Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.2k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Akuszko, próbowałam, ale ona nie chce. Wydaje mi się, że zwierzaki są na tyle mądre, że wiedzą w jakiej pozycji jest im najlepiej. Tinka się w końcu położy, bo przecież w nocy leżała.

Posted

Masz rację Isabel. Myślałam, że mocno się tym martwisz, stąd moja propozycja ;) Dla mnie opieka pooperacyjna nad zwierzęciem to zawsze ogromny stres, boli mnie za nie...
Ale Tinka To twardzielka, tak jak napisała Brązowa!!!

Posted

Jeżeli chodzi o zmyślność zwierzaków w zdejmowaniu kubraczka, to Vega była artystką. Na noc zakładałam jej dwa kubraczki - pierwszy firmowy, a następnie spreparowany specjalnie mój podkoszulek z krótkimi rękawkami, i to wszystko obwiązywałam jeszcze sznurkiem, jak baleron. Zdjęcie tej całej kombinacji, w nocy, okazywało się dla Vegi żadnym problemem. Była wtedy sterylizowana i miała rozbijane (elektrycznie) guzki, które porobiły się jej od zalegającego mleka w sutkach (ciąże urojone). Dwa lata temu jeden z takich nie do końca rozbitych guzków powiększył się i trzeba go było wyciąć. Wtedy nosiła kołnierz hiszpański. Bardzo szybko się do niego przyzwyczaiła, spała w nim, jadła i piła, trochę obijała się o meble i nie trafiała sobie w drzwi, ale całkiem dobrze sobie radziła. Tylko na spacerach było śmiesznie, bo w zależności od pogody ludzie różnie tłumaczyli sobie celowość takiego kołnierza - jak było słońce, pytali się, czy to parasol od słońca, jak padało - pytali czy to rodzaj peleryny. Była nawet taka koncepcja, że kołnierz ma chronić psa przed zjedzeniem jakiegoś świństwa na spacerze (!?). A Vega tak przyswoiła sobie ten gadżet, że pogoniła w nim nawet, przez pół ulicy, swojego wroga nr 1 - pewną niesympatyczną, rzucającą się Vedze do gardła sukę. Tak na marginesie, Vega nigdy nikogo nie zaczepia, ale zaatakowana pięknie się broni, we wrześniu zaatakowała ją pitbulka, bez ostrzeżenia, jak to jest w zwyczaju amstafów i pitbuli, i moja staruszka dała sobie radę.
Jak Vegulka miała poważnie zranioną łapę i opatrunek do połowy nogi, ściśle obwiązany bandażem i plastrami, też potrafiła sobie wszystko sciągnąć, jak nikogo nie było w domu.
Milka po sterylizacji też była bardzo sprytna. Któregoś ranka budzę się i cóż widzę. Na dywanie leży kokon w postaci kaftanika - w kształcie kota, z zawiązanymi troczkami, a Milka hasa sobie po pokoju goła.
Najgrzeczniejsze pod tym względem były kocurki, chociaż Teosia na wszelki wypadek zabezpieczałam jeszcze szerokimi plastrami.
Operacja Tinki była dla mnie dziewiątą zwierzęcą operacją. Za każdym razem inaczej to wygląda - innego rodzaju zabieg, inna reakcja zwierząt.
Tina jak na razie nie chce nic jeść, proponowane miała różne dobre rzeczy, ale nie ma ochoty. Może się jeszcze namyśli.

Posted

Wiesz Isabel, gdy czytam o Vedze, to coraz bardziej widzę, jakia ona podobna z charakteru do Viki moich rodziców. Identycznie się zachowywała. Pies marzenie i też taka stateczna... do czasu... Mądre kochane psisko i spryciula wielka!!! Mama sama szyła jej kaftany pooperacyjne, pozwalała na wszystko, ale też lubiła pokazać, że potrafi wiele :evil_lol: Uchowało się przy niej wiele psów, kotów, zajęcy, ptaków, nawet jeden bocian... taka psia cioteczka... Podobnie jak Vega.
Zawsze powtarzam, że taki pies trafia się tylko raz!

Tinka jedz coś, ciotki proszą, musisz sił nabierać. Chociaż troszeczkę mlaśnij!!!

Posted

"Milka po sterylizacji też była bardzo sprytna. Któregoś ranka budzę się i cóż widzę. Na dywanie leży kokon w postaci kaftanika - w kształcie kota, z zawiązanymi troczkami, a Milka hasa sobie po pokoju goła."

hihihihihihih,piekny opis :)

mam nadzieje,ze ta noc bedzie dla Was znacznie lepsza .

Posted

Tinka już nie stoi - kładzie się. Wieczorem spała na legowisku pod stołem w kuchni (patrz ostatnie fotki), po wieczornym króciutkim spacerku zaanektowała miejsce Vegi w przedpokoju. Na moje prośby, aby przeszła na noc do pokoju nie reagowała, nawet warczała, w końcu, gdy ruszyłam dywanikiem, podniosła się i poszła spać do pokoju. Ale nic nie chce jeść, odwraca główkę, ucieka. Może jutro nabierze apetytu.
Jutro, a właściwie dziś, jeżeli t Kasiek albo mój syn nie będą mogli przetransportować Tinę do lecznicy, to po prostu wezmę taksówkę, bo ona jednak jest za słaba, żeby iść tak daleko.

Posted

Isabel napisał(a):

Jutro, a właściwie dziś, jeżeli t Kasiek albo mój syn nie będą mogli przetransportować Tinę do lecznicy, to po prostu wezmę taksówkę, bo ona jednak jest za słaba, żeby iść tak daleko.


no wiec - samochod juz mam !! teraz tylko 3majcie kciuki zebym zdarzyla sie wyrobic z uczelni !! zaraz wychodze, zeby sobie zajac jakos kolejke na samym poczatku. Jesli sie uda to po 10 powinnam byc w domu i bez problemu zadarze jechac !! bede cie informowac telefonicznie

Pozdr.

Posted

t kasiu!
bardzo Ci dziekuje ze pomoc w transporcie Tiny :loveu:
wiem,jakie to wazne,miec pomocna dlon przy psiaku :loveu:
Zo osoba zyczliwa ( i do tego z chorym psem) podrozuje sie inaczej

dziekuje z calego serca!

Posted

Właśnie wróciłyśmy z Tiną do domu. t kasiek niestety nie zdążyła przyjechać, sprawy na uczelni przeciągnęły się. Ale bardzo Ci dziękuję Kasiu za dobre chęci, nieraz tak się zdarza, że bardzo chce się pomóc, ale okoliczności nie pozwalają.
Do lecznicy wzięłam taxi. Mojego Doktora nie było, badał Tinę ktoś inny, ale wszystko w okolicach szwów w porządku, dostała antybiotyk i teraz tylko czekamy do 27 lutego na zdjęcie szwów. Natomiast kaszak na grzbiecie, jak mu się przyjrzałam, nie był wycinany tylko odsysany i znowu się powiększył. Widocznie Doktor zastosował najpierw metodę nieinwazyjną. Dzisiejszy lekarz powiedział, że kaszak może się jeszcze zmniejszyć, ale jeśli nie, to muszę go pokazać Doktorowi jeszcze przed zdjęciem szwów, bo on potem idzie na urlop (a więc szwy będzie zdejmował ktoś inny). Zapisałam się na 24 lutego, chyba że kaszak się zmniejszy i wizyta nie będzie potrzebna. Gdyby rósł dalej,to jednak konieczne będzie dogłębne wycięcie. Zobaczymy.
Po kontroli u weta Tinka nabrała takiej werwy i na ulicy tak ciągnęła do domu, że stwierdziłam, że nie będę zamawiać taksówki. Całą drogę pięknie szła, jak zdrowy pies. Zjadła dzisiaj już dwa śniadanka, więc i siły nabrała.

Posted

no niestety...nie zdarzylam. A na uczelni tez nie zalatwilam tego co mialam - pan mial konsultacje od 9:30 - 11:30...bylam przed dziewiata, byly przede mna 4 czy 5 i niestety sie nie doczekalam...najpierw przed dziesiata zrobil sobie jakas przerwe na kawe i nie przyjmowal nikogo przez ponad pol godziny a potem jakos tak wolno to wszystko szlo, okazala sie ze kilka osob jeszcze pozajmowalo kolejke znajomym, ze konsultacje zakonczyl wlasnie wtedy jak miala wchodzic JA !!!! jestem bardzo zla bo gdybym wiedziala, ze tak bedzie to bym nie czekala tylko wsiadla w samochod i pojechala !!
na szczescie projekt moge zaliczyc jeszcze w poniedzialek...mam nadzieje, ze jeszcze kiedys bede mogla poznac Tinke i Isabel i ze jeszcze sie przydam do pomocy !!

PS. nawet przygotowalam aparat, zeby zrobic Tince kilka fotek :(

Posted

Akuszko, relację z wizyty zdałam w poście o godz.12.26.
Tinka dzisiaj odpoczywa ( oczywiści w pozycji leżącej) i odrabia zaległości w spaniu, apetyt też jej wraca. Teraz to już będzie z dnia na dzień lepiej.
Mnie samej też przydałoby się parę dni odpoczynku, bo ostatnie dni były bardzo gorące - kończyłam zlecenie (pracuję w domu) i operacja Tinki i przymusowy remont łazienki (piecyk gazowy popsuł się już na amen i trzeba było zainstalować boiler) i podwójne spacery z suniami. Ale teraz to już tylko można odbić się od dna i mieć nadzieję na lepsze.
t kasiek, na pewno mamy okazję spotkać się w lecznicy przy okazji zdejmowania Tinie szwów.

Posted

Dogo chyba znowu szwankuje, bo wcześniejszego postu nie było, gdy zaglądałam :shake:

Cieszę się, że wszystko wraca do normy i Tinka taka dzielna :lol:
Isabel, nie zazdroszczę Ci, ja mam teraz ferie, odpoczywam. A remonty to koszmar :shake: Ale tak przeważnie bywa, że jak się wali, to wszystko na raz...

Posted

Tina czuje się już zdecydowanie lepiej - apetyt wrócił, na spacerkach, skróconych do maksumum, już ciągnie, a więc siły ma. Tylko w domu niby jest pies, a go nie ma - cały czas leży na swoim kocyku i drzemie, jest jakaś taka markotna, nie interesuje ją w ogóle życie domowe. Prawdę mówiąc martwi mnie to, bo wygląda, jakby zamknęła się w sobie. Nie wydaje mi się, sądząc po jej ruchach, aby coś ją bolało, do miseczki sama chętnie podchodzi, ale poza jedzeniem i króciutkimi spacerami (nie chcę jej męczyć) nic ją w zasadzie nie obchodzi. Może ten kaftanik pooperacyjny tak ją stresuje? Nie wiem, bo fizycznie naprawdę czuje się już całkiem dobrze.

Posted

Mysle, ze moze z tym kaftanikiem cos jest...moze nie do konca sie jej podoba i nie czuje sie w nim swobodnie wiec i hasac po domku sie jej nie chce...nie martw sie - napewno niedlugo zapomi o zabiegu i znowu bedzie wesolutka jak przed zabiegiem.... :)
Pozdr.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...