malagos Posted January 17, 2010 Posted January 17, 2010 Pamiętam taką adopcję, babcia którejs z dogomaniaczek wzieła starą sunię i na zdjeciach było, jak ją ma na kolanach i karmi łyżeczką. Obu to było potrzebne, miały siebie na wyłączność. Cudo! Quote
siekowa Posted January 21, 2010 Posted January 21, 2010 Fifuś nie gryzł dlatego, że miał nowotwór, on po prostu taki był zawsze. Pogłębiło się to kiedy bardziej stracił słuch i wzrok, nie mógł się odnaleźć w tej sytuacji. :( Nie był to też pies 10 letni, on miał kilkanaście lat. Nie miał nowotworu wątroby tylko śledziony, trzustki lub nadnerczy. Może i Fifuś super dobrych warunków w azylu nie miał (o ile da się stworzyć je dla takiego psa w polskim schronisku) jednak wiem, że mógł trafić do dużo gorszego miejsca gdzie by nie wydawano pieniędzy na leczenie i pewnie na samym początku by go uśpiono czy zagryzłyby go inne psy. Nie wiem jakiego Fifuś miał kiedyś wycinanego guza, spróbuję się dowiedzieć czegoś na ten temat. W azylu nie ma weta, psy są zawożone do różnych lecznic, najczęściej chyba do Elwetu. Jakie objawy choroby nowotworowej dałoby się zauważyć wcześniej w schronisku? Słyszałam o różnych przypadkach kiedy u domowych psów nowotwór (także taki wielkości 2 pięści) wykrywano zbyt późno a nie zauważono wcześniej żadnych niepokojących objawów. ------- W azylu jest 15 letni Fago, który ma nowotwór wątroby. Zachowuje się jak zdrowy pies ale nie wiem ile mu jeszcze pozostało życia. Niestety nikt się nim nie interesuje nawet na dogo http://www.dogomania.pl/threads/133223-Figo-i-Fago-prawie-SPRINGER-SPANIEL-i-jego-mniejszy-przyjaciel-W-WA Quote
Kostek Posted January 21, 2010 Posted January 21, 2010 ja wozilam Fifusia na kastracje i wyciecie narosli,operowal go doktor Galanty, narosl byla nie grozna reszty durnych tekstow osob ktore nic wspolnego z Fifusiem nie mialt nie skomentuje bo najlepiej jest udawac madrego po fakcie gdy psa juz nie ma, Fifus byl w adopcji pani ktora go miala przebadala go wzdluz wszerz i nie wiem jak jeszcze, byl zdrowy!!!a do tych madrych jak zwykle-tak jak pisze siekowa Fifus od poczatku byl psem specyficznym, nie pragnal kontaktu z czlowiekiem, kasal od poczatku nawet w adopcji pod tym wzgledem sie nie zmienil...wrocil i to co czesto sie dzieje po adopcjach po prostu zrezygnowal z zycia i sie poddal nie wierze ze azyl majac psa z jakimikolwiek objawami chorobowymi trzymalby go i patrzyl jak sie meczy!naprawde niektore osoby powinny sie opanowac!ciekawe gdzie byly jak Fifus potrzebowal domu?! Quote
zerduszko Posted January 21, 2010 Posted January 21, 2010 Przeczytaj całość, a dopiero potem obrażaj innych. I zrozum czytany tekst. Quote
koosiek Posted January 21, 2010 Posted January 21, 2010 Kwestii opieki weterynaryjnej raczej w azylu nie zaniedbano, o czym pisałam już na początku. Gdyby choroba Fifusia dawała jakieś objawy, pewnie trafiłby do weterynarza... Ale, jak napisała Siekowa, nowotwór czasem objawy daje za późno. Przykro mi, że wyszło jak wyszło, szkoda, że nie udało mu się pomóc :( Chciałabym, żeby człowiek, który oddał Fifka, dowiedział się, jak ten pies skończył... Wątek Fago porozsyłałam jakiś czas temu po kilku innych wątkach, ale zajrzała tylko jedna osoba... Quote
zerduszko Posted January 21, 2010 Posted January 21, 2010 koosiek napisał(a):Kwestii opieki weterynaryjnej raczej w azylu nie zaniedbano, o czym pisałam już na początku. Gdyby choroba Fifusia dawała jakieś objawy, pewnie trafiłby do weterynarza... Ale, jak napisała Siekowa, nowotwór czasem objawy daje za późno. Oczywiście, ze tak - może być. Pewności, że tak było w tym przypadku mieć nie będziemy nigdy. Może gdyby był w domowych warunkach, jako jeden z niewielu psów, udałoby się "coś" zaobserwować. Co oczywiście, nie oznacza, ze udałoby sie go uratować. Dyskusja odnośnie warunków rozpoczęła się przed uśpieniem Fifusia, przy rozważaniach nad sensem szukania mu innego lokum. Nie ma się co czarować,że w domowych warunkach byłoby mu lepiej. Nawet najszczersze checi i warunki w azylu, tego by mu nie dały. Szkoda, że niektórzy wyczytują, to co chcą, a nie to co faktycznie pisze. Teraz nie rozumiem jakiej pomocy oczekujecie w stos. do innych starszych psów, chorych bo podobno warunkli w azylu maja dobre, zamiana azylu na hotelu jest bez sensu. Quote
koosiek Posted January 21, 2010 Posted January 21, 2010 Zerduszko, myślę podobnie. Nie wiem, czy udałoby się go zdiagnozować wcześniej, gdyby był w domu... Natomiast Fifuś miał szansę trafić na DT do osoby z doświadczeniem. Mieszkałby w domu, miałby spokój, więcej kontaktu z człowiekiem i tego właśnie nie rozumiem, dlaczego miałyby być to warunki gorsze od schroniskowych, gdzie cały czas żył w stresie - bo jak miał żyć, skoro z domu trafił gdzieś, gdzie wokół pełno obcych ludzi, psów? Mogę się mylić, bo Fifusia znałam bardzo słabo... Ale takie są moje odczucia. Zresztą w pierwszym poście zamieszczona jest taka informacja: "Fifuś niedowidzi i niedosłyszy, na terenie schroniska ze strachu potrafi ugryźć, tam nie wie co się dzieje, stres, hałas, może przypomina mu się to miejsce sprzed wielu lat. Chłonie dźwięki resztkami słuchu. Natomiast poza azylem to normalny, grzeczny pies, zachowuje się jak szczeniak, tarza w trawie, uwielbia głaskanie, drapanie po brzuszku i grzbiecie, smakołyki. Ogonek nie przestaje chodzić". Informacja o tym, że jego zachowanie zmieniło się po utracie wzroku i słuchu pojawiło się dopiero, gdy na wątku zebrało się kilka osób - chyba, że jakiś post przegapiłam. Dlatego wydawało mi się, że problemy z nim związane spowodowane są przede wszystkim powrotem do azylu. I dlatego napisałam o nim na wątku Supełka. W każdym razie na tymczas by i tak pewnie nie trafił, bo myślę, że przed ewentualnym wyjazdem zostałby dokładnie przebadany i ostatecznie skończyłoby się to tak samo, jak się skończyło... Quote
bumel Posted January 24, 2010 Posted January 24, 2010 zerduszko napisał(a): Teraz nie rozumiem jakiej pomocy oczekujecie w stos. do innych starszych psów, chorych bo podobno warunki w azylu maja dobre, zamiana azylu na hotelu jest bez sensu. Mój post jest na marginesie - abstrahując od sytuacji Fifusia. Zresztą też potwierdzę, jako wolontariusz, że Azyl nie pozwoliłby na to, żeby pozostawić psa wykazującego objawy choroby bez opieki medycznej. Chciałam zabrać głos w kontekście postów wychwalających warunki schroniskowe. Czemu mają służyć? I czemu wypisują je osoby, które same o sobie piszą, ze rzadko zaglądają do schroniska? Powiedzmy jasno - nawet najlepszy schron pod słońcem jest tylko schronem. Wystarczy podpatrzyć jak psy na przestrzeni czasu marnieją, gasną w takich miejscach, w jakim tam są stresie. Dlatego myślę, że każde miejsce zapewniające podobne lub lepsze warunki bytowe, ale w którym nie przebywa jednocześnie 150 psów do doglądania, jest korzystniejszym rozwiązaniem. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.