Jump to content
Dogomania

Sowa

Members
  • Posts

    5053
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Sowa

  1. Jakbym spadła z Nieba, to musiałabym tam być przedtem, a nie przypominam sobie.:-) No to trzymam za Kraków dla Mimiśki. Pamiętam tu takiego strachulca, odebranego z pseudo, który po roku pracy opiekunów i trenera startował w zawodach posłuszeństwa. Kto wie, może i Mimiska się załapie za dwa lata...
  2. Sowa

    Mój piecho

    Wybierz się na grupowe szkolenie - napisz gdzie mieszkasz, może ktoś zna dobrego trenera w Twojej okolicy.
  3. Trzeba wyjątkowo ostrożnie przygotować przekazanie Mini. DS musi, bezwzględnie musi przysłać kocyk/własne ubranie pachnące nowym domem. Mimiśka nusi dobrze skojarzyć ten nowy zapach - w łóżku, przy jedzeniu, na wybiegu. Razem z Mimi do DS muszą pojechać nie tylko "oswojone" nowe szmatki, ale i prześcieradło/kocyk z łóżka, w którym w tej chwili śpi. Każdy pies potrafi analizować zapachy, rozbierać je na czynniki składowe, dlatego Mimi musi mieć osłonę antystrachową z wymieszanego nowego zapachu DS i obecnego juz bezpiecznego zapachu DT,
  4. Jeśli trafi do Krakowa, deklaruję dla DS nieodpłatną pomoc w oswajaniu strachów.
  5. Ogon bojowy, stres otrząśnięty, zaproszenie do zabawy - czego chcieć więcej? Normalna radosna psica. Czyli wygrałabym zakład, że to podejście na wezwanie nie oznaczało jednorazowej zmiany zachowań:-)
  6. Sowa

    Kremacja psa

    Animalpark - to także gwarancja godnego pożegnania ze zwierzęciem. Kremacja indywidualna w Lublinie i Mikołowie, pomoc w transporcie z innych województw, jeśli właściciel nie może przywieźć zwierzęcia sam. Chciałabym, aby ludzi można było tak spokojnie żegnać - na zachodzie Europy istnieją już "zielone leśne cmentarze" dla ludzi. Prochy skremowanego człowieka zakopywane są w urnie pod drzewem w lesie - żadnych pomników, bardzo mała tabliczka przymocowana do pnia drzewa. Żadnych głośnych uroczystości pożegnalnych w lesie, zostawiania stert zniczy czy wiązanek - las żyje normalnie, kto chce - pamięta.
  7. Wpiszcie te rodzinę na czarne kwiatki, żeby drugi raz nie zawierzyć im żadnego zwierzaka.
  8. Ja bym zaprosiła znajomego weta lub kogoś, kto odchował miot szczeniaków, do domu. Niechby rzucił okiem, czy wszystko jest jak trzeba.
  9. Jeśli ktoś podrzucił szczeniaka, to na 99,9999... procent nie zaszczepił przedtem. Porozum się ze swoim wetem - czy w Twojej okolicy są przypadki parwo, nosówki. Własnych butów ani ubrania nie dezynfekujesz przed wejściem do domu - jeśli szczeniak nie będzie miał kontaktów z psimi odchodami ani z chorymi psami, to teoretycznie nie ma prawa niczym się zarazić. Swojego szczeniaka wynosiłam w tydzień po pierwszym szczepieniu w miejsca, gdzie nie miała kontaktów z innymi psami, puszczałam do zabawy z dorosłym zdrowym psem nie na psim wybiegu oczywiście, ale w ogrodzie tego psa i kontaktowałam z ludźmi - wizyty ze szczeniakiem u ludzi i wizyty znajomych u mnie; w autobusie szczeniak jechał w plecaku. I wyprowadzałam na sikanie i kupę przed blok, nie dopuszczając do kontaktów z innymi psami. W lecznicy przy kolejnych szczepieniach trzymałam szczeniaka na kolanach., bo i w lecznicy jest możliwość kontaktu z chorym psem przecież. Moja wetka twierdziła, że z parwo jest szansa wyleczyć psa - z braku socjalizacji nie. Ale ponoć w tej chwili, przynajmniej w Krakowie, pojawiło się wyjątkowo agresywne parwo, odporne na leczenie. Więc na pewno rozmowa z wetem, na pewno kontakty z ludźmi i ja kontaktowałabym szczeniaka z psami, o których wiem, że są zdrowe - na ich terenie. A siki i kupa bez kontaktów z blokowymi czworonożnymi sąsiadami, w miejscach najmniej uczęszczanych. Oczywiście nie mogę zapewniać, że Twój szczeniak, podobnie jak mój, na pewno niczym się nie zarazi. Ryzyko jest zawsze.
  10. Dlaczego pozwalasz zwierzęciu tak cierpieć?
  11. A może lepiej, żeby Tobi miał niedowagę, dopóki trochę nie odbuduje mięśni na łapkach.
  12. Twój jest prześliczny, trzeba przyznać. Czy tatuś był rottkiem czy nie - malucha zacznij szkolić od pierwszego dnia w Twoim domu, niezależnie od tego ile waży. Gdybyś jeszcze przekonała właścicieli suki, aby ją wysterylizowali, skoro upilnować nie potrafią...
  13. Jeśli ojciec nieznany, to wygląd dorosłego potomka jest loterią - teraz maluch wyglądem przypomina szczenię rottweilera, ile ma tygodni? jeśli już jest do wydania (7 tygodni) i naprawdę waży tylko kilogram, to może będzie bardzo malutkim rottkiem:-) A skąd tam tyle różnych szczeniaków obok, każdy zupełnie inny?
  14. W jakim wieku są Twoje dzieci? Zresztą i tak oczywiste, jak pisze Istar19, że dla Ciebie będą obowiązki, dla dzieci zabawa z pieskiem; byłoby tylko doskonale, gdyby dzieci nie rywalizowały o uczucia zwierzaka, nie były zazdrosne - jeśli to małe dzieci - że pies będzie cenić wyżej dorosłych w domu. Zanim weźmiecie psiaka, warto nauczyć dzieci, że szczeniak ani dorosły pies nie lubi klepania po głowie, porywania w objęcia i podnoszenia na rękach ani chwytania za przednie łapki. Byłoby świetnie, gdybyś wśród znajomych znalazł kogoś, kto ma szczeniaka jakiejkolwiek rasy i wybrał się tam na wizytę z dziećmi. Zobaczysz, czy kontakt z pieskiem nie znudzi się dzieciom po 10 minutach. Jeśli się znudzi - szkoda i zwierzaka i Twoich pieniędzy także. Prowadziłam zajęcia dla dzieci II klas podstawówki - gdy pytałam kto chce mieć psa, wszystkie dzieciaki krzyczały "ja", po pytaniu kto posprząta psie kupki, były tylko grymasy obrzydzenia.
  15. Dla mnie istotne jest, w jakich warunkach trzymane są psy. W niejednej hodowli psy siedzą w klatkach - wręcz klatka na klatce, gorzej niż zwierzęta futerkowe, a ewentualnemu nabywcy pokazuje się tylko szczeniaka. Oczywiście wiesz, że w nowo zakładanych hodowlach spod znaku stowarzyszeń miłośników Burka i Azorka rodowody mogą być wypisane z sufitu i nie ma praktycznie żadnej oceny zgodności rozmnażanych zwierząt z aktualnym wzorcem rasy ani usuwania od hodowli zwierząt o wrodzonych wadach. Nie dowierzałabym zresztą żadnym ogłoszeniom, czy to z hodowli ZKwP czy innych, dopóki nie zobaczyłabym sama nie tylko suki-matki mojego ewentualnego szczeniaka, ale i warunków, w jakich w hodowli żyją stare zwierzęta, już nie wykorzystywane do rozrodu.
  16. Z moich doświadczeń - nie posłuchają, i nie tylko właściciele amstaffów. Nie ma u nas obyczaju, że psy mogą zawierać znajomość tylko za zgodą obojga właścicieli - i nie ma potężnych kar finansowych, gdy pies, także w miejscu publicznym, gdzie jest nakaz prowadzenia na smyczy, pogryzie, a nawet zagryzie drugiego psa
  17. Nie da się układać psa, który boi się ruchu ręki; nikt sobie by z tym w tej chwili nie poradził. Ja po prostu mam nadzieję, że skoro obgryza Ci ręce w łóżku, to po jakimś czasie zaakceptuje Twoją rękę trzymającą smycz. To byłby ogromny postęp.
  18. I to jest wielka, ogromna praca, bez której nic więcej zrobić się nie da, to budowanie podstaw do Mimiśkowych minikroczków do przodu. Wydaje mi się, że najlepiej byłoby, gdyby Mimi nie miała już pośredniego opiekuna, gdyby od Ciebie poszła za jakiś czas do stałego domu, niekoniecznie psiego psychologa, starczy kogoś, kto będzie wiedział, ile pracy, cierpliwości i czasu wymaga na co dzień takie zwierzątko - bo każdy nowy dom będzie dla niej na dzień dobry okrutnie straszny. Twój dom jest już troszkę oswojony, kolejny powinien być - tak sądzę - już stały. A rozważane tu różne pomysły na które jeszcze jest za wcześnie, mogą przydać się w tym przyszłym domu . Może już nawet za pół roku = to byłoby doskonale.
  19. Ufff. Właściciele zrozumieli chyba, że było warto, pies przeżył operację i żyje inaczej.
  20. Tyś(ka), w tym podsuwaniu smakoli dłonią zaciśniętą w pięść, spomiędzy palców, jest jeszcze jeden myk. Pies może nie obawiać się otwartej dłoni podającej jedzenie, ale gdy chcemy zapiąć smycz, dłoń ustawiona jest wierzchem do góry, a to szalenie istotna różnica dla psa. Wybieranie jedzenia spomiędzy palców pięści niejako legitymizuje inne ustawienie dłoni - wierzchem do góry też przestaje być groźna. Gdy pracowałam z lękliwymi wobec obcych ludzi psami, właściciel układał smakole na nieruchomo siedzącym, z głową w inna stronę, bez kontaktu wzrokowego obcym człowieku - układał smakole na wysuniętej dłoni, na kolanie, na udach, na przedramieniu - tak, aby pies to widział i potem właściciel zachęcał psa do zjadania lub sam na początek zbierał te smakole i podawał psu jak najbliżej strasznego obcego. Kolejnym etapem jest nakłonienie lękliwego, niepewnego siebie psa, by przeskoczył/przeszedł przez nogi leżącego człowieka, jak najdalej od rąk czy głowy. To także uczy, że ciało człowieka nie gryzie, a pokonanie takiej przeszkody łączy się z niejako triumfalnymi emocjami dla psa:-) Bo tylko silny, dobroduszny pies pozwala słabszemu szczeniakowi skakać po sobie, bo silny pies kładąc się na grzbiecie może zaprosić tak szczeniaka do zabawy. Oczywiście pozycja na grzbiecie pod tytułem "możemy się bawić" jest inna od pozycji "poddaję się, nie zagryzaj".
  21. Nie mam żadnego doświadczenia w pisaniu ogłoszeń o psach do adopcji, ale w tym o Beni nie ma chyba nawet cienia sygnału, że suczka jest bardzo bojaźliwa i wymaga nie tylko serca. Więc p. Krystyna może się poczuć niekomfortowo, szkoda byłoby gdyby zrezygnowała z przygarnięcia jakiegoś zwierzaka. Elik, trzymam za Twoją rozmowę z p. Krystyną,
  22. Poza tym na wystawie czy przeglądzie hodowlanym może okazać się, że jak najbardziej rodowodowy pies ma wady dyskwalifikujące - są wady, które nie są dziedziczne wprost - np po obu rodzicach wolnych od dysplazji czy z prawidłowym uzębieniem może urodzić się szczeniak z dyskwalifikującymi brakami zębowymi lub ujawnioną później dysplazją, po psie z oboma jądrami może urodzić się wnęter. Czyli rodzice byli nosicielami jakiejś wady nie ujawniającej się w fenotypie, a ich potomek z ujawnionymi wadami ma rodowód, ale nie dostanie uprawnień hodowlanych w ZKwP.
  23. Każdy pies w mniejszym czy większym stopniu jest meteoropatą, doskonale odbiera zmiany ciśnienia, pogody, nadciągającą wichurę czy burzę (przed burzą - ładunki elektrostatyczne). Zwierzęta wiedzą o tym znacznie wcześniej niż my. Jeśli którekolwiek z tych zjawisk skojarzy dodatkowo z czymś, co odczuł jako zagrożenie - będzie szukać bezpiecznego miejsca. Ale wszelki wypadek sprawdziłabym także, jak pisze Bou, poziomy hormonów tarczycowych. Moja suka zawsze w zimie sygnalizowała zwiększonym pragnieniem nadciągający mróz.
×
×
  • Create New...