, bo się będą zmieniać. Przeżył w życiu traumę i ten stan, w którym jest traktuje jak oazę. Przeżyje wielki stres, on nie wie że chcemy mu stworzyć lepszy świat. Co do sadalinu podpytam lekarza, może coś innego można mu dać na uspokojenie. Red...jak mam rozumiec to co piszesz?????Mam tylko nadzieję, ze źle myślę....:cool3: Quote
Borys_1764 Posted September 14, 2009 Posted September 14, 2009 6go września umarł nasz ….. Był z nami od 18 lat. Walka o jego życie, która rozpoczęła się trzy tygodnie wcześniej zakończyła się porażką - mocznica zwyciężyła. Tego, co czuje się w takiej chwili nie sposób opisać. Żeby to zrozumieć trzeba to samemu przeżyć. Ból, rozpacz i przeogromna pustka. Choć to brzmi bardzo głupio, ale żeby jego śmierć nie poszła na marne zdecydowaliśmy się przygarnąć psa, któremu będziemy mogli zapewnić spokojny dom do końca jego dni. Psa, który z takich czy innych powodów nie ma wielkich szans na adopcję. Ślepota „Czarusia” nie stanowiła najmniejszego problemu. Nie jesteśmy herosami, jesteśmy zwykłymi ludźmi i znamy dobrze swoje możliwości. Jedyne, co było istotne to by pies był spokojny, łagodny, ponieważ mieszkając w bloku nie możemy zapewnić psu jego własnego kojca ale tylko legowisko w mieszkaniu. I taki też według relacji Pani Ani miał być „Czaruś”, który trafił do schroniska niedawno i któremu trudno było odnaleźć się w tej sytuacji. Nie było więc na co czekać. Przecież każdy dzień w schronisku to niepotrzebny stres. Upewniliśmy się czy na pewno możemy go odebrać. Dlaczego nie mielibyśmy wierzyć komuś kto zna „Czarusia” tak dobrze. Po przyjeździe okazało się, że „Czaruś” a według jego karty zdrowia Nemek jest w schronisku nieco dłużej niż od niedawna – trafił tam 4go lutego. I tu zapewne zabrakło trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. No ale przecież Pani Ania zna go dobrze. Kilka godzin spędzonych w parku przed schroniskiem. Widać było, że Borys, tak daliśmy mu na imię, czuje się źle kiedy jest blisko schroniska. Kiedy oddalaliśmy się od zabudowań stawał się dużo spokojniejszy. Długa rozmowa z Panią Magdą – psychologiem ze schroniska. Załatwienie formalności i czas wyjeżdżać bo przed nami długa droga do domu. Większość psów ciężko znosi jazdę samochodem, Borys wręcz przeciwnie. Ułożył się wygodnie na siedzeniu. Zaczęliśmy się powoli poznawać – uwielbia kiedy delikatnie gładzi się go po oczach. Głaskanie po głowie ujdzie, ale to już nie to samo. Minęły 4 godziny jazdy. Dojechaliśmy. Zmęczeni ale szczęśliwi, że już jesteśmy w domu. I tu zaczął się dramat. Otworzyliśmy drzwi samochodu, żeby powoli zapoznał się z nowymi zapachami. Pierwsze niepokojące zachowania. Borys robi się coraz bardziej zdenerwowany. Ciche szeptanie do niego. Potem zostawiamy go na chwilę samego, może tak będzie mu łatwiej. Ponowne podejście, ciche szeptanie, próba pogłaskania – robi się coraz bardziej nerwowo, zaczyna warczeć. Ponowne wycofanie i kolejna próba. Jest coraz gorzej. Uspakaja się dopiero, kiedy zamykamy drzwi. Kolejna próba. Jeszcze gorzej. Warczy, próbuje gryźć. Kolejne próby i eskalacja agresji. Jedyne co przychodzi na myśl to wyciągnięcie go siłą. Ale przecież to nie ma najmniejszego sensu. Przecież w domu oprócz nas jest jeszcze seniorka rodziny. Jak ona poradzi sobie w takiej sytuacji. I tu zapada jedyna decyzja jaka wydaje się być rozsądną, choć ciężko mówić o rozsądku w takiej sytuacji – powrót to jedyne wyjście. Jesteśmy w schronisku o 4 nad ranem. Prośba do pana z obsługi schroniska o pomoc. Próba wyciągnięcia Borysa z samochodu zajmuje mu 20 minut, może pół godziny Ciężko powiedzieć. Wydaje się, że ten koszmar nigdy się nie skończy. Pies jest przestraszony. My kompletnie zdruzgotani. Tydzień wcześniej pożegnaliśmy się z naszym …, teraz kolejne rozstanie. Kiedy Borys jest już w swoim kojcu pracownik schroniska podchodzi do nas porozmawiać. Jest zdziwiony, że zabraliśmy Borysa. Przecież on od tak dawna jest w schronisku. Przecież nikt wcześniej nie próbował go przygotować do adopcji. Pani Aniu, chciała Pani dobrze. Ale nie można robić tego na siłę. Nie w ten sposób. Przecież Pani Magda mogła popracować z Borysem. Jeśli sytuacja była niepewna to może warto było powiedzieć, że na adopcję za wcześnie. Przecież nie musieliśmy zabierać go od razu. Może wszystko potoczyło by się inaczej. Dużo tych „może” ale niestety stało się i już nikt tego nie jest w stanie zmienić. Teraz najważniejszy jest Borys czy „Czaruś” jak go nazywacie. On naprawdę nie jest gotowy na to, żeby trafić do domu, do „zwykłych” ludzi nie mających doświadczenia w postępowaniu z psami tak doświadczonymi przez życie. On potrzebuje czasu, dużo czasu na to by wyjść ze stanu w jakim jest teraz. I już na koniec – naprawdę życzę wszystkim użytkownikom tego forum, oby nigdy nie musieli przechodzić przez to co my. Bardzo szczególne życzenia, i proszę wierzyć to nie sarkazm, dla ihabe – oby nigdy nie spotkała Pani w życiu ludzi, którzy będą Panią oceniać nie mając najmniejszej wiedzy o tym co zaszło, o wszystkich okolicznościach. Ludzi, którzy bazując jedynie na podstawie kilku zdań wypowiedzianych przez kogoś ocenią Pani postępowanie. Quote
gonia66 Posted September 14, 2009 Posted September 14, 2009 Borys_1764 napisał(a):6go września umarł nasz ….. Był z nami od 18 lat. Walka o jego życie, która rozpoczęła się trzy tygodnie wcześniej zakończyła się porażką - mocznica zwyciężyła. Tego, co czuje się w takiej chwili nie sposób opisać. Żeby to zrozumieć trzeba to samemu przeżyć. Ból, rozpacz i przeogromna pustka. Choć to brzmi bardzo głupio, ale żeby jego śmierć nie poszła na marne zdecydowaliśmy się przygarnąć psa, któremu będziemy mogli zapewnić spokojny dom do końca jego dni. Psa, który z takich czy innych powodów nie ma wielkich szans na adopcję. Ślepota „Czarusia” nie stanowiła najmniejszego problemu. Nie jesteśmy herosami, jesteśmy zwykłymi ludźmi i znamy dobrze swoje możliwości. Jedyne, co było istotne to by pies był spokojny, łagodny, ponieważ mieszkając w bloku nie możemy zapewnić psu jego własnego kojca ale tylko legowisko w mieszkaniu. I taki też według relacji Pani Ani miał być „Czaruś”, który trafił do schroniska niedawno i któremu trudno było odnaleźć się w tej sytuacji. Nie było więc na co czekać. Przecież każdy dzień w schronisku to niepotrzebny stres. Upewniliśmy się czy na pewno możemy go odebrać. Dlaczego nie mielibyśmy wierzyć komuś kto zna „Czarusia” tak dobrze. Po przyjeździe okazało się, że „Czaruś” a według jego karty zdrowia Nemek jest w schronisku nieco dłużej niż od niedawna – trafił tam 4go lutego. I tu zapewne zabrakło trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. No ale przecież Pani Ania zna go dobrze. Kilka godzin spędzonych w parku przed schroniskiem. Widać było, że Borys, tak daliśmy mu na imię, czuje się źle kiedy jest blisko schroniska. Kiedy oddalaliśmy się od zabudowań stawał się dużo spokojniejszy. Długa rozmowa z Panią Magdą – psychologiem ze schroniska. Załatwienie formalności i czas wyjeżdżać bo przed nami długa droga do domu. Większość psów ciężko znosi jazdę samochodem, Borys wręcz przeciwnie. Ułożył się wygodnie na siedzeniu. Zaczęliśmy się powoli poznawać – uwielbia kiedy delikatnie gładzi się go po oczach. Głaskanie po głowie ujdzie, ale to już nie to samo. Minęły 4 godziny jazdy. Dojechaliśmy. Zmęczeni ale szczęśliwi, że już jesteśmy w domu. I tu zaczął się dramat. Otworzyliśmy drzwi samochodu, żeby powoli zapoznał się z nowymi zapachami. Pierwsze niepokojące zachowania. Borys robi się coraz bardziej zdenerwowany. Ciche szeptanie do niego. Potem zostawiamy go na chwilę samego, może tak będzie mu łatwiej. Ponowne podejście, ciche szeptanie, próba pogłaskania – robi się coraz bardziej nerwowo, zaczyna warczeć. Ponowne wycofanie i kolejna próba. Jest coraz gorzej. Uspakaja się dopiero, kiedy zamykamy drzwi. Kolejna próba. Jeszcze gorzej. Warczy, próbuje gryźć. Kolejne próby i eskalacja agresji. Jedyne co przychodzi na myśl to wyciągnięcie go siłą. Ale przecież to nie ma najmniejszego sensu. Przecież w domu oprócz nas jest jeszcze seniorka rodziny. Jak ona poradzi sobie w takiej sytuacji. I tu zapada jedyna decyzja jaka wydaje się być rozsądną, choć ciężko mówić o rozsądku w takiej sytuacji – powrót to jedyne wyjście. Jesteśmy w schronisku o 4 nad ranem. Prośba do pana z obsługi schroniska o pomoc. Próba wyciągnięcia Borysa z samochodu zajmuje mu 20 minut, może pół godziny Ciężko powiedzieć. Wydaje się, że ten koszmar nigdy się nie skończy. Pies jest przestraszony. My kompletnie zdruzgotani. Tydzień wcześniej pożegnaliśmy się z naszym …, teraz kolejne rozstanie. Kiedy Borys jest już w swoim kojcu pracownik schroniska podchodzi do nas porozmawiać. Jest zdziwiony, że zabraliśmy Borysa. Przecież on od tak dawna jest w schronisku. Przecież nikt wcześniej nie próbował go przygotować do adopcji. Pani Aniu, chciała Pani dobrze. Ale nie można robić tego na siłę. Nie w ten sposób. Przecież Pani Magda mogła popracować z Borysem. Jeśli sytuacja była niepewna to może warto było powiedzieć, że na adopcję za wcześnie. Przecież nie musieliśmy zabierać go od razu. Może wszystko potoczyło by się inaczej. Dużo tych „może” ale niestety stało się i już nikt tego nie jest w stanie zmienić. Teraz najważniejszy jest Borys czy „Czaruś” jak go nazywacie. On naprawdę nie jest gotowy na to, żeby trafić do domu, do „zwykłych” ludzi nie mających doświadczenia w postępowaniu z psami tak doświadczonymi przez życie. On potrzebuje czasu, dużo czasu na to by wyjść ze stanu w jakim jest teraz. I już na koniec – naprawdę życzę wszystkim użytkownikom tego forum, oby nigdy nie musieli przechodzić przez to co my. Bardzo szczególne życzenia, i proszę wierzyć to nie sarkazm, dla ihabe – oby nigdy nie spotkała Pani w życiu ludzi, którzy będą Panią oceniać nie mając najmniejszej wiedzy o tym co zaszło, o wszystkich okolicznościach. Ludzi, którzy bazując jedynie na podstawie kilku zdań wypowiedzianych przez kogoś ocenią Pani postępowanie. ................................ten post jest juz w duzo mniejszym stopniu pozbawiony oceniania...i ten post byc moze "da radę"...ale prosze mi wierzyc....nie zna Pan chyba realiow schronisk w naszym kraju(zreszta nie tylko w naszym)..to co Pan pisze- jest praktycznie niewykonalne w warunkach schroniskowych...dlatego wyciagamy psy ze schronow..te ktore sa bardz trudne..albo te ktore juz sa na granicy zycia...te w pierwszej kolenosci...pisze pan, ze Czarus byl bardzo dlugo w schronie..od lutego...:-o:-oTo est dlugo??Bardzo dlugo????Prosze poczytac....wyciagamy psy ktore w schronskach siedza po 10 lat i dluzej...ale nie jest nas stac wyciagac psy bez konca...kazda z nas(prawie) zostawia tu kolo kilkauset zlotych..na psy- ktrych na oczy nie widzielismy i nigdy byc moze nie zobaczymy....na moje konto wplywa miesiecznie kilka tysiecy zlotych- ktorymi obdzielam 5, obecnie 6 psiakow...ale to kropla w morzu potrzeb...,i jesli sie trafia "iodpowiedzialny" dom..pelen cierpliwosci i milosci- dajemy z radoscia psa ze schronu- czym predzej.....i wtedy zaczyna sie ciezka zwykle praca tych ludzi- bo kazdy pies ze schronu jest po przezytej traumie- w wiekszym lub mniejszym stopniu- ale jest..i kazdy jest psem trudnym!!!!!!Ale nie jest niewykonalne to, ze ciezka i odpowiedzilana praca- przynosi reuzltaty..moze nie po tygodniu..moze nie nawet po miesiacu..ale przynosi!!Nie slyszalam zeby sie nie udalo..chociaz nie...slyszalam-raczej czytalam...to fakt- ale to byl pies obrzym ktory "zawladnal" rodzina do tego stopnia, ze wszyscy w domu sie go bali..ale ile bylo trudu...szkolenia...trauma byla zbyt silna...grozilo, ze zagryzie dzieci- bo juz go dotknac nie mogli...Pan pracowal z Nim ponad rok....i w konsekwencji poddal psa eutanazji- juz nic nie mozna bylo dla niego zrobic a do schronu by go za nic nie oddal....bo go pokochal.....to moze tyle..reszte prosze sobie dopowiedziec..... Quote
Selenga Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Dziewczyny, wydaje mi się że to nie w porządku - oceniamy postępowanie Pani Moniki i jej Brata wg tego co nam się wydaje, że byśmy zrobiły. Część z nas ma doświadczenie z trudnymi przypadkami, o wielu, bardzo wielu czytamy na forum, śledzimy postępy takich psów, widzimy, że to się udaje. Prawdopodobnie mamy dużo racji - wyciągnięcie psa na siłę z samochodu, doprowadzenie (chyba raczej zaniesienie) do domu, własne posłanie, miska z jedzeniem i spokój mogłyby całkowicie zmienić stan Czarusia. Ale to nie my musiałyśmy go z tego samochodu wyciągnąć, nie my szarpałyśmy się z gryzącym psem i nie my patrzyłyśmy na jego strach. Te z nas, które oswajały podobnego psa dałyby sobie pewnie radę, ale ile z nas też by się poddało nie wiedząc co robić? O 4 nad ranem nie ma nawet kogo poprosić o pomoc czy radę. Po prostu sytuacja przerosła możliwości Pani Moniki i jej Brata. Prawdą jest, że nie da się poznać wszystkich psów ze schroniska kiedy kilka wolontariuszek musi zająć się kilkoma setkami psów, nie da się nawet każdego na spacer wyprowadzić, a co dopiero poznać jego charakter czy ograniczenia. Prawdą jest, że z naszej perspektywy pobyt Czarusia w schronisku od lutego, to jest krótki czas - chyba tylko wyciąganie szczeniaków zagrożonych parwo trwa szybko, inne wyciągane psy mają za sobą po kilka lat pobytu w schronisku. Faktem jest że Czaruś trafił do schroniska po tym jak został przez człowieka okrutnie skrzywdzony - nie tylko stracił wzrok, ale przede wszystkim został strasznie pobity. Nie wiemy jak był traktowany wcześniej, ale bardzo bym się zdziwiła gdyby znał człowieka z dobrej strony - w końcu nikt nie tłucze ukochanego psa żeby go zabić. W schronisku też przecież nie był przytulany i rozpieszczany. On ma prawo się bać i ma prawo się bronić. Nie wiem czy p.Magda, psycholog współpracujący ze schroniskiem z nim pracowała - w warunkach schroniskowych i tak dałoby to niewielki albo żaden rezultat. Tym bardziej nie możemy za zaistniałą sytuację obwiniać ludzi, którzy mimo najszczerszych chęci nie byli w stanie sobie z nią poradzić. Cały czas myślę o tym co myśmy przeoczyły, czego nie przewidziałyśmy, co można było zrobić żeby ta historia się inaczej skończyła. Nie znam Czarusia, nie widziała nigdy jak się zachowuje, nie sądzę żeby pracownicy schroniska byli w stanie przewidzieć jego reakcję w tej konkretnej sytuacji. Ale myślę, że wszyscy popełniliśmy błędy i zastanawiam się co teraz zrobić, jak wyciągnąć Czarusia ze schroniska i go zsocjalizować. Bo to że nie może w schronie zostać jest dla mnie oczywiste - potwierdził to pracownik, z którym Borys rozmawiał - skoro on uznał psa po 7 miesiącach w schronisku za psa nieadopcyjnego to im dłużej on tam zostanie, tym gorzej z nim będzie. Nie wiem jak wy, ale ja sobie nie wyobrażam żeby on miał sopędzić resztę życia w schroniskowym boksie. Wierzę w to, że Moria potrafi go przekonać, że człowiek nie oznacza samego zła. Tylko jest mały drobiazg - trzeba go do Morii dostarczyć. Skoro on się tak broni przed wejściem i wyjściem, to łączony przewóz odpada, przerwa w podróży też. Kontener? Musiałby być duży i też nie wiadomo jak on na niego zareaguje. Sedalin? Na 6-7 godzin podróży? Nie da się chyba, nawet narkoza tak długo nie działa. Inne środki uspokajające chyba to samo. Myślę, że trzeba się poradzić osób, które już takie transporty trudne przerabiały. I jeszcze do Borysa. I już na koniec – naprawdę życzę wszystkim użytkownikom tego forum, oby nigdy nie musieli przechodzić przez to co my. Znaczna część z nas przez to przechodziła, ja 2 razy, inni wielokrotnie. I będziemy przechodzili nadal. Bez tego takie psy nie miałyby żadnej szansy. Nigdy nie zapomnę oczu mojej Sagi (w awatarze) kiedy po 1,5 godziny czułego serdecznego mówienia do niej zdecydowała że nie ugryzie, że pozwoli mi się dotknąć i sztywna, dygocząca z przerażenia schyliła nisko głowę, wciśnięta w kąt szczerzyła zęby i patrzyła mi w oczy niepewna czy rzeczywiście moze mi zaufać... Ja wtedy też nic nie wiedziałam o trudnych psach... I bardzo sie bałam... Quote
Moria Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Dziewczyny naprawde w czasie transportu powinien miec kaganiec. On powinien nauczyc sie jeżdzic być wkładany i wyciagany z samochodu. Kaganiec pozwoli mu na to i on bedzie wszystkiego świadom. Uwierzcie nie zaszkodzi mu przez 5 6 godzin byc w kagancu. No przykro ale czasami jest to potrzebne. Przemyślcie i ja uważam żaden kantener, żaden sedalin po prostu kaganiec na czas podroży. tylko go przed podrożą prosze nie karmic. Quote
Billie Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Dziewczyny, przepraszam za zamieszanie, ale niestety na razie te moje 5 zł to wplata jednorazowa, gdyż zwalniam się z pracy i nie wiadomo, kiedy będzie nowa:( Jak tylko będę w stanie, to dorzucę groszem. Quote
Monday Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Kaganiec plastikowy byłby najlepszy....moje zdanie...lekki, w zimie nie będzie zimny, a Czaruś będzie mógł ziać. Tylko naprawdę ciężko kupić kaganiec bez przymiarki:cool1: Quote
Moria Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Wierzę że ciężko nawet wydaje mi sie że najlepszy chociaz drogi bylby skorzany, ale wedlug mnie to by bylo najlepsze wyjście i dla Czarusia, niestety i dla osoby wiozącej go tym bardziej że z przesiadka. tylko trzeba wtedy uważać żeby nie uciekl biedak. Quote
Monday Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Selenga, czy coś ci wiadomo kiedy możesz jechać do elbląga? NIe masz z kim jechać, tak? Jak sprawa stoi? Bo już nie wiem:cool1: Ja cały czas o tym myślę...trzeba go zawieźć do Morii, tylko jak, jak on się boi? Quote
Selenga Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Ja się szykuję na wyjazd w najbliższy weekend. Chcę wszystko tak zorganizować żeby było bez przesiadki, mniejszy stres dla psa. Kaganiec oczywiście tak, zwłaszcza że z postu Borysa wynika, że Czaruś nie chorował w podróży. Mam plastikowy kaganiec w domu, po mojej Sadze, niestety trudno zgadnąć na odległość czy będzie pasował. Konkretne informacje o wyjeździe będę mogła podać jutro, jak wróci moja lokatorka, która ma ze mną jechać. Quote
ihabe Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 [quote name='Borys_1764'] Bardzo szczególne życzenia, i proszę wierzyć to nie sarkazm, dla ihabe – oby nigdy nie spotkała Pani w życiu ludzi, którzy będą Panią oceniać nie mając najmniejszej wiedzy o tym co zaszło, o wszystkich okolicznościach. Ludzi, którzy bazując jedynie na podstawie kilku zdań wypowiedzianych przez kogoś ocenią Pani postępowanie. Gdyby Pana siostra napisała tego typu post to nie było by oceniania z naszej strony. Zamiast wyjaśnień poczęstowano wszystkich zainteresowanych losem Czarusia stekiem niepotrzebnych oszczerstw: ..słów brakuje mi czytając te Wasze posty... a nie tak bestiaslko trzymać psa w izolatce od LUTEGO i oczekiwać że co pies rzuci sie na szyję nowym opiekunom ... po tym co przeszedł.... opamietajcie się ....piesek jest wrakiem psychicznym i żadna z WAS WOJOWNICZEK tego nie potrafiła zobaczyć ... t WSZYSTKIE TRZYMACIE KCIUKI ... smiech... a która z WAS ruszyła się żeby mu coś pomóc. WOLONTARIUSZKI - chcecie pomagać to się same weźcie do pracy i pomóżcie tym zwierzakom zachować ich "człowieczeństwo" chocby 1 jednostce ale niech nie czuje się samotna w schronisku to i łatwiej znajdzie opiekuna ..a nie tak trzymać psa w izolatce bez codziennego kontaku z człowiekiem a potem wymagać od niego nie wiem co ... NAPRAWDĘ SERCA NIE MACIE !!!!!!!!!!!!!! Gdyby Pani Monika napisała " nie udało się choć tak bardzo chcieliśmy" to nie byłoby lawiny protestów w tym i mojego. Tak jak Państwo nie zasłużyli na ocenienie nie znając szczegółów tak i my również. Pana siostra z nas najzwyklej w świecie zakpiła: WSZYSTKIE TRZYMACIE KCIUKI ... smiech... zapewne tez nie jest Wam znane dlaczego w taki a nie inny sposób piszemy na wątku.... Quote
__Lara Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Ja nawet tego postu nie zauważyłam :crazyeye: Tylko ktoś kto nie zna realiów jakie są w polskich schroniskach może pisać takie bzdury. Zapraszam do schroniska w Katowicach, tam to napewno wyprowadzi pani psa i pogłaszcze :p chyba prędzej to schronisko przestanie istnieć. Quote
gonia66 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Mamy już pierwsze wpłaty dla Czarusia od cioteczek i wujaszka:loveu:: eski- 20 zł Nikus- 20 zł Ewelina K- 5 zł Bjuta- 50 zł Tak więc w Czarusiowej skarpecie mamy 95 zł- bardzo dziękujemy:loveu::loveu::loveu: i zapraszamy do dalszych wpłat_ Czarus lada- dzien pojedzie do hoteliku, wiec kaska bedzie potrzebna zeby zaplacic za pobyt:lol: Quote
iwona213 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 poprosze o nr konta na pw ;) czy mam przelać od razu do mori swoją dyszke?? wsumie bede puszczała za wizyty śledzika u wetka więc moge dopisac że dyszka na czarusia?? Quote
lilith27 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 Borys_1764 napisał(a):6go września umarł nasz ….. Był z nami od 18 lat. Walka o jego życie, która rozpoczęła się trzy tygodnie wcześniej zakończyła się porażką - mocznica zwyciężyła. Tego, co czuje się w takiej chwili nie sposób opisać. Żeby to zrozumieć trzeba to samemu przeżyć. Ból, rozpacz i przeogromna pustka. Choć to brzmi bardzo głupio, ale żeby jego śmierć nie poszła na marne zdecydowaliśmy się przygarnąć psa, któremu będziemy mogli zapewnić spokojny dom do końca jego dni. Psa, który z takich czy innych powodów nie ma wielkich szans na adopcję. Ślepota „Czarusia” nie stanowiła najmniejszego problemu. Nie jesteśmy herosami, jesteśmy zwykłymi ludźmi i znamy dobrze swoje możliwości. Jedyne, co było istotne to by pies był spokojny, łagodny, ponieważ mieszkając w bloku nie możemy zapewnić psu jego własnego kojca ale tylko legowisko w mieszkaniu. I taki też według relacji Pani Ani miał być „Czaruś”, który trafił do schroniska niedawno i któremu trudno było odnaleźć się w tej sytuacji. Nie było więc na co czekać. Przecież każdy dzień w schronisku to niepotrzebny stres. Upewniliśmy się czy na pewno możemy go odebrać. Dlaczego nie mielibyśmy wierzyć komuś kto zna „Czarusia” tak dobrze. Po przyjeździe okazało się, że „Czaruś” a według jego karty zdrowia Nemek jest w schronisku nieco dłużej niż od niedawna – trafił tam 4go lutego. I tu zapewne zabrakło trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. No ale przecież Pani Ania zna go dobrze. Kilka godzin spędzonych w parku przed schroniskiem. Widać było, że Borys, tak daliśmy mu na imię, czuje się źle kiedy jest blisko schroniska. Kiedy oddalaliśmy się od zabudowań stawał się dużo spokojniejszy. Długa rozmowa z Panią Magdą – psychologiem ze schroniska. Załatwienie formalności i czas wyjeżdżać bo przed nami długa droga do domu. Większość psów ciężko znosi jazdę samochodem, Borys wręcz przeciwnie. Ułożył się wygodnie na siedzeniu. Zaczęliśmy się powoli poznawać – uwielbia kiedy delikatnie gładzi się go po oczach. Głaskanie po głowie ujdzie, ale to już nie to samo. Minęły 4 godziny jazdy. Dojechaliśmy. Zmęczeni ale szczęśliwi, że już jesteśmy w domu. I tu zaczął się dramat. Otworzyliśmy drzwi samochodu, żeby powoli zapoznał się z nowymi zapachami. Pierwsze niepokojące zachowania. Borys robi się coraz bardziej zdenerwowany. Ciche szeptanie do niego. Potem zostawiamy go na chwilę samego, może tak będzie mu łatwiej. Ponowne podejście, ciche szeptanie, próba pogłaskania – robi się coraz bardziej nerwowo, zaczyna warczeć. Ponowne wycofanie i kolejna próba. Jest coraz gorzej. Uspakaja się dopiero, kiedy zamykamy drzwi. Kolejna próba. Jeszcze gorzej. Warczy, próbuje gryźć. Kolejne próby i eskalacja agresji. Jedyne co przychodzi na myśl to wyciągnięcie go siłą. Ale przecież to nie ma najmniejszego sensu. Przecież w domu oprócz nas jest jeszcze seniorka rodziny. Jak ona poradzi sobie w takiej sytuacji. I tu zapada jedyna decyzja jaka wydaje się być rozsądną, choć ciężko mówić o rozsądku w takiej sytuacji – powrót to jedyne wyjście. Jesteśmy w schronisku o 4 nad ranem. Prośba do pana z obsługi schroniska o pomoc. Próba wyciągnięcia Borysa z samochodu zajmuje mu 20 minut, może pół godziny Ciężko powiedzieć. Wydaje się, że ten koszmar nigdy się nie skończy. Pies jest przestraszony. My kompletnie zdruzgotani. Tydzień wcześniej pożegnaliśmy się z naszym …, teraz kolejne rozstanie. Kiedy Borys jest już w swoim kojcu pracownik schroniska podchodzi do nas porozmawiać. Jest zdziwiony, że zabraliśmy Borysa. Przecież on od tak dawna jest w schronisku. Przecież nikt wcześniej nie próbował go przygotować do adopcji. Pani Aniu, chciała Pani dobrze. Ale nie można robić tego na siłę. Nie w ten sposób. Przecież Pani Magda mogła popracować z Borysem. Jeśli sytuacja była niepewna to może warto było powiedzieć, że na adopcję za wcześnie. Przecież nie musieliśmy zabierać go od razu. Może wszystko potoczyło by się inaczej. Dużo tych „może” ale niestety stało się i już nikt tego nie jest w stanie zmienić. Teraz najważniejszy jest Borys czy „Czaruś” jak go nazywacie. On naprawdę nie jest gotowy na to, żeby trafić do domu, do „zwykłych” ludzi nie mających doświadczenia w postępowaniu z psami tak doświadczonymi przez życie. On potrzebuje czasu, dużo czasu na to by wyjść ze stanu w jakim jest teraz. I już na koniec – naprawdę życzę wszystkim użytkownikom tego forum, oby nigdy nie musieli przechodzić przez to co my. Bardzo szczególne życzenia, i proszę wierzyć to nie sarkazm, dla ihabe – oby nigdy nie spotkała Pani w życiu ludzi, którzy będą Panią oceniać nie mając najmniejszej wiedzy o tym co zaszło, o wszystkich okolicznościach. Ludzi, którzy bazując jedynie na podstawie kilku zdań wypowiedzianych przez kogoś ocenią Pani postępowanie. czemu ma służyć ta wypowiedź? tlumaczeniu? czy może dywagacjom co by było gdyby? a może pani Ania jest winna, że szuka domu psom? stało się i każdemu jest bardzo przykro rozumiem rozczarowania, ale nie ma co wymyślać różnych hipotez nie ma sensu ciągnąć pretensji Czarunia jedzie teraz w miejsce gdzie zaopiekuje się nim ktoś doświadczony...... widzę za to wskazującą na niedawną rejestrację, liczbę postów może proszę skorzystać z okazji dogomania to miejsce gdzie można znaleźc pieska do adopcji lub po prostu wesprzeć jakiegoś czworonoga pozdrawiam Quote
gonia66 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 iwona213 napisał(a):poprosze o nr konta na pw ;) czy mam przelać od razu do mori swoją dyszke?? wsumie bede puszczała za wizyty śledzika u wetka więc moge dopisac że dyszka na czarusia??NIe nie Iwonko- wplacaj do mnie zeby nie bylo "bałaganu", bo wiesz jak to jest..ja bede wplacala cala kwote dla Czarusia na konto Morii od dnia pobytu- na caly miesiac...mysle ze tak bedzie wygdniej dla Morii przede wszystkim:lol:Zaraz Ci wysle konto na PW:loveu: Przyszla mi tez d glowy mysl, ze moze Panstwo, ktorzy chcieli pomoc Czarusiowi, mogliby wplacac jakas kwote na Jego hotelik- to w koncu tez pomoc...no i moze za jakis czas, jak bedzie zsocjalizowany...:razz:..ale moze to glupii pomysl jest..juz sama nie wiem...:oops: Quote
iwona213 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 ok, to bede wpłacała Tobie ;) wiesz Gosiu ja też o tym pomyślałam że mogliby pomóc finansowo, co do późniejszej adopcji też przeszło mi to przez myśl, bo przecież nie są złymi ludzmi skoro chcieli podjąć się opieki, poprostu przerosła ich sytuacja w której się znaleźli... jednak ten post napisany przez panią był ciosem poniżej pasa... nie ładnie z jej strony... Quote
lilith27 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 ojjjjjjjjj albo się ciśnie państwa.... albo prosi o pomoc jak tam koszty transportu goniu? Selenga Ty wieziesz Czarunia Quote
gonia66 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 lilith27 napisał(a):ojjjjjjjjj albo się ciśnie państwa.... albo prosi o pomoc jak tam koszty transportu goniu? Selenga Ty wieziesz Czaruniaale ka nie prosze o pomoc absolutnie...ja tylko delikatnie zlozylam propozycje...wiem co to znaczy bol po stracie ukochanego psa...i wiem jak bardzo chce sie wtedy pomoc...nie udalo sie w taki sposob o ktorym wiemy...mozna sprobowac inaczej...to tez pomoc...wcale chyba nie gorsza.... a odnosnie transportu poczekamy na Selenge...Ona to wzięła na siebie..wiec w tej sprawie- to ONa "dowodzi":loveu: Quote
red Posted September 15, 2009 Author Posted September 15, 2009 Przejrzałam wątek i nigdzie nie napisałam, że to pies przytulanka,"łagodny i spokojny" takich informacji nikomu nie udzieliłam. Na wstępie wątku apelowałam o człowieka, który poprowadzi go przez dalsze życie, nawet wskazałam na dom z ogródkiem wiedząc, że mogą być problemy ze smyczą, lękami itd. Pan Borys uważa, że okres od lutego to bardzo długi okres dla psa. U nas są psy po kilka lat.......! Czy trzymanie go nadal w schronisku spowodowałby, że nagle nadawał by się do domu. W oddali od schroniska podobno czuł się spokojniej, to już dobry znak. Myślę, że państwo nie znają realiów schronisk, bo nie zaglądają tam, są wrażliwymi ludźmi i nie chcą oglądać tych miejsc. W porządku, ja też długo się przełamywałam zanim tam weszłam. Może powiedziałam, że jest od wiosny, chyba od maja, bo wtedy go zobaczyłam, ale co to za różnica luty czy maj dla tego psa. Nie wiem czy zabranie go na siłę z samochodu tak naprawdę nie miało sensu.... Quote
red Posted September 15, 2009 Author Posted September 15, 2009 Rozmawiałam o transporcie Czarusia z osobami w schronisku, nie są za kagańcami, kontenerem ale raczej za podaniem mu sadalinu przed podróżą. Quote
__Lara Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 [quote name='red']Przejrzałam wątek i nigdzie nie napisałam, że to pies przytulanka,"łagodny i spokojny" takich informacji nikomu nie udzieliłam. Na wstępie wątku apelowałam o człowieka, który poprowadzi go przez dalsze życie, nawet wskazałam na dom z ogródkiem wiedząc, że mogą być problemy ze smyczą, lękami itd. Pan Borys uważa, że okres od lutego to bardzo długi okres dla psa. U nas są psy po kilka lat.......! Czy trzymanie go nadal w schronisku spowodowałby, że nagle nadawał by się do domu. W oddali od schroniska podobno czuł się spokojniej, to już dobry znak. Myślę, że państwo nie znają realiów schronisk, bo nie zaglądają tam, są wrażliwymi ludźmi i nie chcą oglądać tych miejsc. W porządku, ja też długo się przełamywałam zanim tam weszłam. Może powiedziałam, że jest od wiosny, chyba od maja, bo wtedy go zobaczyłam, ale co to za różnica luty czy maj dla tego psa. Nie wiem czy zabranie go na siłę z samochodu tak naprawdę nie miało sensu.... Dla mnie żadna. Ale my " w tym siedzimy". I uważam, że zabranie go z auta miało jednak sens. Ale stało się inaczej. Posuwajmy się do przodu, a nie wstecz. Znajdzie jeszcze fajny domek, zobaczycie! Quote
gonia66 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 red napisał(a):Przejrzałam wątek i nigdzie nie napisałam, że to pies przytulanka,"łagodny i spokojny" takich informacji nikomu nie udzieliłam. Na wstępie wątku apelowałam o człowieka, który poprowadzi go przez dalsze życie, nawet wskazałam na dom z ogródkiem wiedząc, że mogą być problemy ze smyczą, lękami itd. Pan Borys uważa, że okres od lutego to bardzo długi okres dla psa. U nas są psy po kilka lat.......! Czy trzymanie go nadal w schronisku spowodowałby, że nagle nadawał by się do domu. W oddali od schroniska podobno czuł się spokojniej, to już dobry znak. Myślę, że państwo nie znają realiów schronisk, bo nie zaglądają tam, są wrażliwymi ludźmi i nie chcą oglądać tych miejsc. W porządku, ja też długo się przełamywałam zanim tam weszłam. Może powiedziałam, że jest od wiosny, chyba od maja, bo wtedy go zobaczyłam, ale co to za różnica luty czy maj dla tego psa. Nie wiem czy zabranie go na siłę z samochodu tak naprawdę nie miało sensu....Aniu..ja jestem na watku Czarusia od niedawna...trafiłam "przypadkowo"(nie wierze w przypadki:lol:)...ale nie potrafie sobie nawet wyobrazic ze moglas Panstwu mowic, ze to pies przytulanka..., bo ja odkad tu jestem wiem, ze jest to pies, ktory potrafi "zlapac"...i od poczatku mowilam o jego socjalizacji...to nie wydaje mi sie prawdopodobne, zebys mogla powiedziec Panstwu inaczej- wiedzac, ze przyjechac maja ponad 500 km...a jesli chodzi o schrn- tam nie powinien byc zaden pies..a juz psy z taka trauma...dlatego nam wszystkim zalezalo, zeby go stamtad wydostac jak najszybciej..i dalej zależy....i jeszcze cos...tez mysle, ze mimo wszystko..warto bylo go na sile wyciagnac z tego auta....warto bylo- biorac pod uwage chocby dzielace kilometry sprobwac...i nie mowie tego aby ocenic..ale aby dac radę...bo mysle ze gdyby wyszedl z tego auta..juz dzis bylby szczesliwym psiakiem..i Panstwo tez..... Quote
lilith27 Posted September 15, 2009 Posted September 15, 2009 zapraszam do moich dzikusek http://www.dogomania.pl/forum/f28/radom-wystraszona-skrzywdzona-sunia-z-pola-jej-corka-146590/#post12975545 Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.