Jump to content
Dogomania

malagos

Members
  • Posts

    44557
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    27

Everything posted by malagos

  1. Kłopot tylko z odległością, mieszkam 100 km za Warszawą, w kier. Mazur. Jak w ub. roku dziewczyny wiozły do mnie suczkę ONkę z zamojskiego schroniska, to zapłaciły 500 zł Pati-C :( Ale jakby coś-ktoś po drodze, jakby transport łączony, to czarna kota...no, no...
  2. Ale nie są to młodzieniaszki?...jak mam wybór, to wolę koty dorosłe, nawet stare. Ale nie ma pospiechu, nie pali się...
  3. Dziewczyny kochane, wczoraj pożegnaliśmy naszego stareńkiego kota Borysa [*]. Zawsze były u nas dwa, czasem 3 koty. Ale jak odeszła 3 lata temu Szarusia, to nie chciałam brać kota, by Borysowi nie robić na starość zamieszania. Ale teraz.. Nie wyobrażam sobie domu bez kota, czy dwóch. Chętnie przygarnę na stałe dwa koty - nie chce młodych, slicznych. Chcę dać dom starszym, nie=adoptowalnym, jak do tej pory bywało. Z tym, ze mam 3 swoje stare psy, zawsze też jakieś psie tymczasy, ale dom duży, i piętro wolne do kociej aklimatyzacji.
  4. Wczoraj po południu pożegnaliśmy Borysa [*] Od dwóch dni nie jadł, ciągle spał, pomiaukiwał. Jeszcze dostał kroplówkę, jeszcze podniósł głowę. Wczoraj wróciliśmy z pracy - leżał na podłodze w przedpokoju, tam gdzie idą rurki z ciepłą wodą od kaloryfera do kuchni (ukochane miejsce wszystkich kotów i żółwia). Dotknęłam go, bo myślałam, ze odszedł...był taki zimny, nastroszony :( Ale drgnął, jakby się ocknął, i znów zapadł w odrętwienie. Tomek go wziął do lecznicy, zmierzył temperaturę: 35 stopni. Właściwie to zastrzyk tylko odrobinę przyspieszył zejście :( 10 lat był u nas. Przez niego poznaliśmy K EVA2406 - Ona przywiozła Borysa z Warszawy do Różana, tu go odebraliśmy, wcześniej jakaś dobra dusza wiozła do z Krakowa do Ewy. Borys był bardzo chory - po wlewach podskórnych i zastrzykach, ratujących życie, porobiły się rany, skóra odstawała od ciała. Znosił dzielnie te cierpienia, te "przymoczki", karmienie na siłę surową wołowiną, oswajanie, głaskanie - był przecież dzikim kotem z krakowskiej ulicy. Był niezależny, nie taki pieszczoch, jak Szara Kota, ale po jej odejściu 3 lata temu zmienił się diametralnie. Zajął jej miejsce w łóżku, ale nie w nogach, a przy głowie. Wchodził na kolana, domagał się głaskania, mruczał jak traktor. Pusto bez Borysiaka, oj, pusto..........
  5. Wczoraj po południu pożegnaliśmy Borysa [*] Od dwóch dni nie jadł, ciągle spał, pomiaukiwał. Jeszcze dostał kroplówkę, jeszcze podniósł głowę. Wczoraj wróciliśmy z pracy - leżał na podłodze w przedpokoju, tam gdzie idą rurki z ciepłą wodą od kaloryfera do kuchni (ukochane miejsce wszystkich kotów i żółwia). Dotknęłam go, bo myślałam, ze odszedł...był taki zimny, nastroszony :( Ale drgnął, jakby się ocknął, i znów zapadł w odrętwienie. Tomek go wziął do lecznicy, zmierzył temperaturę: 35 stopni. Właściwie to zastrzyk tylko odrobinę przyspieszył zejście :( 10 lat był u nas. Przez niego poznaliśmy K EVA2406 - Ona przywiozła Borysa z Warszawy do Różana, tu go odebraliśmy, wcześniej jakaś dobra dusza wiozła do z Krakowa do Ewy. Borys był bardzo chory - po wlewach podskórnych i zastrzykach, ratujących życie, porobiły się rany, skóra odstawała od ciała. Znosił dzielnie te cierpienia, te "przymoczki", karmienie na siłę surową wołowiną, oswajanie, głaskanie - był przecież dzikim kotem z krakowskiej ulicy. Był niezależny, nie taki pieszczoch, jak Szara Kota, ale po jej odejściu 3 lata temu zmienił się diametralnie. Zajął jej miejsce w łóżku, ale nie w nogach, a przy głowie. Wchodził na kolana, domagał się głaskania, mruczał jak traktor. Pusto bez Borysiaka, oj, pusto..........
  6. Wczoraj po południu pożegnaliśmy kota Borysa [*] Od dwóch dni nie jadł, ciągle spał, pomiaukiwał. Jeszcze dostał kroplówkę, jeszcze podniósł głowę. Wczoraj wróciliśmy z pracy - leżał na podłodze w przedpokoju, tam gdzie idą rurki z ciepłą wodą od kaloryfera do kuchni (ukochane miejsce wszystkich kotów i żółwia). Dotknęłam go, bo myślałam, ze odszedł...był taki zimny, nastroszony :( Ale drgnął, jakby się ocknął, i znów zapadł w odrętwienie. Tomek go wziął do lecznicy, zmierzył temperaturę: 35 stopni. Właściwie to zastrzyk tylko odrobinę przyspieszył zejście :( 10 lat był u nas. Przez niego poznaliśmy K EVA2406 - Ona przywiozła Borysa z Warszawy do Różana, tu go odebraliśmy, wcześniej jakaś dobra dusza wiozła do z Krakowa do Ewy. Borys był bardzo chory - po wlewach podskórnych i zastrzykach, ratujących życie, porobiły się rany, skóra odstawała od ciała. Znosił dzielnie te cierpienia, te "przymoczki", karmienie na siłę surową wołowiną, oswajanie, głaskanie - był przecież dzikim kotem z krakowskiej ulicy. Był niezależny, nie taki pieszczoch, jak Szara Kota, ale po jej odejściu 3 lata temu zmienił się diametralnie. Zajął jej miejsce w łóżku, ale nie w nogach, a przy głowie. Wchodził na kolana, domagał się głaskania, mruczał jak traktor. Pusto bez Borysiaka, oj, pusto..........
  7. Wczoraj po południu pożegnaliśmy Borysa [*] Od dwóch dni nie jadł, ciągle spał, pomiaukiwał. Jeszcze dostał kroplówkę, jeszcze podniósł głowę. Wczoraj wróciliśmy z pracy - leżał na podłodze w przedpokoju, tam gdzie idą rurki z ciepłą wodą od kaloryfera do kuchni (ukochane miejsce wszystkich kotów i żółwia). Dotknęłam go, bo myślałam, ze odszedł...był taki zimny, nastroszony :( Ale drgnął, jakby się ocknął, i znów zapadł w odrętwienie. Tomek go wziął do lecznicy, zmierzył temperaturę: 35 stopni. Właściwie to zastrzyk tylko odrobinę przyspieszył zejście :( 10 lat był u nas. Przez niego poznaliśmy K EVA2406 - Ona przywiozła Borysa z Warszawy do Różana, tu go odebraliśmy, wcześniej jakaś dobra dusza wiozła do z Krakowa do Ewy. Borys był bardzo chory - po wlewach podskórnych i zastrzykach, ratujących życie, porobiły się rany, skóra odstawała od ciała. Znosił dzielnie te cierpienia, te "przymoczki", karmienie na siłę surową wołowiną, oswajanie, głaskanie - był przecież dzikim kotem z krakowskiej ulicy. Był niezależny, nie taki pieszczoch, jak Szara Kota, ale po jej odejściu 3 lata temu zmienił się diametralnie. Zajął jej miejsce w łóżku, ale nie w nogach, a przy głowie. Wchodził na kolana, domagał się głaskania, mruczał jak traktor. Pusto bez Borysiaka, oj, pusto..........
  8. Postaram się o kilka łądnych zdjęć Silvera, to moze rzeczywiscie zaczniemy go ogłaszać. Zanim się dom trafi, to pies wydobrzeje do reszty.
  9. Łapa wczoraj ładnie wyglądała, kilka dni temu otworzył się ropień i trochę wyszło z niego brudu. Dziś jak skakał z radości po kojcu, bo Tomek podchodził do niego ze smyczą, by wziąć na spacer, to znów trochę zerwał tę ziarninę. Ale on się wcale tym nie przejmuje, pyszczek roześmiany, hasa po ogrodzie jak szczeniak :) A za jedzenie da się posiekać :)
  10. Ale dobre wieści! Jak psiak wygląda po gonitwie po węglu, to widzimy, ciekawe jak TŻ Toli :) he, he, Tola, pokazuj czarnego chłopa!
  11. jednak jest coraz gorzej...Borys cierpi, pomiaukuje, ma kręcz szyi. Mój Boże, chyba już nie będzie lepiej :( Wczoraj nic nie jadł, choć podsuwałam mu pod nos jego ulubione mięso, nawet pachnącą wędzoną szprotkę. Ma przykurcze mięsni karku, wykręca mu łepek, po chwili puszcza. Kot jest brudny, nie mył się od dawna, a to u kotów źle wróży :(
  12. a moze rzeczywiscie spróbuje, cóż to szkodzi... no, żebyś się nie zdziwiła, co znajdziesz w kojcu w Bobinie, jak przyjedziesz wiosną, he, he.........
  13. Aha, zaglądam właśnie po dobre wieści :), bo rozmawiałam z agat21 kilka dni temu... i wiedziałam, ze się uda Amorkowi! Rewelacja!
  14. Łapka jeszcze się goi, trochę to potrwa. Najważniejsze, ze Silver się zadomowił, już nie naskakuje na suczki, no może z wyjątkiem stareńkiej Zulki - nie może jakby uwierzyć, że ta starowinka to tez pies, bo tak dziwnie wyglada i pachnie... oj, to życzę zdrówka, rozi!
  15. Taki wolny, zadowolony, rewelacyjny! Nasz sad to wspaniałe miejsce do wybiegania się :)
  16. A ja wierzę, ze wkrótce się dom znjajdzie, taki godny suczyska :)
  17. Podobna jest nasza Zulka - 11 lat temu wzięta z Wielunia, i została u nas, nie znalazłam jej domu. Nadal żyje swoim życiem OBOK nas, potulna, niedotykalska, wycofana. Teraz mam dzikusię Czarke, od sierpnia...podobna historia i już się obawiam o jej przyszłość...
  18. Boguś.... my psiarze zawsze wierzymy, ze ON wróci do Ciebie, tylko w innym futerku. W następnym psie, absolutnie odmiennym od poprzednika, znajdziesz nagle znajomy ruch głowy, identyczny szczek albo przyniesienie zabawki i pomyślisz "witaj, Przyjacielu". Tyle psiaków jest w potrzebie.......
  19. Jejku, 6 domów to dobry wynik :) Ciekawe, czy choć 1 spełni wszystkie warunki
  20. Dr Magda mówi, ze często u psów spotyka, i jakby coraz częsciej. Dawniej też była, ale ja w laboratorium diagnozowałam ją ... u świń na fermach :(
  21. Serdeczne wyraz współczucia... nigdy, przenigdy, żaden pies nie zastąpi TAMTEGO, zawsze TEN będzie w sercu do końca naszych dni. Cóż, jeszcze przyjdzie nam pożegnać niejedno psie życie, niejednego przyjaciela.
  22. Badanie krwi zrobimy przy sterylizacji. Odczekamy jeszcze chwilkę i umówimy zabieg.
  23. Tomek mówi, ze dr Magda zrobiła próbę z jodyną - trzustka ok. Za to bardzo liczna inwazja włosogłówki! Od dziś aniprazol 3 razy przez trzy dni. Włosogłówka ma charakterystyczne jajeczka widoczne pod mikroskopem, takie z wieczkiem. I na studiach nasz kolega na pytanie na egzaminie "po czym poznać włosogłówkę" wypalił "po jajach!!"
×
×
  • Create New...