Niestety, poprzednia już nie była taka"udana". Pierwsza pobudka po 2. Ale ją zignorowałam. "Zarobiłam" kolejną godzinę spokoju. Ale tylko jedną. Poddałam się kiedy Ptyś wskoczył na łóżko, oparł się przednimi łapami na mnie i zaczął mi szczekać nad uchem. Wstałam, ubrałam się i później już był spokój. Dziś trochę później i na szczęście krótko - akurat padał marznący deszcz, który skutecznie zniechęcił chłopaka do spaceru. Tym razem Neska nie wystawiła nosa za drzwi, Lala w ogóle nie ruszyła się z miejsca.