Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Co za horror :placz: Koszałek kilka minut poleży i zaczyna się dławić, mam wrażenie że jest już bardzo rozdęty w klatce piersiowej od tego płynu, zbiera się go coraz więcej z minuty na minutę!
Koszałek słabnie, traci przytomności i ją odzyskuje na zmianę, ruszam nim, poprawiam, zmuszam do chodzenia co kilkanaście min.
Męczy go to, ma mnie dość, ale inaczej zaczyna się dusić!

Schowałam wodę, bo chce stale pić, a nie może... i tak za dużo płynu, zresztą widać, że nie daje rady nawet się napić... ma okropną gorączkę, tak wielką, że zaczyna pękać mu skóra na nosku, pomogły trochę okłady z mokrego ręcznika, aż poszedł do drugiego pokoju... Ma dość męczenia! Nie wiem co robić, czy dać mu się dusić (topić) czy męczyć go dalej i ruszać... Jeszcze tyko niecałe 7 godzin i nadejdzie ukojenie.... biedactwo bże co za koszmarna choroba, co tak szybko postępuje!!! :placz:

Posted

Gorączka spada, okłady z ręcznika pomogły... Koszałek się podnosi, siada, a gdy podchodzę nastawia uszka tak po swojemu... kochany...
W drugim pokoju chłodniej, chociaż fotel wyższy, tam mu lepiej...
Był sikać 2 razy, po każdym też lepiej

Gdybym wiedziała, że noc będzie takim koszmarem, że minuty będą pogarszały jego stan i przysparzały cierpienia, nie oburzyłabym się tak na tą buteleczkę w rękach Gosi... Człowiek głupi naiwny wierzy w marzenia w cuda :placz: to wydawało się tak absurdalnie szybko!
Ranek już niedługo, ukojenie...

Kochany dzielny Koszałek. Każdy zawsze jest zaskoczony, że on taki maleńki... ja sama także... gdy go podnoszę, można bez trudu jedną ręką... gdy patrzę na ten jego guziczkowaty maluśki nosek...

:placz:

Posted

Ulaa...może niech sobie zaśnie???Nie budź Go....sama nie wiem...to koszmar...nawet nie wiem co lepsze..najlepszy byłby cud..a już na pewno się nie zdarzy????:-(:-(:placz::placz:

Posted

Dałam mu spokój... Jakoś mu lepiej. Łazi tak jak wieczorem, wszędzie mu niewygodnie po kilkunastu minutach, ale radzi sobie teraz, zmienia pozycje sam, nawet raz sam wskoczył na fotel...
Żal mi go tylko że ciągle chce pić, ale nie może, pozwalam mu tylko na kilka chłeptów, inaczej by się chyba całkiem zalał :shake: tak patrzy zdziwiony czemu mu wodę zabieram...
Już nie idzie do drugiego pokoju, znowu chce być koło mnie, na swoim fotelu, próbuje spać.

Posted

No właśnie...wskoczył na fotel...bądź przy nim Ulaa...miziaj Go...niech sobie zaśnie...może na śnie zrobi krok w stronę TM...sam....zeby Ci zaoszczędzić cierpienia i bólu...niech śpi Dziadziuś malutki..taka Pchełka Skacząca..naprawdę Kochana...Ty tylko przy Nim bądź...nic więcej...ja wierzę, że będzie dobrze...cokolwiek mialoby znaczyć to "dobrze".....

Posted

Ulaa napisał(a):
Jakoś mu lepiej. Łazi tak jak wieczorem, wszędzie mu niewygodnie po kilkunastu minutach, ale radzi sobie teraz, zmienia pozycje sam, nawet raz sam wskoczył na fotel...
Już nie idzie do drugiego pokoju, znowu chce być koło mnie, na swoim fotelu, próbuje spać.

A ja jednak wierzę w cud....ide spać(????:-() z nadzieją...Dobranoc(???0
) Koszałku...dobranoc(???) Ulaa.........

Posted

Przeżyliśmy tą koszmarną noc (gonia66 dziękuję za wiarę, gdy ja ją traciłam!).
Koszałek wreszcie dostał pić do woli, ale.... on już nie może pić. Ma szczękościsk, który trudno mu pokonać.


Jedziemy :-(

Dziękuję, że byliście z Nim przez ten cały czas...

Posted

Nie wiem co mam napisać....no nie wiem...czy są słowa na ten czas???W takich chwilach...chyba jednak nie ma słow....Koszałku.....dopóki nie przeczytam..ciągle wierzę...ale nie mam już łez....

Posted

Koszałeczek odszedł spokojnie, byłam z nim, dopóki był świadomy i przytomny... Leżał z główką na mojej ręce, na swoim kocyku, oddychał coraz spokojniej i coraz mniej boleśnie...

Potem niestety wet nas (z mamą) wyprosił, ale on już spał, twardo jak kamień, wreszcie sobie odpoczął, biedny umęczony maluszek...

Przed chwilą TZ skończył kopać grób... kolejny, w tak krótkim czasie... cholerna ziemia dalej zmrożona... Ale udało się, głęboko.

Koszałek leży w ogródku, między porzeczkami...
Tak bliziutko domu...

Koszałku mój kochany masz już wreszcie swój domek, zostaniesz w nim na zawsze, na zawsze, nikt mi Cię już nie odbierze, nikt nigdy Cię nie skrzywdzi, nie zawiedzie, nie sprawi Ci bólu i nie przestraszy, nie będziesz popychany, przepędzany ani wyśmiewany.

Przepraszam, że tak późno Cię odnaleźliśmy.... Byłeś tutaj dokładnie 4 miesiące i 4 dni, cóż to znaczy wobec całego długiego smutnego życia...?

Żegnaj kochany dobry piesku. Bądź szczęśliwy tasm, gdzie jesteś... Znowu młody śliczny zdrowy sprawny... Ciekawe jak wyglądasz? Napewno wspaniale. Baw się ze swoimi przyjaciółmi, spaceruj, wygrzewaj, opychaj do woli... Nigdy o Tobie nie zapomnę i nie przestanę Cię kochać!!!!

Posted

DZiękujemy Ulaa, że pomogłaś przejsć spokojnie Koszałkowi za TM..dziekujemy, że dałaś mu szczęscie i miłość, przez 4 miesiące...dziękujemy, że miał swoj fotelik, kocyk...swoich przyjaciól i choć jak się okazało- swoje serce mail "troszkę popsute"...miał w "zastępstwie" Twoje- gorące i pełne oddania serce...z całą pewnością szczęście i radość przeżyte w ciągu ostatnich dni pozwoliły Mu zapomnieć o przeszłości...Koszałek był tylko szczęśliwy..i to było dla Niego wszystko...
Teraz nie ma Go z nami...:placz::placz:Bardzo boli..wiem...strata...rozłąka...ale warto bylo...dziękujemy Ulaa...
KOSZAŁEK...



  • ......:-(:-(:-(

  • Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    ×
    ×
    • Create New...