No, dziś pojechaliśmy po bandzie! Więcej szczęścia mamy niż rozumu ;)
Sławek rano zapomniał zabezpieczyć wejście do pokoju gościnno-książkowego. Gdy weszłam do domu i zobaczyłam swoją koszulę nocną, którą zostawiłam na stołeczku we wzwyż wzmiankowanym pokoju - nogi się pode mną ugięły. Bo mało, że w tym pokoju są odkryte regały z książkami (wiele nie moich!), to na "podmordziu" była cała paka chusteczek higienicznych, poduszeczka, którą Alutka już pozbawiła zamka błyskawicznego, a w dodatku po sąsiedzku jest łazienka, gdzie zamieszkuje Je(ż)y - drzwi suwane, które Kreska swoim szpiczastym nochalem otwiera bez problemu!
A tu miła niespodzianka - oprócz wywleczenia mojej koszuli oraz kilku sztuk rzeczy do prania z kotłowni, wydartego kolejnego fragmentu gąbki z psiego posłania oraz kałuży w drugiej łazience - zero demolki!.... No i Je(ż)y ŻYWY! ;)