Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

DZIEŃ 2


Zaczął się pobudką o świcie, gdy białas zarządził wyjście, bo przecież tam tyle zapachów i atrakcji czeka :evil_lol:. Rozczarował się chłopak, gdy okazało się, że spacer taki ino mig był - siii i kooo i do domku, bo państwo spać chcą dalej. Ale długo nie pospaliśmy, gdyż obudzili nas inni hotelowi goście, co wcześniej niż my wstali i zaczęli się krzątać po kąciku kuchennym, który był niedaleko naszego pokoju. Wstaliśmy zatem i my, zjedliśmy przyniesione punktualnie śniadanko, spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy w las!
Białas szedł dzielnie, dziarsko i parł do przodu jak koń pociągowy. Po jakiejś godzince zmęczył się nieco, więc zapadła decyzja, ażeby postój, czy raczej posiedzenie, zrobić :).
Bazylątko stanęło na środku ścieżki z miną....



.... czyli "No gdzie ja mam się położyć? I w ogóle tak gorąco jest i strasznie....Może pan pomoże?"



Ale pan nie pomógł, zajęty rozkładaniem kocyka, wyciąganiem zimnego piwka :eviltong: i wody z miodzikiem dla białaska. Czworonóg musiał zatem radzić sobie sam.



Rozgrzebał nieco piasek, żeby chłodniej było i zaległ :).



Posted



Jak odpoczął to na powrót zaczął wyrażać zainteresowanie leśnymi dźwiękami, zapachami i sporadycznie przechodzącymi/przejeżdżającymi/przebiegającymi ludźmi.





A także leśnymi żyjątkami, które chciały się koniecznie z białasem zaznajomić, włażąc nań bez pytania ;), czyli.... "coś mi się do tyłka przykleiło" :evil_lol:.



I tu zrobię mała dygresję pod tytułem: "Ludzie w Łodzi to zupełnie inny gatunek niż w Katowicach/na Śląsku" (nie obrażając tych normalnych mieszkańców Śląska).
Prze cały nasz pobyt nie mieliśmy ANI JEDNEJ scysji, dyskusji, nerwówki, ani nawet wymiany zdań z innymi właścicielami psów. Że proszę odwołać/zapiąć/zabrać psa. Że proszę nie podchodzić. Że czyj to jest pies, że gdzie jest właściciel itd. A psów troszkę tam było (zwłaszcza w sobotę i niedzielę, gdy Łodzianie ściągnęli nad wodę). Prawie wszystkie psy pozapinane, niektóre nawet w kagańcach. Te luźno puszczone odwoływalne albo totalnie niegroźne. Ludzie mili, grzeczni, kulturalni. Do tego stopnia, że gdy zrobiliśmy opisywany powyżej postój i młoda dziewczyna biegaczka zbliżała się do nas to poprosiła, żebyśmy Bazyla wzięli bliżej siebie (choć spokojnie by go ominęła), a gdy to uczyniliśmy to podziękowała i przeprosiła za to, że nam kłopot zrobiła :crazyeye:. Naprawdę ciężko to opisać, ale tam ludzie są inni. Jakby spokojniejsi, bardziej kulturalni, bardziej życzliwi. Pamiętam jaki przeżyłam szok (TZ zresztą też), gdy przeprowadziliśmy się z Łodzi do Katowic i na dzień dobry w pierwszym sklepie był foch (bo za dużo pytań o produkty zadawaliśmy). W drugim pani nas prawie objechała, że śmiemy coś kupować, a w trzecim sprzedawczyni wszystko z łaską podawała. W Łodzi owszem, takie sytuacje się zdarzają. Ale właśnie zdarzają. A tutaj to jest zbyt częsta częstość. Nie wiem z czego to wynika (nawet to analizowaliśmy, leżąc nad wodą :evil_lol:), ale pewnie z głębokich uwarunkowań społeczno-gospodarczo-jakościowożyciowych.



Kiedy wszyscy odpowiednio odpoczęli i sił do dalszego wycieczkowania nabrali to zaczęliśmy się zbierać. Białas oczywiście był pierwszy, z pytaniem na pysku wymalowanym: "Idziecie?!".

Posted

Szliśmy i szliśmy przed siebie, aż - zmierzając powoli do celu - dotarliśmy do stawiku, nad którym postanowiliśmy zrobić kolejny chwilowy odpoczynek.
Białas udał się do wodopoju i zamoczyć delikatnie kopytka (ale nie za głęboko!).



A my spoczęliśmy na ławce, na której ktoś, pewnie pobudzony do refleksji znajdującymi się w nieoddali budowlami, wyrył jakże filozoficzne pytanie:



Po, już tym razem krótkim, odpoczynku udaliśmy się zwiedzać.





Posted





TZ na ścianie jednej z kapliczek zauważył coś, co mogliby sobie namalować/wydrukować na koszulkach/transparentach/czapeczkach/plecakach/czołach wszyscy nawiedzeni obrońcy krzyża spod Pałacu Prezydenckiego :evil_lol:.....



.... czyli ręce broniące krzyża, krzyż chroniące.

A potem ja i białas mieliśmy małą sesyjkę zdjęciową :) :loveu:.



Że tak niby go dominuję, że tak niby on mnie słucha. Buahahahaha....

Posted



Kolejnym etapem naszej wędrówki miało być zwiedzanie franciszkańskiego zespołu klasztornego i (a może zwłaszcza - ze względu na piękne stare kamienne rzeźby) cmentarza obok położonego. Ale było na tyle gorąco (czego, dopóki byliśmy w lesie, nie czuliśmy), że zadecydowaliśmy, iż nie będziemy męczyć białasa ciąganiem go po słońcu. Poszliśmy zatem do pompy z wodą źródlaną, gdzie każdy z nas zaspokoił pragnienie, uwieczniłam na zdjęciu cud zmartwychwstania :evil_lol:



zrobiliśmy małe zakupy i wróciliśmy do lasu, gdzie w połowie drogi powrotnej zrobiliśmy sobie kolejny, tym razem dość długi, odpoczynek połączony z konsumpcją pachnącej kiełbasy jałowcowej :).
Białas oczywiście wysępił co nieco ;).



Pokontemplował okolicę.



I zaległ :).

Posted

My też zalegliśmy.
To znaczy kto zaległ ten zaległ. Ja nie chciałam, żeby nie zebrać z koca wszystkich białych kłaków na ubranie :evil_lol:. TZ nie był mięczakiem i położył się wygodnie.
Każde, z wybranej przez siebie pozycji, zachwycało się ciszą i widokiem :loveu:.









I było tak fajnie, odprężająco, że w końcu chłopakom się na chwilkę przysnęło ;).

Posted

Ale ponieważ jestem wredna i kracząca czarna wrona (kra kra będziemy wracać po ciemku kra kra) to nie dałam im zbytnio pospać :evil_lol:. Zebraliśmy manatki, białas na pożegnanie podlał drzewko, przy którym odpoczywaliśmy...



... i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Kiedy dotarliśmy do pokoju, daliśmy Bazylowi godzinkę na regenerację sił, drzemkę i dojście do wniosku, że koniecznie trzeba znowu wyjść :evil_lol:. No a skoro trzeba to trzeba, więc poszliśmy do wspomnianego już tutaj barku na popas i popij ;). Bazyl czuł się tam jak u siebie. Kładł się i grzecznie leżał. I o dziwo (cud! cud!) prawie w ogóle nie sępił. Owszem zdarzyło mu się parę razy, ale przez większość czasu spokojnie leżał.



W ogóle doszliśmy do wniosku, patrząc na niego tam, że to nie ten sam pies. Był pełen sił, pełen energii, ale pozytywnej, nie tej histeryzującej (jeśli wiecie o co mi chodzi), choć i ta się zdarzała, gdy pan albo pani znikał/a. Wesoły, radosny, uśmiechnięty całym pycholem pies! Czyżbyśmy to my i nasz przyziemny tryb życia czynili z niego, tutaj w Katowicach, śpiącego wiecznie dziadorka? :shake: :-(

Posted

maciaszek napisał(a):
Relacja z dnia trzeciego jutro.


Juz sie nie moge doczekac dalszej realcji bo czytajac dzien drugi poczułam ze czegos mi ostatnio w zyciu brakowało ;) :hmmmm:i teraz juz wiem ze to sa jednak niektore galerie i watki z dogo :lol:

Posted

ewatr napisał(a):
Juz sie nie moge doczekac dalszej realcji
Cierpliwości, cierpliwości. Postaram się jutro zdać relację z dnia trzeciego, ale nie wiem czy mi się uda, bo jadę (po 2 tygodniach przerwy) do schroniska i mogę mieć troszkę roboty (poza pracą "zwyczajną") z obrabianiem i wrzucaniem fotek na schroniskowe stronki.

agaga21 napisał(a):
witam, w końcu was znalazłam :)
Witamy :). I zapraszamy do częstego zaglądania!

Posted

furciaczek napisał(a):
Maciaszku...zdecydowanie czesciej musicie wyjezdzac, Twoje opowiesci sa fascynujace i oderwac sie nie mozna....czuje niedosyt!!
No weź.... bo się spłonię :oops: :oops: :oops:.
:evil_lol:

Posted

furciaczek napisał(a):
Aaa tak sobie pomyslalam...jak ja bede jechac na wakacje to jedziesz z nami zeby potem napisac mi relacje z wypadu:evil_lol:
Bo ja to sie ograniczam do...no fajnie bylo i tyle:oops:
:roflt::roflt::roflt:
Może zatrudnię się jako wyjazdowy skryba?
:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:

agaga21 napisał(a):
ooo, to ja tez czekam na jutrzejsze foto-relacje :)
Niestety, będzie pojutrzejsza. Teraz już nie dam rady. Padam na pysk, a jeszcze na dodatek dogo muli i otwiera się po 10 minut :angryy:.

Evelynkaa napisał(a):
Ooo widzę że Bazylątko odżyło na urlopie :D
Chyba emocje zrobiły swoje. Teraz, gdy nie dzieje się nic ciekawego, znów skapcaniał :shake:.
Ale myślę, że powietrze też robi swoje. W łodzkim jest inny, przyjaźniejszy dla sercowców klimat. Moja, chora na serce, mama zawsze w Łodzi czuła się lepiej. Coś w tym jest i podejrzewam, że to jednak była główna przyczyna lepszego samopoczucia białasa.

rufusowa napisał(a):
Kasiu... Ty to potrafisz fajnie opowiedzieć historyjkę :loveu:
O, Ty też niebawem będziesz tworzyć rozbudowane historie ;)!

Posted

DZIEŃ 3


Zaczął się od pobudki po ósmej, bo przecież koniecznie trzeba wyjść i sprawdzić (dosłownie i w przenośni) co w trawie piszczy ;).



Po krótkim spacerze krótkie lenistwo, śniadanie, lenistwo i spacer do lasu.





Było dość ciepło i powietrze nieco "ciężkie" było, więc szliśmy powoli. Do czasu...
Czasu, w którym białas wyczuł sarenkę, przez nas wcześniej już, na końcu ścieżki, zauważoną. A jak jest sarenka, jest zabawa :evil_lol:.





I wpatrywanie się intensywne w głąb lasu, no bo może przecież jeszcze wyjdzie, jeszcze się pokaże, jeszcze będzie można spróbować ją pogonić ;).

Posted

Kiedy już sarenkowe emocje opadły poszliśmy dalej.



Znaleźliśmy fajne miejsce w zagajniczku, obok grzybków.



TZ przywiązał dzikiego argentyńskiego zwierza, żeby nie pognał w las gdy zobaczy dzikiego polskiego zwierza i rozłożył kocyk, a potem siebie :evil_lol:. Białas prowadził obserwacje. Pani robiła zdjęcia, czyli wszystko jak być powinno :lol:.



W końcu zaległ i Bazyl.



Ale wciąż czujny, zwarty i gotowy.

Posted

Wpatrywał się w las.



Czasem coś zwietrzył.



Czasem po prostu się relaksował.



A generalnie to był najzwyczajniej w świecie szczęśliwy :loveu:.



Kiedy doszliśmy do wniosku, że się nawypoczywaliśmy (a tak naprawdę TZ zlitował się na moim pogryzionym przez komary i zabąblowanym - gdyż mam na te bestie uczulenie - ciałem), ruszyliśmy dalej.

Posted

I tak sobie szliśmy i szliśmy, i szliśmy i szliśmy...
Pięknie.
Zielono.
Cicho.
Spokojnie.
Bezludnie.
Po prostu wspaniale.
Żyć nie umierać.
Zostać tam na zawsze.

Zostaliśmy. Na chwilę. Bo białas tego dnia czuł się gorzej (pogoda przedburzowa, duszno, parno) i nie dał rady. Musieliśmy zrobić dłuższy odpoczynek, żeby doszedł do siebie, żeby odpoczęło jego serduszko.
Rozsiedliśmy się wygodnie. Bazyliszek rozłożył się na środku ścieżki, na zimnej piachoziemi. I ział, ział, ział...





Po dłuższej chwili ziajanie osłabło, białas mógł położyć pychol na ziemi.



Aż w końcu padł kompletnie.



Rodził się co prawda, co jakiś czas, w jego główce pomysł, ażeby się poderwać.

Posted

Ale chóralne "leż, leż!" powodowało ponowne obalenie się ;).



W końcu zasnął borok na chwilkę. Króciutką, bo leśne dźwięki spać mu nie dawały. A poza tym jak tu zasnąć, gdy istnieje zagrożenie, że państwo wykorzystają chwilę nieuwagi i uciekną cichaczem :evil_lol:.
Poleżał jeszcze z 15 minut i gdy już zupełnie się zregenerował to ruszyliśmy do domu.
A tam...
Tam nastąpił dramat przeokropny...














....którego nie opiszę teraz, gdyż muszę wyjść z Bazylątkiem na spacer i śmigać do pracy. Dalszy ciąg zatem po południu lub wieczorem :eviltong:.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...