majuska Posted September 1, 2011 Posted September 1, 2011 Asiu, wyczytałam na FB, że w Krakowie jest w niedzielę marsz jamników, idziecie z parówami:cool3::evil_lol: ?? Quote
Florentynka Posted September 1, 2011 Posted September 1, 2011 [quote name='majuska']Asiu, wyczytałam na FB, że w Krakowie jest w niedzielę marsz jamników, idziecie z parówami:cool3::evil_lol: ??[/QUOTE] Nigdzie nie idziemy. Po pierwsze , parówa to parówa, pewnie ich nawet nie wpuszczą na taki marsz. Po drugie - cała masa tych jamników nieszczęsnych paraduje w jakichś przebraniach, ubrankach itp. , a ja jakoś nie mogę na takie rzeczy patrzeć, bo nie wydaje mi się, żeby psy to lubiły. No i parówy są zbyt silnymi osobowościami, żeby się dobrze czuć w tłoku. Parada parów - to by było coś...ale bez ubranek!!! Quote
majuska Posted September 1, 2011 Posted September 1, 2011 Tak myśłam, ale nie sądzę, żeby dostojnych matron nie wpuszczono:roll::evil_lol: Quote
Romka Posted September 1, 2011 Posted September 1, 2011 [quote name='Florentynka']W skrócie "pies", po prostu... Wczoraj na przykład Gjalpona wzięłam na spacer. Poleźliśmy w jakieś pola, po horyzont pusto, to pomyślałam, że zrobię gadzinie dobrze i puściłam go luzem. I ruszył - galopem dzikim w dół po zboczu, w stronę zupełnie przeciwną. Wołam, wrzeszczę - nic. Na skraju lasu w dole ostro wyhamował, zatrzymał się pod takim olbrzymim słupem, z godnością obsikał słup i grzecznie do mnie wrócił. Po prostu wypatrzył największy pionowy element w okolicy i po prostu musiał go oznaczyć. Na sam koniec spaceru znalazł jeszcze jakiś ciek wodny i szybciutko zdążył się w nim położyć, żeby potem ciec do samochodu i przemaczać siedzenie i mnie przy okazji. Z wdzięczności za te atrakcje w nocy darł mordę przez 2 godziny cięgiem, a Kangur wypełniał przerwy w Gjalponowym szczekaniu pojedynczymi wrzaskami. Do tego Flo piszczała ultradźwiękami. Trzy razy wyłaziłam z łóżka, żeby im powiedzieć, że im nogi z dupsk powyrywam i co myślę o ich mamusiach...[/QUOTE] No,jak już mówiłaś co myślisz o mamusiach Twoich psiaków to musiało być naprawdę nieżle...:diabloti: Quote
Florentynka Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 Taaa....a to co myślę o mamusi Balbiny wybitnie nie nadaje się do druku. W ciągu sekundy mojej nieobecności w kuchni ta zołza ( Balbina, nie mamusia) opędzlowała dwie wielkie kiście winogron!!!!! Jeszcze nie wiem, co jej za to zrobię, ale coś strasznego. Jestem nałogowcem obsesyjnym, to były MOJE winogrona!!! W dodatku podobno wcale nie są zdrowe dla psów! Jestem na nią naprawdę wściekła, tym razem! Aha, była dziś ta torba u weterynarza, zaszczepiła się na wściekłość i zrobiono jej manicure. Quote
Andzike Posted September 6, 2011 Posted September 6, 2011 Ja kocham Nelke miloscia obsesyjna, ale jak sobie lezymy przed TV i wcina mi slonecznika albo groszek (o bobie nie wspomnę...) to też bym ją szturchnęła ;) Quote
Becia66 Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 no nie, jak trzeba być nienażartym żeby się za winograna chwycić. Oczywiście to nie do ciebie Florentynko tylko nie mogę się nadziwić, że ona konsumuje wszystko jak leci. Moje by tego do pyska nie wzięły...jak i wiele innych rzeczy które Balbina pożera. Quote
Florentynka Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Przed chwilą wyrywałam jej z pyska kaczan z kukurydzy. Obraziła się i poszła wylizywać ukradzioną wcześniej skorupę od jajka. Quote
Florentynka Posted September 9, 2011 Posted September 9, 2011 Romka, mam nadzieję że tu zajrzysz - skrzynkę masz zapchaną, a ja się chciałam dogadać co do wysyłki kudłów. Bardzo mi przykro, ale one muszą iść jako paczka, czyli pewnie będą do odbioru na poczcie, bo do skrzynki toto nie wlezie... Quote
Florentynka Posted September 12, 2011 Posted September 12, 2011 Balbina przechodzi samą siebie! Kiedy zamieszkał z nami Gjalpo musieliśmy opatentować sposób chronienia przed nim masła. Masło wylądowało więc w starej, srebrnej cukiernicy. To takie solidne pudełko z pokrywką, bodajże da się nawet na klucz zamknąć. W każdym razie pancerne jest i szczelne. Moja teściowa zdzierżyć tego nie mogła, żądała wyjaśnień od nas i wszystkich krewnych i znajomych królika - jak można trzymać masło w cukiernicy!? Usiłowała nawet wywierać na nas presję za pośrednictwem Pani Matki, kiedy bezpośrednia presja nic nie dała. A my mieliśmy to gdzieś, bo masło w cukiernicy było bezpieczne jak nigdzie indziej. Cukiernica - maselnica służyła nam od kilku lat, zawsze skutecznie chroniąc maslo przed psimi zakusami. Aż do dziś... Jak otworzyć pancerną cukiernicę? To proste - trzeba ją tylko zrzucić na podłogę, z odpowiedniej wysokości. Balbinka wlazła na stół, zrzuciła cukiernicę i wyżarła dobre pół kostki masła!!!! Quote
Becia66 Posted September 16, 2011 Posted September 16, 2011 jak tam nasza żarłoczna Balbina ? mam nadzieję, że nie przymieracie głodem. Quote
Florentynka Posted September 23, 2011 Posted September 23, 2011 Balbina nauczyła nas, że ze stołu trzeba sprzątać wszystko i natychmiast. Nieważne, że pancernie zamknięte, albo zupełnie nieatrakcyjne dla psa - jak zostanie na stole będzie spenetrowane. No więc sprzątamy. Stół pusty i czysty. Adam wchodzi do kuchni. Na pustym stole siedzi Balbina. I na widok Adama przyjmuje pozycję kółkami do góry i każe się drapać po brzuchu!!!! Nie wiem, która z parów jest bardziej rozpuszczona... Quote
Andzike Posted September 23, 2011 Posted September 23, 2011 Ciężko powiedzieć, ale chyba Łucja - w końcu ja rozpieszczacie dłużej ;) Quote
majuska Posted September 23, 2011 Posted September 23, 2011 he, he , gruba dynia jedna:evil_lol:...oczywiście Adam drapał po brzuchu:cool1: Quote
Florentynka Posted September 24, 2011 Posted September 24, 2011 Andzike napisał(a):Ciężko powiedzieć, ale chyba Łucja - w końcu ja rozpieszczacie dłużej ;) Ale przy Balbinie już mieliśmy wprawę, szybciej nam poszło... Quote
mamanabank Posted September 24, 2011 Author Posted September 24, 2011 Poza tym, to już zaraz rok minie od początków tego rozpieszczania, kto teraz z Balbiną dałby radę! Quote
Andzike Posted September 24, 2011 Posted September 24, 2011 mamanabank napisał(a):Poza tym, to już zaraz rok minie od początków tego rozpieszczania, kto teraz z Balbiną dałby radę! Eeee.... jeszcze nie rok ;) Balbina nocowała u mnie jakoś w grudniu (po Biszkopcie pamiętam ;) ), więc jeszcze chwila do rocznicy ;) Quote
Florentynka Posted September 24, 2011 Posted September 24, 2011 Połowa grudnia. Będziemy świętować w stosownym momencie. Balbiśka dostanie tort i będzie go mogła zeżreć na stole. Quote
Florentynka Posted September 30, 2011 Posted September 30, 2011 Balbina ukradła Gjalponowi część obiadu. Zaczynam się zastanawiać, czy one nie współpracują w podłościach. Gjalpo trzymał sobie swój obiad na kanapie - ma swoją, osobistą, na którą chodzi jeść. Sam Gjalpo chwilowo zmęczony jedzeniem leżał na podłodze pod kanapą i pilnował obiadu. Kangur z Łucją wypadły na zewnątrz, narobiły jakiegoś strasznego wrzasku, Gjalpo wstał, pobiegł do drzwi, po chwili się zreflektował, ale było już za późno! Balbina, z Gjalponowym ochłapem w paszczy wpadła do kuchni i schowała się pod moim krzesłem. Adam przystopował w drzwiach pędzącego i ryczącego Gjalpona. Gjalpon spojrzał z wyrzutem. Ja powiedziałam "sam sobie jesteś winien, trzeba było zjeść szybko albo lepiej pilnować, ten dom to dżungla." Balbina pożarła ochłap. Quote
Florentynka Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 To z dziś, świeże: https://picasaweb.google.com/florentynka.psy/TakTrocheJesiennieJuz?authkey=Gv1sRgCNrX09rfx4aENA# Quote
majuska Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 Boskie, po prostu boskie, ile Balbinka ma pięknych ujęć, zresztą wszystkie suki i ich "haremowy" piękne :) Quote
Becia66 Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 Najprawdziwsza Balbina Jastem głodna......bardzo głodna... Quote
Florentynka Posted October 9, 2011 Posted October 9, 2011 Jedyny porządny pies w tym całym "burdlu". Przynajmniej dziś. Ale od początku. Ponieważ najpierw przyjemności, a potem obowiązki ( i tak nas dopadną) to rano ( powiedzmy) zabrałyśmy z Panią Matką Gjalpona i Flo, na którą dziś wypadła kolej z rozdzielnika, na spacer ( te obowiązki potem to obecność przy urnie). Spacer nam się wydłużył, bo się zapętliłyśmy troszkę i szło nam się bardzo okrężnie. W każdym razie w pewnym momencie znalazłyśmy się gdzieś wśród pól.Flo została puszczona luzem, bo posłuszna. Gjalpon wypatrzył kępę rumianku i ni stąd ni zowąd runął w nią dysząc. No zmęczył się psiunio i chciał odpocząć... Pani Matka doszła do wniosku, że on taki malowniczy w tych rumiankach i trzeba mu zdjęcie zrobić. Więc puściłam smycz i zajęłam się dłubaniem w komórce. I wtedy Florence wypatrzyła kota i ruszyła galopem. I zmęczony, ledwie żywy Gjalpon też!!! Wydarł w dół po skarpie, przez kolczaste krzaki, ja w pogoń za nim, a ponieważ straciłam go z oczu, to gnałam w kierunku ulicy, żeby go tam przechwycić, jakby co. Na szczęście sam wrócił i dał się odłowić. Flo też. Wróciłyśmy do domu. Na podjeździe przed domem powitała nas Balbina. Sama. Zaczęłam się zastanawiać, czy Adam ją wystawił na siusiu u zapomniał wpuścić czy co, no bo co biedactwo robi samo przed domem? Tajemnica się wyjaśniła - Łucja i Kangur bawiły za siatką u sąsiadów! Wykopały sobie torby dziurę i przelazły - Kangur ledwie się przecisnął, zresztą. Wróciły na nasz widok, ale i tak mają u mnie krechę - skandaliczne zachowanie! Jedynie porządna Balbisia nie uciekała i tkwiła grzecznie w swoim ogródku. Za to nie chce wychodzić na siusiu, bo jest mokro... Quote
Romka Posted October 10, 2011 Posted October 10, 2011 [quote name='Florentynka']Jedyny porządny pies w tym całym "burdlu". Przynajmniej dziś. Ale od początku. Ponieważ najpierw przyjemności, a potem obowiązki ( i tak nas dopadną) to rano ( powiedzmy) zabrałyśmy z Panią Matką Gjalpona i Flo, na którą dziś wypadła kolej z rozdzielnika, na spacer ( te obowiązki potem to obecność przy urnie). Spacer nam się wydłużył, bo się zapętliłyśmy troszkę i szło nam się bardzo okrężnie. W każdym razie w pewnym momencie znalazłyśmy się gdzieś wśród pól.Flo została puszczona luzem, bo posłuszna. Gjalpon wypatrzył kępę rumianku i ni stąd ni zowąd runął w nią dysząc. No zmęczył się psiunio i chciał odpocząć... Pani Matka doszła do wniosku, że on taki malowniczy w tych rumiankach i trzeba mu zdjęcie zrobić. Więc puściłam smycz i zajęłam się dłubaniem w komórce. I wtedy Florence wypatrzyła kota i ruszyła galopem. I zmęczony, ledwie żywy Gjalpon też!!! Wydarł w dół po skarpie, przez kolczaste krzaki, ja w pogoń za nim, a ponieważ straciłam go z oczu, to gnałam w kierunku ulicy, żeby go tam przechwycić, jakby co. Na szczęście sam wrócił i dał się odłowić. Flo też. Wróciłyśmy do domu. Na podjeździe przed domem powitała nas Balbina. Sama. Zaczęłam się zastanawiać, czy Adam ją wystawił na siusiu u zapomniał wpuścić czy co, no bo co biedactwo robi samo przed domem? Tajemnica się wyjaśniła - Łucja i Kangur bawiły za siatką u sąsiadów! Wykopały sobie torby dziurę i przelazły - Kangur ledwie się przecisnął, zresztą. Wróciły na nasz widok, ale i tak mają u mnie krechę - skandaliczne zachowanie! Jedynie porządna Balbisia nie uciekała i tkwiła grzecznie w swoim ogródku. Za to nie chce wychodzić na siusiu, bo jest mokro...[/QUOTE] Bardzo porządna Balbisia... ;)Twój tekst jak zawsze, na miły początek dnia przy kawie i śniadanku...:lol: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.