Czesadeł mamy, a mamy, tylko jeszcze żadne Lesiowi nie przypasowało, a mi jeszcze rączki mogą się przydać ;) Pan fryzjer ryzyku utraty albo podziurawienia rączek ma wpisane w ryzyko zawodowe, a ja?... :)
No tak - zła jestem ja, nie kradziejka Alutka, to chyba nie ma sensu pisać, że sporo z tych wyniesionych do wywietrzenia rzeczy zyskało również dziurki po psich zębach (rozumiem, że też w celu wietrzenia podczas noszenia!!!!)