Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Jasza napisał(a):
No, to ja się powinnam pytać! :-?:hmmmm:

Jasza ma hasło chyba wpisane na stałe - pewnie kiedyś na pytanie przeglądarki "zapamiętać hasło?" nieopatrznie kliknęła na TAK. Teraz tobołki mają ułatwione życie :evil_lol:.

Posted

Jasza napisał(a):
To ja, Reksio.
Chciałem wam napisać, że na Hugobergu jest fajnie, ale na wsi i w górach, to lepiej…
W niedzielę byliśmy na spacerze i spotkaliśmy Lapę, to znaczy bardziej Lapa na nas wyskoczyła zza zakrętu .. Jej tata to był haski i Lapa ma po nim niebieskie oczy, ale jest wielka i brzydka i jak ją zobaczyłem bez smyczy to wiedziałem zaraz, że się stanie cos niedobrego.
I nie mogłem się powstrzymać i warknąłem, a potem ona skoczyła i mnie ugryzła w plecy przy ogonku i piszczałem i krzyczałem i pani musiała mnie zabrać na ręce.


Reksiu, trzymaj się!
Haszczaki to wredoty! Moja pani mnie chwyta i podnosi na ręce, jak tylko widzi kogoś podejrzanego o złe zamiary. Nie bardzo mi się to podoba, wyginam się i warczę, ale pani mówi, że lepiej mieć pancię-histeryczkę niż wygryzioną dziurkę... Raz się nam nie udało, bo nie było widać tego kudłacza zza zakrętu i rzucił się na mnie od razu, a był 2 razy większy. Krem mi się lała z siusiaka, bo mnie tam podrapał pazurem albo zębem nawet, i pani powiedziała, że cały spacer zepsuty, mimo że byłem dzielny i się nie skarżyłem. I od tamtej pory nie pozwala nikomu ustalać hierarchii i się na mnie wyżywać.
Pozdr.,

Norek

Posted

Przed Lapą to kiedyś uciekałam z DWOMA tobołkami na rękach.
Jeden pod jedna pachą, drugi pod drugą.
A jak Lapa była już całkiem blisko i chyba się szykowała do skoku, to
zaczęłam tak przeraźliwie piszczeć ultradźwiękami, że stanęła zdziwiona.
I tak doczekaliśmy chwili, kiedy pan Lapy dotarł i ja zapiął.:shake:

Posted

Właściciel Lapy, to taki Papa smerf. ( głos!)
Niereformowalny.
Na szczęście baaardzo rzadko ich spotykamy, tylko na całkiem odludnych terenach ( dlatego tam ją puszcza chyba).

Posted

To ja Reksio.
Wczoraj był fajny dzień!
Zostałem kierownikiem łąki!
Tej największej. Chodziłem całkiem bez smyczy i wąchałem trawę i liście. Liczyłem dziury po myszach i stałem na dwóch łapkach i obserwowałem wszystko najdalej jak tylko mogłem i pilnowałem i pani powiedziała, że jestem taki ważny i zostanę kierownikiem łąki.
I zaraz pobiegłem do Misi i jej powiedziałem, że jestem teraz najważniejszy i że jestem kierownikiem łąki, a ona akurat polowała na myszy i powiedziała, że nie jest to możliwe, bo to ona jest najważniejsza, bo poluje i ja nie mogę być kierownikiem łąki, bo nie umiem polować, a to jest w ogóle na pierwszym miejscu! No to się wkurzyłem i pobiegłem prędko do pani najszybciej jak umiałem, ale po drodze zauważyłem całą paczkę czipsów, na dodatek otwartą! No to się zatrzymałem, ale czipsy były pomidorowe, no to na nie nasikałem, żeby zaznaczyć i podpisałem wszystko co i jak. I wtedy przyleciała Misia i sobie przypomniałem co mi powiedziała i też jej powiedziałem, że jednak nie może być ona najważniejsza, a przynajmniej na łące, bo się boi much! I się wyśmiałem i szczeknąłem, a Misia zrobiła taką minę, wiecie, taką jakby zaraz miała być burza, i mi się zrobiło jej żal i zaproponowałem, że może być kierownikiem innej łąki, ale mniejszej i Misia się zgodziła, o ile będą na niej myszy i powiedziałem, że na pewno, będą, bo na każdej łące są myszy i się zgodziłem i pobiegliśmy do pani, bo była całkiem daleko i krzyczała fuj, zostaw, nie wolno! bo myślała, że my jemy te czipsy, a nie wiedziała, że to są niedobre, pomidorowe chipsy których my z Misią nie lubimy. I byłem pierwszy przed Misią i wygrałem ściganie i pani się ucieszyła i powiedziała, że jestem najbardziej kochany, a ja machałem ogonem mocno, żeby wiedziała, że też jest najbardziej kochana, a najwięcej ja tak uważam i Misia.
Mówię Wam, wczoraj, to był na serio fajny dzień!

Norek, ty byłeś kiedyś kierownikiem łąki??8-):sg168:

Posted

[quote name='Jasza']To ja Reksio.
Zostałem kierownikiem łąki!
Tej największej. Chodziłem całkiem bez smyczy i wąchałem trawę i liście. Liczyłem dziury po myszach i stałem na dwóch łapkach i obserwowałem wszystko najdalej jak tylko mogłem i pilnowałem i pani powiedziała, że jestem taki ważny i zostanę kierownikiem łąki.
I zaraz pobiegłem do Misi i jej powiedziałem, że jestem teraz najważniejszy i że jestem kierownikiem łąki, a ona akurat polowała na myszy i powiedziała, że nie jest to możliwe, bo to ona jest najważniejsza, bo poluje i ja nie mogę być kierownikiem łąki, bo nie umiem polować.
Norek, ty byłeś kiedyś kierownikiem łąki?

Cześć, Reksiu,
nie przejmuj się, że Misia Ci powiedziała, że nie umiesz polować. Ja też nie umiem polować, a moja pani mówi że to bardzo dobrze. Ja też tropię myszy, ale u nas poluje tylko Pan Kot. Najczęściej w nocy. Wszyscy śpimy, a ten... wskakuje na łóżko pani i przynosi jej prezent - żywą mysz "masz, pancia, pobaw się, świeżutka!". Mysz nurkuje w kocach, pani wrzeszczy, my się wszyscy budzimy wystraszeni, pan i Pan Kot usiłują złapać mysz z łóżka. Mysz ucieka. Następnej nocy apiat' to samo. Podpatrzyłem, jak on to robi, że one - te myszy - takie żwawe: nosi je za głowę w pysku, reszta myszy się dynda.
Kierownikiem łąki to chyba nie zostanę, ale jak jestem na letnisku, to staram się być Gospodarzem Domu. Bardzo fajne zajęcie, jak tylko coś usłyszę, albo sąsiedzi dadzą znaka, to pędzę do bramy i szczekam z sąsiadami i jeżę się. Bardzo fajne, mówię Ci.
na to łapa
:bluepaw:
Norek

Posted

Reksio pozdrawia Norka - Gospodarza :loveu:

A wczoraj znalazlam w odludnym miejscu naszym spacerowym wśród trawy, czyściutkie, różowe, zakrwawione mocno z przodu śpioszki. I kilka papierowych ręczników też pokrwawionych.
Co byście zrobili?

Posted

Jasza napisał(a):
A wczoraj znalazlam w odludnym miejscu naszym spacerowym wśród trawy, czyściutkie, różowe, zakrwawione mocno z przodu śpioszki. I kilka papierowych ręczników też pokrwawionych.
Co byście zrobili?
Powiadomiłabym policję...

Posted

Czyli nie jestem panikara i przewrażliwiona obywatelka.
A tak mnie mniej więcej potraktowali, kiedy zadzwoniłam :roll:
No, ale przyjechali, spisali i mam czyste sumienie.

Posted

Jasza napisał(a):
A tak mnie mniej więcej potraktowali, kiedy zadzwoniłam :roll:
I to jest przerażające... Coraz większe wokół i wszędzie olewactwo, a ci którzy zachowują się normalnie traktowani są jak dziwacy...

Posted

Deszcz się na nas przyczaił dzisiaj bladym świtem. A właściwie czarną nocą jeszcze.
Ledwo, ledwo wyszliśmy z domu, krople urosły, zagęściły się, wiatr wzmógł porywy i w kilka chwil byliśmy zlani i mokrzy do kostek i pięt.
Pobiegliśmy co sił w nogach na plac zabaw i schroniliśmy się w drewnianym domku.
Przez moment się poczułam bajkowo.
W szumie ulewy, w świetle latarni, z mokrymi, pachnącymi grzybowo tobołkami przycupniętymi tuż obok.

Weekend ma być słoneczny i piękny.
Jedziemy na Fojtulę.
A co.

Posted

Jasza napisał(a):
Weekend ma być słoneczny i piękny.
Jedziemy na Fojtulę.
A co.

pogoda zapowiada się wspaniale! są już babioletnie pajęczyny o poranku...
udanej wyprawy! :multi:

Posted

Jaszo wyściskaj tych dwóch kudłaczy co to zapowiadają się na świetnych autorów książki..np. dla dzieci, nie myślałaś kiedyś o tym?:)
jesteś w tym dobra wyślij no gdzieś do wydawnictwa swoje opowiadania..:cool1:

Posted

Pegaza napisał(a):
jesteś w tym dobra wyślij no gdzieś do wydawnictwa swoje opowiadania..:cool1:

Namawiamy Jaszę i namawiamy już od dłuższego czasu, ale na razie nie daje się namówić... Mamy nadzieję, że może kiedyś jednak "zmięknie" :)!

Posted

Ja już jestem miękka ;-)
Zdecydowanie z b y t miękka.
Zaczęłam pisać, kiedyś tam, utknęłam na 67 stronie i ani literki więcej.
Teraz szykuję bazarek obrazkowy dla Rockiego i Franki, ale też utykam.
Jedyne w czym jestem konsekwentna i nieutknięta to sprawy tobołkowe - one nie pozwalają na to, żeby choć na chwilę dać sobie spokój.:diabloti:

Posted

Mam prośbę - szukam miejsca - hoteliku, DT lub zaufanej osoby, która mogłaby zaopiekować się tobołkami ( względnie tylko Reksem) w sytuacjach, kiedy wychodzimy popołudniami w miejsca, gdzie nie za bardzo możemy je ( go ) zabrać.
Do tej pory wszedzie nam towarzyszyły, coraz częściej jednak ( no, bez przesady - kilka razy w roku) zdarza się tak, że idziemy gdzieś, gdzie jest na przykład sporo dzieci i wtedy jest problem. Zostawić ich samych w domu nie mogę, bo toboły się tak wycwaniły, że zostają tylko wtedy kiedy wychodzimy rano do pracy. Inaczej jest lament i cyrk. Zresztą, jak zostają same dziewięć godzin, to potem nie chce i nie mogę po krótkim spacerze ich znowu zostawiać. Wiem - to bez sensu, ale tak już mam.
Są jeszcze Rodzice i Mama Damiana - ale czasami te opcje są niedostępne ( np. wyjście na wesele itp).
Dlatego szukam.

A tymczasem - Fojtula i Barania Góra.

Posted

piykne... piękne... dzięki zdjęciom Jaszy można tam się przenieść... :p
Reksio bardzo lirycznie patrzy na focie 5 od dołu :loveu:
śliczne szeleczki mają tobołki (jak zwykle zresztą)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...