ewu Posted February 22, 2014 Posted February 22, 2014 Hałabajówka napisał(a):Mam wielki żal do nich ze tak się poddali jak tylko było dobrze, ciepło... Straszne to życie...Biedne , kochane pieseczki...:( Quote
bea100 Posted February 22, 2014 Posted February 22, 2014 To smutne tak, że wyć się chce. Znowu są razem... Quote
Gosia121 Posted February 22, 2014 Posted February 22, 2014 Tak to wielka niesprawiedliwość.Mogli jeszcze pożyć razem opiekując się sobą nawzajem i być u kochającego człowieka, ale los chciał inaczej.Szkoda wielka i ogromna nie zawsze umiemy się z tym pogodzić że tak się stało a nie inaczej. Najważniejsze jest to że nie odchodziły same tylko kochane w ciepłym pomieszczeniu na mięciutkim posłanku. A tam za tęczowym mostem też nie będą czekać aż je wolontariusz przeprowadzi tylko będą od razu razem hasać bo wspaniałych polach. Najważniejsze że były kochane do samego końca. Quote
bea100 Posted February 22, 2014 Posted February 22, 2014 Godna śmierć to często to wszystko, co można zaproponować schronowym staruszkom. Wiem, że i to bardzo ważne. Ale tak trudno się z tym pogodzić. Wielki mój szacunek dla opiekunek obu staruszków i wielkie moje podziękowania!. Quote
Gosia121 Posted February 23, 2014 Posted February 23, 2014 [FONT=lucida grande]To jest bajka o starym, schorowanym psie, który umarł niczyj, bo przez całe życie był niczyj. Czasem ktoś go pogłaskał, czasem dał jeść, a czasem uderzył i przegonił. Ten pies trafił do przedsionka psiego nieba, były tu piękne łąki do biegania, czysta woda do picia, zabawki, gałęzie, gryzaki. A na samym końcu był tęczowy most. I ten pies widział, że są tu też inne psy i że te inne trafiają tu najpierw tak jak on – stare, chore, kalekie, ranne, ale po chwili wszystkie biegają i bawią się, wszystko przestaje je boleć, zdrowieją. Ale żaden nie przechodził przez most. Czasem zdarzało się, że przychodził jakiś człowiek, głaskał niektóre psy i one wtedy młodniały, a kilka innych, czasem jednego zabierał ze sobą i przechodzili razem przez most. Ten człowiek i ten pies nigdy już nie wracali. Kiedy zapytał jednego z psów, które były tu dłużej, co to za ludzie i dokąd razem z psami idą, ten odpowiedział mu, że miejsce, gdzie się znajdują, jest tylko przedsionkiem psiego raju, a raj jest za mostem. Ale na most może wejść tylko ten pies, który przyprowadzi ze sobą swojego człowieka. Dlatego wszyscy tu czekają. Kiedy umiera człowiek, który na Ziemi był ich opiekunem, jego zwierzęta przechodzą razem z nim przez tęczowy most i idą do psiego nieba. Te psy, które człowiek pogłaskał i które odmłodniały to te, które spotkał w swoim życiu i w jakiś sposób im pomógł, np dając dom na czas poszukiwania prawdziwego domu, karmiąc głodne czy lecząc i doglądając przez czas powrotu do zdrowia. Ale te psy nie mogą z nim iść, muszą czekać na swojego człowieka. Więc kładą się i czekają spokojne i szczęśliwe, bo w przedsionku nieba czas nie istnieje i to wcale nie jest długie czy przykre czekanie. Pies o nic już nie pytał, wstyd było mu się przyznać, że on nigdy nie miał swojego człowieka i nie ma go kto przeprowadzić przez most. I tak dni mijały, różne psy przechodziły do nieba ze swoimi ludźmi, a on cały czas pozostawał w przedsionku. Aż pewnego dnia wszystko było jakoś inaczej. Od samego rana widać było, że coś ma się dziś wydarzyć, wśród psów panowało poruszenie, radość, nawet te najstarsze i zazwyczaj obojętne teraz były odmienione. I w końcu tak jak już nie raz przyszedł człowiek, ale ten człowiek podchodził do każdego psa, zagadywał, brał na ręce. Dotykał każdego psa i wszystkie psy zrobiły się znów młode i żwawe. Nawet on – do końca niczyj i bez domu czy człowieka. Potem człowiek zaczął iść w stronę tęczowego mostu i ku zdumieniu niczyjego psa zabrał ze sobą wszystkie, nawet na niego zawołał i poczekał. Razem z tym człowiekiem wszystkie psy przeszły na drugą stroną mostu. A kiedy niczyj pies zapytał towarzysza, dlaczego tak się dzieje i kim jest ten nieznajomy, on odpowiedział, że ten człowiek na Ziemi był wolontariuszem. Pomagał wszystkim bezdomnym psom, nie wybierał i na miarę swoich możliwości próbował jak najwięcej z nich uratować. Ale wszystkich uratować nie sposób. Kiedy umiera wolontariusz, Bóg pozwala mu spełnić ostatni dobry uczynek dla niczyich psów i człowiek ten może przeprowadzić przez most psy i koty, którymi nigdy nikt się nie opiekował, bo taki człowiek za nic nie mógłby wejść do nieba, pozostawiając je w jego przedsionku. Nie umiałby być w tym niebie szczęśliwy. Dla mnie to jest wielki żal i smutek gdy odchodzą psiaki staruszki zapomniane niczyje. Rudzik i Bercik odeszły od nas kochane w ciepłym kącie i nie samotne i to jest pocieszające. Długo szukałam tego wiersza bo on kiedyś ukazał się na jakimś wątku Dogo. Skopiowałam go bo jest piękny i w całości pasuje do naszych du dziadków. Ale one na końcu na pewno przeszły przez tęczowy most i tam są razem. Bardzo w to wierzę. Będę odwiedzać ten wątek bo o takiej psiej przyjaźni nie można zapomnieć ani o ludziach co na koniec zapewnili im wszystko aby godnie i spokojnie odeszły za TĘCZOWY MOST. [/FONT] Quote
Nadziejka Posted February 23, 2014 Posted February 23, 2014 kochane dwa janioleczki ....:bigcry: Quote
zerojeden Posted February 23, 2014 Posted February 23, 2014 A jak nie ma nic takiego jak psie niebo...jak nic tam dobrego nikogo nie czeka... piękna opowieść tylko że ja jestem na swoje nieszczęście realistą do bólu i nie wierzę w coś czego nie mogę sprawdzić dlatego tak mi zawsze ciężko się pogodzić z tym ze nie dało się zrobić więcej, lepiej... Quote
Jolanta08 Posted February 24, 2014 Posted February 24, 2014 Hałabajówka napisał(a):A jak nie ma nic takiego jak psie niebo...jak nic tam dobrego nikogo nie czeka... piękna opowieść tylko że ja jestem na swoje nieszczęście realistą do bólu i nie wierzę w coś czego nie mogę sprawdzić dlatego tak mi zawsze ciężko się pogodzić z tym ze nie dało się zrobić więcej, lepiej... Ludzie,którzy przeżyli śmierć kliniczną opowiadają,że po drugiej stronie spotkali swoje ukochane zwierzątka Wklejam Ci link ku pokrzepieniu (kliknij w polską flagę) http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&frm=1&source=web&cd=1&cad=rja&ved=0CCcQFjAA&url=http%3A%2F%2Fwww.animalpastor.eu%2F&ei=KO8KU7_MOcWVswbUq4G4CQ&usg=AFQjCNEvYKZHsgZqImKid_wTv9V3qqXfEw Fragment z Księgi Zmarłych z tej strony [FONT=Tahoma]"Ic[/FONT][FONT=Tahoma]h imiona zapisał kiedyś na swoich Boskich Dloniach. [/FONT][FONT=Tahoma]Powoływał je wówczas do życia, istoty ludzkie i zwierzęce.[/FONT] [FONT=Tahoma]Zapisał i już nigdy nie zapomni. [/FONT] [FONT=Tahoma]Nie pójdą w zapomnienie. Wrócą do niego, tak ludzkie jak i zwierzęce(...)"[/FONT] Quote
Gosia121 Posted February 24, 2014 Posted February 24, 2014 Nie można sobie zarzucać się nie zrobiło tyle ile się chciało. Nie można się obwiniać że zrobilo się za mało. Oba staruszki dostały to co najcenniejsze na sam koniec ich żywota czyli miłość ciepły kąt opiekę i swojego człowieka na te ostatnie chwile. A to jest dla nich najcenniejsze. Należy pocieszać się tym że nie odeszły same zapomniane gdzieś tam. Ja uważam że to było bardzo wiele dla nich obojga a opiekunka była przy nich do końca i robiło się co tylko było można zrobić w tym momencie. Quote
Norkowa Posted February 25, 2014 Posted February 25, 2014 Weszłam dopiero dziś. Strasznie mi przykro... jakoś nie potrafię dojść do siebie po przeczytaniu o śmierci Rudzinka. Wierzyłam mocno w to, że jakiś cud nastąpi! Że się poprawi... Dziękuję Wam dziewczyny strasznie za to, że uczyniłyście ostatnie dni tych psinków bezpiecznymi, w pewnym sensie pięknymi pomimo cierpienia kroplówek itd... dałyście im po prostu nowe życie na tych kilka dłuuugich chwil! To co łączyło te psiaki więź i przywiązanie, było tak mocne, tak piękne... ludzie nie potrafią tak trwać przy sobie pomimo wszystko... Nie zapomnę nigdy o tych dziadeczkach Quote
Gosia121 Posted March 1, 2014 Posted March 1, 2014 Bardzo cicho się zrobiło na wątku po wieściach o odejściu dziadusiów. Ja o Was pamiętam i bardzo stale mi żal że się nie udało i postanowiłyście odejść od nas tam gdzieś daleko za TM. Quote
margoth137 Posted March 3, 2014 Posted March 3, 2014 i ja nie zapomnę tych niezwykłych dziadusiów:( Quote
asiuniab Posted March 4, 2014 Posted March 4, 2014 dziadunie, najukochańsze pieseczki, do zobaczenia:( Quote
Gosia121 Posted March 7, 2014 Posted March 7, 2014 Smutno na wątku dziadeczków. Cisza straszna aż w uszy i oczy kole. Dobranoc dziadusie Quote
zerojeden Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Cisza to już chyba jedyne co możemy dla nich zrobić... Jeszcze nie dostałam faktury za ostatnie leczenie, muszę się przypomiec bo trzeba zapłacić i rozliczyć do końca fundusze. Jutro się tym zajmę. Quote
mari23 Posted March 22, 2014 Posted March 22, 2014 margoth137 napisał(a):i ja nie zapomnę tych niezwykłych dziadusiów:( i ja.................... Quote
zerojeden Posted April 22, 2014 Posted April 22, 2014 (edited) Uzupełniam zaległe rozliczenie... zaległa faktura za leczenie. Bardzo dziękujemy za pomoc Zamieszczam wpłaty dla chłopaków które mamy na koncie Mdk8 - 20zł Aimez_moi - 20zł Atao - 20zł Wirginia - 20zł Arim - 20zl Skarpeta im.Tallcot - 240zł 20zł - Anna G. (brak nicka) 60zł - Bea100 30zł - Ewu 300zł - Norkowa bazarek 15zł - Gosia121 60zł - Od Pani która podała tylko nazwisko RAZEM 825zł Wydatki 304,9zł paragony apteka faktura 320zł Razem 624,9zł ZOSTAŁO 200,1zł Zgodnie z pozwoleniem 200,1zł zostało przekazane na utrzymanie Ignasia...bardzo dziękuję :Rose: Edited April 22, 2014 by Hałabajówka Quote
Gosia121 Posted April 24, 2014 Posted April 24, 2014 Ale fajny ten Igaś! na wątku cichutko a ja pamiętam o was dziadunie kochane. Quote
margoth137 Posted April 25, 2014 Posted April 25, 2014 jak można o was serduszka zapomnieć.....:((*) Quote
zerojeden Posted April 28, 2014 Posted April 28, 2014 W sercu zawsze zostają... BARDZO PILNE!!! Bardzo przepraszam że tak bezczelnie, ale jestem pod ścianą... muszę uzbierać do końca tygodnia 800zł na kojec i budę (mam trochę materiałów które zostały z budowy poprzedniego kojca) taki pi razy oko policzyłam na szybko i tyle potrzeba żeby uratować psa przed igłą. Samo postawienie kojca to dwa dni, dzwoniłam do tartaku blisko mnie, mają na stanie nierówne deski jako drugi gatunek o wiele tańsze, można zabierać od ręki... Jeżeli do końca tygodnia nie zostanie zabrany to zostanie uśpiony, ponieważ zagryzł psa... a do człowieka jest cudowny, młody ok 3 letni pies. Musi być sam w kojcu, a ostatnie wolne miejsce w jedynce zajął stary Lamus. Bardzo wszystkich proszę choćby o najmniejsze wpłaty ten pies ma przed sobą jeszcze całe życie... Fundacja dla zwierząt Hałabajówka Strzelec 8 78-200 Białogard 03 1020 2791 0000 7902 0200 4703 koniecznie z dopiskiem - kojec Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.