majqa Posted June 12, 2008 Posted June 12, 2008 W górę piesiaku...po domek i ku spokojowi Nicol. Quote
mysza11 Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 NICOL weż rozwód i z psem i z mężem - bedziesz szczesliwsza- sorry ze sie wtrącam ale jak czytałam twoją historię to mnie krew zalała!!!!:angryy::angryy::angryy::angryy: Quote
Nicol Posted June 13, 2008 Author Posted June 13, 2008 Paros dziękuję za wiadomość. Wybacz, jakoś zbieram sie zeby odpisac i ciężko mi cokolwiek wyskrobać. Satou jest nadal u nas, planowałam wykastrowac go już na początku tygodnia, niestety nie mogę. Wet boi się że jesli nie daj Boże nie obudziłby sie z narkozy to byłyby spore kłopoty.... Prosił aby wstrzymac się z zabiegiem do końca obserwacji. Za to za rada weta dostał zastrzyk hormonalny, podobno działa on prawie jak kastracja, tyle że znacznie szybciej i na krótszy okres czasu. Z mężem jako tako się dogadujemy, ale nadal nie wiem co będzie z psem..... Wiecie... ja sądze ze z psychika naszego psa jest cos nie w porządku. My naprawde jestesmy konsekwentni i nie rozpieszczaliśmy go jak był szczeniaczkiem. Wczoraj zdjęto mi szwy. Rany goja się dobrze, ale tylko te na ciele. Hodowcy rasy tosa inu - Ci normalni i znający się na rasie, nie żadni pseudohodowcy - wszyscy radza by uspić Satousia. Mówią że kolejny atak może być jeszcze gorszy. Zwłaszcza, ze to nie było pierwsze takie zachowanie. Wczesniej złapał mnie za ręke - wówczas obyło się bez krwii, były tylko siniaki. Na Jacka też kiedyś ruszył :cool3:. Warczenie jest na porządku dziennym, mimo karcenia, odsyłania na miejsce, i innym takim sposobom, nie ma poprawy. To bomba zegarowa do tego odbezpieczona :placz::placz: nie wiem co robic.....kocham go ale.... jak moge czuc się przy nim bezpiecznie..... Quote
majqa Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 [quote name='Nicol'](...) Wet boi się że jesli nie daj Boże nie obudziłby sie z narkozy to byłyby spore kłopoty.... Przepraszam, że zapytam ale, skąd takie obawy weta? Czy coś psince dolega, że jest strach przed narkozą? :-(Prosił aby wstrzymac się z zabiegiem do końca obserwacji. Obserwacji czego? Co przegapiłam, bo autentycznie mi wstyd? (...) Wiecie... ja sądze ze z psychika naszego psa jest cos nie w porządku. My naprawde jestesmy konsekwentni i nie rozpieszczaliśmy go jak był szczeniaczkiem. Wczoraj zdjęto mi szwy. Rany goja się dobrze, ale tylko te na ciele. Zdrowiej i stawaj na nogi pod każdym względem Nicol! Hodowcy rasy tosa inu - Ci normalni i znający się na rasie, nie żadni pseudohodowcy - wszyscy radza by uspić Satousia. Mówią że kolejny atak może być jeszcze gorszy. (...)kocham go ale.... jak moge czuc się przy nim bezpiecznie..... Boże...a do tego przecież również bojące się psa dziecko. Powstrzymam się już od rad, bo każda może być nietrafiona.:-( Quote
Nicol Posted June 13, 2008 Author Posted June 13, 2008 majqa napisał(a):Boże...a do tego przecież również bojące się psa dziecko. Powstrzymam się już od rad, bo każda może być nietrafiona.:-( To wygląda tak.... Po ugryzieniu, jesli zostało ono zgłoszone, a w moim przypadku musiało byc, szpital o tym zawiadamia, no i my pojechalismy tez do weta od razu. Pies musi przejsc 14dniową obserwacje pod kątem wścieklizny, bez względu na to czy był szczepiony czy nie. Takie sa przepisy. I w tym czasie nie mozna go uspić, ani żadnych zabiegów wykonywac, zawsze bowiem jest niebezpieczenstwo ze moze sie nie obudzic z narkozy. A wówczas wet miałby nie lada kłopoty, my zrestzą tez, trzeba by mózg psa wieźc na badania do sanepidu pod kątem wścieklizny. Takie sa polskie przepisy. Quote
lavinia Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 Nicol...opowiem Ci historię Dwa lata temu ojciec mojego syna ( czyli inaczej mój ex) kupił w renomowanej hodowli pięknego szczeniaka Tosy. Do domu - żeby był przyjacielem dla jego małej córeczki i obrońcą dla żony, kiedy pana domu w domu nie będzie. Szczeniak rósł, wychowywany dość twardą ręką, bo Ryszard miał świadomość tego, jaka jest to rasa. W pewnym momencie pies zaczął przejawiać agresję w stosunku do żony i małej dziewczynki. Były dwa pogryzienia, na szczęście niegrożne. Nie pomógł psi behawiorysta ani szkoleniowiec - pies był absolutnie posłuszny panu i absolutnie agresywny w stosunku do innych osób. Nietrudno zgadnąć, że przestał byc przyjacielem i obrońcą, zamiast tego, jeżdził z Ryszardem do pracy każdego dnia, spacerował tylko z nim i tylko on mógł go karmić i cokolwiek przy nim robić. I taka sytuacja mogłaby trwać i trwać, bo Ryszard nie chciał słyszeć o uśpieniu Freda, gdyby nie to, że po każdym ataku agresji pies był starszliwie zmęczony, słaniał się wręcz na nogach - poradziłam, by dokładnie go przebadali. Okazało się, że pies ma bardzo poważną wadę serca, ponoć typową dla tej rasy. Wada ta może powodować nienaturalne reakcje i zachowania. Nie potrafię tego wytłumaczyć tak dobrze, jak zrobili to weci, ale z pewnością było powiązanie między chorobą a agresją, przynajmniej częściowo. Może to jest jakaś droga ? Dodatkowe badania ? Oczywiście musiałabys chciec nią podążyć i zająć się tym. Tamten pies umarł - po prostu odszedł w środku dnia, na spacerze. Quote
mmiodek Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 Nie jestem niestety doświadczonym hodowcą i w ogóle długo już nie mam psa. Bardzo dobrze brzmią dla mnie różne współczesne sposoby układania relacji z psem w rodzinie, ale muszę przyznać, ze w tym jednym przypadku mam wrażenie, że metody psiarzy sprzed czterdzistu lat lepiej by się sprawdziły. Przy czym nie mogę do tego namawiać... Wówczas (te 40 lat temu) w moich rozmowach z doświadczonym psiarzami (a nawet w książce Smyczyńskiego) pojawiała sie rada, że pies może próbować stanąć ponad właścicielem i że wtedy należy przyjąć wyzwanie i wygrać! Jak to radzić NICOL...? Ale plusy sa takie: raczej raz na zawsze ustalona hierarchia, brak strachu przed psem (również w rodzinie moze poprawić sie pozycja). Jestem silniejszy/a. Myślę, że czesto właściciele okazuja tę swoją wyższość np. w zabawie i obywa się bez konfrontacji (pomijając, że nie każdy pies musi chcieć dominować). Czasem tę przewagę okazują sprytem, inteligencją. Ale w tej sytuacji ja osobiscie wziąlbym do ręki paralizator, gaz, czy nie wiem co jeszcze i, niestety, podjąłbym wyzwanie. Potem opietrzyłbym partnera, że mnie nie wsparł swoim autorytetem, bo tu jak rozumiem zawinił brak męża na codzień w domu, bo on chyba mógłby wywalczyć dla NICOL pozycję. Mozecie mnie potępić za te słowa, ale czuję, że w tym przypadku to jest dobra ocena sytuacji (co nie znaczy, że na pewno nie ma jakichś sprytniejszych sposobów) Acha, moze również sposobem byłoby oddanie psa na jakiś czas np. do schroniska - może by mu się troche odmieniło w głowie. Quote
majqa Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 lavinia napisał(a):(...)Okazało się, że pies ma bardzo poważną wadę serca, ponoć typową dla tej rasy. Wada ta może powodować nienaturalne reakcje i zachowania. Nie potrafię tego wytłumaczyć tak dobrze, jak zrobili to weci, ale z pewnością było powiązanie między chorobą a agresją, przynajmniej częściowo. Może to jest jakaś droga ? Dodatkowe badania ? Oczywiście musiałabys chciec nią podążyć i zająć się tym. Tamten pies umarł - po prostu odszedł w środku dnia, na spacerze. Taka informacja/ podpowiedź mnie załatwiła. Boże broń, nie podważam. Człowiek uczy się jednak całe życie. Do głowy by mi nie przyszło, że tak też może być. Quote
mar.gajko Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 mmiodek napisał(a):Nie jestem niestety doświadczonym hodowcą i w ogóle długo już nie mam psa. Bardzo dobrze brzmią dla mnie różne współczesne sposoby układania relacji z psem w rodzinie, ale muszę przyznać, ze w tym jednym przypadku mam wrażenie, że metody psiarzy sprzed czterdzistu lat lepiej by się sprawdziły. Przy czym nie mogę do tego namawiać... Wówczas (te 40 lat temu) w moich rozmowach z doświadczonym psiarzami (a nawet w książce Smyczyńskiego) pojawiała sie rada, że pies może próbować stanąć ponad właścicielem i że wtedy należy przyjąć wyzwanie i wygrać! Jak to radzić NICOL...? Ale plusy sa takie: raczej raz na zawsze ustalona hierarchia, brak strachu przed psem (również w rodzinie moze poprawić sie pozycja). Jestem silniejszy/a. Myślę, że czesto właściciele okazuja tę swoją wyższość np. w zabawie i obywa się bez konfrontacji (pomijając, że nie każdy pies musi chcieć dominować). Czasem tę przewagę okazują sprytem, inteligencją. Ale w tej sytuacji ja osobiscie wziąlbym do ręki paralizator, gaz, czy nie wiem co jeszcze i, niestety, podjąłbym wyzwanie. Potem opietrzyłbym partnera, że mnie nie wsparł swoim autorytetem, bo tu jak rozumiem zawinił brak męża na codzień w domu, bo on chyba mógłby wywalczyć dla NICOL pozycję. Mozecie mnie potępić za te słowa, ale czuję, że w tym przypadku to jest dobra ocena sytuacji (co nie znaczy, że na pewno nie ma jakichś sprytniejszych sposobów) Acha, moze również sposobem byłoby oddanie psa na jakiś czas np. do schroniska - może by mu się troche odmieniło w głowie. Konfrontacja Tosy z drobną kobietą????? IDIOTYZM. On zagryzie. Ni eostrzeże, nie złapie, ale pójdzie na całość aby nie stracić pozycji. To młody natosterowany samiec. Quote
mmiodek Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 OK, Sam mówiłem, że tu nie mogę do tego namawiać zwłaszcza, że zostałby temat córki - choć uważam, ze jedna osoba "ustawiona wyżej" moze ustawiać inne osoby i tu widziałbym jeszcze działania ze strony Męża - cóż brak czasu i obecności w domu... A co z możliwością "złamania" go pobytem np. w hotelu? Np. psy po schronisku nieraz - zaznaczam, nie zawsze, bardzo wiążą się z nowymi właścicielami - sądzę, że boją się ponownego odrzucenia i pobytu w schronisku? Quote
mar.gajko Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 Owszem. Pobyt w hotelu by go możę, ale może, złamał. Zależy JAK by w tym hotelu było. Psa należy natychmiast po oberwacji wykastrować. Szans w obecnym domu nie widzę, ale w innym "mocniejszym" jak najbardziej. Quote
majqa Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 [quote name='mmiodek'](...) Ale w tej sytuacji ja osobiscie wziąlbym do ręki paralizator, gaz, czy nie wiem co jeszcze i, niestety, podjąłbym wyzwanie. Jeden błąd w opisanej sztuce i na przypadku Nicol ktoś zrobi kolejny, medyczny stopień naukowy, o ile przeżyje. Potem opietrzyłbym partnera (...) od takich rad bym się powstrzymała, są zbyt osobiste. Jeśli mąż Nicol nie zadziałał wcześniej, czy też nie wspiera jej to awantura niczego nie zmieni, a wręcz pogorszy. Acha, moze również sposobem byłoby oddanie psa na jakiś czas np. do schroniska - może by mu się troche odmieniło w głowie. To nie człowiek, na którego podziała kara odrzucenia. Trzymaj się Nicol... Quote
Fasolka Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 Nie wiem co można jeszcze radzić ale błagam o szansę dla niego. W razie przedłużającego się poszukiwania ODPOWIEDNIEGO domu deklaruję składkę na hotelik, powiedzmy stówkę miesięcznie. W domu Nicol - ze względu na jej lęk - w żadnym razie nie moze pozostać. A tak na marginesie - to przepiękny pies!!!! Czy wielbiciele tej rasy wiedzą o nim? Może im byłoby łatwiej zanleźć mu dom... Współczuję Ci Nicol - obawiałam się takie sytuacji gdy wzięliśmy do domu, dorosłego bardzo dominującego Pita. Na szczęście w poprzednim domu został odpowiednio ustawiony (boję się myśleć jakimi metodami - skoro boi się podniesionej nawet przez dziecko ręki) niemniej choć pozwala sobie wobec mnie na o wiele większe nieposłuszenstwo niż wobec męża to nigdy, przenigdy na nas nie warknął, chyba mu to nawet nie postało w głowie. Jest kilerem jeśli chodzi o inne psy,samce, zwłaszcza duże. W domu jest barankiem lub świruskiem ale zero agresji. I żeby bylo jasne nie pochwalam jakichś podejrzanych metod wychowawczych tylko uważam, że mieliśmy więcej szczęścia niż Nicol. No i ja nigdy bym świadomie nie wybrała tej rasy (Pitt Bull) - został u nas po tymczasie... ;-) Wiem, że sama bym sobie z nim nie poradziła :-( Trzymaj się Nicol - myślę, że powinien się szybko znaleźć dom dla tak pięknego, choć trudnego psa... F. Quote
Guest malva Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 hej Nicol, po pierwsze dzielna jestes ze nie boisz sie pisac negatywnie nt temat meza i nie udajesz ze wszystlo jest ok. Mialam w zyciu podobna sytuacje, (też ma córkę:)-a męz -..miałam,heh) ,nie będe jej dokładnie opisywać, za bardzo mnie to boli.. gdy znalazłam wreszcier odpowiedni dom i miałam pewnosc ze pies nie trafi na lancuch moj facet powiedział ze on jednak nie chce oddac tego psa ,ze sie nie zgadza i ogolnie jestem swinia ze to robie (dodam ze przez ten czas gdy pies był u mnie to moj facet wogle przestal sie nim zajmowac-chociaz to on go do domu sprowadził)..psem zajmowalam sie tylko ja..bylo mi tak ciezko, to nie do opisania..(acha- na koniec nadmienię że nie jestem z tym kolesiem ,rzuciłam go 6 lat temu i ciesze się bardzo:evil_lol:) napiszę tylko tyle: Nicol, masz córke i to o jej bezpieczenstwo tu chodzi, tak uwazam! dylemty odnosnie wydawania lub nie wydawania psa odrzuć w cholerę ,to nie wina psa że jest jaki jest, ani twoja.. kastracja NA PEWNO pomoże-ale niktnie wie w jakim stopniu ,jednak uchroni psa od trafienia w niewlasciwe rece, tak uważam pozdrawiam serdecznie i przesyłam duzo pozytywnej energii Quote
Nicol Posted June 13, 2008 Author Posted June 13, 2008 mar.gajko napisał(a):Konfrontacja Tosy z drobną kobietą????? On zagryzie. Ni eostrzeże, nie złapie, ale pójdzie na całość aby nie stracić pozycji. To młody natosterowany samiec. Co do tych słów wyżej to musze się niestety zgodzić, choć wiele osób mówi że gdyby chciał mnie zagryźć to by juz to zrobił. Patrząc na wypadek który się zdarzył.... mysle ze gdybym nie przestała się ruszać i odzywać, wówczas gdy stał nade mną, to ... gryzł by dopóty dopóki bym nie umilkła i nie przestała sie ruszać. Niestety ja o tym wiem..... Wiem tez patrząc na Satou, kiedy jest w stanie na mnie ruszyć i wiem że może to zrobić. I mysle, że kiedyś ugryzie i ruszy też na mojego męża. Pies zachowuje się wówczas jak w szale, jakby miał rozdwojenie jaźni, a po chwili przechodzi i jest ok. Dziś np Satou leżał sobie w kuchni na podłodze, Jacek podszedł by wziąć coś ze stołu i Satou zaczął na niego warczeć. A dalszy scenariusz jest taki, ze im więcej się do niego mówi tym on bardziej warczy i czasem wręcz idzie na dana osobę. Jacek wysłał go oczywiście na miejsce, ale zanim tam poszedł troche czasu minęło i warczenie nie ustało a wręcz się wzmagało niestety. Na czas gdy mój mąż będzie w Anglii, w następnym tygodniu - sa to 3 dni - chcemy oddac go do pewnej znajomej pani do kojca, do przytuliska. I myślę, że albo doceni to co ma w domu i będzie lepiej, albo będzie jeszcze gorzej gdy poczuje się przez nas zostawiony. A wtedy nie pozostanie nam chyba nic innego jak tylko go uśpić :-(:-(:-(:-( Niestety na ogłoszenia które Satous ma na allegro i na gratce żadko kto odpowiada, a jesli trafi się ktoś normalny to gdy dowiaduje się jakie sa problemy z psem, mówi ze sie zastanowi i juz nie oddzwania. A przeciez nie moge tego ukrywać Dziękuję Wam wszystkim za odzew, za chęc pomocy..... Quote
Nicol Posted June 13, 2008 Author Posted June 13, 2008 majqa napisał(a):Trzymaj się Nicol... Majqa dziękuję Ci bardzo..... ciągle wierze że jednak uda nam się..... bo to naprawdę cudny psiak i bardzo go kocham:-( Quote
demi Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 może rzeczywiscie oddać go na miesiąc do hoteliku, a przed tym wykastrować, może struchleje troszke i sie dogadacie:roll: Quote
Nicol Posted June 13, 2008 Author Posted June 13, 2008 Fasolka napisał(a):Nie wiem co można jeszcze radzić ale błagam o szansę dla niego. W razie przedłużającego się poszukiwania ODPOWIEDNIEGO domu deklaruję składkę na hotelik, powiedzmy stówkę miesięcznie. W domu Nicol - ze względu na jej lęk - w żadnym razie nie moze pozostać. A tak na marginesie - to przepiękny pies!!!! Czy wielbiciele tej rasy wiedzą o nim? Może im byłoby łatwiej zanleźć mu dom... Trzymaj się Nicol - myślę, że powinien się szybko znaleźć dom dla tak pięknego, choć trudnego psa... F. Fasolka dziękuję za deklarowane pieniązki na hotelik. Myslę, że jesli trafi do hotelu, gdzie nikt nie będzie z nim pracował i będzie z daleka od ludzi, bo będa się go bali to będzie jesczze gorzej :-(, zresztą nie wiem juz sama. Wielbiciele rasy wiedza o nim, ma tam swój wątek na forum tosim, bo ja tez zaliczam się do wielbicieli rasy tosa inu. I prawie że jednym głosem wszyscy mówią że niestety ale powinnam go uspić, że kolejny atak na mnie moze byc jeszcze gorszy, że jesli trafi do obcego domu to będzie jak bomba zegarowa, że to bardzo wrażliwe psy i może pójsc w agresje jeszcze większą w obcym domu :cool3:. A poza tym nikt nie dzwoni w jego sprawie, a jesli już dzwonią to jakies oszołomy :cool3: Quote
Nicol Posted June 13, 2008 Author Posted June 13, 2008 [quote name='malva']hej Nicol, po pierwsze dzielna jestes ze nie boisz sie pisac negatywnie nt temat meza i nie udajesz ze wszystlo jest ok. Mialam w zyciu podobna sytuacje, (też ma córkę:)-a męz -..miałam,heh) ,nie będe jej dokładnie opisywać, za bardzo mnie to boli.. gdy znalazłam wreszcier odpowiedni dom i miałam pewnosc ze pies nie trafi na lancuch moj facet powiedział ze on jednak nie chce oddac tego psa ,ze sie nie zgadza i ogolnie jestem swinia ze to robie (dodam ze przez ten czas gdy pies był u mnie to moj facet wogle przestal sie nim zajmowac-chociaz to on go do domu sprowadził)..psem zajmowalam sie tylko ja..bylo mi tak ciezko, to nie do opisania..(acha- na koniec nadmienię że nie jestem z tym kolesiem ,rzuciłam go 6 lat temu i ciesze się bardzo:evil_lol:) napiszę tylko tyle: Nicol, masz córke i to o jej bezpieczenstwo tu chodzi, tak uwazam! dylemty odnosnie wydawania lub nie wydawania psa odrzuć w cholerę ,to nie wina psa że jest jaki jest, ani twoja.. kastracja NA PEWNO pomoże-ale niktnie wie w jakim stopniu ,jednak uchroni psa od trafienia w niewlasciwe rece, tak uważam pozdrawiam serdecznie i przesyłam duzo pozytywnej energii Dzięuję z całego serca. Wiecie... gdy zakładałam ten wątek byłam i jestem zrozpaczona, ale bałam się że zamiast pomocy ludzie będa mnie atakować, mówić o braku odpowiedzialności itp. A my naprawde jestesmy konsekwentnymi ludzmi i nie sądze byśmy popełnili aż tyle błędów w wychowaniu Satousia. Mamy jescze jedną tosę, ale sunię, jest przeciwieństwem Sata, do zagłaskania wręcz, ale to pewnie dlatego, że przeszła szkołę życia w schronie i teraz docenia to co ma u nas..... Quote
al-ka Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 Nicol weż jeszcze proszę pod uwagę,że u zwierząt (w tym także u ludzi)zdarzają się przypadki agresji wynikające z chroby psychicznej lub z powodu schorzeń organicznych(np.guz mózgu).I nie ma na to mądrych,nie ma metod wychowawczych.Trzebaby usunąć przyczynę,ale nie zawsze jest to przecież możliwe(także u ludzi).Jedyną wtedy opcją w przypadku zwierząt jest niestety eutanazja.Wiem, że to bolesna i trudna decyzja,ale masz obowiązek dbać o dobrostan ludzkiej części Twojej rodziny przede wszystkim.Ty odpowiadasz moralnie i prawnie za bezpieczeństwo Twojego dziecka!O błędach z Twojej strony absolutnie mowy nie ma.Drobne popełniamy wszyscy,ale u zdrowego psa nigdy tak nie skutkują.Moim skromnym zdaniem oddanie psa do przytuliska niczego nie zmieni,a może mu wprowadzić dodatkowy mętlik w głowie z powodu stresu-zwłaszcza,ze jak widać reakcje jego są nieadekwatne do bodżca.Mocno obawiałabym się tego.Pozdrawiam,ala Quote
gamoń Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 Nie czytałam całego wątku lecz tylko urywki. Nikol rozmawiałaś na temat psiaka z doddy z dogo? Polecam tez treserke ,która prowadzi hotel blisko Warszawy -nazywa się Agnieszka Nojszewska.O ile byłabyś zainteresowana mogę podac Ci nr telefonu do wieloletniej pracownicy schroniska na Paluchu ,która rok temu wzięła ze schronu sznaucera olbrzyma ,bo pracownicy z powodu agresji nie chcieli nawet do niego wchodzić .Po prostu wyciągnęla go z boksu ,ostrzygła poobserwowała i adoptowałą.Po dwóch miesiącach Hades chciał ją zdominować i jej córkę ale ona już wiedziała jak ma sobie poradzic .Moze z nią porozmawiasz. Trzymaj się Beata Quote
wtatara Posted June 13, 2008 Posted June 13, 2008 al-ka napisał(a):Nicol weż jeszcze proszę pod uwagę,że u zwierząt (w tym także u ludzi)zdarzają się przypadki agresji wynikające z chroby psychicznej lub z powodu schorzeń organicznych(np.guz mózgu).I nie ma na to mądrych,nie ma metod wychowawczych.Trzebaby usunąć przyczynę,ale nie zawsze jest to przecież możliwe(także u ludzi).Jedyną wtedy opcją w przypadku zwierząt jest niestety eutanazja.Wiem, że to bolesna i trudna decyzja,ale masz obowiązek dbać o dobrostan ludzkiej części Twojej rodziny przede wszystkim.Ty odpowiadasz moralnie i prawnie za bezpieczeństwo Twojego dziecka!O błędach z Twojej strony absolutnie mowy nie ma.Drobne popełniamy wszyscy,ale u zdrowego psa nigdy tak nie skutkują.Moim skromnym zdaniem oddanie psa do przytuliska niczego nie zmieni,a może mu wprowadzić dodatkowy mętlik w głowie z powodu stresu-zwłaszcza,ze jak widać reakcje jego są nieadekwatne do bodżca.Mocno obawiałabym się tego.Pozdrawiam,ala tak popieram stwierdzenie że agresja może być spowodowana chorobą. Moi zmajomi mieli dobermana od szczeniaka, bardzo łagodny. w wieku 6 lat zaczał atakować domowników, tak ze syn wylądował na okulistyce z uszkodzonym okiem. w niedługim czasie wykryto u niego bardzo poważną chorobę. Proces chorobowy się toczył, tego wtedy nie było widać gdy zaczał byc agresywny. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.