Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Irenko, myślę, że u Nutusi, działa prawo wielkich liczb ;). U Niej jest ogrom psów, o zmiennym składzie stada, a psy nie lubią zmian. To może być i reakcja Lili na te ciągłe zmiany, a to w dodatku - boksia, a one mają skłonności do demolki, kiedy nie są wybiegane "do upadu". ONki miewają tendencje niszczycielskie jako młodziki, ale na szczęście, z wiekiem im to przechodzi. Nasza siedmiomiesięczna  Bryza(nasza pierwsza ONka), podarła nam dywan 4x6 w jedna (niecałą) noc.....

Zostawić wszystkie psy razem pod nieobecność ludzi? to może się źle skończyć dla najsłabszego z nich. To tylko (aż) psy...........

 

O drzwiach stalowych (dla Nutusi), też myślałam - może to i rozwiązanie?

Posted

Jeśli Lili ma nerwicę natręctw, to raczej w lizaniu! :D Ja chyba jednak jestem skazana na demolki i w poprzednim życiu musiałam być jakimś potworem, okropnie krzywdzić psy i teraz muszę odpokutować...

 

Jeszcze w domu rodzinnym miałam jamniczkę Zalmę - gryzła co popadnie! Pożarła niezliczoną ilość butów, długopisów, moich zeszytów, nut, książkę telefoniczną, a kiedyś na środku zielonego dywanu rozszarpała pudełko niebieskiego proszku IXI i wtarła go swoim ciałem baaaaardzo skutecznie, po czym tak ją wysypało, że o mało nie zeszła z tego świata! Poprzednia boksia - Nutusia - była demolantką jeszcze większą niż Lili. Mieszkaliśmy przez 3 lata w domu bez klamek ;) Otwierała wszystkie drzwi (rozpracowanie gałki zajęło jej niespełna kwadrans). Mieliśmy podrapane ściany do wysokości włączników światła, wygryzione dziury w drzwiach do szafy. Otwierała wszystkie szafki, wywlekała z nich rzeczy, niosła na środek dywanu, rozszarpywała, po czym zawijała róg dywanu tak, bym za każdym razem miała "niespodziankę" i nie wiedziała co zniszczyła. Zerwała obicie wyciszające w drzwiach wejściowych, wyszarpywała systemowo gąbkę z narożnika, a w święta przywlokła choinkę pod drzwi wejściowe tak, że nie mogliśmy się dostać do domu. Cały okres naszego małżeństwa przed urodzeniem Tomka byliśmy więźniami we własnym domu, bo po ogarnięciu domu po powrocie z pracy, baliśmy się gdziekolwiek wyjść bez psa!

 

Nasza kolejna jamniczka, Pestka, nie była wielkim niszczycielem, ale też ma na koncie kilka zniszczeń. Była fanką długopisów i pisaków - uwielbiała wysysać z nich tusz! Potem nastała Tośka - dożywotnia tymczasia (ONka), która nie mogła zdzierżyć, że kot się mieści w dziurze w drzwiach do kotłowni, a ona nie, więc tę dziurę... powiększyła. No a potem nastała Lili (i spółka). Latem mam zdemolowany ogród i taras, przez pozostałą część roku demolują dom.

A tymczaski? Dumka, Florka, teraz Czetka, że o Alutce nie wspomnę ;)

 

Jeśli chodzi o drzwi - o stalowych myślałam, ale o wejściowych. Do pokoju jakoś nie za bardzo to widzę. Już nie mówiąc o tym, że stalowe drzwi kojarzą mi się z... rzeźnią!

 

A jeśli chodzi o taką "klapkę" jak u Ciebie... Jestem sobie w stanie wyobrazić (tak, tak daleko sięga moja wyobraźnia), że po powrocie do domu na podwórku walają się wyniesione z domu sprzęty, a w domu podłoga w niczym nie różni się od zabłoconego podjazdu i trawnika (że o kanapach i fotelach nie wspomnę!). Nie mówiąc o tym, że trup słałby się gęsto, bo nie sposób, by przez taką klapkę wydostało się 7 psów NA RAZ! ;)

 

Irenko, myślę, że u Nutusi, działa prawo wielkich liczb ;). U Niej jest ogrom psów, o zmiennym składzie stada, a psy nie lubią zmian. To może być i reakcja Lili na te ciągłe zmiany, a to w dodatku - boksia, a one mają skłonności do demolki, kiedy nie są wybiegane "do upadu". ONki miewają tendencje niszczycielskie jako młodziki, ale na szczęście, z wiekiem im to przechodzi. Nasza siedmiomiesięczna  Bryza(nasza pierwsza ONka), podarła nam dywan 4x6 w jedna (niecałą) noc.....

Zostawić wszystkie psy razem pod nieobecność ludzi? to może się źle skończyć dla najsłabszego z nich. To tylko (aż) psy...........

 

Kiedyś zostawały razem... Wtedy w demolce jedna nakręca drugą - wystarczy, że poduszka spadnie z kanapy i już jest "zabawa". W przypadku bokserów wybieganie do upadu nie działa tak, jak u innych psów. U nich upadu nie ma! Kiedyś spędziliśmy 14 godzin nad rzeką, z czego z 10 Nutka biegała po wodzie za patykiem. Byliśmy ze znajomymi i ich psami - sznaucerką olbrzymką i kaukazem. Tych dwoje już po 2 godzinach leżało pokotem pod drzewem (tym bardziej, że był upał). Wróciliśmy pociągiem do domu. Tamte psy w pociągu były nieżywe, Nutusia witała się z każdym i była wniebowzięta powszechnym zainteresowaniem. Wieczorem Sławek sądził, że wystarczy jej wyjście na siusiu. A gdzie tam?! Spacer trwał godzinę, a pies nie zatrzymał się nawet na chwilę! Lili jest taka sama. Ona ma biodro do operacji przecież! Doktor powiedział, że gdyby nie widział psa i zobaczył tylko zdjęcie RTG, od razu brałby psa na stół operacyjny! A Lili co? Lili na stół owszem - ale w celu zwędzenia z niego czegoś (np. podkładki pod talerz) :)

  • Upvote 1
Posted

Przeczytałam z zapartym tchem. Nie wiem, co zrobiłaś psom w poprzednim życiu, Nutusiu, ale w tym, to żywcem do Nieba pójdziesz - oczywiście, do Psiego Nieba, bo tam najfajniej :)

 

Jak Nutusia spotka wszystkie swoje pieski w tym niebie, to chyba nawet chmurki do przysiądnięcia nie znajdzie, bo wszystkie będą w strzępach ;).

 

 

Tak sobie myślę, może w to, co pozostało po drzwiach powkładać jakiś deski, żeby Lili całkiem ich nie pokonała?...

Posted

Masz rację, Jolu. Przyjdzie mi latać bez wytchnienia przez cała wieczność :D

 

Będziemy się starali zabić te drzwi taką dyktą, którą się stosuje jako "plecy" w meblach. Tylko nie wiem kiedy się wybierzemy do sklepu, bo w tym czasie... wiadomo co ;)

 

Helcia się robi coraz bardziej nakolankowa. Już nie ucieka z kanapy, sama na nią wskakuje, ale trzeba ją zaprosić. Wczoraj sobie przysiadła na chodniczku i wpatrywała się w siedzącego na fotelu i pochłoniętego lekturą Sławka. Gdy zwróciłam mu uwagę, że pies ma do niego interes, zaprosił i w okamgnieniu Helcia znalazła się na kolankach :)

 

A Czetka jest coraz bardziej zazdrosna i przytulaśna. Bez względu na to do kogo się odezwę, Czetka musi być przy mnie pierwsza i ładować się jak najwyżej - najlepiej na głowę! Wtula się, wywala na plecki, przytula łapek do twarzy. Słodziak z niej wielki. A to, że jeden z moich kapci stracił wczoraj kawałek pięty, to już insza inszość :D Przecież to nie jej wina, że na bosaka poszłam do kuchni przekręcić mięso w piekarniku ;)

Posted

 

 

Będziemy się starali zabić te drzwi taką dyktą, którą się stosuje jako "plecy" w meblach. Tylko nie wiem kiedy się wybierzemy do sklepu, bo w tym czasie... wiadomo co ;)

 

Nutusiu dyktę odradzam .Załatwi raz dwa pazurkami a resztę jak karton rozszarpie.  Mam z tym doświadczenie ;)

U nas pomogła tylko sklejka 4-5 mm. Tego jakoś nie ruszyły :)

Posted

Sławek zabił wczoraj wyżarty fragment drzwi panelami podłogowymi - tylko to mieliśmy pod ręką, a trzeba było działać, bo Lili nie odpuszcza :(

 

Za to Czetka robi postępy!

Wczoraj odbyłyśmy pierwszy spacerek poza ogród. Ponieważ było już ciemno, wzięłam ją na ręce i wyniosłam na ulicę tam, gdzie jest latarnia. W pierwszej chwili panika - przywarła do podłoża i ani drgnęła. Ale smaczki mają cudowną moc, szczególnie dla takiego łakomczucha, jakim jest Czetuchna ;)

 

Gdy się upewniłam, że nie szarpie się na smyczy, przeniosłam ją na naszą ciemną uliczkę. I powolutku, powolutku, zaczęłyśmy iść w stronę domu. Weszłyśmy do ogrodu, obeszłyśmy dom i wyszłyśmy z powrotem na zewnątrz. Poziomką doszłyśmy do asfaltu i asfaltem przeszłyśmy spory kawałek. Gdy się płoszyła na dźwięk przejeżdżającego samochodu albo innego odgłosu, od razu szedł kolejny smaczek, po który podbiegała bardzo chętnie. Dalej nie mogłyśmy iść, bo dalej za każdym płotem jest dziamgający wściekle pies i tego było dla Czetki za wiele. Ale i to opanujemy, myślę. Jak na pierwszy raz poszło nam znakomicie i dziś powtórzymy wyprawę :)

 

Kolejny postęp to taki, że Czetka przestała dziurkować w nocy i teraz śpi spokojnie do rana (tzn. dopóki budzik nie zadzwoni ;)). Gdy biega luzem po domu trzeba ją jednak mieć na oku. Tym bardziej, że wczoraj chyba postanowiła poprawić swoje notowania w stadzie i w tym celu zapewne, walnęła kupę w tym wielkim wspólnym posłaniu, żeby jej było na wierzchu ;)

  • Upvote 1
Posted

Panele twarde, więc jest nadzieja, że Liluście nie zasmakują. Czetka dzielna, ale nie musiała tego tak dobitnie puentować ;)

ha  a jesli to jest okazja, żeby pokazać, kto jest najważniejszy? :D

gorzej jak reszta bedzie chciała "przebić" ten pomysł :)

Posted

A jakby popsikać te drzwi takim preparatem, który ma zniechęcać psy od siusiania na iglaki? Albo wysmarować musztardą, albo pieprzem ? ( tak tylko sobie konfabuluję :) )

Posted

Też myślałam nad chili, ale Sławek mnie przestrzegł, bo po takim "daniu", Lili gotowa wyjść.... OKNEM! :(

 

Wczoraj była próba nadgyzienia przybitych do zniszczonych drzwi paneli - przy samej podłodze. Ale jakoś nie za bardzo szło chyba. To trzeba było innej rozrywki poszukać! Udało się (nie wiem jakim cudem!!!) otworzyć szafę i wyciągnąć z niej taki plastikowy pojemnik ze skarpetami....

 

Dziś popsikałam drzwi od pokoju i od szafy męskim dezodorantem o dość ostrym zapachu. Będę w domu ok. 14ej i od razu jadę z dziewczynami na sterylkę. Tak sobie myślę, że na te 2-3 godziny albo zostawię Lili na dworze, albo spróbuję ja zamknąć w Czetkowej klatce. Choć chyba do klatki to jednak powinnam ją trochę "przyuczyć", bo tylko tak się wydaje, że 2-3 godziny to niedługo...

 

Czetka dzielnie spaceruje. Wczoraj doszłyśmy do ujadających ONków i z powrotem, po czym trochę w drugą stronę. Początkowo szło opornie, ale już przy drugiej rundce szła właściwie bez oporów. Przedwczoraj spacerek nie za bardzo nam się udał, bo wyszłyśmy w porze powrotów do domów. Ruch był spory i trafił nam się nawet TIR, który chyba pomylił drogę, bo nie wolno takim wielgachnym jeździć po naszych dróżkach!!! Gdy widzę nadjeżdżający samochód, maksymalnie skracam smycz i odwracam uwagę smaczkiem. Czetka na szczęście nie ma zapędów ucieczkowych w panice. Raczej ze strachu przywiera do podłoża. Teraz będziemy miały ze 2 dni przerwy po zabiegu, ale w sobotę spróbujemy się wybrać na łąki - tam będzie spokojnie. No i będzie widno!

 

A Helcia to jest mała zadziora!!! Już chyba doszła do wniosku, że w naszym stadzie same pierdoły są i postanowiła wprowadzić swoje rządy, a właściwie dobitnie pokazać, że coś jej się nie podoba ;) Małe to, ale charrrrrakterne! :D Na kanapę i kolanka przychodzi nadal tylko zaproszona. Za to często zamienia chodniczek w przedpokoju albo w salonie na kącik w psim pontonie.

Posted

Nutusiu, a może Lilusia w ten sposób chce przyciagnąć Waszą uwagę? Bo taka rozrabiająca non stop, to chyba jeszcze niedawno - nie była? Jak nie jest przyzwyczajona do klatki, to lepiej nie - to jednak rodzaj 'odsuniecia i ograniczenia' dla nienawykłego psa. Azylem, kennel staje się po solidnym przyzwyczajeniu - lub w nowym, nieznanym miejscu. Lepiej na dwór

Posted

Ale jak przyciągnąć uwagę, jak nas w domu nie ma? ;) Gdy jesteśmy jest grzeczna (tzn. w miarę ;)). Lili zawsze była rozrabiarą. Tym bardziej mnie zaskoczył spokój na początku tegorocznego sezonu domowego. Jak widać, to była tylko zmyłka :(

Posted

Czy ja wiem? Gdy wracamy, na wyścigi otwieramy drzwi i psy wybiegają do ogrodu. Lili NIGDY nie wraca zbyt szybko, jeśli coś zmaluje. Tak jakby czekała aż posprzątam i mi przejdzie złość ;)

 

Przyznam się, że przechodzę mały kryzys i nerwy mi puszczają.

Rozrabiająca Lili i Gapcia, której znowu się coś "przestawiło" dają mi w kość.

Wczoraj Gapcia biegała jak oszalała z radości, że wróciłam do domu, ale za nic nie chciała wyjść na zewnątrz, a jak wiadomo - z Gapcią niczego na siłę zrobić się nie da. Już była przy drzwiach, a gdy podchodziłam, by jej otworzyć, uciekała. Przestałam zwracać na nią uwagę, poszłam do pokoju Tomka pozbierać porozwalane przez Lili skarpetki. Gapcia przybiegła za mną, wskoczyła na kanapę i zaczęła się lizać pod ogonkiem. Wyszłam z pokoju, zawołałam ją "zza winka". Przybiegła i jakoś mi się udało skierować ją do drzwi wyjściowych. Niestety, okazało się, że wylizywała się, bo nie mogła powstrzymać sikania i łóżko... do prania :(

Ona, niestety, jak ucieka, wskakuje na łóżka, kanapę albo fotele i wtedy nie mogę jej ruszyć, a nawet przejść obok, bo się zsika. Czasami, ale to wyjątkowo, udaje mi się do niej podejść, gdy jest na podłodze i nie muszę prać - wystarczy wytrzeć podłogę...

Posted

Wiesz, Pola ma trochę tak jak Gapcia. Ona też sika ze strachu i wybiera najczęściej dywaniki, posłanka lub łóżko do tego celu.A wczoraj nie wiedzieć czemu walnęła trzy kupy w domu w odstępie kilku godzin, wszystkie na świeżo wypranym dywanie.

 

Chciałam Cię pocieszyć ;)

Posted

Wiesz, Pola ma trochę tak jak Gapcia. Ona też sika ze strachu i wybiera najczęściej dywaniki, posłanka lub łóżko do tego celu.A wczoraj nie wiedzieć czemu walnęła trzy kupy w domu w odstępie kilku godzin, wszystkie na świeżo wypranym dywanie.

 

Chciałam Cię pocieszyć ;)

 A co! Na brudnym dywanie, to żadna przyjemność dla psa - tym bardziej, dla suni ;)

  • Upvote 1
Posted

Już po wszystkim! Napisałabym wczoraj, ale w XXI w., w podstołecznej miejscowości nie było... zasięgu! ;) Nie działał internet, nie działały telefony. Fajnie było :D

 

Jak to nigdy niczego nie można być pewnym. Byłam przekonana, że zabieg lepiej zniesie Helcia. Że Czetka nie będzie chciała spać, a potem będzie wystraszona. I moje przekonanie poszło się paść ;)

 

Na pierwszy ogień poszła Czetka, bo ona jednak w lecznicy bardziej się denerwowała (choć nie było tak źle jak ostatnim razem!). Po premedykacji zasnęła niemal w locie - zanim ją sobie dobrze na kolanach ułożyłam! Wszystko poszło szybko i sprawnie, cięcie jest nieco większe, bo usunięta została przepuklina pępkowa. Po zastrzyku "odnarkozującym" Czecik podniósł łepeczek, sprawdził, że jestem i zasnął snem głębokim i spokojnym. Postawiłam sobie posłanko na kanapie w poczekalni, żeby mnie czuła blisko i czekałyśmy na Helcię.

 

A Helcia? Najpierw ani myślała spać! Musiała dostać dokładkę usypiacza... Natomiast po wszystkim, po wyniesieniu z sali operacyjnej, dawała popis śpiewu operowego ;) Na szczęście Czeci to nie przeszkadzało, choć pod koniec i ona zaczęła ciuchutko popiskiwać.

 

W domu Czetka właściwie od razu poszła z powrotem spać i tylko od czasu do czasu zmieniała jeden koniec kanapy na drugi. Natomiast Helcia ułożyła się na swoim ulubionym dywaniku w przedpokoju i wciąż koncertowała. Zasnęła dopiero po jakiś 2 godzinach...

 

Na szczęście noc minęła spokojnie, bo już się bałam, że muszę szukać zapałek, żeby wytrzymać dziś w pracy. Reszta towarzystwa spała ze Sławkiem w Tomka pokoju. W nocy Helcia się trochę wierciła, ale w końcu usypiała z powrotem. Rano wyniosłam je od razu do ogródka. Czetka dreptała i się wysiusiała, a Helcia - kroczek i siad, kroczek i siad. Pomyślałam, że może tak bardzo paraliżuje ją sukienka, więc ją rozebrałam, ale to niewiele pomogło. Wróciłam do domu po szlafrok, by wyskoczyłam na dwór w piżamie ;) Wychodzę, a tu Helci nie ma! Obeszłam dom dookoła, kazałam Kresce szukać, ale ta szukała chyba raczej kretów niż Helci!!! W końcu odnalazłam Helenkę na posłanku na tarasie. Ubrałam z powrotem w kieckę. Przy rozdzielaniu śniadania, Czetka pojawiła się od razu i była gotowa jeść nawet chrupki. Ale chętnie przystała na danie pozabiegowe w postaci rosołku z mięskiem i ryżem. Helcia też w końcu przyszła i też wcięła swoją porcję do czysta. Dostały syropek p/bólowy.

 

Ponieważ jest dziś tak ładnie, Lili, Kreska i Imka zostały na dworze. Aha, wczoraj Lili miała nade mną litość (jakby wiedziała, że nie będę miała czasu sprzątać) i niczego nie zmalowała...

 

No, to teraz mamy już z górki! :)

 

Koszt zabiegów:

- Czetka: 250 zł (200 sterylizacja + 50 przepuklina)

- Helcia: 240 zł (200 sterylizacja + 40 chip)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...