an1a Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 A co z rodziną, która była nim zainteresowana? Quote
Pysia Posted March 21, 2013 Author Posted March 21, 2013 Rodzina nadal jest zainteresowana, ale chyba zaczynają być zmęczeni dziwną sytuacją. Tzn ma się odbyć wizyta p/a ale ja nie mam kontaktu do osoby która ją ma przeprowadzić. I jakoś każdy mój post na ten temat był jakby niewidzialny. Ta osoba dzwoniła do pana a ja prosiłam aby on poprosił o kontakt do mnie. No i kapa. Nic. A ja nie wydam psa nawet po wizycie, bo ją się robi pod charakter psa a nie pod dom. Bo to może być idealny domek, ale niekoniecznie dla tego psa. Dlatego najpierw muszę opowiedzieć o psie przed wizytą bo to chyba normalne. Przynajmniej przez te wszystkie lata takie było. Też robiłam wizyty p/a ale zawsze prosiłam osobę która psa znała o szczegółowe informacje o nim, o jego zachowaniu itd. No i czekam... Pan czeka... I przestał dzwonić nawet. Nie wiem co to za tajemnica straszna kontakt do osoby mającej zrobić wizytę, ale ja sie czuje bardzo dziwnie. W życiu nie spotkałam się z taką sytuacją. Nie chodzi o brak zaufania czy jakieś takie. Chodzi o to, że ta osoba psa nie zna.... A na wygląd to Berek jest aniołkiem. Quote
enia Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 Pysiu, a Ty sama nie możesz wizyty zrobić? po co Ci pośrednik? przecież Ty wiesz najlepiej (opiekując się maluchem ) jaki on jest i jaki dom mu potrzebny. Jak pośrednik sprawdzi dom, jeśli nie zna charakteru małego? tym bardziej, że to nie jest uległy, rozkoszny niekłopotliwy maluch... aż dziwne, że ci ludzie nadal czekają tyle czasu, gdzie w koło do wyboru do koloru szczeniąt... Quote
an1a Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 Też tak uważam, że warto dokończyć z nimi formalności. Z tego co kojarzę, to chyba poznali Berka osobiście. Quote
Pysia Posted March 21, 2013 Author Posted March 21, 2013 Dom jest w okolicach Myślenic. To daleko ode mnie. Ja pracuję i mam pod opieką niechodzącą mame i tate chorego na raka. Nie dam rady tam nawet pociągiem jechać. Znaleźć osobę do wizyty to nie problem. Problemem jest to, że nie chcę z ludzi wariatów robić. Ta osoba do nich już dzwoniła i się umawiała a ja teraz mam im powiedzieć że ktoś inny przyjedzie? Co ci ludzie sobie pomyślą? Co pomyśli ta osoba? Tak- aż dziw ze nadal czekają. I przez jakieś przedziwne tajemnice których za licho zrozumieć nie mogę Berek może stracić szanse na dom. Telefonów o niego jest ogrom, ale każdy dom jest nieodpowiedni. Berek jest trudnym psem i będzie mu ciężko znaleźć dom. A ja go wziełam bo nic o tym nie wiedziałam. A biorąc psa na tymczas zdaje sobie sprawę, ze w każdej chwili sytuacja zdrowotna mojego taty może być taka, że nie będę w stanie poswiecić psu ani chwili i będzie musiał odejsć z domu. Dlatego wybieram psy od lutego takie, które szybko znajdują domy. Chcę pomagać, ale ostatnio życie mojej rodziny zostało przewrócone do góry noigami i tylko tak mogę. Mam ogrom problemów i stres straszny. Umierajacy ukochany członek rodziny to chyba najstraszniejsza rzecz jaka może sie przytrafić. A tu jakieś dziwne problemy do tego z wizytą p/a i brakiem kontaktu. Jestem w nieustannym szoku bo nie wiem o co chodzi. Nie wiem kto, co, jak i dlaczego. Wiem, ze powstał problem tam, gdzie sprawa powinna być jasna i prosta. I nie ja ten problem stworzyłam. Nie są to słowa skargi, tylko zobrazowanie sytuacji. Zależy mi na psie i na tym, aby wszystko odbyło sie jak należy i było zapięte na ostatni guzik. Nie dla siebie- dla psa. Ma trafić do domu gdzie zostanie na zawsze. Ale aby odbyło sie to jak należy, to muszę opowiedzieć o Berku komuś, kto pójdzie na wizyte. Komu? Nie wiem.... Quote
Pysia Posted March 21, 2013 Author Posted March 21, 2013 an1a napisał(a):Też tak uważam, że warto dokończyć z nimi formalności. Z tego co kojarzę, to chyba poznali Berka osobiście. Wydaje mi się że warto. Ale powtarzam- mimo że poznali Berka to nie mam pewności, ze powtórzyli tesciowej to co im przekazałam. Tak naprawde to nie pozna sie ludzi po mkilku rozmowach tel. i godzinnej wizycie na żywo. Tym bardziej, ze Berek ma zamieszkać z teściową pana a nie z nimi. A jej nie poznałam ani z nią nie rozmawiałam. jestem w staie to zrozumieć, bo też adoptowałam psa dla swojej teściowej i ja wszystko załatwiałam i na siebie psa brałam. Więc nie mam sie czego czepiać w tym punkcie. Ja po prostu chcę przekazać informacje o Berku osobie, która będzie robiła wizytę aby wiedziała na co zwracać uwage. Nic wiecej. Wtedy po wizycie ta osoba będzie mi w stanie powiedzieć, czy to jest dom dla Berka. Dla niego a nie dla psa po prostu. O nic więcej mi nie chodzi. Quote
an1a Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 No to szukamy kogoś do wizyty. Domyślam się, że sprawa jest mocno pokręcona, ale myślę, że się nie zrażą, jeśli ktoś inny do nich zadzwoni. Quote
Pysia Posted March 21, 2013 Author Posted March 21, 2013 Jest tak pokręcona, że ja naprawde w szoku jestem. Jak z prostej sprawy może sie zrobić archiwum X :crazyeye: Proponowałam panu kogoś innego. Rzekł, ze ta pani dzwoniła do niego i są wstępnie umówieni i że nie chce kombinować. przecież mu nie będę tłumaczyć czegoś, czego sama nie rozumiem. I tak czuję się wystarczająco idiotycznie przed nimi. Powiedziałam mu tylko, że jak ta pani nie skontaktuje sie najpierw ze mną to ta wizyta będzie bez sensu. I poprosiłam aby przekazał jej choćby SMSem mój nr tel i proźbę, aby skontaktowała się ze mną. Echo... Chyba że pan spasował i nie wysłał tego o co go prosiłam. Starałam sie być miła i dyplomatyczna, ale sytuacja bardzo dziwna i inteligentny człowiek na bank to wyczuł. Dlatego nie wiem... Nie dzwoni :( Quote
an1a Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 Ok, to teraz zróbmy od drugiej strony, czyli niech najpierw ktoś się dowie czegoś o psie, a później skontaktuje się z ludźmi ;) Quote
malawaszka Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 Edyta a kto ma kontakt z osobą, która ma robić wizytę? kto załatwiał tą wizytę? nic ie rozumiem z tego Quote
an1a Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 Wizytę załatwiała elik, ktoś miał pojechać, ale nie pojechał. Czeski film. Quote
Pysia Posted March 21, 2013 Author Posted March 21, 2013 an1a napisał(a):Ok, to teraz zróbmy od drugiej strony, czyli niech najpierw ktoś się dowie czegoś o psie, a później skontaktuje się z ludźmi ;) Cały czas chcę aby to tak się odbyło. Tylko że... malawaszka napisał(a):Edyta a kto ma kontakt z osobą, która ma robić wizytę? kto załatwiał tą wizytę? nic ie rozumiem z tego Uwierz, że ja też nie rozumiem.... A dowiedziałam sie kto bo napisała: an1a napisał(a):Wizytę załatwiała elik, ktoś miał pojechać, ale nie pojechał. Czeski film. Czyli jakieś światełko w tunelu bo już coś pewnego wiem. Tylko nie wiem czy drążyć bo nie mam ochoty się denerwować i mam do tego prawo. Ktoś miał pojechać i ma pojechać. Tylko nie wiem kto. Nic nie wiem... Chore- prawda? Bo pies jest u mnie i odkąd się u mnie znalazł to odpowiedam za niego JA. I to ja miałabym go na sumieniu. A lubię moje sumienie w takim stanie jak jest. Zmykam do pracy. Quote
an1a Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 Rozmawiałam przed chwilą z Basią i ona już rozmawiała w sprawie wizyty przedadopcyjnej, więc już dojdzie do skutku jeśli Państwo są nadal chętni. Ja podtrzymuję ofertę przechwycenia Berka, jeśli będzie taka potrzeba. Quote
ewu Posted March 21, 2013 Posted March 21, 2013 (edited) Dziękuję Wam Dziewczyny. Ja już jestem wykończona tą sytuacją... Wstyd mi przed Pysią bo to ja prosiłam o pomoc i Pysia pomimo trudnej sytuacji przyjęła Berka. Prosiłam Pannę Marple żeby zrobiła wizytę ale nie wiem czy Osoba , która miała ją przeprowadzić tydzień temu skontaktowała się z Panem i co Mu powiedziała. Pysiu przepraszam Cię ,że znalazłaś się w takiej niezręcznej sytuacji... Jutro trzeba do Pan zadzwonić i Panna Marple się z nim umówi , jeśli nie zmienił zdania.... Edited March 21, 2013 by ewu Quote
Pysia Posted March 22, 2013 Author Posted March 22, 2013 an1a napisał(a): Ja podtrzymuję ofertę przechwycenia Berka, jeśli będzie taka potrzeba. Berek u mnie zostanie do momentu aż rzeczywiście grunt mi się zapali jakby domu nie znalazł. Od listopada jestem mistrzynią organizacji czasu bo sama robiłam wszystko na dwa domy oddalone od siebie, bez prawa jazdy, mieszkajac na wsi ( komunikacja do ...kitu!), pracując jeszcze w innej miejscowości. Zajmując się domem swoim i mieszkaniem rodziców. Jeżdżąc nieustannie z tatą po lekarzach. Tymczasujac psy i zapewniajac im najlepszą opiekę psychiczną jaka jestem w stanie dać. Jestem też mistrzynią w krótkim śnie. Ewu nie po to jechała taki kawał drogi, straciła kase i czas, aby teraz pies jeździł wte i nazad przez dziecinade jednej osoby. A jeżeli doszłoby do tego, że miałabym nóż na gardle to uważam, że osoba która namieszała powinna wypić piwo które nawarzyła i osobiście Berka dowieźć gdzie trzeba. Ewu nie pozwolę na to! W sobotę państwo u mnie byli. Powiedziałam im jaki Berek jest i jakie probley mogą wyniknąć w wychowaniu. Kazałam im sie naradzić z teściową i dać mi znać. Już w niedziele rano wiedziałam, że podejmują wyzwanie. Gdybym wtedy miała tel. to zadzwoniłabym, i nawet jeżeli osoba nie miałaby czasu ( no bo przecież każdy swoje życie ma) to przynajmniej dwie osoby mogłyby tą wizytę w ten dzień przeprowadzic Jakby wypadła ok, to Berek od niedzieli miałby już dom! Gdyby wizyta wypadła niepomyślnie, to codziennie mam minimum 15 tel i wiele maili o Berka. Wszystkich wysyłam do niedzieli najbliższej. Ale kto będzie czekał na psa jak tyle jest do adopcji? Raczej bardzo wątpliwe aby ktoś z tych odsyłanych zadzwonił jeszcze raz. Reasumując: przez jakąś niezrozumiałą dziecinade ewu została postawiona w niezrecznewj sytuacji przede mną ( a dusza z niej cudna i na pewno poświecajac sie Berkowi na to nie zasłużyła!!), a ja stałam się idiotką przed ludźmi bo byli w szoku że ja nie mam tel do pani i że sami muszą go szukać.... A między tym wszystkim biedny Berek, który na pewno nie zasłużył na traktowanie przedmiotowe! ewu napisał(a):Dziękuję Wam Dziewczyny. Ja już jestem wykończona tą sytuacją... Wstyd mi przed Pysią bo to ja prosiłam o pomoc i Pysia pomimo trudnej sytuacji przyjęła Berka. Prosiłam Pannę Marple żeby zrobiła wizytę ale nie wiem czy Osoba , która miała ją przeprowadzić tydzień temu skontaktowała się z Panem i co Mu powiedziała. Pysiu przepraszam Cię ,że znalazłaś się w takiej niezręcznej sytuacji... Jutro trzeba do Pan zadzwonić i Panna Marple się z nim umówi , jeśli nie zmienił zdania.... Nie powinnaś być wykończona. Nie zrobiłaś nic złego- a wręcz przeciwnie. Nie mam najmniejszych do Ciebie pretensji. Nie odpowiedasz za trzęsienia Ziemi, tsunami ani za ten śnieg co pada wiosną. Nie odpowiadasz też za inne dorosłe osoby które powinny sie zachowywać jak na PWP a nie jak w przedszkolu. A sytuacja nie jest niezreczna. Jest kretyńska i normalnie co sobie w pracy o tym przypomniałam to śmiałam się sama do siebie w głos. Aż inni kółeczka na czole kręcili. Bo to jest idiotyczne. Potrafię mieć cierpliwość do psów świętą. Ale jednoczesnie jak widzę nieodpowiedzialność dziecinna u dorosłych ludzi to mnie z lekka szarpie. Do licha! To dotyczy psa! Żywego stworzenia! Co do wizyty p/a to ja nie wiem. Jak Panna Marple zadzwoni do nich umawiać się to oni zdurnieją już całkiem. Inna osoba ma przyjechać a inna dzwoni? Ja już bym uciekała bo by mi się czerwone światełko w głowie zaswieciło że ci wszyscy ludzie ( czyli my) są niepoważni. I wytłumacz im co jest grane. też zwieja bo stwierdzą ze nie zapiszą sie do wariatkowa. No i w tej sytuacji idiotycznej wybacz Basiu, ale ja im o zwrocie kosztów Twoich nie powiem.... Namieszane jest tak przez dziecinade ( już wiem kogo ale nie napiszę wprost bo to nie przedszkole) kogoś, że nawet niechcący chętni na Berka są wmieszani. Zostali w momencie kiedy poprosili mnie abym zatelefonowała i ich umówiła na wizyte.... A ja nie potrafiłam skłamać i wcisnać im ciemnoty w stylu " zgubiłam nr a przecież dzwonili do pana- poda mi pan? " . Oj nie zapomnę zadziwionego tonu głosy pana kiedy myśląc że źle usłyszał zapytał jeszcze raz: " Nie ma pani telefonu do tej pani naprawdę? ". Szok. Siedziałam sobie cicho, ale nie zdzierżyłam :) Niech się wstydzi ten kto powinien a nie ewu! Quote
enia Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 Gdybym była na miejscu, sama bym pojechała na wizytę do pana, przecież nie możemy być zależni od osoby która ociąga się z wizytą, już Berek mógłby być w nowym domu albo inny szczeniak zamiast niego, nie szuka z Pysią kontaktu, a przede wszystkim nie wie jaki to szczeniak i na co zwracać uwagę podczas wizyty! to jakaś dziecinada. Dlaczego jesteśmy zależni od tej pani???? i kto to jest, to jakaś tajemnica? Quote
Pysia Posted March 22, 2013 Author Posted March 22, 2013 (edited) Niestety, ale ja nie mogę jechać. Sarnów a Myslenice to kawał drogi. Auta nie mam a komunnikacją to prawie cały dzień. A mam psy w domu i rodziców którymi muszę się zajać. No i pracuję... A dlaczego zależni>? Po raz pierwszy wzięłam na ty,czas psa, który miał już umówioną wizytę p/a. Nie ja to załatwiałam. Zawsze wczesniej wszystkie organizacyjne rzeczy leżały w mojej kwestii i były zapięte na ostatni guzik. Jezeli brałam psa od fundacji, stowarzyszenia czy schronu to tylko dzwoniłam z pytaniem, czy zgadzaja się na wybrany przeze mnie dom. Uważałam, ze tak powinnam chociaż nikt tego do tej pory ode mnie nie wymagał. A tu nagle ktoś coś itd. A ta osoba już z tymi ludźmi była umówiona. Potem ja niby się wtrąciłam chcąc aby państwo poznali psa bo po rozmowie tel. zrozumiałam, że absolutnie nic o nim nie wiedzą poza tym że jest śliczny i jak wygląda- chciałam po prostu dla dobra psa aby zrozumieli że przytulanka to absolutnie nie jest tylko kawał upartego, gryzącego w złości łobuza.. Bo przecież szkoda czasu nawet tej osoby jezeli państwo by zrezygnowali. Przyjechali bez sprzeciwu. Ale wizyta nadal niby umówiona tylko nie wiadomo kiedy. I co? Miałam im tłumaczyc zawiłości jakie powstały przez dziecinade.? Ja bym zwiała... Tyle psów do adopcji ze po kiego czorta mieliby się użerać z nami? A zależni jesteśmy, bo jak napisałam wyzej nie chcę wystraszyc ludzi idiotyzmem sytuacji. A jak można zrobić wizyte nie rozmawiajac o psie? Nie wiem. Ja tego nie potrafię i nigdy bym się takiej rzeczy nie podjęła. A czy to jakaś tajemnica? Wygląda ze strasznie tajemnicza! Normalnie Archiwum X. I chyba nie chodzi o ociąganie się co do wizyty. Po prostu chyba ta osoba nie ma pojęcia co się dzieje. Bo nic nie wie. Nie tylko o psie ale o całej sytuacji. Nie ma pojęcia ze pies może stracił albo ten, albo inny dom. Bo skad ma wiedzieć? Raczej wątpię, aby ją uświadomiła osoba, która tupnęła nóżką bo...i już. Nawet jestem tego pewna ;) Edited March 22, 2013 by Pysia Quote
an1a Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 Pysia zgadaj się z Panną Marple, zadzwoń później do Pana. Da się wszystko jeszcze wyprostować, a warto to zrobić jak najszybciej ;) Jakby co, to miejsce dla niego trzymam i czekamy na wizytę p/adopcyjną. Quote
enia Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 Wszystkim nam chodzi o dobro psa, zróbmy coś żeby mały trafił do dobrego domu. Quote
wanda szostek Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 Pysia czy masz telefon do teściowej Pana? Podaj mi. Quote
Pysia Posted March 22, 2013 Author Posted March 22, 2013 (edited) O to chodzi że nie mam właśnie. Dlatego zależy mi, żeby wizyta była pod psa. No bo wiesz... Meble i dom to sobie w katalogach można obejrzeć ;) Ja chciałam tylko nr. tel. do osoby mającej zrobić wizyte p/a i natknęłam sie na mur nie do przebicia. O tel. nie poproszę pana bo już wystarczy zamieszania które dotknęło i jego. Calutki czas nie rozumiem jak można robić wizyte nie pytając jaki pies jest :crazyeye: Panna Marple na razie nie odbiera. Ale tym razem dostałam od razu ( i bez problemów ;) ) tel do niej :) Tak jak to powinno wyglądać. A nasz bohater- Berek dzisiaj już zjadł 170 g karmy do teraz! Mamy też w końcu sukcesy dotyczące reakcji na " NIE WOLNO!" dotyczące gryzienia. Odkąd przyjechał pracowałam nad tym ,ale wiadomo że aby efekty były trzeba czekać. Dzisiaj Berek natychmiast zaczął w końcu reagować i po raz pierwszy dzisiaj nie zostałam nadgryziona ani razu :) A w tej chwili właśnie zjada kapcia :evil_lol: EDIT: Rozmawiałam już z Panną Marple :) Zaraz dzwoni do pana umawiać się na wizyte p/a. Wypytała o psa i na co pod jego kątem zwrócić uwagę i o co ( znowu pod jego kątem) wypytywać. I mam nadzieję, że to jednak jest TEN dom bo jak nie, to Berek stracił szanse..... Bo trzy domy były obiecujące wśród telefonów. A Berek jest coraz starszy i niedługo straci ten urok malutkiego szczeniaczka i będzie miał coraz mniejsze szanse na adopcje. Bo on urósł u mnie :) A teraz dziecinka słodziutko śpi tuż za mną :) Chyba go pójde wycałować bo to jedyny moment kiedy można nie bojąc się o stratę twarzy :diabloti: Edited March 22, 2013 by Pysia Quote
wojtuś Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 Kochani :) Jak przeczytałem ostatnie posty, to już wiem, że Panna Marple pojedzie na wizytę :) W Myślenicach mamy wspaniałą Cioteczkę Rudzia-Bianka, nie ma problemu żeby do Małgosi dzwonić, gdyby kiedyś był jeszcze potrzebny kontakt w sprawie Myślenic - to Kochani pamiętajcie proszę o Małgosi (tel. oczywiście podam) Trzymam kciuki za Berka :) Quote
enia Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 wojtuś dziękujemy! teraz trzymam kciuki za powodzenie Berka:kciuki::kciuki::kciuki: Quote
ewu Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 wojtuś napisał(a):Kochani :) Jak przeczytałem ostatnie posty, to już wiem, że Panna Marple pojedzie na wizytę :) W Myślenicach mamy wspaniałą Cioteczkę Rudzia-Bianka, nie ma problemu żeby do Małgosi dzwonić, gdyby kiedyś był jeszcze potrzebny kontakt w sprawie Myślenic - to Kochani pamiętajcie proszę o Małgosi (tel. oczywiście podam) Trzymam kciuki za Berka :) Dziękujemy Wojtusiu:) Fajnie,że tu jesteś:) Quote
ewu Posted March 22, 2013 Posted March 22, 2013 Panna Marple umówiona:) Państwo czekają, bardzo im zależy na Berku.... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.