majqa Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 [quote name='Tosia2'](...)Kiedy układałam Tosiaka 4 letniego z innym samcem zgodnie twierdzili, że sie ne da i pies musi zmienić adres..... a jednak...udało się, choc kosztowało to trochę wysiłku zarówno z mojej strony jak i właścicieli psów....Czy dobrze myślę, że to znany mi wątek?:lol: (...) Wątek, z którego dałaś fotkę - również pamiętam. Ktoś się przełamał i dał psu szansę, a przeszłość jego była przecież nieznana. Ta historia istotnie miała swoje szczęśliwe zakończenie, czego i tej życzę (pod tym pojęciem rozumiem właśnie "kamikadze" - w dużym uproszczeniu, który odważy się i da mu szansę, a pies to doceni/ dostosuje się i nie powieli zachowań z domku Nicol). Quote
MonikaP Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Pies doceni? Czy tak, jak ktoś to napisał w którymś z postów "doceni to, co ma w domu"? Pies tak kocha swoją Panią, że chciałby ją zagryźć? A może to już nie miłość do psów, a Dogofanatyzm? Co proponujecie? Pies ma wrócić do swojego domu, terroryzować ludzi tam mieszkających i czekać na nowego, wymarzonego właściciela, który świadomie podejmie się pracy z nim? Ile to ma trwać? Ile razy jeszcze Nicol zostanie pogryziona? Którego dnia pies zaatakuje dziecko? Każecie im mieszkać z tym psem dopóki nie znajdzie domu? A może powinien zamieszkać w klinice albo hotelu? Kto to sfinansuje? Zdaje się,że Nicol wyraźnie napisała, że jej na to nie stać. Czy ktoś z Was, znawców rasy, "układaczy" trudnych psów weźmie go do siebie? Nie - bo boicie się o swoje dzieci, o siebie, o swoje psy. Cały czas mówicie o pracy z psem, ale kto to ma zrobić? Nicol, która się go boi? Przecież ten jej strach nie minie z dnia na dzień, a podejrzewam,że nie minie pewnie nigdy. Co proponujecie? Pies za ileś godzin będzie musiał opuścić przytulisko. CO DALEJ? Quote
Neris Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Mam wiadomość od pani Kasi - przeczytała wszystko uważnie, ale w związku z tym że nie ma netu odpowie jutro. Mówiła mi przez telefon że na wątku "molosowym" jest coś o tym, że szło w dobrym kierunku ale nawyki nie zostały utrwalone - za szybko "odpuszczono" psu. Ale to już chyba w sumie musztarda po obiedzie... Quote
majqa Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 MonikaP napisał(a):Pies doceni? (...)Pies ma wrócić do swojego domu, terroryzować ludzi tam mieszkających i czekać na nowego, wymarzonego właściciela (...) A może powinien zamieszkać w klinice albo hotelu? Kto to sfinansuje? (...)Zdaje się,że Nicol wyraźnie napisała, że jej na to nie stać. Czy ktoś z Was, znawców rasy, "układaczy" trudnych psów weźmie go do siebie? Nie - bo boicie się o swoje dzieci, o siebie, o swoje psy. (...) To ja napisałam, że pies nie doceni odosobnienia - to działa na ludzi, nie na zwierzęta. Nie napisałam również, że ma wrócić do Nicol, bo ta winna zadbać o swoje dobro, życie własne i najbliższych. Ja nie sfinansuję hotelu mając wraz z mamą pod opieką ciut ponad 10 psów, o kotach nie wspomnę. Nie jestem układaczem trudnych psów ale wzięłabym go do siebie, tyle, że na docelowej powierzchni trochę ponad 30mkw., nie dołączę go do mnie, męża, 2 suk i 2 kotów (te ostatnie długo by nie przetrwały, jak sądzę). Przy większej powierzchni chyba (podkreślam - chyba) bym zaryzykowała nie dla pokazania, że można (bo może byłoby to porażką, z czym się liczę) ale dla samej, rozdartej w sobie, Nicol. Nie jestem dogofanatyczką. Hm...Twój post, jakoś tak (a może to przewrażliwienie) trąci zadrażnianiem, a to chyba zbyteczne. Zauważ proszę, że w jakimś celu Nicol założyła ten wątek. Być może chciała by ją umocniono w decyzji o uśpieniu psa, być może liczy na cud, że znajdzie się, że pomożemy jej znaleźć chętnego na psa, kogoś, kto zaryzykuje i ma na to warunki. Ja ze swojej strony nadałam temat w eter (net) i rozmawiałam z masą ludzi "bawiących się" w tzw. ostre psy. Liczę się, że nic to nie da ale oczywiście próbuję. Napisałam również wcześniej, że daleka jestem do udzielania rad Nicol, bo sama nie wiem, co zrobiłabym na jej miejscu. Znam jak wspomniałam dobre przykłady domów z psami obronnymi, znam i, jasna sprawa, domy - porażki, sytuacje z pogranicza problemu Nicol. Quote
majqa Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Neris napisał(a):Mam wiadomość od pani Kasi - przeczytała wszystko uważnie, ale w związku z tym że nie ma netu odpowie jutro. (...)... Skoro to spec, jestem bardzo ciekawa zdania Pani Kasi. Quote
Tosia2 Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 [quote name='majqa'] Zauważ proszę, że w jakimś celu Nicol założyła ten wątek. Właśnie oto chodzi... Ona wręcz bała się ocen czy "złotych rad"... Wątek był jedynie prośbą o pomoc w szukaniu domu, w dawaniu ogłoszeń, itd.... Sama ją do tego namawiałam gorąco, bo im więcej osób się dowie tym lepiej... Pies i tak jutro wraca do domu, bo jak powiedziała Nicol-jeśli nawet miałby zostać uśpiony to w swoim domu, wśród ludzi którzy go kochają, a nie jak śmiec w jakimś przytułku.... Tymbardziej że skoro nie pozwala podejsć do siebie trzeba byłoby go odstrzelic jak dzikie zwierze..... A to zdjęcie tego psiego "mordercy z moją 4 letnia córką... Był zdziwiony, że mała ogania się od jego jęzora.... Quote
Guest malva Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 mi to sie ryczeć chce coraz bardziej jak czytam to wszystko a co na to maz nicole? co on mysli o tej sytuacji? Quote
majqa Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Tosia2 napisał(a):(...)Ona wręcz bała się ocen czy "złotych rad"... (...) Pies i tak jutro wraca do domu (...) Do "złotej rady" dalej mi niż bliżej. Nie trafiona to kac psychiczny jak ta lala.:-( O matko, wraca, czyli wraca strach i horror. Tosiu, ja już nie wiem, gdzie, do jakich drzwi zapukać. :shake: A propos terroru...jestem w niemałym szoku. Poznałam na osiedlu Panią, przesympatyczna, samotna osoba, zakochana w swoim yorku, na ślepo zakochana, bo nie chce rozważyć poszukania mu domku, na behawiorystę jej nie stać więc cierpi zagryza zęby. Sama ją zaczepiłam na spacerze, bo zobaczyłam w niej i psie uroczą parę i zachwycona byłam tym, jak pies trupta przy niej, z noskiem przy nodze. Hm...niestety to jedyny pozytyw tego psa, więc Pani zaiwania po osiedlu non stop - plus, łapie kondycję. York, taki kurdupel, ją sobie podporządkował. Jego celem są właśnie te spacery lub ciągła adoracja. Jeśli tego nie ma - np. Pani zajmie się czymś w domu chwilę dłużej, pies tnie ją jak brzytwą. Nie uwierzyłam póki nie pokazała mi pociętych dłoni i kostek. Zbaraniałam. Próbowałam coś jej podpowiedzieć ale czy się zastosowała? Dawno się nie widziałyśmy. Quote
BasiaD Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Przepraszam, że zabieram głos, bo się nie znam.Ja mam koty. Ale Kocur ze schronu też ze mną walczył przy podawaniu leków i wetka powiedziała, że nie będzie przychodziła do niego z lekami domu.. Myślę, że ważna jest -psychika, w domu musi być ustawiona hierarchia i pies musi wiedzieć, gdzie jest jego miejsce.. A przede wszystkim nie można się go bać, tylko trzeba go ustawiać ( tak na chłopski rozum, bo nie jestem psiarą i nie znam psów, ale moim ziwrzakom zawsze pokazywałam, kto rządzi, bo po prostu byłam z nimi sama i nie miałąm innego wyboru i tearz mój Rudzielec ze schronu jak chce pokazać, że mu się coś nie podoba to tylk "delikatnie" paca mnie łapką bez pazurków, ale to tylko "mały kotek", który i tak w razie czego ucieknie, a nie dużu "agresywny" pies) , ale i tak myślę, że wszystko jest w psychice,pies po prostu musi znać swoje miejsce w stadzie i nie można mu pokjazać, że ktoś wyżej się go boi.. Współczuję Nicol...Szkoda mi SAtou, bo to młody pies .. Ja bym jeszcze powalczyła. może Pani Kasia pomoże ?? Trzymam kciuki za Nicol i Satou Quote
epe Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Malva! Jeśli dobrze zrozumiałam,to mąż nie chce kastracji,poza tym jakby się wcale nie przejął atakiem psa na żonę,a do tego ma małą wyobraźnię,bo chyba nie bierze pod uwagę,że i córka jest w niebezpieczeństwie! Dla mnie to wygląda tak,jakby najważniejsze dla niego było to,że pies ma respekt do niego,a żona i córka niech sobie radzą! Quote
majqa Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 malva napisał(a):mi to sie ryczeć chce coraz bardziej jak czytam to wszystko a co na to maz nicole? co on mysli o tej sytuacji? Skoro my, obcy, ludzie z boku, przeżywamy to na swój sposób, wyobrażam sobie jaką huśtawkę ma Nicol. Miałam wielkie szczęście, na masę psów, które godnie dożyły u mnie późnej starości, że nie byłam postawiona do tego stopnia pod ścianą. Epe- nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciała przeczytać, że mąż Nicol się ocknął. Quote
emir Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Nicol napisał(a):Zadzwonił do mnie pan z Warszawy w sprawie Satou. Miał kiedys tose. Poprosiłam Tosie2 o wizyte przedadopcyjna u tego pana. Ostrzegam przed "panem z W-wy" lub "panem z Zyrardowa"; on szuka niekastrowanych psów i szkoli w nich agresję ( o metodach zamilczę) ; prawdopodoibnie przygotowuje te psy do walk; likwidowalismy pseudohodowle tosa inu pod Żyrardowem; on "wyrabiał w nich agresję" jak sam mówił; a potem te psy sprzedawano; komu? O tym ,że w okolicach Grójca odbywają sie walki psów ćwierkają nawet wróble . Info o nim zamieściliśmy na \'czarnych kwiatkach\' Emir Quote
Tosia2 Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 epe napisał(a):Malva! Jeśli dobrze zrozumiałam,to mąż nie chce kastracji,poza tym jakby się wcale nie przejął atakiem psa na żonę,a do tego ma małą wyobraźnię,bo chyba nie bierze pod uwagę,że i córka jest w niebezpieczeństwie! Dla mnie to wygląda tak,jakby najważniejsze dla niego było to,że pies ma respekt do niego,a żona i córka niech sobie radzą! Nie nie... To zupełnie nie tak... Mąż Nicol także przeżywa tę sytuację ale jak każdy na swój sposób... Co do kastracji to wyraził zgodę i z tego co wiem, ma ona się odbyć w przyszłym tygodniu (wciaż ubolewam że nie 6mies temu)... Natomiast co do pogryzienia, on uważa, ze to Nicol ma najwięcej do powiedzenia, gdyz to ją pies ugryzł....Szanuje jej zdanie, logiczne że ona i dziecko sa najważniejsze... Nie wyklucza jednak prób walki o psa...Także jest z nim zwiazany bardzo... jednak nic na siłę... W pewnym sensie to całkiem logiczne, ale może właśnie ona nie potrzebuje aż takiej swobody decydowania, ale bliskiego wsparcia w tej kwestii... To nie jest zły facet, tylko moze inaczej przeżywajacy tę sytuację... Szkoda, bo to nie brak chęci...:-( Quote
Tosia2 Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 emir napisał(a):Ostrzegam przed "panem z W-wy" lub "panem z Zyrardowa"; on szuka niekastrowanych psów i szkoli w nich agresję ( o metodach zamilczę) ; prawdopodoibnie przygotowuje te psy do walk; likwidowalismy pseudohodowle tosa inu pod Żyrardowem; on "wyrabiał w nich agresję" jak sam mówił; a potem te psy sprzedawano; komu? O tym ,że w okolicach Grójca odbywają sie walki psów ćwierkają nawet wróble . Info o nim zamieściliśmy na \'czarnych kwiatkach\' Emir Dzięki za informację... Ten Pan nie dostał psa, ale z zupełnie innego powodu... Był z Grochowa, zgadzał się na kastrację... Quote
ElzaMilicz Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Przeczytałam wątek. Nicol całym sercem jestem z Tobą. Tu masz przyczynę nieprawidłowego ustawienia w stadzie, ale Ty to przecież wiedziałaś, domyślałaś się... [quote name='Nicol']... wiecie czasami mysle, że Satou traktuje mnie tak samo jak mój mąż... I to nie tak że rozpieszczalismy Satou jak był szczeniakiem, bylismy konsekwentni, ale... Po próbach warczenia, nie odsyła się tak po prostu szczeniaka (czy dorosłego psa) na miejsce, tak długo go " naciskasz", aż Cię przeprosi, potem dopiero wykonuje polecenie " na miejsce". Nie cofniesz sytuacji... Quote
emir Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 MonikaP napisał(a):Pies doceni? Czy tak, jak ktoś to napisał w którymś z postów "doceni to, co ma w domu"? Pies tak kocha swoją Panią, że chciałby ją zagryźć? A może to już nie miłość do psów, a Dogofanatyzm? Co proponujecie? Pies ma wrócić do swojego domu, terroryzować ludzi tam mieszkających i czekać na nowego, wymarzonego właściciela, który świadomie podejmie się pracy z nim? Ile to ma trwać? Ile razy jeszcze Nicol zostanie pogryziona? Którego dnia pies zaatakuje dziecko? Każecie im mieszkać z tym psem dopóki nie znajdzie domu? A może powinien zamieszkać w klinice albo hotelu? Kto to sfinansuje? Zdaje się,że Nicol wyraźnie napisała, że jej na to nie stać. Czy ktoś z Was, znawców rasy, "układaczy" trudnych psów weźmie go do siebie? Nie - bo boicie się o swoje dzieci, o siebie, o swoje psy. Cały czas mówicie o pracy z psem, ale kto to ma zrobić? Nicol, która się go boi? Przecież ten jej strach nie minie z dnia na dzień, a podejrzewam,że nie minie pewnie nigdy. Co proponujecie? Pies za ileś godzin będzie musiał opuścić przytulisko. CO DALEJ? Pies z pewnością nie może zostać u Nicol ponieważ jest to teraz bomba z opóźnionym zaplonem; kastracja owszem, ale zmiany jego charakteru nie nalezy się spodziewać szybko ( jeśli w ogóle ona nastąpi). Utrwalanie sie w nim pozycji przywódcy może mieć tragiczne konsekwencje i warto o tym pamiętać, ZANIM się zdarzy tragedia. Oddawanie go komukolwiek do adopcji odradzam - nie można bowiem, będąc czlowiekem odpowiedzialnym narażac nikogo ( może nieświadomego zagrożenia) na nieszczęście. Dlatego m.in. uśpilismy 2 suki tosy z owej żyrardowskiej pseudohodowli, które zatakowały ludzi ( jedna b. dotkliwe pogryzienie) drugi atak na twarz, tylko dlatego nie zakończony wyrwaniem policzka, że my wiedzieliśmy jak się zachować; a czlowiek nie mający doświadczenia - jest bez szans. Emir Quote
Tosia2 Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Osoba która ewentualnie podjęłaby się opieki nad tym psem na pewno musiałaby być świadoma problemów z jakimi może się spotkać jak równiez jego historii... Wspomniany Pan z Warszawy równiez został poinformowany szczegółowo, natomiast z czystej odpowiezialnosci go nie dostał, gdyż po wizycie wiedziałyśmy ze nie jest to odpowiednia osoba, a tu nie można sobie pozwolić na błąd.... Quote
Tosia2 Posted June 19, 2008 Posted June 19, 2008 Tak na marginesie to ustosunkuję się jeszcze do obaw wielu osób co do tego, jak pies zachowa się gdy Nicol przyjedzie go odebrać.... Otóż nie będzie miał jej tego za złe, z całą pewnością się ucieszy nieziemsko jej powrotem, gyż....jest psem, a te obawy są własnie uwarunkowane podświadomym uczłowieczaniem jego reakcji... On nie będzie "winił" jej za pozostawienie, a.... prędzej samo ogrodzenie... Moze brzmi to dziwnie, ale gdy został zamknięty i patrzył jak jego Pani odchodzi, nie czuł z jej strony negatywnych emocji, a problem widział w płocie który go ograniczał, bo to za jego sprawą był unieruchomiony, nie mógł iść za właścicielem.... To trochę jak z dzieckiem które szuka winnych najbliżej siebie... On ciesząc się, skacząc, moze podgryzać za palce u dłoni, ale nie będzie to z całą pewnoscią negatywne... Nie wiem, czy to co napisałam da się dokładnie zrozumieć (niektóre przemyślenia ciężko opisać), ale jutro wieczorem przekonamy się jak będzie... :roll: Quote
majqa Posted June 20, 2008 Posted June 20, 2008 Tosia2 napisał(a):(...) z całą pewnością się ucieszy nieziemsko jej powrotem(...) Trzymam kciuki za to byś miała rację, bo w jego radość nie wątpię byle tylko wyłącznie radość trzymała go przez następne dni i każdy, kolejny powszedni. Quote
Tosia2 Posted June 20, 2008 Posted June 20, 2008 Reakja na powrót Nicol to jedno, a zachowanie w kolejne dni drugie... Co do tego pierwszego nie mam wątpliwosci, al napisałam to w odpowiedzi na obawy kilku osób... Jeśli chodzi o zacowanie w kolejne dni, to niby jestem ciekawa, czy to przeżycie pozostawi jakis pozytywny ślad, choć generalnie marzeniem jest by coś sie z tego jednego powodu zmieniło... To mało prawdopodobne..niestety... Quote
MonikaP Posted June 20, 2008 Posted June 20, 2008 Oczywiście Nicol i jej mąż sami podejmą decyzję. Przykro mi to pisać i zdaję sobie sprawę z tego, że na tym forum jest to niemile widziane, ale uważam, że psa przejawiającego agresję w kierunku człowieka należy poddać eutanazji. Możecie go "wyprowadzać", szkolić, "prostować", ale tak naprawdę oddając go do adopcji czy też zatrzymując w "starym" domu bierzecie na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie wszystkich ludzi, z którymi przez następne kilkanaście lat będzie miał kontakt. Jeśli jesteście w stanie taką odpowiedzialność na siebie wziąć, to tylko mogę pogratulować dobrego samopoczucia i pewności siebie. Prawdę mówiąc dziwię się, że weterynarz, widząc jak dotkliwie pies pogryzł swoją Panią, nie podjął "z urzędu" decyzji o eutanazji. Quote
Tosia2 Posted June 20, 2008 Posted June 20, 2008 MonikaP napisał(a):bierzecie na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie wszystkich ludzi, z którymi przez następne kilkanaście lat będzie miał kontakt. Jeśli jesteście w stanie taką odpowiedzialność na siebie wziąć, to tylko mogę pogratulować dobrego samopoczucia i pewności siebie. Twoje stwierdzenia są bardzo pewne siebie... Zastanawiam się czy pogratulować czy współczuć jeśli we wszystklich sferach życia jesteś tak radykalna i sztywna....nie ma miejsca na sentymenty czy indywidualne rozważania... Poza tym proponuję Ci ustalić dzielnicę w której mieszka Nicol z psem, bo też są z Poznania....Na pewno nie chcesz się narazić na kontakt z psem, który ludzi na ulicy zalizuje NA śMIERć..... Quote
epe Posted June 20, 2008 Posted June 20, 2008 Tosia! A ja wolałabym,aby zalizywał na śmierć swoich wszystkich domowników! Co to za przyjaciel,który jest milszy względem obcych ludzi? To jak mąż-sadysta,który jest taki miły dla sasiadów! Quote
Tosia2 Posted June 20, 2008 Posted June 20, 2008 Nie uwierzysz, ale....ja też.... ;) Poza tym to nie jest tak, z on sie zachowuje jak wariat... To co się stało miało charakter incydentalny, wcześniej powarkiwał np. przy misce.... W pozostałym czasie to pościelowy pieszczoch.....tymbardziej Nicol trudno wydac na niego wyrok.... Bo co? On się tuli, jest grzeczny i...jak wyznaczyc termin zastrzyku?! Quote
Cockermaniaczka Posted June 20, 2008 Posted June 20, 2008 Mozecie mowic co chcecie ale ja tez tak jak Nicol robila bym wszystko zeby dac psu szanse. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.