Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 12/07/21 in all areas

  1. Zadzwonila pani w sprawie Dianki. Dom wolnostojący pod Krakowem. Panstwo już od roku szukają psiaka. W międzyczasie urodziło się drugie dziecko. Czyli w tej chwili dwoje dzieci, jedno starsze, drugie roczne. Pani wypytala o Diankę a ja o dzieci... Pytanie: czy dom z małym, rocznym dzieckiem to dom dla Dianki? Pani szczeniaczka nie chce..szuka starszego, zrownoważonego pieska...Telefonów sporo wykonała, ponieważ rozmowę zaczęła od tego, że ma male dzieci.Powiedziala, że niektórzy na tym etapie kończą rozmowę...
    3 points
  2. Wczoraj długo rozjawiałam z p. Anitą, bardzo chwali Czetkę- nastawili się z mężem na początkowe problemy, a tu nie ma żadnych Dostałam też zdjęcie suni w nowych szelkach
    2 points
  3. na mnie mozecie tez liczyc 50 zl miesiecznie, jeszcze nie wplacilam, bo robie platnosci raz na kwartal, a wiec pare groszy bedzie w tym miesiacu dla Maxa
    2 points
  4. Tylko leżał..., czy wstawał? Może miał duży uraz miednicy..., leżał zwinięty w kłębuszek bo nie mógł iść. Miałyśmy basseta potrąconego przez samochód z połamaną miednicą i przed zabiegiem nie chodził dał się zgarnąć z ulicy. Zwijał się w kłębek. Ludzie zgarnęli go i zawieźli do lecznicy. Młody, rasowy i weci od razu ratowali. "Połatali" na szyny, blaszki i śruby (do końca życia je miał). Odnalazł się opiekun ale nie chciał odebrać - wyrzucili na ulicę 9 miesięcznego szczeniaka bo agresywny Trafił do nas na leczenie i rehabilitację i został... na ponad 15 lat (rekordzista) Nie kulał, biegał, pływał, chodził na długie spacery...
    1 point
  5. Przyjechała karma za opiekę nad Szagusiem, pałeczki do żucia + ciasteczka Bardzo dziękuję
    1 point
  6. Doanka jest delikatna, bojąca się, ale łagodna. Gdyby miała kącik dla siebie w domu, gdzie mogłaby odpocząć od dzieci to może? Zapytaj Pani Marzenki. Ja jeszcze mogę tej Pani podsunąć Rufuska z Suśca, kocha dzieci, ma 4lata.
    1 point
  7. Trzymam kciuki za Kubusia i mam nadzieję, że to jeszcze nie ten czas. Ty również się trzymaj! Oczywiście też zgadzam się z malagos:
    1 point
  8. Oby nie przeszło na tą część dogo co nie mieli problemów.
    1 point
  9. Zapraszam na bazarek: Pomóż Świętemu Mikołajowi - kup prezenty na bazarku - I edycja. Dla zamojskich psiaków do 14.12.21 do godz. 20:00 - Bazarek - Dogomania 20% utargu będzie dla Kubusia
    1 point
  10. Mam zdjęcia Koffi. Prześlę dziś Toli. Co do żywienia małej, to p. Ania miała zapas wszystkiego, co wskazane. Wet podał mi Intestinal jako jedzenie wskazane. Jednak Mała Tola nie chce jeść teraz puszek czy suchej karmy, tylko mięso. Lepiej żeby jadła cokolwiek, niż wróciła do przychodni na kroplówki. Tym bardziej, że kupa się normuje. Lekarz przekazał probiotyk, p. Ania gotuje kisiel z siemienia lnianego. Mała jest aktywna, super czuje się w nowym miejscu. Nie wiem, jak Marta, ale ja naprawdę nie mam odwagi ganić p. Ani, bo to i tak cud, ze ktos zgodził się dać DT dwóm suniom po parwo i tak o nie dba. Ta pani jest z nami w kontakcie, dzwoni, wysyła filmiki. gdybym miała małą u siebie, to zaczełabym od surowych żwaczy, przez mięso, jak napisała Rozi. Jednak p. Ania nie ma głębokomrożonego mięsa z diety BARF, a sklepowe dla ludzi jest zlane chemią, gazowane i mogłoby zaszkodzic małej. Pani Ania nie ma psa i zamrażarki pełnej barfowej diety. Odnośnie proszkowego Convalescenta, to juz w Polsce nie jest dostepny. Mam jeszcze mały zapas i dałam lekarzowi. Mała to dostawała w przychodni. Wiele leków i środków jest wycofanych i musimy sobie radzić, jak się da.
    1 point
  11. A dziś Ares cieszył się ze śniegu! Nie chciał wracać do domu., dreptał po tym mokrym, wąchał...
    1 point
  12. Od wczoraj mamy śnieg. Niedużo, ale jest Na wieczornym spacerze Gajulka się tarzała w śniegu i próbowała jeść. Jedzenie śniegu oczywiście jest zabronione, jeszcze by tylko brakowało przeziębienia do kompletu.
    1 point
  13. Tak mi przykro, Maryniu...przytulam mocno, bądź dzielna!.. i nie pozwól Mu cierpieć
    1 point
  14. Twoje powtarzanie dało efekt, przyszły wyniki Kazana - rewelacja, nie do wiary ! "wszystko na zielono" - Kazan ma bardzo dobre wyniki!!! Wetka jest w szoku, że taki staruszek 1,5 roku po usunięciu guza ma takie dobre wyniki. Ufff..... Jak ja się cieszę!!! Następny miał być Kajtuś, ale jednak pierwszy będzie Kubuś, wydaje mi się, że coś go boli oby to "tylko" kręgosłup.
    1 point
  15. Dzisiaj wyjątkowy dzień. Osiem lat temu kochana Gajulka dotarła do nas. Z tej okazji mała mordka dostała dziś nawet spory psi przysmak, co ostatnio jest rzadkością bo Gajulec na diecie Tak Gaja wyglądała w dniu przybycia do nas. Tak samo cudownie jak dzisiaj.
    1 point
  16. Albo co gorsze chłopaki by jeździli windą w tę i z powrotem Trzymam kciuki za wszystkie ogonki i powtarzam jak mantrę "Będzie dobrze!"
    1 point
  17. Dziękuję, Maćku za naprawdę potrzebne i bardzo mądre rady! Myślę jednak, że niewidomy pies panicznie bałby się "podróżować" w takim "wagoniku". Ale już Kubuś pewnie byłby zadowolony :) Chociaż Kubusiowi coś złego dzieje się z lewym oczkiem, cały ubiegły tydzień zakrapiałam i jeszcze wczoraj było dobrze, dzisiaj rano widziałam, że znów mruży to oczko i zaczyna się sączyć Czekamy na wyniki badań Kazana, trzeba też zrobić badania Kajtusiowi. Na dodatek zbliża się termin szczepienia ( prawie wszystkich!) psiaków i to podwójnie, z wirusówkami, które były 2 lata temu...ech dobrze, że mieszkam niedaleko od gabinetu weterynaryjnego. Chociaż rozważam wyjazd z Kajtusiem do Środy Śląskiej, bo być może potrzebna będzie rozszerzona diagnostyka.
    1 point
  18. Kicia miała wielkie szczęście, psiaki o których piszesz niestety nie .... Te wiszące na łańcuchach psie nieszczęścia widział chyba każdy, kto podróżując zamiast autostrady wybrał drogę przez wsie i wioski. Najgorsze jest to, że nawet gdyby jakaś instytucja, urząd, fundacja, cokolwiek sprawiło że z wszystkich adresów, wszystkich tych podwórek które odwiedziłaś udałoby się uratować wegetujące tam psy, to ocean bezduszności i braku elementarnej wrażliwości jest tak ogromny, że i tak pochłonie tysiące kolejnych .... Głuche i głupie gminy, głusi i głupi ludzie ..... C'est la vie .... To przygnębia i dołuje, ale ja staram się myśleć o tych uratowanych, choć zawsze będzie ich za mało, ale są, są czyjeś, szczęśliwe, kochane .... Tak jak kot z lasu, któremu jak napisałaś - ,,niczego już nie zabraknie, zawsze będzie miał ciepło, sucho i brzuszek pełny " . A swoją drogą, to Felka ma minę zakapiora który nie pozwwoli sobie w kaszę dmuchać :-)) (przynajmniej na pierwszym zdjęciu), za to na drugim widać śliczne różowe poduszeczki w łapkach :-)) Wygłaszcz ode mnie całe stado, szczególnie Łaciczkę :-)) P.S. wątek do którego link wkleiłaś w poprzednim poście przeczytałam cały, i choć nie jestem płaczliwa, to trochę mnie sponiewierał .... - dawno nie czytałam tak wzruszająco opisanej historii życia i pożegnań z psami, które wcześniej świat uznał za bezwartościowe, a które dla Ciebie były takie ważne ....
    1 point
  19. Ciesze się, że tak się Wam podobają Łaciczkowe nóżynki :):):) Limonko , dziękujemy serdecznie za pyszną przesyłke. Ciężko napisać , ile przyjemności potrafi sprawić , jak zwierzaki czekają na to, co będzie dla nich , ile mają radochy , kiedy wyjmuje psie niespodzianki . Dziękuje za pyszną karme i za uszczęśliwienie 9 ogonów . Dziękuję za wsparcie dla kotełka. Miałam coś napisać o kici....a więc, było tak.... Za górami, za lasami, a właściwie to "tylko"w środku wielkiego lasu , błąka się mały , głodny, wychudzony kot bez oka . Któregoś dnia trafia na ludzi-firme, która w tymże lesie, stawia słupy energetyczne , albo jakieś inne, w każdym razie wykonywała prace. Ludzie zaczęli ją dokarmiać, więc się trzymała miejsca . Jakiś czas później , do ekipy dołączył stróż , który pilnował pozostawionych po skończonym dniu pracy, maszyn. Od firmy dowiaduje się o kocie, wpuszcza ją do swojej stróżówki i wtedy dostaje telefon z informacją, że jest sobie kot bez oka , ale trzeba będzie wypuścić do lasu, bo co z nim zrobić i na co on komu?... Wyprosiłam przetrzymnie kota i przywiezienie najszybciej jak to możliwe, chociaż pojęcia nie miałam co z nią zrobić.... Zanim ją stróż zabrał, pojechał do wsi oddalonej solidnie od miejsca w którym się znalazła, rozpytał ludzi z domów położonych najbliżej lasu , rozpytał w miejscowym sklepie i w leśniczówce - nikt kota nie znał, nie kojarzył albo sie nie przyznawał że zna. Jedno jest pewne - kotka sama w głab lasu się nie zaprowadziła, bo od pierwszego dnia jak trafiła do mieszkania, siedziała w jednym miejscu jakby ją ktoś przykleił, robiła dwa kroki do miski z jedzeniem , poza tym nie ruszała się z miejsca na pół kroku, dopiero po wizycie u weterynarza okazało się , że na to oko które ma, widzi bardzo mało albo nic . Zanim ją odebrałam , przez dwa dni po zabraniu z lasu,mieszkała w domu stróża i jego rodziny. Troszkę liczyłam na to , że zostanie na stałe, zwłaszcza, że złego słowa nie mozna było o niej powiedzieć i taką zresztą dawano jej nadzieję , no ale ostatecznie, okazała się "nieodpowiednia" , za mocno wybrakowana, za byle jaka, za brzydka, za biała, za czarna, za spokojna, wszystkiego było w niej "Za" . Do domu nie mogłam jej przyniesć , jeśli nie chciałam odbierać jej życia -u Nas skończyłaby szybko i bardzo marnie , biorąc pod uwage zamiłowanie Fary i Poli do polowań..... I tak koteczka spakowana w transporter, wyruszyła w drogę do Wrocławia, żeby chciał nie chciał, dołączyć do Vesuvi, Emilki i Antośki, no i Misi -mordercy obcych kotów - tutaj całą pracę - włączanie do stada, wytłumaczenie Misi , że ten kot jak pozostałe trzy, jest jej i nie wolno go zeżreć, wzięła na siebie Eliza. Początki były średnie, koty, mimo że nie są zbyt przyjacielskie w stosunku do obcych, przyjęły Felke nadzwyczaj obojętnie, natomiast Felce ciężko zintegrować się ze stadem. Do człowieka przytulaśna, mrucząca, ogólnie bardzo grzeczna, idealnie kuwetkowa, do zwierząt rozsyczana i rozburczana , no ale jak nic nie widzi, to sobie "pogadać" musi .Pierwszą wizytę u weterynarza zaliczyła jeszcze w Słupsku - ogólne oględziny, pierwsze odrobaczenie, usg - czy nie jest kotna, to tu okazało się, że była postrzelona śrutem, bo w kilku miejscach pod skórą ma duże grudki śrutu. Kolejne 2 wizyty to juz Wrocław , między innymi testy na kocie choroby zakaźne , żeby nie narobić biedy . W zaleceniach wizyta u okulisty, coby stwierdził czy kotka widzi cokolwiek i czy jest tu co ratować jeszcze . Potem sterylizacja, zszycie oka , przy okazji usunięcie śrutu. Koteczka = wydatek bardzo nieplanowany , ponad możliwości, dlatego bardzo jesteśmy wdzięczni za wsparcie dla Felicji - dziękujemy Limonko, możemy zrobić zapas żwirku , kupić worek karmy albo przeznaczyć na weterynarza - cokolwiek by to było, to będzie bardzo potrzebna pomoc. Kotu z lasu, niczego już nie zabraknie, zawsze będzie miał ciepło, sucho i brzuszek pełny, a co z innymi ? Takie to wszystko podłe, okrutne, niesprawiedliwe. Koty ,głodne, zmarznięte, zasmarkane, niepotrzebne nikomu , nie zawsze bezdomne, bo ileż jest na wsiach kotów niby właścicielskich a cierpiących samotność, choroby i głód, jeśli nie są w stanie zadbać o siebie same . Zasadnicza różnica między nimi a psami wioskowymi , to budy i łańcuchy Nawet jak to pisze, to mi na samą myśl niedobrze . NIe znosze drogi przez Kaszuby , takie cenione przez turystów, podobno takie piękne... dla mnie są straszne, są dziesiątkami podwórek pełnych cierpienia i okrucieństwa. Wiem, ze wszędzie jest tak samo, że świętokrzyskie, podlaskie, lubelskie i cała reszta , że wszędzie te same łańcuchy, rozpadajęce się budy i wegetacja od wczesnego szczenięctwa do starości, ale zawsze kiedy zdarzało Nam się jechać przez Kaszuby, czułam się wyjątkowo źle. Za każdym razem wracałam z listą adresów z którymi nie było co zrobić. Dwa tygodnie temu jechaliśmy do Gdańska, nawigacja przeciągnęła Nas przez okolice Koscierzyny, Sierakowic i całą mase kaszubskich wiosek - wróciłam chora, zamykałam oczy i widziałam tylko te biedne psy dźwigające ciężkie łańcuchy, stojące w błocie , przy "budach" . Wtedy pospisywałam adresy a wczoraj pojechaliśmy namierzyć raz jeszcze te podwórka i porobić zdjęcia. Nie dotarłam do wszystkich, smochód znowu pojechał inna drogą - a tam kolejne kwiatki . Ileż mikrusów na łańcuchach , cieszących się na widok przystającego samochodu...a ja tylko mogłam zrobić zdjęcie i mieć nadzieje, że ktoś, kto ma większą moc, zechce pomóc. Dziś rano wysłałam zdjęcia, wiadomości i maile z prośbą o interwencje. Póki co nie dostałam żadnej odpowiedzi . Te przejechane przez Nas wczoraj wiochy, położone są pośrodku niczego - zero organizacji, zero fundacji, zero pomocy. Głuche i głupie gminy , najbliższe schronisko i możliwosci interwencyjne to Dąbrówka / Otoz , oddalona 50 km - nie pozostaje mi nic więcej poza nikłą nadzieją, że ktoś się zlituje i pojedzie poprawić los tych skazańców. Zdjęcia takiej samej marnej jakości, (bo robione z drogi, samochodu), jak ich życie . Co to jest za życie... namierzyliśmy go tylko dlatego, bo wjechaliśmy w jakąś boczną uliczkę, sprawdzić co dzieje się tam, gdzie nikt nie patrzy, a tam on, może ona - nie wiem, zobojętniały na widok zatrzymującego się samochodu, tylko lekko wystawił z dziury głowę. Przed nim nie ma nic, hektar pola a on w mokrej budzie, na kawałku wydeptanej ziemi , brak śladu misek . NIe wiem ile ma lat, ale wszystkie które mu pozostały, będą wyglądac tak, jak na tym zdjęciu. Za rok, trzy, pięć lat, gdybym wkleiła świeże zdjęcie, to będą identyczne, chyba, że doczeka interwencji i szansy na odrobine lepsze życie
    1 point
×
×
  • Create New...