Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

rufusowa napisał(a):
Co do rozstań, to są trudne ale chyba najtrudniejsze dla nas, prawda?
W większości przypadków tak, ale nie zawsze, czego najlepszy przykład miałam dziś :shake:.

Wstaliśmy wszyscy o tej samej porze. I mniej więcej o tej samej mieliśmy wyjść. Ale już nie wszyscy - białas miał zostać. Ale wcześniej ja wyszłam z nim na spacer. W międzyczasie TZ chciał się "wymknąć" do samochodu. Tak niefortunnie się zdarzyło, że się spotkaliśmy (choć TZ starał się jeszcze, rzutem na taśmę, ukryć, ale białas go wypatrzył). No to pogadaliśmy chwilkę i TZ odwrócił się by iść na parking. Na nic tłumaczenia temu dogu, że pan wróci. Na nic próba pójścia w drugą stronę. Najpierw się zaparł, a potem jak nie ruszył.... Mimo praktycznie poziomej pozycji-przeciwwagi nie byłam go w stanie utrzymać :evil_lol:. Skończyło się na tym, że TZ odprowadził mnie do bloku. Przed wejściem się rozstaliśmy. Nawet jakoś bez problemu. Bazyl poszedł ze mną. Oglądnął się z 2 razy, ale sprawiał wrażenie, że jakoś już przełknął tą przykrość-porzucenie. W domu jednak wyraźnie zaczął czekać na powrót TZta. Nasypałam mu żarło i tu zdarzyła się rzecz, która świadczy chyba najlepiej o dramacie białasa. W ogóle nie podszedł do miski! Przypomnę tylko, że zawsze się nań rzuca i jedzenie wchłania w tempie ekspresowym ;). Po moim namowach raczył zaglądnąć co też tam jest, skubnął kilka kulek (tylko dlatego, że cały czas go dotykałam i wiedział, ze jestem obok) i wyszedł :crazyeye:. No to wzięłam miskę do ręki (wiem, wiem... rozpuszczam go :evil_lol:), poszłam do pokoju, siadłam i nakarmiłam bydlę z ręki. Gdzieś tam po drodze skurczył mi się czas. A kurczyć się nie powinien, bo miałam być punktualnie w pracy... Białas zjadł po czym udał się pod drzwi, zawodząc. Ja poszłam do kuchni, udając, że nic się nie dzieje. Odstawiłam miskę, napełniłam kong, ubrałam się spokojnie (przy akompaniamencie stęków białasa), wręczyłam kong. A raczej wręczyć chciałam, bo Bazyl spojrzał na mnie z miną wyrażającą: "co ty mi tu dajesz? Ja cierpię!". No to odłożyłam kong na ziemię, myśląc że zajmie się nim jak wyjdę. Jak wyjdę. Jak wyjdę, hahahaha... Wychodzenie trwało 5 minut i wzbogacone było o 3 przedarcia się białasa przez maleńką szparę w drzwiach, wciskanie jego wystającego łba do mieszkania i galopki po korytarzu, bo przecież on nie ma zamiaru wrócić do środka, a poza tym to taka fajna zabawa :mad:. Fajna może i tak, ale nie wtedy gdy ma się spory niedoczas... W końcu udało mi się jakoś tego doga porzucić i wtedy się zaczęło piekło. Wrzask do kwadratu, skakanie i drapanie po drzwiach, wrzask mobilny (czyli pies biegał po domu), skakanie na drzwi, wrzask przy samiusieńkich drzwiach (ałaaaa, biedne uszy sąsiadów). Musiałam wsiąść do windy, no musiałam. Tłumaczeń, że psa się nie dało zostawić nikt by u mnie w pracy nie zrozumiał :eviltong:. Wsiadłam. Podróż, która normalnie trwa ok. 2 minut trwała dwa razy dłużej, bo co kilka pięter stawałam, żeby posłuchać. A było czego :evil_lol:. Nawet się zastanawiałam po drodze czy nie wrócić i nie wziąć go ze sobą do roboty, ale po pracy miałam wizytę u lekarza, a tam z psem raczej bym nie poszła... ;). Dotoczyłam się do parteru, drzwi windy się otwarły i.......... usłyszałam wrzask z 13 piętra. :mdleje:
Nie wiem jak długo się darł. Pytałam potem sąsiadki, która mieszka piętro niżej i powiedziała, że nie tak długo, ale jakoś tak bez przekonania :evil_lol:. I że potem (po czym? po jakim czasie?) już tylko popłakiwał i jęczał.

W pracy siedziałam jak na szpilkach, bo oczywiście sobie wymyśliłam, że taki dramat to straszne emocje dla Bazyla i jego serca i że coś mu się stanie :roll:. Potem bałam się do domu wrócić... Czy ja jestem normalna? :shake:

Kiedy wróciłam zastałam ciszę. Włożyłam klucz do pierwszego zamka. Cisza. Normalnie już wtedy Bazyl zaczyna być aktywny. Przekręciłam dwa razy. Cisza. No to już miałam zawał :cool3:. Drugi zamek. Cisza. Dopiero jak kończyłam otwierać drzwi usłyszałam, że dziad się rusza po drugiej stronie.
W domu spokój i nic nie zniszczone (bo taką opcję też brałam pod uwagę). Legowisko białasa wygrzane :evil_lol:. Cała woda wypita (a zostawiłam jej naprawdę sporo).
Podejrzewam, że tak się zmęczył tymi wrzaskami, że opił się jak smok i poszedł spać :evil_lol:.

A dramat rzeczywiście musiał mieć wielki, bo KONG LEŻAŁ NIETKNIĘTY!

Jak wróciłam to posiedziałam z nim chwilę, wzięłam go na spacer (który sam skrócił i olał Spodek - najwyraźniej był wykończony, ale nie na tyle, żeby się ciągle nie rozglądać i szukać TZta) i znowu musiałam zostawić. Oczywiście robiłam to z duszą na ramieniu (po porannych atrakcjach), ale widocznie tym razem wszystko było tak, jak powinno, bo wziął konga i poszedł konsumować :).


Posted

Nie jesteś nienormalna Maciaszku, ja jak Reksio był mały i miał problemy ze zostawaniem w domu, poszłam do szefa i poprosiłam o zmianę etatu na 1/2...
Zapytał dlaczego, powiedziałam, że z powodu psa...
Jego miny nie opiszę tu słowami..bo się nie da ;-)

Posted

Czyli mina szefa.... bezcenna ;).



Miałam dziś NIEprzyjemność, po raz pierwszy w życiu, zawieźć psa do schroniska . Jakiś dupek przywiązał go do słupa przy targowisku i zostawił. Podobno pies siedział tak 3 godziny, w pełnym słońcu i tylko szczekał czasami. Jakieś babki go odwiązały i chciały po schron dzwonić, kiedy napatoczyłam się ja. Wyręczyłam je, wzięłam psa ze sobą, bo akurat do schroniska jechałam...

Taki fajny psiak - do wszystkich łagodny (tzn. dorosłych i dzieci), przylepny, dał sobie zaglądnąć w zęby, w uszy, obmacać się. W autobusie usiadł przy mnie i od czasu do czasu patrzył mi w oczy (). Wyraźną przyjemność sprawiało mu głaskanie.
Jest posłuszny, reaguje na wołanie (był na flexi, zepsutej, więc zdarzyło się, pod schronem, że wypuścił się nieco do przodu). Widać, że sporo jeździł autobusami, bo czuje się w nich jak u siebie, a na nadjeżdżające busy reaguje z entuzjazmem i zainteresowanie. Grzeczny, fajowy pies, a ja mu takie kuku zrobiłam... Może jakbym z nim pojechała dalej to zawiózłby mnie do swojego domu? Choć co to za dom, który tak psa przywiązuje...
Za karę chyba (że takie ze mnie zło wcielone, które psa do schronu oddaje...) dostał numer 666/10. Jakaś złośliwość losu normalnie. To po prostu był pierwszy wolny numer w ewidencji.
Dobrze, że miałam w schronie co robić, bo zamiast ryczeć zajęłam się pracą.
Teraz mam tylko nadzieję, że biedak nie podłapie kaszlu kenelowego na kwarantannie . A może ktoś się po niego zgłosi? Marne szanse...

Oto on: http://www.katowice.schronisko.net/k...-id-51863.html

Posted

Kasiu piesek fajoski i mam wielką nadzieję, że trafi na odpowiedzialna osobę

a co do przeżyć z Bazylem współczuję.... i doskonale wiem jak to jest :evil_lol:
Matko droga ja myślałam, że tylko my musimy tak kombinować :oops:

Kasiu może przyda się Wam nasza metoda :)
my wychodząc, mówimy Rufusowi (w zależności od sytuacji), takie krótkie zdania:
- idę do pracy, zostań,
- idę do sklepu, zostajesz
- niedługo wrócę
- zaraz wrócę
i tym podobne :D
zazwyczaj bardzo dobrze kojarzy o co chodzi ale skubany później nas rozlicza jeśli powiedzielismy, że niedługo wrócimy a wrócilismy później niż zwykle trwa "niedługo" ;)
Od kiedy mieszkamy w innym miejscu dostaje przed naszym wyjściem miskę z jedzeniem albo żwacze i to mu zazwyczaj wystarcza :p
aaa i zauważyłam, że lepiej jest wcześniej go nastawić na to, że się wychodzi a on zostaje...

echhh co za przeżycia mamy z tymi psami :evil_lol:

Posted

rufusowa napisał(a):
Kasiu może przyda się Wam nasza metoda :)
my wychodząc, mówimy Rufusowi (w zależności od sytuacji), takie krótkie zdania:
- idę do pracy, zostań,
- idę do sklepu, zostajesz
- niedługo wrócę
- zaraz wrócę
i tym podobne :D
My też stosujemy tą technikę. Praktycznie zawsze działa. Tym bardziej, że białas ma w głębokim poważaniu nasze gadanie zajęty już śmierdzielem jakiego dostał :evil_lol:. Czasem tylko zerknie znad niego. Ale najczęściej idzie z żarłem do pokoju i nie tragizuje.
Myślę, że to była wyjątkowa sytuacja - zamieszanie, pojawienie się i zniknięcie TZta, itd.

rufusowa napisał(a):
Od kiedy mieszkamy w innym miejscu dostaje przed naszym wyjściem miskę z jedzeniem albo żwacze i to mu zazwyczaj wystarcza :p
Metodę z miską stosowaliśmy jak Bazyl był mały i do dziś tego żałujemy :shake:. Jej efektem jest to, że od tamtego czasu białas je niespokojnie, z przerwami, w trakcie których wychodzi z kuchni i sprawdza czy jesteśmy :roll:. Tak sobie to zapamiętał i pamięta nadal, mimo iż od ładnych 7 lat tego nie robimy...

Posted

Przyszłam pozrzędzić i pomarudzić. Jakiś głupi mam dziś dzień.
Fatalnie spałam, budziłam się chyba co 5 minut. Za późno wstałam, na wszystko brakowało mi czasu.
Śniadanie zjadłam przed 14.00 dopiero.
Wszystko mi z rąk leci. Nawet żarówki nie umiem z pudełka wyciągnąć. Efekt? Roztrzaskana.
Przypaliłam kurki, o których marzyłam od 2 dni. A wyszłam z kuchni tylko na minutę...
Jestem zirytowana.
Chrzani się strona schroniska (ta na schronisko.net). Codziennie dzieje się coś nowego. Już poznikały mi artykuły, które napisałam i tam wrzuciłam, niektóre funkcje nie działają, a dziś doszło mulenie - każda strona otwiera się (w panelu administracyjnym) po 10 minut albo nie otwiera się w ogóle. A admin milczy i ma wszystkich gdzieś.
Do pracy wyszłam spóźniona. Efekt? Galop w 35 stopniowym upale...
Na dodatek zapomniałam okularów przeciwsłonecznych, a nie miałam czasu się wracać. Całą drogę szukałam cienia, a w słońcu przeżywałam męczarnie :shake:.
Poza tym coś mnie kłuło w podeszwie stopy, ale nie miałam czasu się zatrzymać i sprawdzić. Później okazało się, że to szło z rozbitej żarówki. Musiałam robić "operację" na stopie... :shake:
Teraz spać mi się chce i marzę o spokoju...

Edit: w pracy znów zepsuła się klima. Zaduch, zaduch, zaduch...

Ech...


A żeby nie było, że tak tylko o sobie...



Posted

Ja urlopuję od dziś. TZ niestety teraz nie może :(.
Myślałam, żeby może gdzieś wyjechać, ale w ten upał to normalnie nic się nie chce. Ale rozejrzę się, może jak wpadnie mi w oko coś fajnego to się zmobilizuję?
Na razie się lenimy. Ja obecnie przy wiatraku, nawilżaczu i kompie, a białas tak:

Posted

ojoj Kasiu mam nadzieję, ze takie dni jak ostatnio nie będą się powtarzały a Ty wypoczniesz... no i zaciskam kciuki cobyście razem z TZ-tem i Bazylem wyjechali i odpoczeli w sprzyjających warunkach!

mój tygodniowy urlop w mieście minął i nawet nie poczułam, że był :shake:

Posted

[quote name='rufusowa'] no i zaciskam kciuki cobyście razem z TZ-tem i Bazylem wyjechali i odpoczeli w sprzyjających warunkach!Nie dziękuję, z przyczyn oczywistych, niezapeszających ;). Mam nadzieję, że w sierpniu się uda...

[quote name='rufusowa'] mój tygodniowy urlop w mieście minął i nawet nie poczułam, że był :shake:
Mój też chyba będzie miastowy. A konkretnie dwumiastowy: Katowice/Wrocław (gdzie jadę w następny weekend spotkać się z przyjaciółką). Ale bez remontu (choć chodzi mi po głowie malowanie pokoju i odświeżenie przedpokoju).
Na razie 2 dni się poleniłam do oporu. Dziś byłam z TZtem w pracy, a po niej pojechaliśmy się wykąpać. Super! Fajna cieplutka woda, mogłabym z niej nie wyłazić...

[quote name='Jasza']A my jedziemy w niedzielę.:loveu::loveu::loveu:Pewnie jeszcze Ci to powiem, ale nie zaszkodzi kilka razy ;). Wypoczywajcie dobrze!



Bazyl jest już chyba wykończony tymi upałami :shake:.
Minionej nocy nie mógł już spać. Kilka razy wstał i zanim zdecydował co robi dalej to stał i ciężko dyszał. Włączyłam mu wiatrak, ale potem zasnęłam, a on się przemieścił...
Dzisiaj wieczorem zaliczył coś na kształt wstrząsu? Nie wiem jak to określić, ale było podobne (choć w tym wypadku była to pewnie niewydolność krążenia i może małe przegrzanie?), choć na szczęście nie tak silne. Dyszenie, szybki oddech, blady jęzor, blade dziąsła. Mokre ściery poszły w ruch. Reanimacja wyglądała tak:



A tutaj zbliżenie, już lepiej czującego się białasa:



Gdybyście zastanawiali się kiedyś do czego można użyć (poza ścieraniem kurzu) rękawice-ścierki z mikrofibry, to już wiecie :evil_lol:. Zwróćcie uwagę na gustowne buciki na tylnych nogach Bazylastego. Sprawdziły się doskonale. Chyba dokupię jeszcze dwie (na wszelki, tfu tfu, wypadek), na pozostałe kopyta.

Posted

__Lara napisał(a):
maciaszku, a po co mu buciki ? :)
Bucki i ręczniki na łapach to na szybkie ochłodzenie. Ręcznik na karku też. Jeszcze w pachwiny mogłabym mu jakieś mokrości włożyć, ale już nie chciałam go dręczyć ;).

Dziś rano miał kolejny "atak". Dziąsła blade jak ściana... :shake:. Gorąco + emocje robią swoje. Na następny rok kupujemy klimatyzer. Przyda się wszystkim...

halbina napisał(a):
biedaczek, moja Inka też dyszy, na szczęście na razie tylko na spacerach, mimo że wychodzimy głównie nocą i o świcie...
Bazyl dyszy wszędzie :shake:. Na spacerze, w domu, poza domem, gdy wstanie, gdy się kładzie. Nie dyszy tylko jak śpi...

Posted

Biedny Bazyliszek nasz kochany :shake: w Tychach u nas całkiem nie lepiej Alex też dziennie moczone ma całe karczycho. A po 5 min spacerku dysze jak stara lokomotywa...ale pewnie bardziej odporny jeszcze niż Bazylek. Przesyłamy zimnego buziaka w biały pyszczek :p

Posted

Pogoda znacznie, znacznie lepsza. Białas odżył. W nocy wreszcie normalnie spał, na spacerze chodził zadowolony i nie dyszał, w domu też większy żywczyk :).






W piątek wyjeżdżam, na ponad 3 dni. A może nawet wcześniej wyjadę i w sumie nie będzie mnie w domu prawie 6 dni. Jak ja przeżyję bez tych moich chłopów? :(
Czy jestem nienormalna?

Posted

Kasiu to normalne, że będziesz tęsknić ale postaraj się cieszyć z wizyty u przyjaciółki :)

Cieszę się, że znasz triki i dzięki Tobie Bazyl może szybko dojść do siebie :) Na tle pomarańczu wygląda bombowo :)

trzymam kciuki za pogodę taką jak dziś.... wszyscy potrzebujemy odpoczynku od upałów

Posted

Po południu wyjeżdżam...
Z jednej strony się cieszę :multi:, z drugiej moje serce rozpacza :placz:.
Do tego martwią mnie upały, które znów nadciągają... Teraz, gdy mnie nie będzie, a TZ będzie w pracy to białas przez długi czas będzie w zaduchowatym domu sam :shake:.

Jestem nadopiekuńczą właścicielką z mocno rozwiniętym instynktem stadnym? ;)





Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...