bumerang Posted May 12, 2009 Posted May 12, 2009 W życiu nigdy nie jest prosto ani jasno, zdarzają sie nie przewidziane sytaucje i wypadki takie jak zapalenie przewlekłe płuc które musiało juz być a uczynniło sie podczas tej choroby leczonej, Gonia prosila niesmiało tylko o zwolnienie jej z płacenia za transport tj. 140 zł a nie za wydane pieniądze za analizy,leki zastrzyki i dowoz małej do weta, miała być Zojka u mnie do środy,tez zmieniła mi plany gdyz z Zojką i z Cezarem w blokach na 53 m jestem sama bez pomocy TZ i syna, TZ idzie od poniedziałku do szpitala na zabieg a syn ma uczelnie od rana do 20-tej, teraz mi pomaga a TZ jest bez ograniczenia godzin i powrotu do domu w pracy, czyli nikt z nas tak chetnych do pomocy nie przewidział niespodzianek, ale odpowiedzcie mi czy z tym zapaleniem plus Zojka w hoteliku miała by możność szybkiego wyleczenia? takiej opieki jak ma teraz? czy pani Dorota czekała by w nieskonczoność? Czy oddałybyście jej lub komukolwiek pieska chorego? Jestem juz stara i na dogo zaczynam bywać coraz mniej gdyż zawsze na każdym wątku są jakieś nieporozumienia o kasę o słowa o wszystko co nie pasuje,ale tak bywa nie zawsze ta działalność usłana jest różami, ale dla takich widoków ukochanego zwierzątka ktoremu pomagamy; Quote
Ra_dunia Posted May 12, 2009 Posted May 12, 2009 Chętnie dorzucę do transportu. Reno - podaj mi konto :) Wpłacę 50 PLN. Nie ma się co sprzeczać - wyszło trochę dziwnie (też myślałam, że Państwo są przygotowani na każde leczenie Zojki i nie wiedziałam, że te koszty ma pokrywać fundacja), ale najważniejsze, że mała jest bezpieczna, leczona, w domku po opieką Bumerang :loveu: Oby jak najszybciej wyzdrowiała i wreszcie trafiła do docelowego domku. Quote
Murka Posted May 12, 2009 Posted May 12, 2009 Czy oddalibyśmy komukolwiek psa chorego? Właśnie to zrobiliśmy... Jesli dom deklaruje się psa leczyć i jeśli jest świadomy kosztów i problemów to nie widzę przeszkód w wydaniu takiego psa do adopcji. Dlaczego ma nie dochodzić do zdrowia we własnym domu? Wówczas energię i pieniądze można zainwestować w innego potrzebującego psa. Wyszło przede wszystkim głupio wobec p.Doroty, która "odpuściła" Zoję (wpłacając datki na jej leczenie) w przekonaniu, że Zoja jedzie do domu w takim stanie jakim jest. Schronisko w Mielcu również otrzymało informację, że Zoja jedzie do DS i czeka na podpisaną umowę adopcyjną. Czy to dla Zoi naprawdę tak dobrze wciąż zmieniać miejsce? Dlaczego nie może być wg ustaleń leczona w DS? Zwłaszcza, że dla bumerang - jak pisze - Zoja jest dodatkowym kłopotem. A jaką mamy gwarancję, że p.Małgosia będzie czekać, aż Zoja wyzdrowieje? Quote
GoniaP Posted May 12, 2009 Posted May 12, 2009 Nie będę ukrywać mojego zażenowania obecną dyskusją :( Jakoś tematem przewodnim stał się tu wątek finansowy, a nikt nie przejmuje się dobrem Zoji... :( Myślałam, że wyraziłam się jasno za pierwszym razem, ale nie do wszystkich trafiło. Grzecznie i nieśmiało poprosiłam o zbiórkę na paliwo dla Reno i TYLKO NA PALIWO. Napisałam również, że jeśli moja prośba nie spotka się z aprobatą, oczywiście nie cofnę danego słowa i koszty pokryję. Teraz już nie mam żadnych wątpliwości co do zdania ogółu, zatem proszę Cię Reno o podanie nr. konta na pw. Jeśli chodzi o kwestię przewiezienia chorej Zoji do domu Pani Małgosi i Jej gotowości zaopiekowania się chorym psem, to owszem, Pani Małgosia czeka na Zoję w każdej chwili. Jednak to ja, po konsultacji z weterynarzem, nie zgadzam się by ją tam zawieźć już, ponieważ: 1. zapalenie płuc to nie katar, zatem intensywność leczenia oraz potrzeba nadzoru weterynarza jest niewspółmiernie wyższa. 2. należy zwracać uwagę na inne aspekty choroby Zoji i obserwować ją też pod kątem pozostałości po babeszji, mieć możnośc powtórzenia badań krwi i innych działań. 3. Bumerang jest z zawodu pielęgniarką, może skoncentrować się wyłącznie na Zojce i zapewnić jej profesjonalną opiekę. Poza tym znam Joannę od dawna i ufam Jej ocenie sytuacji. Pani Małgosia natomiast, choć zapału Jej nie brakuje, prowadzi gospodarstwo agroturystyczne i ma inne zwierzęta, więc i zajęć więcej. Dodatkowo mieszka na tzw. zadupiu, więc i kontakt z weterynarzem byłby utrudniony. Poza tym, byłby to kolejny weterynarz, który musiałby się wdrożyć w zawiłą historię choroby Zoji....A gdyby trzeba było podać kroplówkę???? 4. podróż do nowego domu, kolejnych ileś tam dziesiąt kilometrów, zmiana otoczenia, to kolejne obciążenie dla i tak osłabionego już organizmu i otwarcie furtki dla kolejnych (tfu, tfu) infekcji i powikłań.... Jeśli ktoś nadal nie rozumie mojej decyzji, to przykro mi, ale bardziej łopatologicznie wytłumaczyć się nie da. I na tym koniec i kropka. Zoja pojedzie do Pani Małgosi wtedy, kiedy będę miała pewność, że zagrożenie minęło i Pani Małgosia poradzi sobie z dalszym leczeniem domowym i opieką nad Zoją. Tylko wtedy będę mogła spać spokojnie. Zoja przeszła już dostatecznie dużo, i tylko przypomnę, że od pojawienia się pierwszych oznak choroby (8 kwietnia) minął już ponad miesiąc, miesiąc leczenia.... Ilu weterynarzy ją oglądało? Ile diagnoz postawiono? I absolutnie proszę nie zrozumieć tego zdania opacznie! Do nikogo nie mam żadnych pretensji, a szczególnie nie do Murki, która robiła co mogła w warunkach kojcowych w hoteliku. Ale nie trafia do mnie argument niektórych tu wypowiadających się, że Zoja miałaby tak samo dobrą opiekę w Janowie jak tu w Poznaniu, i że mogłaby sobie poczekać na Panią Dorotę (tę samą, która chciała psa wyleczonego i już raz przestraszyła się chorób, a raczej powikłań pochorobowych Zoji i wysokich kosztów prowadzenia psa po przejściach). Nie! Po pierwsze była mowa o "chyrchaniu", wycieku z nosa i osłabieniu, ale nikt nie zdiagnozował zapalenia płuc! Antybiotyki były podawane w krótkich seriach i widocznie były za słabe! Do tego nawet najlepiej ocieplona buda nie może równać się z ciepłym domem i intensywną opieką kogoś wykwalifikowanego. I na tym zakończę, bo dalsze wywody nie mają sensu. Zoja zasługuje na najlepsze i niedowiarków zapewnię, że wiem co robię. A wszystko co robię, robię dla dobra Zoji i żadne inne pobudki mną nie kierują! I proszę uszanować moją decyzję. Quote
Murka Posted May 12, 2009 Posted May 12, 2009 Goniu, zgodziłam się wydać Zoję przede wszystkim dlatego, że p. Małgosia miała mieć super warunki do leczenia psa i sprawowania nad nim opieki... Zapewniałaś mnie o tym. A z tego co teraz piszesz wynika coś z goła innego :-( My też mieszkamy na z..piu a z podawaniem kroplówek problemu nie było żadnego. O babeszji była mowa od początku, więc nie rozumiem zupełnie argumentu nr 2. Poza tym nie skonsultowałaś swojej decyzji ani ze mną, ani z dotychczasowymi sponsorami Zoi, ani ze schroniskiem. Więc nie dziw się reakcji. Zoja miała jechać do wspaniałego DS, który podjął się jej zdiagnozowania i leczenia, a nagle trafia na DT, umieszcza się rachunki za leczenie i prosi o zwrot kosztów transportu. Wierzę, że Zoja ma obecnie fachową opiekę, ale ja mam nauczkę: nie wydawać psa do adopcji przez pośredników :shake: Quote
GoniaP Posted May 12, 2009 Posted May 12, 2009 Murka napisał(a):Goniu, zgodziłam się wydać Zoję przede wszystkim dlatego, że p. Małgosia miała mieć super warunki do leczenia psa i sprawowania nad nim opieki... Zapewniałaś mnie o tym. A z tego co teraz piszesz wynika coś z goła innego :-( My też mieszkamy na z..piu a z podawaniem kroplówek problemu nie było żadnego. O babeszji była mowa od początku, więc nie rozumiem zupełnie argumentu nr 2. Poza tym nie skonsultowałaś swojej decyzji ani ze mną, ani z dotychczasowymi sponsorami Zoi, ani ze schroniskiem. Więc nie dziw się reakcji. Zoja miała jechać do wspaniałego DS, który podjął się jej zdiagnozowania i leczenia, a nagle trafia na DT, umieszcza się rachunki za leczenie i prosi o zwrot kosztów transportu. Wierzę, że Zoja ma obecnie fachową opiekę, ale ja mam nauczkę: nie wydawać psa do adopcji przez pośredników :shake: Kasiu, ale dlaczego piszesz nieprawdę? Od początku mówiłam, że Zoja najpierw pojedzie na pełną diagnostykę, i jeśli zajdzie taka potrzeba, zostanie w klinice na parę dni. Do kliniki (w Śremie) nie pojechała, bo nocowała u Bumerang w Poznaniu. Uznałam zatem, że nawet lepszym wariantem będzie zabranie jej do mojego, zaufanego weta w Poznaniu, który ją dokładnie obejrzy. Zamiast w klinice, jest pod opieką Bumerang a pod nadzorem weta i gra. Zarówno Wet jak i ja jesteśmy pod telefonem, i jeśli Bumerang zadzwoni w środku nocy, że coś jest nie tak, jesteśmy gotowi zadziałać natychmiast. Nie rozumiesz, że dla dobra psa to jest najlepsza opcja? Nie rozumiesz wciąż dlaczego nie oddałam Zoji JUŻ Pani Małgosi??? NO A JA NIE MOGĘ ZROZUMIEĆ DLACZEGO TY TEGO NIE ROZUMIESZ! Nie rozumiem też dlaczego miałam konsultować tę decyzję ze sponsorami i schroniskiem??? Nie przedstawiłam żadnych rachunków za leczenie, a jedynie kartę informacyjną wizyty. Dla Waszej wiadomości podałam dotychczas poniesione koszty, analogicznie do tego, jak dotąd były przekazywane tu na wątku przez Ciebie Kasiu! O kosztach paliwa nie mówmy, Reno ma już dane do faktury. Niestety czuję wielki niesmak w tej chwili. Przykro mi, że w ten sposób zostałam potraktowana. Mam wrażenie, że tu nie chodzi o dobro psa, ale o masówkę. Quote
Ulka18 Posted May 13, 2009 Posted May 13, 2009 Po przeczytaniu ostatnich postów podsumuje jn od pkt.1, jako ze jest to pierwszy mielecki wątek, na którym poruszono problem i kwestię pieniędzy i wyszlo nie tak jak było zaplanowane, nie dam z nas zrobic opinii 'kasiarzy' :no-no-no: Takich watkow mieleckich W OGOLE NIE MA, chyba tego nie musze przypominac :mad: Bo wyszlo na to, ze tylko takie istnieją. TEN JEST JEDYNY od 2005 roku ! Psów uratowanych nie będe liczyc. 1/ my wszyscy wolontariusze mieleccy jestesmy kompletnymi tumanami, ktorzy nie wiedza co robia ratujac psy ze schroniska i zalezy im tylko na kasie, nie znamy sie na adopcjach i jestesmy jedynie amatorami z prowincji i byle jakimi uczniakami 2/ nie zależy nam na Zoi i to co zrobilismy dla niej to maly pikus, kasa dla nas jest priorytetem (kto z nas wzial chociaz złotowke?) Przykro mi to pisac, ale tak sie poczulam i tak to widze w swietle postow :shake: Dziekuje bardzo Bumerang za nadprogramowa opieke nad kochana Zoja, naprawde nie musiala tego robic, a robi co tylko mozliwe, poswiecajac extra swoj czas i sily [SIZE=2]:Rose: [SIZE=3]Bumerang dziekuje Ci za wszystko, za zdjecia Zojki i za wiadomosci o suni :calus: Wymiziaj proszę sunieczke od nas :p Mam nadzieje, ze tak jak obiecala Gonia sunia po wyzdrowieniu trafi do domu stalego i będzie naprawdę szczęsliwa. Quote
Reno2001 Posted May 13, 2009 Posted May 13, 2009 Dziewczyny, przestańmy już na prawdę. Pojawiły się deklaracje na wsparcie na transport. Oczywistym jest, że od bumerang to ja złotówki nie wezmę ;). Zoja jest u niej, więc lepiej niech te pieniądze przaznaczy na nią. Zadeklarowała się Ra-dunia. Ja już sama nie wiem, co teraz robic. Kwestie finansowe niestety zawsze sa drażliwe. Nie pozwólmy jednak, aby wszystko psuły Goniu-nikt tu nie idzie na masówkę. Mamy pod opieką tyle psów, na ile możemy sobie pozwolic. Jak do tej pory nigdzie się nie zadłużyliśmy. Nie tworzymy żadnej fundacji. Jest nas zaledwie kilka osób i wszyscy z własnej, prywatnej kieszeni utrzymują psy. Supłamy jak się da. Jak wszyscy w obecnych czasach ;). Nie ma co się obrażac. Lepiej wymyslic cos sensownego. Jako Fundacja macie dużo wieksze pole manewru i zupełnie inne możliwosci, niż my, jako osoby prywatne. Quote
Murka Posted May 13, 2009 Posted May 13, 2009 Goniu, teraz rozumiem dlaczego Zoja nie może trafić do DS i Twoje decyzje są jak najbardziej słuszne i je szanuję, tylko wcześniej nie było mowy o tym, że p.Małgosia nie ma możliwości sprawowania opieki nad chorym psem i stąd moje/nasze rozczarowanie. bumerang napisał(a): Gonia P ma cudowny domek dla czarnulki, zabiora ja nawet chorą i zrobia wszystko by wyzdrowiała :loveu: Nie wiem gdzie piszę nieprawdę? Konsultować wypadałoby, ponieważ gdyby nie ten wątek i nie gro udzielających się tu osób, którym Zoi dawno by nie było, zapewne odeszłaby w schronisku za TM jako czarna suczka z Niska. Z pewnością gdybyś nie postawiła nas przed faktem dokonanym tylko przedstawiła od początku sytuację jaka jest - wszystko wyglądałoby inaczej. Niestety to tylko forum i trzeba mieć na uwadze nieporozumienia związane ze wszystkim co zostaje załatwiane poza nim. I żeby nie było niejasności: jestem naprawdę Tobie i bumerang wdzięczna za nadprogramową opiekę nad Zoją i trzymam kciuki za jej walkę z choróbskami. Mam nadzieję, że jak najszybciej będzie mogła trafić do DS (mam też nadzieję, że p.Małgosia będzie na nią czekać ile to będzie potrzebne). Proszę jeszcze o odesłanie wypełnionej umowy adopcyjnej do schroniska, bo muszę sie rozliczyć z wydanego psa z hoteliku. Quote
Ra_dunia Posted May 13, 2009 Posted May 13, 2009 Deklaracje podtrzymuje. Reno - jak będziesz coś wiedziała daj mi znać na PW. Uściski dla Zojki. Quote
bumerang Posted May 13, 2009 Posted May 13, 2009 Nie musi mnie nikt dziekować za jak to nazwałyście nadprogramową opiekę, to nie pierwszy piesek tymczasowy,za każdym razem daję im to co najważniejszę - jedzonko i milość:loveu: A tak po za tematem mam dziś urodziny :lol: nie napiszę ktore, bo wstyd:oops: dlatego mam życzenie dajcie już spokój błagam Was z całego serca. Zojka jest coraz lepsza, kaszelek pojawia sie zawsze jak wstaje po nocy albo zmienia w nocy pozycje z mojego łożka na Cezarkowe posłanie, biedak oddaje jej wszystko a nasza ksieżniczka na niego warczy jak przychodzi do mnie tez sie wymiziać:placz: Najważniejsze,że leki działają:multi: Quote
GoniaP Posted May 13, 2009 Posted May 13, 2009 Murka napisał(a): Proszę jeszcze o odesłanie wypełnionej umowy adopcyjnej do schroniska, bo muszę sie rozliczyć z wydanego psa z hoteliku. Murka, reszty postu komentować nie będę, bo myślę, że wkradło się tu jakieś niezwykłe nieporozumienie i krzywdzi nas obie. Chciałam wysłać umowę na adres na pieczątce (mielecki TOZ). Czy tak będzie dobrze? Quote
Murka Posted May 13, 2009 Posted May 13, 2009 Tak na ten adres: Targowa 11, 39-300 Mielec. Dzięki ;) Cieszę się, że z Zoją lepiej :multi: Quote
halcia Posted May 14, 2009 Posted May 14, 2009 Zojeczko,kochanie ,na tyle wysiłków i nerwów dziewczyn,musisz zrobić piekna rzecz.... w y z d r o w i e ć!!!!! Quote
Ulka18 Posted May 14, 2009 Posted May 14, 2009 Bumerang, cudne zdjecia czarnej jak węgielek Zojki :loveu: Czy sunia ma temperature czy juz jest lepiej? Jeszcze raz wielkie dzieki za opieke nad sunia :Rose: I jakby nie bylo i co nie napisalysmy na tym watku to jestesmy szczesliwe, ze Zoja bedzie miala dobry dom i ze udalo sie ja uratowac przed smiercia w schronisku :lol: Quote
bumerang Posted May 14, 2009 Posted May 14, 2009 mała nie ma temperatury, jes radosna i zywiołowa ale jest jeszcze słaba, widze to po spacerkach, ma apetyt jeszcze kaszle i to zawsze po leżeniu, czyli zapalenie na płucach jeszcze jest, mała nabiera ciałka i nie jest juz taka łakoma.Poprawę widać,leki działają a przecież te leki ma dopiero od wtorku, w poniedziałek dostała wszystko w zastrzykach, byly bolesne:placz: mała jest cierpliwa,uwielbia szczotkowanie choć nie bardzo lubi czesanie portków i ogonka:cool3: bardzo ja wszyscy kochamy i jest dla nas Agata 2;) (podobna do poprzedniej tyczasowiczki ) Quote
halcia Posted May 14, 2009 Posted May 14, 2009 Eeeee tam,co to za rozrabianie na leżąco:eviltong:Ale ogromnie sie cieszę,ze z sunia lepiej.. Quote
Murka Posted May 14, 2009 Posted May 14, 2009 Zastrzyków to się ona obrała bidula... Pod taką opieką to nie ma prawa niezdrowieć ;) A jak sytuacja z transportem Reno? Quote
agusiazet Posted May 15, 2009 Author Posted May 15, 2009 Zojka, trzymam kciuki i za zdrówko i za szybki wyjazd do własnego domu! Quote
bumerang Posted May 15, 2009 Posted May 15, 2009 Dzis Zojka jedzie do weta na kontrolę:loveu:jeżeli bedzie oki to jutro bedzie w swoim na zawsze domku,choć przyznam się,że skradła nam wszystkim serca:loveu: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.