Isabel Posted February 20, 2007 Posted February 20, 2007 Tinka czuje się zupełnie dobrze, widać, że nic ją już nie boli, ożywiła się też, nie jest już taka apatyczna. Aby ułatwić sobie życie rano i wieczorem wychodzę na spacer z dwiema dziewczynkami, na środkowy, długi spacer biorę tylko Vegę, za to Tina ma dwa krótsze wyjścia. W sumie jest tych spacerów 5, a nie jak z początku 7. W sobotę idziemy na ogląd kaszaka - niestety urósł. Zobaczymy co powie Doktor, ale jeżeli będzie potrzebne dogłębne jego wycięcie, to wstrzymam się, nie chcę Tiny tak męczyć raz po razie. Zdjęcie szwów dokładnie za tydzień, potem jeszcze na 1 dzień zostawię jej kubraczek, a potem wszystko do prania, najchętniej łącznie z Tiną, o ile będzie można. Tina znowu wczoraj spotkała swojego kolegę nowofunlanda. Ależ to piękny i przeogromny pies - nie tylko wzwyż, ale i wszerz. Wygląda jak wielki czarny miś, i taki łagodny i powolny. Ale nie wyobrażam go sobie w mieszkaniu - taka masa psa! On co 2 miesiące chodzi do salonu piękności na kąpiel i czesanie, które to zabiegi trwają 4 bite godziny. t Kasiu, jeżeli masz czas, możemy spotkać się w sobotę w lecznicy. Jestem umówiona na godz. 10.20. Quote
akucha Posted February 20, 2007 Posted February 20, 2007 Hihihihi, Isabel Ty jesteś wyspacerowana kobieta :lol: Tinka gustuje widać w wyjątkowo urodziwych psich kawalerach. Cieszę się ogromnie, że wraca do zdrowia i humorku!!! Brzydki kaszak, fuj... Quote
Isabel Posted February 20, 2007 Posted February 20, 2007 Tak, na brak ruchu nie mogę narzekać. Na szczęście kondycja mi dopisuje. Oczywiście wszystko w rozsądnych granicach. Wydaje mi się, że trzeci pies, z którym musiałabym wychodzić osobno, to jednak byłoby odrobinę za dużo. Ale powiedziałam sobie, że tak długo, jak długo będą mi dopisywać siły, będę miała psa - w miarę upływu lat coraz mniejszego. No bo z kim będę wychodziła na spacery? Sama z sobą to tak głupio, a z psem to przynajmniej jest wymówka. A ja tak lubię wypady w plener, w ogóle lubię ruch, najlepiej na własnych nogach. Moja sąsiadka po śmierci swojego psa postanowiła, że to już ostatni, że zostaną tylko koty. Pewnego dnia zeszłego lata spotykam ją i co słyszę? Przychodzi z pracy, taka ładna pogoda, a tu nie ma z kim wyjść na spacer. Z kotem przecież nie wyjdzie! No i za parę dni wzięła następnego psiaka (sunię) ze schroniska. Udało się im w ten sposób obu! Quote
akucha Posted February 20, 2007 Posted February 20, 2007 Ludzie w Krakowie maja takie cudowne podejście do życia :lol: W innych miastach też, ale u Was takich ludzi jest najwiecej, obserwuje dogo i daję za to głowę. Szczęściara ta nasza Tinka :multi:, nieustająco cieszę się, że ją wypatrzyłaś ;) Quote
t_kasiek Posted February 20, 2007 Posted February 20, 2007 Isabel napisał(a): t Kasiu, jeżeli masz czas, możemy spotkać się w sobotę w lecznicy. Jestem umówiona na godz. 10.20. bardzo chetnie :) jesli tylko bedziesz chciala poprosze brata o samochod :) to ja juz laduje bateryjki do aparatu :D :D :D tylko prosze - napisz mi adres lecznicy...chyba, ze przyjade pod domek :) Quote
Isabel Posted February 20, 2007 Posted February 20, 2007 Kasiu, nie warto brać auta, Tina czuje się już zupełnie dobrze, ale dziękuję, że o tym pomyślałaś. Zrobimy sobie spacerek w jedną i drugą stronę. A lecznica jest na ul. Piłsudzkiego, po prawej stronie idąc od Alej, w sutenerze, jest szyld, numeru niestety nie pamiętam, ale to jest na odcinku Aleje - ul. Retoryka. Cieszę się, że się zobaczymy. Quote
brazowa1 Posted February 20, 2007 Author Posted February 20, 2007 Isabel to usportowiona kobietka i tyle :) a pieski nie pozwola Jej stracic kondycji. tak ,Krakow to zaglebie dobrych ludzi. a mi ciagle jedna rzecz siedzi w glowie wybaczcie,ale przypomne :lol: Juz w Krakowie,Isabel pilotowala nasz samochod i mysmy ustalały,gdzie jestesmy: - naprzeciwko mamy ulice,skrzyzowanie,a z boku jakis zamek - (Isabel) To Wawel -aaa,przepraszam :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: tak mnie to bawi :lol: rozmowa z "Krakusem " Quote
Isabel Posted February 21, 2007 Posted February 21, 2007 Jak zamek, to musi być Wawel. Ale ja naprawdę nie mogłam się zorientować gdzie jesteście, ulic i skrzyżowań jest multum, a i niektóre budowle, np. klasztory też przypominają zamki. Najważniejsze, że w końcu spotkałyśmy się. Dzięki za uznanie dla Krakusów - tych przyjaznych zwierzętom, bo tak jak wszędzie, tak i tu są oczywiście ludzie i ludziska. Quote
t_kasiek Posted February 21, 2007 Posted February 21, 2007 ja rowniez :laugh2_2::Dog_run: no i poznam wreszcie osobiscie Tineczke i jej wspaniala pania :) Quote
Isabel Posted February 24, 2007 Posted February 24, 2007 Byłyśmy rano w lecznicy pokazać tego paskudnego, stale od nowa rosnącego kaszaka. Doktor powiedział, że kaszak był nie tylko odsysany, ale i łyżeczkowany, dzisiaj strzykawką znowu odessał zebrany płyn. Ale nic nie mówił, żeby trzeba było coś dalej z tym robić, a więc na razie damy Tinie spokój. No, nie tak do końca spokój, bo we wtorek czeka ją wyjęcie szwów, ale to już będzie (mam nadzieję) koniec zabiegów. Tinka jest bardzo delikatną panienką, jak mroźno, to nie chce iść, ciągnę ją jak krówkę na łańcuchu. Jak było mokro, to też bardzo jej się nie podobało - stała z jedną łapką w górze, mówiąc, że ona po takiej wodzie chodzić absolutnie nie będzie. Vedze jest wszystko jedno - mróz nie mróz, błoto też może być, byleby spacerek w atrakcyjnej okolicy. Najśmieszniej wygląda Tinka, jak kładzie się na pleckach. Wtedy uszka jej sterczą, a czuprynka rozkłada się wokół główki niczym chryzantema. Naprawdę komicznie to wygląda. Bardzo pilnuje swojej miseczki z chrupkami. Jak tylko Vega rusza w stronę kuchni, Tina truchcikiem biegnie za nią, potem wyprzedza i biegiem do miski. A Vega wcale się jej chrupkami nie interesuje, bo ich nie lubi. No, ale Tinka uważa, że ostrożności nigdy za wiele, a nuż Vega będzie miała ochotę się poczęstować. Natomiast koty mogą podejść, nawet zjeść chrupki z jej miseczki, kolacji też mogą spróbować - tylko Vedze nie wolno. Ale ponieważ Vegulka jest niejadkiem (chociaż nie wygląda), więc do żadnych scysji nie dochodzi. Co dziwne, Tina nigdy nie wyjada kotom ich chrupek. Pierwszego dnia powiedziałam, że nie wolno i już tak zostało. A okazję ma, chociażby w nocy, bo kocie miseczki stoją w pokoju na podłodze. Ogólnie, panienka poweselała, teraz tylko czekam, aż zacznie się uśmiechać. Piesek znaleziony przez moją znajomą zaczął się uśmiechać dopiero po 3 miesiącach, widać Tinka też potrzebuje jeszcze trochę czasu. Quote
brazowa1 Posted February 24, 2007 Author Posted February 24, 2007 Twoje opowiesci o Tinie sa tak pałne cieple,ze chcialabym,aby kazdy w taki sposob pisal o piesku wzietym z naszego schronu. Tina pewnie przezywa bardzo wizyty u weta,prawda? Bardzo interesujace,dlaczego nie tyka kociego jedzenia i dlaczego koty maja u niej takie wzgledy?ma ktos jakas teze? wyobrazam sobie,ze zaczyna powoli porastac ładna sierscia,zobaczysz na lato powinnas miec juz Tine w wersji a la briard. przez dlugie lata z boksu ,gdzie byla Tina prawie nigdy nie wychodziły pieski do domow-to byl boks "starszakow".Od czasu dogomaniackich ogloszen,zaczelo sie wszystko zmieniac :) Usciski dla Tiny! Quote
akucha Posted February 24, 2007 Posted February 24, 2007 Brązowa, ja wciąż mam przed oczyma Tinę rzucajacą się na siatkę i ten jej rozpaczliwy skowyt :shake: Pamiętasz, jak wysłałam Ci to zdjęcie i pytałam, co to za pies?? Jak dobrze, że to już przeszłość, dziękuję Izabel!!! Ona się uśmiechnie do Ciebie!!! A może Tinka myśli, ze jest kotem ;) Taka delikatna jak one... Quote
Isabel Posted February 24, 2007 Posted February 24, 2007 Ja myślę, że ona dlatego pozwala kotom dochodzić do swojej miseczki, że koty to nie konkurencja, natomiast Vega, jako przedstawicielka tego samego gatunku - i owszem. Ale dlaczego Tina nie rusza kocich chrupek, to już nie wiem, może spróbowała pierwszego dnia i jej nie smakowały? Chociaż na ogół psy lubią kocie jedenie. Jedynym wytłumaczeniem może być, że PRZEZ USZANOWANIE. U weta Tina jest oczywiście przerażona, cały czas przebiera łapkami, ślizgając się na posadzce - ona jest zdrowa, zupełnie zdrowa, nic jej nie dolega, nie wie po co w ogóle tu ją zaciągnięto, i ona już zaraz musi wyjść, bo pilne sprawy w domu na nią czekają. Sierść już ma ładniejszą, to wygolone miejsce wokół kaszaka też zarasta. Żeby tylko pozwoliła się porządnie uczesać! Jak już będzie miała zdjęte szwy i zrobi się cieplej, to będę chciała ją wykąpać (tylko czy ona będzie chciała?), bo niezbyt ładnie pachnie. To w dużej mierze wina tego kubraczka pooperacyjnego, na którym jest już teraz wszystko co tylko możliwe. Byle do wtorku! Wydaje się, że Tinka już się najadła - miseczek pilnuje, ale nie je już tak łapczywie, kolację ciepłą też dzieli sobie na 2-3 raty. Vega z początku też jadła wszystko i z wielką chęcią, a jak już się nasyciła, to zrobił się z niej taki niejadek, że często chowam nietkniętą miskę do lodówki. Przynajmniej następnego dnia mam już gotowe - tylko odgrzać. Nieraz się zastanawiam skąd ona ma tyle wigoru, jak tak mało je. Quote
akucha Posted February 24, 2007 Posted February 24, 2007 :lol: Tinka fajna jest, taka oryginalna panienka... Ma swoje sekrety ;) Isabel, ja też nie rozumiem dlaczego moja Bela tłusta taka jest, ona też zjada tyle co nic, a od czasu do czasu robi sobie dzień przerwy. Może to następstwo sterylki? Czy Vega wysterylizowana jest? Quote
Isabel Posted February 24, 2007 Posted February 24, 2007 Tak, Vega była sterylizowana 5,5 roku temu. Miała przez kilka lat ciąże urojone, brała tabletki, potem tabletki przestały działać, a jej porobiły się na sutkach guzki z zastałego mleka. Była operowana i jednocześnie wysterylizowana, tego samego dnia co i kotka Milka. Po operacji Vega odmłodniała o kilka lat. Nie wiem czemu to przypisać, ale naprawdę tak było, brykała jak młody źrebak. Quote
brazowa1 Posted February 24, 2007 Author Posted February 24, 2007 Akucha,ja doskonale pamietam,ze bylas przejeta ta suka,ciagle szczekala,non stop-to byly jej pierwsze dni na boksie.Potem bylo juz tylko gorzej-nawet szczekac jej sie odechcialo,juz nie oczekiwala niczego,tylko przemykala sie pod scianami. No i nie zapomne tego koszmaru,gdy ja musialam odstawic do schroniska.A ona taka pachnaca,juz odmieniona po nocy w domu.Nawet jesc nie chciala.I jej radosc,gdy rano ja ponownie zabierałysmy! Quote
akucha Posted February 24, 2007 Posted February 24, 2007 Z brykaniem u Belki to samo, zdrowa, radosna (a przeszła ropomacicze), ale brzuch jej urósł :cool3: Sterylkę kotki przechodziliśmy strasznie!!!! Nie mogła się wybudzić prawie całą dobę; wiła się, syczała, prychała, a potem była kilkutygodniowa wojna o kaftanik i szwy... Okropieństwo. Kocurki przechodzą kastrację bez problemów. Quote
Isabel Posted February 24, 2007 Posted February 24, 2007 Tak, Akuszko, z kocurkami pod tym względem nie ma kłopotów. A kobietom to zawsze w życiu trudniej. Quote
Celina12 Posted February 26, 2007 Posted February 26, 2007 Jejku aż się boję,bo bedę musiała przejśc sterylkę z moją Dumką :-(:-( Quote
Isabel Posted February 26, 2007 Posted February 26, 2007 Celina, nie martw się, na pewno wszystko będzie dobrze. Z Milką nie było kłopotów, wybudziła się, nawet apetyt zaraz wrócił, była taka głodna, że dałam jej jeść najwcześniej jak tylko można było, czyli o godz. 1 w nocy. Tylko na początku siusiać nie chciała, ale potem i to się unormowało. W ogóle to tak długo, jak miała kaftanik pooperacyjny to udawała ciężko chorą, cały czas leżała, nie ruszała się. A z chwilą zdjęcia kaftanika nastąpiło cudowne uzdrowienie - momentalnie zaczęła hasać. Quote
brazowa1 Posted February 26, 2007 Author Posted February 26, 2007 bedzie dobrze Celinko-zobacz,Tina taka po przejsciach i starsza sunia,a sterylke i operacje zniosła dobrze.Dobra opieka i wszystko bedzie OK. Quote
Isabel Posted February 26, 2007 Posted February 26, 2007 Zaraz, zaraz, czy Dumka to sunia, czy kotka? Ja pisałam o Milce - kotce. Jeżeli Dumka to sunia, to tym bardziej problemów nie będzie, sunie nie są aż tak wrażliwe i kapryśne jak kotki. Quote
t_kasiek Posted February 26, 2007 Posted February 26, 2007 Isabel - mam nadzieje, ze jutrzejsza wizyta przebiegnie sprawnie i Tinka szybciutko zapomni o zabiegu :) Pozdr. Quote
Isabel Posted February 26, 2007 Posted February 26, 2007 Tinka już chyba zapomniała o operacji, z kaftanikiem się, że tak powiem, zrosła, w ogóle jej nie przeszkadza, nie próbuje go sobie zdjąć, nieraz tylko liże się po brzuszku, widać ją szwy swędza, ale materiał jest na tyle gruby, że go sobie nie "przelizała". Całe szczęście, że już jutro (właściwie dzisiaj) kaftanik zostanie zdjęty, bo brudny jest niemiłosiernie. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.