Jump to content
Dogomania

Staruszeczki z powodzi w schronisku: Lavinka ma domek, Bacuś już za TM[*] :(


Recommended Posts

  • Replies 335
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

zuanna napisał(a):
Ulla, a sprawdzałaś gruczoły? Psy się tak wtedy wygryzają


Na słabiznach? To może być to. Jutro sprawdzę i zrobię z tym porządek, o ile Bacuś mi pozwoli :oops: bo on ma ogólnie problemy z wypróżnianiem. Nie robi koo na stojąco tylko łazi i przysiada, w dodatku tam gdzie aktualnie stoi (vide nasze chodniki i posadzki :roll:).

Ale napewno nie tylko te gruczoły, bo cała skóra go swędzi. Nawet na głowie. Jutro postaram się zrobić filmik i pokazać co jemu się dzieje :-(
Weta w ten upał możemy sobie wybić z bańki, zostaje nam tylko telefon.

jusstyna85 napisał(a):
Biedny Gwiazdek...:( Przydałaby mu się dobrej jakości karma...

Oj tak... Najlepiej jagnięcina i ryż albo ryba i ziemniaki :cool3:
Ale nie chcę na razie ruszać funduszu na weta i leki. Bez nich Gwiazduś męczy się jeszcze bardziej :shake: Serce jest w hierarchii jego dolegliwości jednak najważniejsze.

Posted

jusstyna85 napisał(a):
Może zrobimy zbiórkę na karme? wspólnymi siłami uda się...


Nie chcę nadwyrężać nikogo, na dogo jest masa psów w o wiele większej potrzebie.
Najpierw wykluczę, że to od komarów i innych krwiopijców. W końcu Gwiazdek jest nieustannie gryziony, nie potrafi się odpędzić...:(
Czy to wogóle możliwe u psa, żeby komary mu takie coś zrobiły? W końcu to staruszek, słabiutki, wrażliwy... a skoro ludzie mogą mieć różne reakcje po zmasowanym ataku komarów, to może psiaki też? On ma łysy brzuszek i tam mu wlatują, obsiadają mordkę i wciskają się do oczków, muchy tak samo...
Jedno oczko mu okropnie łzawi, a sierść wokół wyszła i ma jakby binokla.
Parę dni deszczu by było wybawieniem: chłodniej i brak komarów. Mielibyśmy jasność. Deszcz - marzenie, echhh...
Podpowiedzcie coś, bo ja już nie wiem.

Posted

Ula, a moze on ma uczulenie na skoszona trawe? Niestety to sie zdarza. I pies nie musi wcale byc uczuleniowcem.

Ja mam same takie alergiczne dziady w domu i czas koszonej trawy skutkuje natychmiast wygryzaniem ogona, czerwonymi oczami i miejscowym zapaleniem skóry.. Na to to chyba tylko steryd pomoze- przynajmniej u nas zawsze podawane były sterydy. Steryd pomoze małemu tez na nóźki.
Tylko nie wiem czy on moze sterydy dostawac? kurcze...

Posted

Ula moja Łańka ma takie same objawy to jest na 100 proc alergia i ja podejrzewam, choć jeszcze nie robiłam jej testów, że na trawy, bo zaczełą sie tak gdzies dwa tygodnie po tym jak sończyła sie powódz, tylko na poczatku aj zbagatalizowałam objawy. Moze to tez byc alergia np na roztcza, ale wtedy pewniej szybciej zauwazyłabys objawy.
Objawy to: swad calego ciała - pies sie drapie, az do łysych placków, liże sobie łapy, może jezdzić tylkiem po podłodze, tarzac się w trawie ma załzawione oczy (coś co ja nazywam babokiem:)
Mojej suce wypada tez siersc, nie tak plackowato, ale podobnie jak G. lubi byc wyczesywana, bo pewnie przynosi jej to ulgę i jestem w stanie wyczesac z niej dwie szczoty (tutaj mozna podawac do karmy łyżkę stołową oleju z winogron, troche pomaga).
Nie ma zbyt wielu opcji leczenia: tylko sterydy Encorton, zaczyna sie od duzej dawki i powoli zmniejsza, zeby zobaczyc, która jest odpowiednia.
To na pewno nie sa komary i bardzo watpie, zeby to było uczulenie na karmę (naczytałam się o tym ostatnio, ze strach).

Posted

Dzięki za rady! To faktycznie może być trawa, nie pomyślałam nawet o tym...
Przecież u nas często się kosi, z każdej strony ktoś codziennie kosi!
Sterydy chyba odpadają przy stanie jego serduszka - ale skonsultuję to jeszcze przez telefon...

W innym wypadku zmuszę domowników i sąsiadów, aby nie kosili i na jesień mówcie nam buszmeni.

Posted

jusstyna85 napisał(a):
Może zrobimy zbiórkę na karme? wspólnymi siłami uda się...


Przelewam na razie stówkę na karmę, choć wiem że to nie wystarczy :( Kochani, dołóżcie się, proszę!

Ula, jesli trzeba, bierz z pieniędzy na weta, najwyżej poźniej uzupełnię.

Trzymajcie się dzielnie w te upały, kochany staruszku i jego nieocenieni opiekunowie! Podobno ma się juz niedługo ochłodzić, psiur odetchnie, a z nim my wszyscy.

Ewa

Posted

Dziękuję Effq!!!
Zamówię dla Bacusia karmę i kupię mu leki, bo szybko się te serduszkowe kończą. Jak pójdę po receptę, to od razu spytam o te sterydy - czy można u niego.
Zmontuje też dla niego jakiś bazarek.

Wyjeżdżamy z Megi we wtorek na jakieś 7-10 dni i dziadziuś zostanie z mamą. Mama trochę panikuje na ten jego stan, ale teraz przynajmniej wiadomo czego się spodziewać... :( Szczerze mówiąc, nie chce mi się w te Bieszczady chociaż kocham tam być i od wielu miesięcy z Marcinem to planowaliśmy... ale zostawiać dziadzia w takim stanie i cały czas myśleć co z nim - żaden wypoczynek :(

W dodatku doszedł jeszcze ten biedak - czyżby wakacyjna ofiara? :(
http://www.dogomania.pl/threads/189116-Wrzucony-DO-STUDZIENKI-niech-zdycha-w-tym-upale-KUNDEL-JEDEN-ma-czas-DO-PI%C4%84TKU!!! kolejne zmartwienie :(

Posted

Cioteczki Bacusiowe!! przyznać się - od kogo dziadek dostał paczkę, hę? :loveu:

Royalek hypoalergic, bardzo dobre lekarstwo na stawy i domowe ciasteczka - dziekujemy :loveu: Karma sprawiła dziadziowi niesamowitą radość, sterczy przy szafce jak żyd przy ścianie płaczu, a na mój widok mordka mu się cieszy i uszka nastawiają - bo "może to już teraz pora na pyszności!".
I to jest jedyna dobra wiadomość odnośnie samopoczucia dziadzia... (tymbardziej dziękuję kochanemu darczyńcy - bo inaczej byłyby same niezbyt dobre wieści...).

Upały uderzyły z nową mocą.
Organizm misia jest coraz bardziej wyczerpany i coraz trudniej mu funkcjonować. Mam wrażenie, że jedynie leki, spokój i dobra karma+wspomagacze trzymają go jako tako w pionie...

Przedwczoraj mama zauważyła, że ma drgawki jak śpi.
Wczoraj rano ja z kolei znalazłam go w takim oto stanie: na swoim łóżeczku eżał z wygiętym kręgosłupem, przebierał wszystkimi 4 łapami, a oczy miał całkiem otwarte, wywrócone na drugą stronę i powleczone błoną.
Nie reagował na moją obecność, a nie chciałam go przestraszyć. Najpierw położyłam dłoń na mordce, nic. Potem przesunęłam po głowie w stronę karku i łopatek. Nic. Dopiero gdy podniosłam jego głowę i chuchnęłam na nos, zaczął powoli odzyskiwać świadomość. Przestał biegać, oczy wróciły na miejsce i cała psia twarz przybrała w końcu normalny "realny" wyraz. Zaraz stulił uszka i przekrzywił główkę jak na powitanie zawsze, ale nie wstał.

Nie wyglądało to tak przerażająco, jak atak padaczki czy wstrząs. Wyglądało na bardzo mocny sen, jednak te otwarte wywrócone oczy, przebieranie łapkami i wygięty kręgosłup... Myślicie, że on się budzi potem obolały po takim śnie i dlatego nie wstaje? Normalnie się przecież tak nie porusza...

Co do alergii to nieco się zmniejszyła w związku z dietą (zamówiłam mu Boscha ziemniaki i ryba - aktualizacja w 1 poście), a teraz na tym Royalu napewno będzie jeszcze lepiej - i nie będzie dostawał nic innego do jedzenia, smutny z tego powodu napewno nie będzie ;). Nadal ma po bokach ud wygryzioną sierść i różowe plamy, ale wyczesywanie grzbietu nie powoduje już takiej gwałtownej reakcji.

Nie wiem co napisać jeszcze.
Co chwila ja albo mama znajdujemy go śpiącego beztrosko w kupie. Widać, gdy wstaje, aby się przywitać, drepta taki radosny nieświadomy obklejenia kupą, a nam się serce ściska na radość i bezbronność jaką ma wtedy w oczkach..
Załatwia się gdzie popadnie. Chodnik i podwórko przed domem ciągle zakupane, bo on nigdy nie robi na trawnikach, zawsze na betonie albo w domu na kafelkach i śmierdzi w całym domu. Sika też w domu, ale to już świadomie, bo inaczej nie może pokazać swoich intencji. Sika na miskę Soni, na wycieraczkę koło drzwi, na drzwi i na szafkę z karmami. Czyli wszędzie tam, gdzie chciałby mieć coś do powiedzenia ;) Na jego siki koło swojej miski sika potem Sonia, która też jest stara, niedowidząca i niedosłysząca i tak sobie tymi sikami rozmawiają, kto ważniejszy... A my sprzątamy, zmywamy na okrągło.

Myślałam, że mama w końcu wkurzy się i zażąda żebym "coś zrobiła" z Gwiazdkiem, bo tak sobie lubi pogadać i ponarzekać jak jakiś tymczas jest bardziej problematyczny lub za długo siedzi... ale nie.
Tylko wtedy, kiedy on nie może oddychać albo chodzić, mama trochę panikuje (wiadomo, o czym wtedy myśli i mówi).
Ale my mamy taką zasadę: dopóki z powodu choroby męczy się tylko człowiek - pies ma żyć. Kiedy zaczyna męczyć się pies - człowiek musi zrobić wszystko, aby to cierpienie pokonać.

Psiaki nie rozumieją swojego cierpienia, ale godzą się na nie... tak pokornie i bez skargi.... Tak bardzo chciałoby się ofiarować temu staruszkowi na koniec jedynie szczęście... A jemu tak trudno z niego korzystać, bo ciałko nie wytrzymuje, tylko ciałko... Bo w środku on wciąż jest radosnym młodym psem, ma ochotę na spacerki, uwielbia smakołyki, lubi wizyty i gości, domaga się uwagi i pieszczot... Ale ciałko nie nadąża :-(


Może któraś ciocia miałaby ochotę nas odwiedzić i poznać dziadziusia, pomiziać?
On bardzo lubi gości, a nie wiadomo dlaczego ludzie mają jakieś opory żeby go dotknąć, pogłaskać, przytulić. Z daleka ręka wędruje... ale z bliska, gdy okazuje się, jaki to staruszek, ta ręka się cofa. Tak jakby się brzydzili - jego zniszczonych ząbków, niedowidzących oczek... albo bali... że jest taki kruchy, że się rozsypie pod wpływem dotyku. Nieraz sama mam takie wrażenie dotyczące kruchości... Które on w sekundę przełamuje. On nie ma takich refleksji. Bierze, co jest i korzysta z tego co ma. Jest wspaniały.

Dziękuję, że mu pomagacie.
To daje siłę nam wszystkim.:multi:

Posted

Gwiazdunia wcina Royalka od cioteczek :)



Zmęczyłem się troszkę



Skończyło się :(


W jednej ze swoich sekretnych norek :)
"Chyba coś wyczułem..."


ha, widzicie, taki mam wciąż dobry nosek!

Posted

Ulaa napisał(a):

Myślałam, że mama w końcu wkurzy się i zażąda żebym "coś zrobiła" z Gwiazdkiem, bo tak sobie lubi pogadać i ponarzekać jak jakiś tymczas jest bardziej problematyczny lub za długo siedzi... ale nie.


Ula, uściskaj prosze ode mnie swoja mame. I siebie z reszta tez. Niesamowite jestescie, i nie mam watpliwosci, ze tworzycie najlepszy dom jaki tylko tej bidzie mogl sie trafic na starosc... Prosze, dawaj znac w czym mozna Wam doraznie pomoc.

A o tych objawach neurologicznych mowilas jakiemus wetowi? Moze to nic groznego i po prostu warto sie upewnic ze nie ma sie czym przejmowac? Nasz golden miewa jakies koszmary senne i czasem skamle przez sen wnieboglosy, oczami tez przewraca, biega na lezaco, warczy... po czym budzi sie i nic nie pamieta. Martwi mnie tylko to, ze u Bacusia sie to nagle pojawilo, bo wczesniej nie bylo tego prawda?

Duzo zdrowka i sil zycze,
pozdrawiam,
Ewa

Posted

Ulaa napisał(a):

Nie wiem co napisać jeszcze.
Co chwila ja albo mama znajdujemy go śpiącego beztrosko w kupie. Widać, gdy wstaje, aby się przywitać, drepta taki radosny nieświadomy obklejenia kupą, a nam się serce ściska na radość i bezbronność jaką ma wtedy w oczkach..
Załatwia się gdzie popadnie. Chodnik i podwórko przed domem ciągle zakupane, bo on nigdy nie robi na trawnikach, zawsze na betonie albo w domu na kafelkach i śmierdzi w całym domu. Sika też w domu, ale to już świadomie, bo inaczej nie może pokazać swoich intencji. Sika na miskę Soni, na wycieraczkę koło drzwi, na drzwi i na szafkę z karmami. Czyli wszędzie tam, gdzie chciałby mieć coś do powiedzenia ;) Na jego siki koło swojej miski sika potem Sonia, która też jest stara, niedowidząca i niedosłysząca i tak sobie tymi sikami rozmawiają, kto ważniejszy... A my sprzątamy, zmywamy na okrągło.

Myślałam, że mama w końcu wkurzy się i zażąda żebym "coś zrobiła" z Gwiazdkiem, bo tak sobie lubi pogadać i ponarzekać jak jakiś tymczas jest bardziej problematyczny lub za długo siedzi... ale nie.
Tylko wtedy, kiedy on nie może oddychać albo chodzić, mama trochę panikuje (wiadomo, o czym wtedy myśli i mówi).
Ale my mamy taką zasadę: dopóki z powodu choroby męczy się tylko człowiek - pies ma żyć. Kiedy zaczyna męczyć się pies - człowiek musi zrobić wszystko, aby to cierpienie pokonać.

Psiaki nie rozumieją swojego cierpienia, ale godzą się na nie... tak pokornie i bez skargi.... Tak bardzo chciałoby się ofiarować temu staruszkowi na koniec jedynie szczęście... A jemu tak trudno z niego korzystać, bo ciałko nie wytrzymuje, tylko ciałko... Bo w środku on wciąż jest radosnym młodym psem, ma ochotę na spacerki, uwielbia smakołyki, lubi wizyty i gości, domaga się uwagi i pieszczot... Ale ciałko nie nadąża :-(


Może któraś ciocia miałaby ochotę nas odwiedzić i poznać dziadziusia, pomiziać?
On bardzo lubi gości, a nie wiadomo dlaczego ludzie mają jakieś opory żeby go dotknąć, pogłaskać, przytulić. Z daleka ręka wędruje... ale z bliska, gdy okazuje się, jaki to staruszek, ta ręka się cofa. Tak jakby się brzydzili - jego zniszczonych ząbków, niedowidzących oczek... albo bali... że jest taki kruchy, że się rozsypie pod wpływem dotyku. Nieraz sama mam takie wrażenie dotyczące kruchości... Które on w sekundę przełamuje. On nie ma takich refleksji. Bierze, co jest i korzysta z tego co ma. Jest wspaniały.

Dziękuję, że mu pomagacie.
To daje siłę nam wszystkim.:multi:


Nie wiem jak to się stało, ale dopiero trafiłam na Wasz wątek... Poczytałam i teraz siedzę zaryczana... Ze wzruszenia i radości oczywiście, że i tym psiakom się udało... Że mimo fizycznych ograniczeń są bezpieczne i otoczone troską oraz miłością.
Widać ogromną przemianę w Bacusiu! Zdecydowanie wyprzystojniał;)
I ma radość w oczach:)
Ulo, jesteście z Mamą niesamowite!

A w razie czego to my chętnie byśmy skorzystali z zaproszenia i wpadli poznać Dziadziusia i oczywiście Go pomiziać!:)

Posted

Evelka, zapraszam!!! Dziadziuś nie wygląda ładnie, jest chudy i ma dni, że nic nie chce jeść... Tzn wącha, weźmie do pysia, ale wypluwa i patrzy na mnie takimi oczami... jak moja Abrunia
[*] gdy była bardzo chora i nie dała rady już jeść :(
Za każdym razem gdy tak patrzy i nie chce/nie może? jeść... jestem w strzępach.... jest taki chudziutki, wychodzi mu sierść... a wciąż ma jej sporo.

Przestał się drapać i wygryzać, nie dyszy - czyli alergia odpuściła i serduszko ok bo nie ma upałów.
Ale z powodu wilgoci dokuczają mu stawy... Posmutniał i cały czas śpi, ledwo wstaje do jedzonka.
Nigdy nie załatwia się na zewnątrz, teraz już tylko w domu.
Rano dzisiaj mama nie mogła go dobudzić, ale widząc, że oddycha dała mu spokój. Ja nie potrafię tak i zawsze go budzę.

Evelka, zapraszam w przyszłym tygodniu:loveu:, ponieważ dzisiaj w końcu wyjeżdżam z Megi i TZ, szczeniak idzie na DT do koleżanki, a mamie zostaje dziadziuś, babcia Sonia i koty. Mam nadzieję, że dadzą sobie radę.:cool3:

Posted

Ulaa napisał(a):
Evelka, zapraszam!!! Dziadziuś nie wygląda ładnie, jest chudy i ma dni, że nic nie chce jeść... Tzn wącha, weźmie do pysia, ale wypluwa i patrzy na mnie takimi oczami... jak moja Abrunia
  • gdy była bardzo chora i nie dała rady już jeść :(
    Za każdym razem gdy tak patrzy i nie chce/nie może? jeść... jestem w strzępach.... jest taki chudziutki, wychodzi mu sierść... a wciąż ma jej sporo.

    Przestał się drapać i wygryzać, nie dyszy - czyli alergia odpuściła i serduszko ok bo nie ma upałów.
    Ale z powodu wilgoci dokuczają mu stawy... Posmutniał i cały czas śpi, ledwo wstaje do jedzonka.
    Nigdy nie załatwia się na zewnątrz, teraz już tylko w domu.
    Rano dzisiaj mama nie mogła go dobudzić, ale widząc, że oddycha dała mu spokój. Ja nie potrafię tak i zawsze go budzę.

    Evelka, zapraszam w przyszłym tygodniu:loveu:, ponieważ dzisiaj w końcu wyjeżdżam z Megi i TZ, szczeniak idzie na DT do koleżanki, a mamie zostaje dziadziuś, babcia Sonia i koty. Mam nadzieję, że dadzą sobie radę.:cool3:


  • Z jednej strony cieszę się, że jest poprawa w kwestii alergii i że serduszko się uspokoiło, ale z drugiej współczuje tych stawów... Biedny Dziadziuś, ale przynajmniej w końcu ma swoje miejsce, swoją przystań, gdzie jest kochany, pieszczony i w końcu bezpieczny. Gdyby nie Ty i Twoja Mama, Siostra Jego los pewnie już nigdy by się nie odmienił, odszedłby w zapomnieniu i rozpaczy... Jesteście WSPANIAŁE:loveu:
    Ale to już wszyscy wiedzą;)
    Póki co to oczywiście życzę Wam udanego wypoczynku! Tych Bieszczad Wam zazdroszczę:wink:
    A Mama z ferajną na pewno da radę;)
    Swoją drogą, to jak na chwilę obecną wygląda stan Waszego przychówku? Bo ja się już pogubiłam;)
    Bo Megi to bernolka, o ile dobrze rozumiem?
    W każdym razie my z TŻ'tem Was z radością odwiedzimy:) W takim razie czekam na wieści o Waszym powrocie.

    Posted

    [quote name='Evelka']Z jednej strony cieszę się, że jest poprawa w kwestii alergii i że serduszko się uspokoiło, ale z drugiej współczuje tych stawów... Biedny Dziadziuś, ale przynajmniej w końcu ma swoje miejsce, swoją przystań, gdzie jest kochany, pieszczony i w końcu bezpieczny. Gdyby nie Ty i Twoja Mama, Siostra Jego los pewnie już nigdy by się nie odmienił, odszedłby w zapomnieniu i rozpaczy... Jesteście WSPANIAŁE:loveu:
    Ale to już wszyscy wiedzą;)
    Póki co to oczywiście życzę Wam udanego wypoczynku! Tych Bieszczad Wam zazdroszczę:wink:
    A Mama z ferajną na pewno da radę;)
    Swoją drogą, to jak na chwilę obecną wygląda stan Waszego przychówku? Bo ja się już pogubiłam;)
    Bo Megi to bernolka, o ile dobrze rozumiem?
    W każdym razie my z TŻ'tem Was z radością odwiedzimy:) W takim razie czekam na wieści o Waszym powrocie.

    Jesteśmy już :) Dziękujemy za miłe słowa, mama nie wierzy, że ktoś chce Bacusia odwiedzić:D! Tak samo zresztą jak nie może się nadziwić tym paczuszkom i pieniążkom dla Niego ... że komuś na Nim zależy... Inaczej zapewne już chyba by go nie było, bo nas przerasta opieka materialna nad tak chorym psem...

    Nie byliśmy w Bieszczadach tylko na woodstocku, ze względu na $ ;) TZ się "szarpnął" więc błotko zaliczone :D

    Co do stada, to w tej chwili jest tylko trójeczka ("czipsy" :) ) : Megi bernuś, Sonia dobcia staruszka no i Bacuś. Szczeniak z lecznicy znalazł dom w międzyczasie, więc nie wraca do mnie.
    Generalnie, nie planuje więcej tymczasów... Po 4 latach czuje się wyczerpana emocjonalnie, nie umiem już oddawać tych psów, to rozwala psychikę... Pól biedy udane adopcje, bo choć stresujące na początku, to potem odzyskuje się spokój... Ale te 'niepewne' lub całkowicie nieudane (Petra

  • ) nigdy nie przestają boleć jak cierń w sercu...
    Bacuś zostanie u nas, to pewne, choć ciężka jest opieka nad nim... ale świadomość tego, co nieuchronne i nieuniknione towarzyszy cały czas... a człowiek ma ograniczoną wytrzymałość na obecność cierpienia wokół siebie... takiego, któremu nie można zaradzić :(
    Boję się. Staram się o tym nie myśleć, bo tak musi być, ale to jego spojrzenie... Wygląda jak mała foczka...

    A wiecie, jak on się cieszył, gdy wróciłam:loveu:.
    Poprawiło mu się. To lekarstwo z ostatniej paczuszki działa bardzo dobrze i Bacuś sobie spaceruje, wchodzi na kanapę :cool3: i nawet szczeka czasem, gdy inne psy szczekają! Z alergią dużo lepiej. Wyszedł mu już prawie cały podszerstek, dosłownie całymi płatami. Możliwe, że on tak się drapał dlatego, że ten podszerstek właśnie był stary, niewyczesywany latami... Po kąpieli, zmianie karmy, przy regularnym czasaniu, ponownie uruchomił się "mechanizm linienia" i skóra chciała szybko pozbyć się zbędnego balastu :)
    (Mamie zapchał się odkurzacz a nasz dom i jego otoczenie wygląda jakby spadł śnieg :roll:).

    Generalnie - jest lepiej. Misio zainteresowany otoczeniem, wszystko mu się chce robić.... Tylko jak wymienić to jego ciałko biedne? :(

  • [quote name='jusstyna85']Starość i cierpienie jest okropne :(

    Jednak Bacuś lepszego domu nie mógł sobie wymarzyć.

    Dziękujemy:*
    Nie wiem o czym on marzy... wygląda na spokojnego i szczęśliwego... Nie zastanawia się, nie rozmyśla. Po prostu jest, odpoczywa sobie...
    Jest naszym psem, którego kochamy. Na zawsze.

    Posted

    Ulaa jesteście naprawdę niesamowite:loveu:
    I rozumiem Twoje wykończenie psychiczne po tylu latach tak intensywnej pomocy psiakom, ale z drugiej strony... gdyby nie Ty/Wy to te psiaki mogłyby nigdy nie dostać swojej szansy na lepsze i szczęśliwsze życie... Choćby tylko na chwilę. Ale chyba żaden z nich nie zamieniłby tego na lata wegetacji, bólu i cierpienia...
    Fakt, cierpienia wokół jest za dużo, tak dużo, że niestety wszystkim pomóc się nie da, czasem nie można zrobić dosłownie nic. Ale czasem odmieniasz całe życie jakiegoś Stworzenia, sprawiasz, że w Jego oczach znowu pojawia się blask i iskierki radości. I to jest piękne i o to warto walczyć, zawsze i mimo wszystko.
    Teraz odmieniłyście życie Bacusia. Na szczęście na zawsze, bo nigdzie nie będzie się już musiał przeprowadzać. I będzie mógł odejść spokojny i szczęśliwy... On wie, że jest kochany i to jest najważniejsze. Bez względu na to ile by miało trwać. Jego życie już jest dobre. To co było kiedyś nie ma już znaczenia, bo Wy wspaniale odmieniłyście Jego los.
    I jestem pewna, że Bacuś nie mógł trafić lepiej!

    A czy w przyszłym tygodniu Bacuś mógłby przyjąć gości?:cool3:;)

    Posted

    Starszy pan przyjmuje na audiencję z szeroko otwartymi łapkami :p:multi:
    On uwielbia gości :loveu:

    A dzisiaj jest wielki dzień: dzień w którym pozbyliśmy się ostatnich kołtunów i syfiastego różowego starego podszerstka.
    Bacuś przestał być zapyziałym miśkiem i stał się jedwabisty jak maltańczyk :cool3:

    Tak mu się podoba czesanie, że aż otwiera oczka szeroko i drepta za mną niezadowolony że to już koniec ;).

    Rano z kolei wypadł na mnie dosłownie, nie budziłam go, bo czekał już w drzwiach i "zerwał się" do jedzonka! Poleciałam do mamy i mówię, "wiesz co zrobił dziadek, prawie skoczył na mnie!!" a mama "a wiesz co zrobił wcześniej??? wiesz gdzie był??? poszedł sam za dom!!" :multi: (normalnie to zajmuje psu pół minutę, jemu pół ranka, ale poszedł sobie tam i wąchał :loveu:)

    Może wybierzemy się na 10 min drepczący spacerek i zrobimy mały filmik, dla tych cioć, które nie mogą nas odwiedzić :p

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    ×
    ×
    • Create New...