Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 524
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Coś jak nasza Kredka, też obgryza rogi psich poduszek i mojego męża. Tzn. nie obgryza mojego męża tylko rogi jego poduszki i przy okazji poszewki.
Czyżby się szykował domek dla Fraszki ,a ja przegapiłam?

Posted

Nio, szukuje się! Już od piątku by tam była, tylko pani wyjazd wyskoczył od 7 do 11 marca i nie chciała jej na wstępie zostawiać u swojej mamy. Mam nadzieję, że się pani nie rozmyśli. Wstępnie jesteśmy umówione na adopcję 16 marca.
A jeśli się rozmyśli - uznam, że tak właśnie miało być, po to, żeby jeszcze lepszy domek się po czyściutką i milutką kocykowo-poduszkową obgryzajkę zgłosił ;)

Posted

Zgodnie z planem, wczoraj byliśmy w lecznicy. Scenariusz ten sam, tzn. wesoły pies węszący po trawniczkach i hamulec czteronożny przed drzwiami lecznicy ;) W poczekalni już jest absolutnie niezdolna do samodzielnego poruszania się! Na rączkach też nie za pewnie i niezbyt bezpiecznie...

Doktor wczoraj miał pecha i przy wszczepianiu chipa tak trafił, że się krew polałaaaaaaa.... No po prostu UBRUDZIŁ mi świeżo wykąpanego, CZYŚCIUTKIEGO psa! Złożyłam reklamację i musiał doczyszczać do ostatniej plamki :mad::evil_lol:

Po wyjściu z lecznicy, znowu wesoły, ciekawski i zadowolony pies. Ponieważ Sławek w czasie naszych zabiegów pojechał zatankować, wyszłyśmy mu naprzeciw. Fraszka na smyczy chodzi bardzo dobrze - momentami sprawdzałam czy wciąż jest na drugim końcu, bo całkiem nie czułam, że psa prowadzę. Szła dziarsko i zdecydowanie zarówno po chodniku, jak i po trawniczkach, na które bez obawy zbaczała. Nie było problemu z załatwieniem się.

Przemaszerowałyśmy tak pół miasta powiatowego! Szłyśmy zarówno bardzo blisko ulicy i przejeżdżających z dużą częstotliwością aut, jak i trochę dalej. Napotkane pieski Fraszencja kompletnie ignorowała - ani nie uciekała ani w najmniejszym stopniu nie była zainteresowana nawiązywaniem znajomości.

Jedyny problem był z wejściem do przejścia podziemnego, ale tu nie mam pewności o co chodziło - o tunel, o schody w dół czy o... podpitego faceta, który akurat się z owego przejścia wytaczał. Tu była chwila paniki. Wzięłam więc na ręce i zniosłam po schodach, po czym od razu puściłam i dalej było ok. Po schodach w górę już weszła bez problemu.

Oczywiście była baaaaaaardzo zadowolona, że wróciła do domu! Ponieważ nasze ogony na czas naszego wyjazdu zostały w ogrodzie (i zdążyły wyryć pokaźną dziurę w ziemi!!!) - po wpuszczeniu do domu od razu padły. A Fraszka - z braku towarzystwa do zabawy - zabrała się za ogryzanie starej kosteczki ;)

Posted

I tak Go trzeba w ramki oprawić, tego naszego Doktora. Bez niego nasza pomaganie już dawno byśmy musieli zawiesić na kołku...

Dziękujemy za mizianki - przekażemy ku radości zainteresowanej :)

Posted

[quote name='Nutusia']Zaraz, zaraz - ale ona kocyki innych też wygryza!!![/QUOTE]

E tam, skubnie sobie pewnie ociupinkę z nudów:-).
Nasza durna Fiźka zjadła ostatnio (wygryzła) suwak w dużym, nowym pontonie w związku z tym całe legowisko poszło w diabły gdyż suwak się rozjechał i wszystko wypadło ze środka. Wkurzyłam się niemiłosiernie.

Posted

Odgryzanie maszynek od suwaków to specjalność Gapci!

I co? Po Miki o której jedziecie? Bo już się nie mogę doczekać wieści jaka jest, jak wygląda - jakoś muszę psychicznie nastawić siebie, TZa, no i psiny na nową lokatorkę ;)

Posted

[quote name='Nutusia']I tak Go trzeba w ramki oprawić, tego naszego Doktora. Bez niego nasza pomaganie już dawno byśmy musieli zawiesić na kołku...

Dziękujemy za mizianki - przekażemy ku radości zainteresowanej :)[/QUOTE]

Super Doktor:)

Będziesz miała nową tymczasowiczkę?

Posted

TZ jak usłyszał rano, że zabieramy 3 psy z czego 2 zostają chwilowo u nas bo jedzie dziś tylko Topik do DS to poszedł dalej spać. Powiedział tylko, że nie chciał tego wiedzieć.

Posted

[quote name='Nutusia']O rety, to może rzeczywiście zabierzcie dopiero jutro (i to wieczorem) ;)[/QUOTE]

E tam, i tak jak dziś pojedzie to wróci jutro wieczorem, a wszystkie obowiązki psie na mojej głowie. A pieski już czekają w lecznicy na nas.

Posted

[quote name='Nutusia']Odgryzanie maszynek od suwaków to specjalność Gapci!

I co? Po Miki o której jedziecie? Bo już się nie mogę doczekać wieści jaka jest, jak wygląda - jakoś muszę psychicznie nastawić siebie, TZa, no i psiny na nową lokatorkę ;)[/QUOTE]


Nutusiu, ja też się nie mogę doczekać wiadomości, ale opowiedz proszę ze szczegółami, jak Ty psychicznie nastawiasz psiny na nową lokatorkę? :cool3:

Posted

Głównie im opowiadam, że kolejna psina się znalazła w potrzebie, więc przyjedzie do nas i będzie czekać na domek. Nie wiem, może one wyczuwają nasze nastroje?
Wczoraj Gapcia nieładnie się zachowała względem Fraszki, bo trzymałam Gapiszona na kolanach i Fraszka też chciała. Gapcia podniosła wargi i syknęła "spadaj". No to Sławek jej wytłumaczył, że nie można być samolubem, że Fraszka przecież też chce być pogłaskana, że nie zostanie u nas na zawsze, więc Gapciuś nie ma się czego obawiać i żeby sobie przypomniała jakie były jej początki i że wtedy Kresia i Lili były dla niej miłe ;) To tyle!

Ja to w ogóle wszystko robię całkiem "nie książkowo". Wprowadzam nowe psy do stada wcale nie na neutralnym terenie, bardzo szybko, niemal "na żywioł". Pewnie niejeden behawiorysta (i nie tylko), złapałby się za głowę i zbeształ mnie przeokropnie, ale to... DZIAŁA!

A robię inaczej wcale nie dlatego, że nie uznaję racji specjalistów, ale z powodów technicznych i dla bezpieczeństwa. Już sobie wyobrażam ten zamęt, tumult i kotłowaninę, gdybym wszystkie moje 4 potwory wyprowadziła na smyczy na łąkę! Z Gapcią to w ogóle niemożliwe, reszta by mi ręce z barków powyrywała, Lesio by złapał milion kleszczy, a przerażony tym cyrkiem nowy nabytek po prostu... nawiał! :)

Moje wprowadzanie do stada wygląda tak:
- moje psy są zamknięte w domu
- wchodzę z nowym do ogrodu, trochę spacerujemy (choć różnie z tym bywa, bo niektóre odmawiają zrobienia choćby kroku)
- podaję nowego Sławkowi przez okno sypialni
- wchodzę do domu, wypuszczając moje głupolki
- wypuszczamy nowe z sypialni i dajemy chwilę na zwiedzenie domu
- wpuszczamy nasze fiśki po kolei, zaczynając od Lesia, który tylko "odhacza", tzn. sprawdza czy to aby nie męska konkurencja i odchodzi z godnością
- następna jest Gapcia, która zazwyczaj na początku boi się nowego przybysza, więc udaje, że go nie widzi
- potem Kreska, a na koniec Lili - te są bardziej "ekspresyjne" w okazywaniu radości z przybycia nowej koleżanki, ale jeśli owa koleżanka wyraźnie daje do zrozumienia, że jeszcze nie czas na poufałości - obie odpuszczają i czekają na znak ze strony nowej.

Czasami nowa już po kwadransie szaleje w zabawie, czasami potrzeba kilku dni, by wyszła z łazienki czy spod łóżka i kolejnych kilku, żeby wtopiła się w stado. Czekamy ile trzeba, robimy swoje - sprzątamy, odkurzamy, wychodzimy, karmimy psy, nie zwracając uwagi na "nowość".

A nowość obserwuje i w końcu stwierdza, że rzeczywiście da się mieszkać w tej budzie :)
Ot i cała tajemnica!

Posted

No właśnie to wszystko musi być bez nerwów, żeby się udało ;)

No i nie może być żadnych obcych osób. Raz zrobiłyśmy błąd z Jola_li, gdy próbowałyśmy zostawić u mnie Pusię. Moje psy oszalały z radości na widok gości i nie wiedziały czym się bardziej ekscytować - Jolą czy Pusią. Przy Hopce już nie zrobiłyśmy tego błędu i wszystko poszło gładko, wg schematu j.w. :)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...