Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Napisałam PW do Nicol, radząc by dała cynk KWL. Co prawda on siedzi w kaukazach ale na pewno trafiają mu się zapytania o psy (potencjalne domki) duże, a nie koniecznie kaukazy. Im więcej ludzi się dowie tym lepiej.
Zawsze na czas szukania domku mógłby wejść w grę hotel tylko wszystko rozbije się o kasę, bo i czas pobytu psa będzie jedną wielką niewiadomą.

  • Replies 411
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

mar.gajko napisał(a):
No Jesssu, kiedy nie!
W przypadku psa to nie jest OFIARA! (...).

Zrozumiałaś określenie ofiara zbyt dosłownie, dla mnie był to skrót myślowy. Jasne, że pies to nie Ted Bundy, który szuka ofiar.
Dajmy spokój, nie dlatego, że brak mi argumentów tylko wątek za chwilę zmieni tor, a nie w tym rzecz.

Posted

Czekamy na odpowiedź ludzi którzy zaadoptowali ode mnie sune z Krzyczek taką Tosowata... Wcześniej o końca mieli rotkę która gryzła ich 3,5 mies od zabrania ze schroniska i powoli, skutecznie rozkochali ja w sobie....

Bardzo liczę na to ze si skuszą.... To sprawdzony dom.... Mimo tego szukamy dalej bo nikt nie mówi że się zgodzą... Po prostu chcieli mieć tosę, mogli sobie spokojnie takiego psa kupić ale zlitowali sie nad mocno cofnietą sunią od nas.... :) Teraz mogliby mieć nagrodę...hihi... :)

Posted

Tosia2 napisał(a):
(...)Majqa, pamiętasz Tosę którego układałam z Labkiem? 2 treserów rozłożyło ręce....a odpowienie przeszkolenie, również właścicieli plus kastracja która psa wyciszyła świetnie dały taki efekt że jest w domu bosko !!!! :)

Jasne, że pamiętam, hihihi....i nawet nie wiesz, jak za powodzenie 3małam kciuki!!!

Słuchaj Tosiu, a może by tak na początek wielkim skrótem - krótkie ogłoszenie/ mini plakat - fota psa, wiek, podstawowe dane o nim + kontakt. Lecznice, sklepy zoologiczne etc.?

Posted

już jestem..... macie racje pewnie z ta kastracją. Ale cholera nawet szkoleniowiec mi powiedział że może pomóc a moze zaszkodzić. I tym sie kierując mój Jacek powiedział ze nie bedziemy kastrowac i juz.

Dziękuje Wam za pomoc.....
wiecie czasami mysle, że Satou traktuje mnie tak samo jak mój mąż...
Szkoleniowiec powiedizał mi ze zamiast na szkolenie to mam zbierac kase na rozwód. nieźle, co??
Ma sie tego pecha w zyciu.....

I to nie tak że rozpieszczalismy Satou jak był szczeniakiem, bylismy konsekwentni, ale... czegos chyba zabrakło, nie wiem czego :shake:
jestem załamana......

Posted

[quote name='Nicol'](...)wiecie czasami mysle, że Satou traktuje mnie tak samo jak mój mąż... Szkoleniowiec powiedizał mi ze zamiast na szkolenie to mam zbierac kase na rozwód. nieźle, co??
Ma sie tego pecha w zyciu.....Zabrzmiało cholernie smutno :-( ale głowa do góry!!! Błagam!(...)...
Pomysły na osoby część dalsza - napisać o pomoc=radę do: Przyjaciel Koni, ElzaMilicz. Dalej - może pomysł na dom miałaby również Zosia4.
Poprosić o wyróżnione allegro Isadora7, graficznie, tekstowo robi to fenomenalnie ale na pewno trzeba jej z kolei pomóc w opłacie allegro (koszt rzędu 20zł). Isadora nigdy się o to sama nie upomina ale wiem ile zwierzaków wystawia i robi to za friko, a przecież nie ma maszynki do pieniążków.
Jak coś mi do łba zaświta napiszę. Nie poddawaj się Nicol!!! :loveu:

Posted

Jeśli to rzeczywiście piękny pies i do tego z papierami, to może pan mąż zgodzi się na oddanie go do hotelu na jakiś czas-do momentu znalezienia mu domu...- moja propozycja to kontakt z p.Izą Studzińską-prowadzi hodowlę cane corso ,,Eliminator,,,jest licencjonowanym międzynarodowym sędzią,psim psychologiem i prowadzi hotel dla molosów-ma ogromną wiedzę i doświadczenie w prowadzeniu molosów.Tak pomyślałam,że taka opcja da czas na szukanie nowego domu dla Satou...
Pozdrowienia-Ela

Posted

Tak chciałabym by mógł z nami zostać.....
Rozmawiałam właśnie z pewnym szkoleniowcem, który uważa że w poprzednim życiu był psem.... kiedys byl u nas, chciał zając sie Satouem ale nie mieliśmy kasy. Zrujnowało nas pierwsze szkolenie, w czasie którego Satou nauczył sie i owszem posłuszeństwa ale nic poza tym. Poza tym metody kobieta miała jak sie po fakcie dowiedzielismy nieco dziwne.

Zatem facet sam do mnie zadzwonił jak sie dowiedział co sie stało. Powiedział że moze sie nim zająć, znaczy zająć sie jego szkoleniem, ale zaproponował taka kwotę że usiadłam :-(:-(:-(. I cholera tez powiedział ze kastracja nic nie da.

Nie stać mnie na szkolenie go kolejne.....Myslicie ze szkolenie by cos pomogło? Że mogłabym przestac sie go bać?? Że poradziłabym sobie z tym strachem? Że mogłabym mu znów zaufac?
mogłabym go wykastrowac i wziąć tego szkoleniowaca....
Boze ale znów kasa....
Kocham tego psa..........
jestem zrozpaczona :-(:-(:-(
nie wiem co robic
kasy brak
do tego mąż
czasami chciałabym zeby mnie nie było

Guest Elżbieta481
Posted

Nie rozumiem tego pana z którym jak piszesz rozmawiałaś.Przeciwny kastracji?A dlaczego?
Kastracja zmienia psa,wycisza,uspakaja..
Jeśli dom w Warszawie byłby dobry to wykastruj go przed wydaniem.Rozumiem tez,że ew.dom dowie się o Twoich przejściach z psem.
Dalej jednak nie rozumiem skąd się wzięła ta dominacja.Pies się poczuł zagrożony przybyciem drugiego psa?
A jak dostaje karmę w misce to możesz wsadzić rękę do miski,gmerać w niej?Są takie rasy,że np.każdego dnia musisz odnowić chierarchię w stadzie.Każdego dnia wskazujesz psu jego miejsce..I pies musi wiedzieć,że dostaje Twoja karmę,że Ty mu dajesz..
I ten Twój strach mnie martwi..Przypomina mi się historia z naszym sąsiadem i naszym psem..Sąsiad się tak bał psa,że na jego widok nieomal wchodził w ścianę!A psu w to graj!Jaki był ważny ten nasz psiak!
Dopiero własnie kastracja go wyciszyła.I obawiam się,że też niewiele brakowało bym się zaczęła bać!Posłuchałam jednak rady i dziś pies jest spokojny.
I dużo czytałam o tej rasie.Silna z charakterem.Jemu potrzeba konsekwentnego postępowania,autorytetu.A tego nie ma w przypadku strachu.Pies to wyczuwa.I lekceważy.
Elżbieta

Posted

Witam,
podpisuję się obiema rękami pod koniecznością kastracji. Kolega miał psa, który właśnie jak ten zdominowal go i zdarzało się "ostrzeganie" , warczenie, zęby...po kastarcji to inny pies, spokojny, wyciszony...acha ...i nie rzuca się już na inne psy. KASTRACJA POMOGŁA- to nie przypadek!! Ten szkoleniowiec chyba nie bardzo zna sie na temacie.

Posted

Z miską też były problemy a w zasadie od tego się zaczeły.... Dopiero po zabraniu psu miski i karmienu go z ręki udało się to opnować...

Na podstawie własnego doświadczenia wiem że kastracja w takich sytuacjach to podstawa...i Nicol też już sobie to uświadomiła... Pozostaje kwestia męża który bardzo zaufał pewnej kobecie...chciała im pomóc, dawała wiele rad i wskazówek, na pewno ma dużą wiedzę, ale małą znajomosć tej konkretnej rasy... Tos nie układa się ja Owczarków Niemieckich... Jednk to moj opinia na temat tej osoby....

Mąż Nicol nie jest potworem, sam też bardzo przeżył tę sytuację, ale w najbardziej krytycznych momentach zostawił ją samą z problemem...i to był błąd szczególnie że pies czuje przed nim respekt...

Posted

Nicol napisał(a):
Zadzwonił do mnie pan z Warszawy w sprawie Satou. Miał kiedys tose.
Poprosiłam Tosie2 o wizyte przedadopcyjna u tego pana.

Nicol, życzę Ci by ten dom wypalił. Słuchaj dziewczyn i bierz się za kastrację. Tu nie ma z czym dyskutować!
Jeśli pies zostanie, to moja obawa jest jedynie o to, czy Ty sama poradzisz sobie z własnym strachem? A strach dziecka? Póki stłumienie strachu nie wygra, póty pies zawsze go wyczuje!!!

Posted

Witajcie, nie było mnie chwile na dogo.

Co do pana z Warszawy..... Tosia2 powiedziała mu dokładnie jak sprawa wygląda, kazała sie zastanowić dokładnie, hmm pan sie chyba troche przestraszył w kazdym razie nadal chce.... Dzis Tosia ma do niego pojechac.....

Co do mojego męża.... udało mi sie wkońcu z nim porozmawiac. Strate psa traktuje jako osobistą porażkę, ale wiecie.... mam wrażenie że on mnie obwinia w jakims stopniu za to co sie stało :crazyeye:. No nic.... No i wkońcu udało mi sie z niego wydusic ze chcialby aby pies u nas został.....

Ja niestety chyba nie potrafie sobie tego wyobrazić. Za kazdym razem jak patrze na Sata to wydaje mi sie ze zaraz na mnie skoczy. Nie umiem sobie poradzic z moim strachem.... W chwili obecnej ignoruje go zupełnie. Z racji problemów z jedną ręką nie wychodze narazie z psami na spacery wogóle.
Wczoraj próbowałam rozmawiac z TZ na temat kastracji. Wyobrazacie sobie ze on chce by pies został ale nadal kastracji jest przeciwny???
A ten szkoleniowiec o którym pisałam rzeczywiscie powiedział ze kastracja to okaleczanie psa i według niego nie pomoże.
Pies narazie schodzi mi z drogi..... ale nie wyobrazam sobie zostac z nim na długo sama. I teraz wychodzi ze to ja jestem najgorsza bo chce sie pozbyc psa :shake:.
Co do grzebania psu w misce to .... wlasnie zaczeło sie od tego ze gdy Satou jadł to nawet jak ktos obok niego przechodził to juz warczał. Dlatego karmie go tylko z ręki. W czasie tej długiej walki wiele osób dawało wiele rad, czasem zupełnie sprzecznych :cool3:. Na chwile obecną jak zbliżam sie do psa i widze jego spojrzenie to nogi mi sie uginają bo zaraz przypomina mi sie sytuacja sprzed kilku dni, bolą rany na głowie i ręce.....

Posted

[quote name='Nicol'](...) Co do pana z Warszawy..... (...)Dzis Tosia ma do niego pojechac.....Super, zawsze to jedna z opcji!

Co do mojego męża.... udało mi sie wkońcu z nim porozmawiac. Strate psa traktuje jako osobistą porażkę, ale wiecie.... mam wrażenie że on mnie obwinia w jakims stopniu za to co sie stało :crazyeye:. O mój Boże, przecież to okrucieństwo wobec Ciebie!!! Mocno Cię przytulam dziewczyno!!! No nic.... No i wkońcu udało mi sie z niego wydusic ze chcialby aby pies u nas został.....
(...) Wczoraj próbowałam rozmawiac z TZ na temat kastracji. Wyobrazacie sobie ze on chce by pies został ale nadal kastracji jest przeciwny??? Trudno mi to sobie wyobrazić. Mój jedyny pomysł to byś znalazła kogoś, kto popiera kastrację, stosownie ją uzasadni, a co najważniejsze jest dla Twojego męża autorytetem.
(...)I teraz wychodzi ze to ja jestem najgorsza bo chce sie pozbyc psa :shake:.
Nie myśl tak i nie dobijaj się własną ręką.
(...).
Trzymaj się Nicol!!! Nie zapominamy o Tobie!!!
Jest mi strasznie przykro, czytając Twoje posty, poprostu okropnie przykro!:-(

Posted

Dzięki Majqa. Włssnie rozmawiałam z panem z Warszawy. Niestety wczoraj Tosi nie udało sie z nim spotkac, ale ma to nastapic dzisiaj lub w trakcie tygodnia. Pan dzis zadzwonił aby powiedziec ze w zadnym razie sie nie rozmyslił, widac chyba ze mu zalezy.... No zobaczymy....
Ja staram sie nie wchodzic psu w droge, ignoruje go zupełnie. Gdyby tylko znalazł sie ktoś kto potrafiłby pomóc nam w ułozeni tego psa i nie chciałby za to nieziemskiej kasy....i potrafiłby spowodowac bym pozbyła sie strachu, strachu o siebie i dziecko....Rany na ciele szybciej goja sie niz te na duszy i umyśle... Tym bardziej ze mój TZ, który jest autorytetem dla Satou ciągle poza domem....

Posted

Nicol, znam parę podobnych sytuacji do Twojej - nie wiem czy można pozwolić sobie aż na taką szczerość, ale może jednak...
Raczej nie ma szans żeby pies pozostał u Was.
Nie poradzisz sobie z takim strachem, zwłaszcza nie poradzisz sobie mając psa cały czas w mieszkaniu, obok siebie.
:-(
Żadne rady typu "podawaj z ręki" "ignoruj" itd nie pomogą.
Nawet zakucie psa na stałe w kaganiec nie zawsze pomaga - znam przypadki w ktorych kaganiec został zdjęty na czas jedzenia i pojenia i... skończyło się na pogotowiu.

Po prostu bywa tak ze ktoś nie może miec określonego typu psa - i tyle, nie obwiniaj się w ogole o to że jesteś, jaka jesteś. Na pocieszenie powiem że w gruncie rzeczy duzo ludzi bierze psy grubo powyżej swoich możliwości, nie zawsze sytuacja po prostu rozwija się aż tak niekorzystnie, jak u Was, a czasami przejawia się - na przykład - w agresywnych zachowaniach wobec otoczenia na zewnątrz z ktorymi sobie właściciele totalnie nie radzą.

BTW zachowanie męża jest - przykro to powiedziec - swego rodzaju normą w tego typu historiach. :angryy: Bardzo określony typ mężczyzn:
a) wybiera bardzo określony typ psów
b) w przypadku kłopotów woli obwiniać rodzinę - żonę, dzieci - i jest to na ogół podszyte niestety taką "testosteroniczną" niechęcią czy zlością do reszty rodziny ktora "jest jakaś beznadziejna" bo - według takich panow - "nie umie sobie poradzić". Oczywiście to sposób rozumowania bez sensu - trzeba przyjąć fakty jakim są, a nie udawać że to tylko kwestia takiego czy nie innego zachowania reszty rodziny ktorych ta "uparcie" nie chce sobie wypracować. :cool3:

Na ogół jeśli zdarzy się że pies pogryzie także "pana i władcę" to wtedy takiemu panu - sorki - nagle się rozjaśnia w glowie; problem (hmmm... sic) w tym że często pies nie próbuje atakować mężczyzny, tylko dowolnie ustawia żonę i / lub dzieci.

Tak czy siak powinnaś po prostu jednak pozbyć się psa - okrutne ale prawdziwe. :-(
Zrozum, to nie jest kwestia ilości godzin spędzonych ze szkoleniowcem, nawet najlepszym (zakładamy że na takiego trafisz).

Posted

Pan z Warszawy robi dobre wrażenie...Mam wątpliwosci takie czy facet sześćdziesięciokilku letni da sobie radę z tak młodym i poteżnym psem, do tego dominantem... Podobno Pan chorował, teraz mówi że jest ok, ale przecież nie poprosze go o zaświadczenie o stanie zdrowia.... :roll:
Wczoraj byliśmy umówieni, ale coś mu wypadło i nie mógł sie spotkać... Spróbuje dziś, ale z kolei nie wiem czy dla odmiany ja będę mogła....

Posted

Berek napisał(a):
Nicol, znam parę podobnych sytuacji do Twojej - nie wiem czy można pozwolić sobie aż na taką szczerość, ale może jednak...
Raczej nie ma szans żeby pies pozostał u Was.
Nie poradzisz sobie z takim strachem, zwłaszcza nie poradzisz sobie mając psa cały czas w mieszkaniu, obok siebie.
:-(
Żadne rady typu "podawaj z ręki" "ignoruj" itd nie pomogą.
Nawet zakucie psa na stałe w kaganiec nie zawsze pomaga - znam przypadki w ktorych kaganiec został zdjęty na czas jedzenia i pojenia i... skończyło się na pogotowiu.

Po prostu bywa tak ze ktoś nie może miec określonego typu psa - i tyle, nie obwiniaj się w ogole o to że jesteś, jaka jesteś. Na pocieszenie powiem że w gruncie rzeczy duzo ludzi bierze psy grubo powyżej swoich możliwości, nie zawsze sytuacja po prostu rozwija się aż tak niekorzystnie, jak u Was, a czasami przejawia się - na przykład - w agresywnych zachowaniach wobec otoczenia na zewnątrz z ktorymi sobie właściciele totalnie nie radzą.

BTW zachowanie męża jest - przykro to powiedziec - swego rodzaju normą w tego typu historiach. :angryy: Bardzo określony typ mężczyzn:
a) wybiera bardzo określony typ psów
b) w przypadku kłopotów woli obwiniać rodzinę - żonę, dzieci - i jest to na ogół podszyte niestety taką "testosteroniczną" niechęcią czy zlością do reszty rodziny ktora "jest jakaś beznadziejna" bo - według takich panow - "nie umie sobie poradzić". Oczywiście to sposób rozumowania bez sensu - trzeba przyjąć fakty jakim są, a nie udawać że to tylko kwestia takiego czy nie innego zachowania reszty rodziny ktorych ta "uparcie" nie chce sobie wypracować. :cool3:

Na ogół jeśli zdarzy się że pies pogryzie także "pana i władcę" to wtedy takiemu panu - sorki - nagle się rozjaśnia w glowie; problem (hmmm... sic) w tym że często pies nie próbuje atakować mężczyzny, tylko dowolnie ustawia żonę i / lub dzieci.

Tak czy siak powinnaś po prostu jednak pozbyć się psa - okrutne ale prawdziwe. :-(
Zrozum, to nie jest kwestia ilości godzin spędzonych ze szkoleniowcem, nawet najlepszym (zakładamy że na takiego trafisz).


Dziekuję.... to trudne, bardzo trudne, ale chyba wolałabym aby ktos wlasnie tak mi powiedział : musisz oddać psa, nie poradzicie sobie, nie poradzisz sobie, zanim wydarzy sie prawdziwa tragedia.....
I ja mysle ze nikt nie moze byc więźniem we wlasnym domu :-(:-(:-(

Posted

i po wizycie przedadopcyjnej. Pan niestety ni ebardzo się nadaje :shake:. Lubi ładne rzeczy kolekcjonować, poza tym brak mu sił fizycznych...., jest w podeszłym wieku.

Posted

Błagam Nicol - zrób krótkie ogłoszenie z fotką w wydruku czarno-białym i porozwieszaj po lecznicach i sklepach zoologicznych. Mam świadomość, że może się posypać lawina szpanerów - buraków z chrapką na takiego psa ale może się wśród nich zdarzyć i perła.
Nie wyszło z Panem z W-wy? Trudno. Lepsze to niż zwrot adopcyjny, bo się element do kolekcji nie spodobał.

Posted

Facet nie był tragiczny ale miałam sporo wątpliwości... Na pewno dbałby o psa,ale nie był to dobry człowiek, a w zasadzie "chytry egoista" w dodatku samotny wiec w razie jego choroby podejrzewam że psa by sprzedał jak poprzednią tosę.... Zdecydowanie odpuszczamy go sobie.....

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...