Jump to content
Dogomania

Pies po usunięciu śledziony


dzanus
 Share

Recommended Posts

Bronesia,
wątrobowe właśnie bo morfologię jako taką ma w porządku.
U niego już przed operacją wskaźniki te były podwyższone znacząco a teraz (pewnie przez stosowanie leków - Heparagenu, Cholamidu i Essentiale Forte) powoli opadają ale cały czas sa podwyższone. Nasza Pani lekarz mówi, żeby specjalnie się tym nie martwić bo to normalne, że po usunięciu śledziony wątroba jest obciążona bardziej a u Varia dochodzą jeszcze do tego problemy sercowe czyli lekkie niedotlenienie, wolniejszy transport substancji odżywczych itp.
Teraz czekamy jeszcze tylko na wynik badania tarczycy, żeby zobaczyć czy od tej strony nic się nie dzieje.

Czy zauważyłaś, żeby od czasu operacji Twoja sunia więcej piła?

Pozdrawiamy i trzymamy kciuki za Milkę!!:kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki:

Link to comment
Share on other sites

Niestety miałyśmy troszkę problemów i szczerze mówiąc nie miałam czasu żeby o tym pisać...

Niestety po drugiej chemii podanej dożylnie (czyli w sumie trzeciej, bo dajemy jeszcze tabletki w domu) Milka bardzo źle się czuła.
W drugiej dobie od podania leku zaczęła być bardzo niespokojna, biegała na przykurczonych łapkach, nie chciała jeść ani pić, zaczęła wymiotować. Ponieważ nasza klinika była nieczynna pojechałyśmy na SGGW, gdzie dostała kroplówkę i środek przeciwwymiotny. Przyniosło to chwilową ulgę, ale następnego dnia rano znowu zaczęły się kłopoty. :shake:
Odwiedziłyśmy naszą lecznicę, Milusi zrobiono USG, pobrano krew do badania i sytuacja powoli zaczęła się wyjaśniać - USG pokazało powiększoną wątrobę a morfologia wynik: leukocyty 2,0 G/l (norma 6,0-12,0) ALP (czyli enzymy wątrobowe) 1389,0 U/l (norma 20-155).
Efekty uboczne chemii. :shake:

Przez cały tydzień codziennie byłyśmy u weterynarza po jakieś 5 godzin. Milka dostawała antybiotyk, środki przeciwbólowe, przeciwwymiotne, jedzonko i picie - wszystko w kroplówce. Po tym tygodniu moja dzielna Kruszynka powolutku zaczęła wracać do siebie. :p
W niedzielę nasz pan onkolog zdecydował się na zmianę chemii. Konieczne okazało się odstawienie leku Vincristine. Zamiast tego co 3 tygodnie Milcia będzie dostawała kroplówkę z Mitoxantrone, dodatkowo będziemy jak dotychczas stosować Endoxan w tabletkach. Teraz nasza chemia ma trwać przez 15-18 tygodni.
Niestety rezygnacja z Vincristine i obniżone dawki Mitoxantrone, konieczne ze względu na reakcję po poprzednich chemiach, powodują, że mamy mniejsze szanse. :-( Pan doktor mówi jednak, że nie ma innego wyjścia. Nie możemy ryzykować, że historia się powtórzy, bo to byłoby niebezpieczne dla życia Milki.

Nie pytam ile mamy szans procentowo na długą remisję. Tłumaczę sobie, że ta choroba jest nieprzewidywalna (chociaż tak naprawdę boję się usłyszeć jak bardzo zmieniły się nasze rokowania).
Żyję przywołując w myślach, usłyszaną w ciągu kroplówkowego tygodnia, historię pieska, któremu dawano 3% na przeżycie 6 miesięcy po chemii. Piesek żyje już 2 lata i na razie choroba nie zaatakowała.
Nie ma co kalkulować, my i tak się nie poddamy.
Milka doszła do siebie po tym strasznym tygodniu a to oznacza, że chce żyć.
Pokazała wszystkim, że jest Najdzielniejszą Suczką Świata :loveu:
A przecież Najdzielniejsze Suczki Świata się nie poddają tak łatwo, prawda? ;)

Link to comment
Share on other sites

Wisienko jestem z Wami całym moim serduchem i myślami. Powiem ci jednak że takie proroctwa, typu jaki procent szans, nie powinny być dla Ciebie wyznacznikiem. Nam pani doktor powiedziała, że bez chemii Hippies będzie żył około 2-3 tyg. Że skazujemy go na śmierć bez żadnej pomocy. A wiesz co ?? Moje słoneczko zrobiło jej na złość i żyło jeszcze później 9 miesiecy. Ciesząc się życiem i tym że jest z nami. Nawet po nim nie było widać że jest chory.
Trzymam kciuki za waszą walkę.

Link to comment
Share on other sites

Ale dzielna jest nasza mała BOHATERKA!!:multi: Nie poddaje się i walczy, to mi się podoba:cool3:
Najważniejsze, że jej stan się poprawił. Doktor Jagielski wie co robi i na pewno zrobi wszytsko, żeby postawić dziewczynkę na nogi.
I potwierdzam to co pisała Hippies, nie przejmuj się żadnymi rokowaniami. ŻADNYMI. To co się dzieje z naszymi zwierzakami, ich chęć do życia i siły do walki z chorobą są nieprzewidywalne.
Jak się okazało, że Vario ma nowotwór śledziony było duże prawdopodobieństwo, że takiego samego guza ma w koniuszku serca. Nie miał. Jak już był operowany, ze względu na jego chore serduszko było duże prawdopodobieństwo że nie przeżyje. Przeżył. Jak guz poszedł do badania histopatologicznego było 90% pewności, że to nowotwór złośliwy. Był niezłośliwy. Jak dr Jagielski zobaczył po miesiącu od operacji jego wyniki krwi i histopatologii, powiedział, że niestety jest spore prawdopodobieństwo, że to chłoniak. Po kolejnych badaniach okazało się, że chłoniaka nie ma więc......głowa do góry!!:lol::lol::lol:
Jestem z Wami cały czas i trzymam kciuki, żeby się udało.
Jak będziesz miała chwilkę dawaj nam na bieżąco znać o stanie zdrowia Milusi. Bo tu kupa ludzi się o Was martwi:cool3:
Pocałuj Milusię od nas i wygłaszcz ile tylko będzie chciała.
A Ciebie mocno ściskamy:calus:

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
  • 3 weeks later...
  • 2 weeks later...

Strasznie Was przepraszam, że tak długo nie dawałam znać :splat:
To przez nawał nauki, zajęć, obowiązków...Naprawdę, tak mi wstyd :Rose:

Milka całe szczęście nadal dzielnie walczy z chorobą. Co trzy tygodnie odwiedzamy pana weterynarza i dostaje kroplówkę z chemią. Pomiędzy wizytami w lecznicy w piątki podajemy Endoxan i w kółko dajemy pić, biegamy na spacer (aby uniknąć zapalenia pęcherza).
Poza piątkami, które są dla mnie naprawdę ciężkie pod względem psychicznym, zdarza mi się zapomnieć, że toczymy tę Najważniejszą Walkę. Milcia jest radosna, dzielnie broni domu przed każdym kto przechodzi korytarzem pod naszymi drzwiami, ma niesamowity apetyt (co pewnie po części jest skutkiem odstawienia ryżu i makaronu - je właściwie tylko piersi kurczaka i warzywa), ciagle kręci się pod nogami i co najważniejsze - nosi ogonek nadal wesoło zadarty do góry :multi:

Bardzo Wam wszystkim dziękujemy za wsparcie i zainteresowanie. Jeszcze raz przepraszam, że tyle się nie odzywałam. :oops:
Dziękujemy Wam ogromnie, bo wierzymy, że także dzięki Wam i Waszym kciukom i łapkom, codziennie dostajemy piękny prezent, bez wątpienia najlepszy - kolejny dzień razem. I nie mamy zamiaru się poddać. Będziemy walczyć. Bo naprawdę jest o co. :mad:

Jak się miewają Wasze psiaki? Jak samopoczucie i wyniki Varia?

Link to comment
Share on other sites

Ufff.....Najważniejsze, że u Was w porządku:lol:
Milusia walczy, nie daje się ani chemii ani chorobie, a to bardzo dużo:multi::multi:
Dzielna dziewczynka:cool3:
Vario raz lepiej, raz gorzej, generalnie nie jest źle. Po kontrolnej morfologii w zeszłym tygodniu okazało się, że jest gorsza niż ostatnio ale cały czas w normie, w dolnej granicy co prawda, ale jednak. Dostaliśmy leki na podreperowanie i będzie dobrze.
Ma też problemy z kręgosłupem - to choroba owczarków w starszym wieku (widać tych "prawie" owczarków też) i pani doktor kazała nam kupić ostatnio ubranko, żeby nie marzł ani kręgosłup ani cały Vario. Ale jeśli myślicie, że kupienie NORMALNEGO ocieplacza dla średniego, w porywach do dużych psów jest proste, to gruba pomyła.... Kupno sukini balowej, garnituru, albo bluzy z fantazyjnymi pomponami to pikuś, ale zdobycie zwykłego ocieplacza graniczy z cudem:diabloti:

Link to comment
Share on other sites

Jejku jakim cudem w ogóle coś takiego mogło sie wydarzyć?:crazyeye: Aż nie chce mi się wierzyć, żeby takie rzeczy są możliwe w naszym "cywilizowanym" świecie...:shake:
Najbardziej zastanawia mnie jak coś takiego może być w ogóle uznawane za sztukę. Ciekawe jak daleko przesuną się granice dobrego smaku i rozsądku za kilka lat...czy powtórzy się historia opisana w książce "Kiedy byłem dziełem sztuki"?:shake: Coś potwornego...

My z Milką też poszukujemy kubraczka. Boimy się mroźnej zimy i przeziębień. Zaraz obejrzę te reklamowane na dogomanii :p Ostatnio obserwując Milkę mam wrażenie, że poza kubraczkiem przydałyby się jej buciki, bo wcale nie chce wejść na mokrą trawę...nie mówiąc już o błocie :eviltong: No cóż, damą się nie bywa, ale jest przez cały rok :loveu:

Dzisiaj znowu chemia. I idę na nią trochę wystraszona, bo chorowałam przez ostatnie dwa tygodnie i boję się, że zaraziłam Milkę :oops: Co prawda nie widzę, żeby była osowiała czy kasłała, ale kto wie, kiedy ujawni się choroba... :shake:

Jak lekarstwa Varia? Mam nadzieję, że pomogły i sytuacja się ustabilizowała?
Całujemy i ściskamy cieplutko! :*

Link to comment
Share on other sites

No i jak po chemii?
Zdecydowanie mogę Ci polecić ubranka szyte przez Taks. Nasze już przyszło i jest naprawdę super. Mimo, że model odmawiał wspólpracy coś tam udało mi się pstryknąć i wieczorem postaram się wrzucić.:cool3:

Vario póki co bierze Hemofer i za tydzień idziemy na kontrolne badanie ale generalnie nie jest źle;)

Trzymamy za Was kciuki i mocno ściskamy

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

W ostatnim czasie Milka się zatruła (jakieś paskudztwo rozprzestrzeniło się po naszym osiedlu, wszystkie psy chorowały) :cool1: Całe szczęście szybko dostała antybiotyki więc nie trzeba było przerywać chemii .
Tyle tylko, że badania krwi wykazały podwyższony poziom mocznika, kreatyniny i białka; badanie moczu też nie za bardzo podobało się panu doktorowi więc dostałyśmy do domu nawadniające kroplówki na tydzień. Niestety Milka w domu nie była tak grzeczna jak w klinice i robiła wszystko żeby kroplówek uniknąć, ciężko było utrzymać ją w miejscu. :eviltong:
Szczerze mówiąc, mocno mnie te wyniki wystraszyły, bo trochę się już naczytałam o problemach z nerkami w czasie chemii :shake: brrr, na samą myśl cierpnie mi skóra...stresowałam się przez cały tydzień, w ostatni czwartek powtórzyłyśmy wszystkie badania, w piątek rozmawiałam z panem doktorem, który orzekł, ze wszystko wróciło do normy i nie mamy się czym przejmować :multi: Widać poprzednie wyniki były rezultatem chwilowych zawirowań...naprawdę odetchnęłam z ulgą, że wszystko jest w jako-takim porządku, moje Maleństwo spisuje się na medal :loveu:
Co nowego u Varia? Jak jego wyniki i samopoczucie?
Ściskamy ciepło i przedświątecznie :*

Link to comment
Share on other sites

[LEFT]Uff Wisienko....stracha mi trochę narobiłaś, ale jednak to dobre wiadomości:lol: A dużo jeszcze chemii Milce zostało? I jak ona się czuje tak w ogóle? Ma jakieś trudności po wycięciu śledziony?

Vario dobrze:lol: Teraz nadeszła pora na lepiej bo wynii krwi mu się poprawiły. Nasza Pani doktor mówi, że wątrobowe są idealne i żebym się przestała czepiać morfologii bo też jest ok:lol: Ale ja się czepiam w kółko bo teraz to już wolę dmuchać na zimne........Następne badania mamy dopiero za miesiąc więc może nawet zdąży odrosnąć futerko na łapce;)

Trzymamy za Was kciuki cały czas - tak właściwie to wcale ich nie puszczamy:multi:

Ps. Od operacji Varia minęło już 6 miesięcy...ale ten cza leci.....A ja się cieszę każdym z nim dniem[/LEFT]

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

W takim razie cieszymy się z polepszenia! :multi: I zgadzam się z tobą - lepiej chuchać na zimne, nie ma co ryzykować, bo po co?
Najważniejsze, że wszystko jest w porządku :lol:

Chemie mamy do lutego/marca, pan doktor mówił, że za 9 tygodni planuje podać ostatnią dawkę...
A później? Później jak powiedział pan doktor - na klęczkach do Częstochowy...
Właśnie tego boję się najmocniej - dni po chemii - czasu kiedy już tylko od Tych W Górze zależy ile będziemy cieszyć się sobą.
Nowotwory nie atakują w czasie chemii (zazwyczaj, choć i od tej reguły są wyjątki). Kiedy chemia się kończy zaczyna się loteria...:shake:

Na te święta i na Nadchodzący Rok mam jedno życzenie. Nie wypowiem, bo się nie spełni. Mamy mnóstwo nadziei w sercu i nie mamy zamiaru się poddać :mad: :-x:lmaa:

Troszkę spóźnione, ale chciałybyśmy z Milosławą życzyć Wam na te święta i Nowy Rok zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.
Niech wyniki krwi zawsze będą dobre, usg nigdy nie pokazuje nawet najmniejszego guza, apetyt dopisuje a ogonek codziennie wesoło merda (jakby śmigiełko małego helikoptera ;)). Obyśmy wszyscy potrafili docenić urok każdego dnia i spieszyli się kochać nie tylko ludzi, ale i naszych malutkich przyjaciół. Niech tych wesołych dni razem będzie jak najwięcej.
Tego sobie i Wam serdecznie życzymy :Rose:

Mocne i cieplutkie uściski dla Varia i Gusi! :calus:

Link to comment
Share on other sites

Witam
I ja mam pieska Amstaffa 6.5 roku ma trzy miesiace temu miał wyciętą śledzione z guzami niestety po dwóch miesiacach okazało sie że ma przezuty na wątrobe i idze w strone płuc:placz:,od wczorak tylnie łapy mu sie plączą i podejrzewają wodobrzusze ale cosik dostał leki i lepiej apetyt ma wariowac mu sie chce ale to chyba leki działają.

Musze Wam,powiedziec ze to dla mnie najgorsza rzecz jaka mnie spotkała patrzec jak mój najlepszy przyjaciel umiera nie moge sie z tym pogodzic ze juz zaraz Go nie będzie nie wiem jak bede zyc bez niego.

Link to comment
Share on other sites

Ona, bardzo Ci współczuję. Moja sunia odeszła 1,5 roku temu z powodu guza na śledzionie. Do ostatniego dnia a dokładnie przedostatniego nie wiedziałam, że jest chora. Dzisiaj najtrudniej mi pogodzic właśnie z tym, że nie miałam szansy przeżyć "podwójnie" tych ostatnich dni (tygodni?, miesięcy?)- podwójnie rozpieszczać, przytulać.... Trudno przewidzieć jak długo Twój piesek będzie z Tobą, ale spróbuj teraz cieszyc się każdym kolejnym dniem.

Link to comment
Share on other sites

Ona strasznie mi przykro...:-(
U mojej Milki przed zrobieniem badań też podejrzewano guzy na wątrobie...
Teraz chociaż walczymy z chorobą podświadomie w każdej chwili towarzyszy mi myśl o tym, że przed nami już mało czasu. Za mało. :shake:
Nie mogę sobie wyobrazić tych chwil, które Ty teraz przeżywasz. Tak bardzo Ci współczuję, tak bardzo chciałabym napisać tu coś, co Cię pocieszy, sprawi, że poczujesz się lepiej... a jednocześnie wiem, że nie ma słów, które mogą ukoić tak ogromny ból i bezradność...
Jedyne co mogę zrobić, to polecić Ci klinikę na Białobrzeskiej (jeśli jesteś z Warszawy czy okolic). Tam lekarze dają nadzieję, nawet jeśli wszyscy dookoła twierdzą, że nie ma szans i co najważniejsze, jeśli tylko mogą robią wszystko by zwierzak poczuł się lepiej i nie cierpiał. Spróbujcie, może warto.
Będę trzymała za Was kciuki, bądź dzielna. Pamiętaj, że Twój piesek Cię teraz potrzebuje i na pewno nie chce, żebyś przez niego płakała.
I pamiętaj - są rzeczy, o których nie śniło sie nawet filozofom. Ja głęboko wierzę, że cuda się zdarzają. Nie trać nadziei.
Koniecznie daj znać jak czuje się psinka :*

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...