brazowa1 Posted February 14, 2007 Author Posted February 14, 2007 Psy sa twarde. Gdyby mnie wysterylizowali,wycieli guzy i kaszaka za jednym zamachem,to na pewno nie merdalabym ogonkiem. Quote
Isabel Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 Akuszko, próbowałam, ale ona nie chce. Wydaje mi się, że zwierzaki są na tyle mądre, że wiedzą w jakiej pozycji jest im najlepiej. Tinka się w końcu położy, bo przecież w nocy leżała. Quote
akucha Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 Masz rację Isabel. Myślałam, że mocno się tym martwisz, stąd moja propozycja ;) Dla mnie opieka pooperacyjna nad zwierzęciem to zawsze ogromny stres, boli mnie za nie... Ale Tinka To twardzielka, tak jak napisała Brązowa!!! Quote
Isabel Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 Jeżeli chodzi o zmyślność zwierzaków w zdejmowaniu kubraczka, to Vega była artystką. Na noc zakładałam jej dwa kubraczki - pierwszy firmowy, a następnie spreparowany specjalnie mój podkoszulek z krótkimi rękawkami, i to wszystko obwiązywałam jeszcze sznurkiem, jak baleron. Zdjęcie tej całej kombinacji, w nocy, okazywało się dla Vegi żadnym problemem. Była wtedy sterylizowana i miała rozbijane (elektrycznie) guzki, które porobiły się jej od zalegającego mleka w sutkach (ciąże urojone). Dwa lata temu jeden z takich nie do końca rozbitych guzków powiększył się i trzeba go było wyciąć. Wtedy nosiła kołnierz hiszpański. Bardzo szybko się do niego przyzwyczaiła, spała w nim, jadła i piła, trochę obijała się o meble i nie trafiała sobie w drzwi, ale całkiem dobrze sobie radziła. Tylko na spacerach było śmiesznie, bo w zależności od pogody ludzie różnie tłumaczyli sobie celowość takiego kołnierza - jak było słońce, pytali się, czy to parasol od słońca, jak padało - pytali czy to rodzaj peleryny. Była nawet taka koncepcja, że kołnierz ma chronić psa przed zjedzeniem jakiegoś świństwa na spacerze (!?). A Vega tak przyswoiła sobie ten gadżet, że pogoniła w nim nawet, przez pół ulicy, swojego wroga nr 1 - pewną niesympatyczną, rzucającą się Vedze do gardła sukę. Tak na marginesie, Vega nigdy nikogo nie zaczepia, ale zaatakowana pięknie się broni, we wrześniu zaatakowała ją pitbulka, bez ostrzeżenia, jak to jest w zwyczaju amstafów i pitbuli, i moja staruszka dała sobie radę. Jak Vegulka miała poważnie zranioną łapę i opatrunek do połowy nogi, ściśle obwiązany bandażem i plastrami, też potrafiła sobie wszystko sciągnąć, jak nikogo nie było w domu. Milka po sterylizacji też była bardzo sprytna. Któregoś ranka budzę się i cóż widzę. Na dywanie leży kokon w postaci kaftanika - w kształcie kota, z zawiązanymi troczkami, a Milka hasa sobie po pokoju goła. Najgrzeczniejsze pod tym względem były kocurki, chociaż Teosia na wszelki wypadek zabezpieczałam jeszcze szerokimi plastrami. Operacja Tinki była dla mnie dziewiątą zwierzęcą operacją. Za każdym razem inaczej to wygląda - innego rodzaju zabieg, inna reakcja zwierząt. Tina jak na razie nie chce nic jeść, proponowane miała różne dobre rzeczy, ale nie ma ochoty. Może się jeszcze namyśli. Quote
akucha Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 Wiesz Isabel, gdy czytam o Vedze, to coraz bardziej widzę, jakia ona podobna z charakteru do Viki moich rodziców. Identycznie się zachowywała. Pies marzenie i też taka stateczna... do czasu... Mądre kochane psisko i spryciula wielka!!! Mama sama szyła jej kaftany pooperacyjne, pozwalała na wszystko, ale też lubiła pokazać, że potrafi wiele :evil_lol: Uchowało się przy niej wiele psów, kotów, zajęcy, ptaków, nawet jeden bocian... taka psia cioteczka... Podobnie jak Vega. Zawsze powtarzam, że taki pies trafia się tylko raz! Tinka jedz coś, ciotki proszą, musisz sił nabierać. Chociaż troszeczkę mlaśnij!!! Quote
brazowa1 Posted February 14, 2007 Author Posted February 14, 2007 "Milka po sterylizacji też była bardzo sprytna. Któregoś ranka budzę się i cóż widzę. Na dywanie leży kokon w postaci kaftanika - w kształcie kota, z zawiązanymi troczkami, a Milka hasa sobie po pokoju goła." hihihihihihih,piekny opis :) mam nadzieje,ze ta noc bedzie dla Was znacznie lepsza . Quote
millarca Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 Cieszę się, ze Tinka już po operacji. Trzymam kciuki, zeby jak najszybciej doszla do siebie! Quote
Isabel Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 Tinka już nie stoi - kładzie się. Wieczorem spała na legowisku pod stołem w kuchni (patrz ostatnie fotki), po wieczornym króciutkim spacerku zaanektowała miejsce Vegi w przedpokoju. Na moje prośby, aby przeszła na noc do pokoju nie reagowała, nawet warczała, w końcu, gdy ruszyłam dywanikiem, podniosła się i poszła spać do pokoju. Ale nic nie chce jeść, odwraca główkę, ucieka. Może jutro nabierze apetytu. Jutro, a właściwie dziś, jeżeli t Kasiek albo mój syn nie będą mogli przetransportować Tinę do lecznicy, to po prostu wezmę taksówkę, bo ona jednak jest za słaba, żeby iść tak daleko. Quote
brazowa1 Posted February 15, 2007 Author Posted February 15, 2007 :( o jejku,jednak operacja ja wyczerpala,tak bym chciala,zeby ktos mogl pomoc w transporcie. Quote
t_kasiek Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 Isabel napisał(a): Jutro, a właściwie dziś, jeżeli t Kasiek albo mój syn nie będą mogli przetransportować Tinę do lecznicy, to po prostu wezmę taksówkę, bo ona jednak jest za słaba, żeby iść tak daleko. no wiec - samochod juz mam !! teraz tylko 3majcie kciuki zebym zdarzyla sie wyrobic z uczelni !! zaraz wychodze, zeby sobie zajac jakos kolejke na samym poczatku. Jesli sie uda to po 10 powinnam byc w domu i bez problemu zadarze jechac !! bede cie informowac telefonicznie Pozdr. Quote
brazowa1 Posted February 15, 2007 Author Posted February 15, 2007 t kasiu! bardzo Ci dziekuje ze pomoc w transporcie Tiny :loveu: wiem,jakie to wazne,miec pomocna dlon przy psiaku :loveu: Zo osoba zyczliwa ( i do tego z chorym psem) podrozuje sie inaczej dziekuje z calego serca! Quote
Isabel Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 Właśnie wróciłyśmy z Tiną do domu. t kasiek niestety nie zdążyła przyjechać, sprawy na uczelni przeciągnęły się. Ale bardzo Ci dziękuję Kasiu za dobre chęci, nieraz tak się zdarza, że bardzo chce się pomóc, ale okoliczności nie pozwalają. Do lecznicy wzięłam taxi. Mojego Doktora nie było, badał Tinę ktoś inny, ale wszystko w okolicach szwów w porządku, dostała antybiotyk i teraz tylko czekamy do 27 lutego na zdjęcie szwów. Natomiast kaszak na grzbiecie, jak mu się przyjrzałam, nie był wycinany tylko odsysany i znowu się powiększył. Widocznie Doktor zastosował najpierw metodę nieinwazyjną. Dzisiejszy lekarz powiedział, że kaszak może się jeszcze zmniejszyć, ale jeśli nie, to muszę go pokazać Doktorowi jeszcze przed zdjęciem szwów, bo on potem idzie na urlop (a więc szwy będzie zdejmował ktoś inny). Zapisałam się na 24 lutego, chyba że kaszak się zmniejszy i wizyta nie będzie potrzebna. Gdyby rósł dalej,to jednak konieczne będzie dogłębne wycięcie. Zobaczymy. Po kontroli u weta Tinka nabrała takiej werwy i na ulicy tak ciągnęła do domu, że stwierdziłam, że nie będę zamawiać taksówki. Całą drogę pięknie szła, jak zdrowy pies. Zjadła dzisiaj już dwa śniadanka, więc i siły nabrała. Quote
kaerjot Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 Mądra dziewczynka, wie, że do walki z weterynarzem trzeba mieć dużo siły. Quote
t_kasiek Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 no niestety...nie zdarzylam. A na uczelni tez nie zalatwilam tego co mialam - pan mial konsultacje od 9:30 - 11:30...bylam przed dziewiata, byly przede mna 4 czy 5 i niestety sie nie doczekalam...najpierw przed dziesiata zrobil sobie jakas przerwe na kawe i nie przyjmowal nikogo przez ponad pol godziny a potem jakos tak wolno to wszystko szlo, okazala sie ze kilka osob jeszcze pozajmowalo kolejke znajomym, ze konsultacje zakonczyl wlasnie wtedy jak miala wchodzic JA !!!! jestem bardzo zla bo gdybym wiedziala, ze tak bedzie to bym nie czekala tylko wsiadla w samochod i pojechala !! na szczescie projekt moge zaliczyc jeszcze w poniedzialek...mam nadzieje, ze jeszcze kiedys bede mogla poznac Tinke i Isabel i ze jeszcze sie przydam do pomocy !! PS. nawet przygotowalam aparat, zeby zrobic Tince kilka fotek :( Quote
akucha Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 T_kasiu, czasami los nie sprzyja ;) Co u Tinki, jak przebuegła wizyta??? Apetyt wrócił? Quote
Celina12 Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 Tineczka to bardzo dzielna Dziewczynka-dla swojej Kochanej Pańci zrobi wszystko....:loveu: Quote
Isabel Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 Akuszko, relację z wizyty zdałam w poście o godz.12.26. Tinka dzisiaj odpoczywa ( oczywiści w pozycji leżącej) i odrabia zaległości w spaniu, apetyt też jej wraca. Teraz to już będzie z dnia na dzień lepiej. Mnie samej też przydałoby się parę dni odpoczynku, bo ostatnie dni były bardzo gorące - kończyłam zlecenie (pracuję w domu) i operacja Tinki i przymusowy remont łazienki (piecyk gazowy popsuł się już na amen i trzeba było zainstalować boiler) i podwójne spacery z suniami. Ale teraz to już tylko można odbić się od dna i mieć nadzieję na lepsze. t kasiek, na pewno mamy okazję spotkać się w lecznicy przy okazji zdejmowania Tinie szwów. Quote
akucha Posted February 15, 2007 Posted February 15, 2007 Dogo chyba znowu szwankuje, bo wcześniejszego postu nie było, gdy zaglądałam :shake: Cieszę się, że wszystko wraca do normy i Tinka taka dzielna :lol: Isabel, nie zazdroszczę Ci, ja mam teraz ferie, odpoczywam. A remonty to koszmar :shake: Ale tak przeważnie bywa, że jak się wali, to wszystko na raz... Quote
Evas Posted February 16, 2007 Posted February 16, 2007 Tina miała szczęście, że w Twoim domu, Isabel, znalazła opiekę. Quote
Isabel Posted February 17, 2007 Posted February 17, 2007 Tina czuje się już zdecydowanie lepiej - apetyt wrócił, na spacerkach, skróconych do maksumum, już ciągnie, a więc siły ma. Tylko w domu niby jest pies, a go nie ma - cały czas leży na swoim kocyku i drzemie, jest jakaś taka markotna, nie interesuje ją w ogóle życie domowe. Prawdę mówiąc martwi mnie to, bo wygląda, jakby zamknęła się w sobie. Nie wydaje mi się, sądząc po jej ruchach, aby coś ją bolało, do miseczki sama chętnie podchodzi, ale poza jedzeniem i króciutkimi spacerami (nie chcę jej męczyć) nic ją w zasadzie nie obchodzi. Może ten kaftanik pooperacyjny tak ją stresuje? Nie wiem, bo fizycznie naprawdę czuje się już całkiem dobrze. Quote
akucha Posted February 17, 2007 Posted February 17, 2007 Hmmm, czyżby Tinka była panna obrażalska? Zrobili mi kuku moja Panciu, a Ty im pozwoliłaś... A może wrócił stres? Quote
brazowa1 Posted February 17, 2007 Author Posted February 17, 2007 Tina jest wrazliwa panna,to moze byc stres. Jak wrocil apetyt,to wroci i dawna Tina :) Quote
t_kasiek Posted February 18, 2007 Posted February 18, 2007 Mysle, ze moze z tym kaftanikiem cos jest...moze nie do konca sie jej podoba i nie czuje sie w nim swobodnie wiec i hasac po domku sie jej nie chce...nie martw sie - napewno niedlugo zapomi o zabiegu i znowu bedzie wesolutka jak przed zabiegiem.... :) Pozdr. Quote
Evas Posted February 18, 2007 Posted February 18, 2007 Tinusiu, nie martw swojej panci..wracaj do sił szybciutko. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.