Jump to content
Dogomania

Niech przemówią ludzkim głosem: moje zwierzaki


Recommended Posts

  • 2 weeks later...

odwiedzam zwierzaczki

pies-ruchomy-obrazek-0117.gif

 

stała listopadowa dla Lampusia wpłacona 

 

starość jest niefajna, ale mogła by być lepsza, jakby te psiaki były zadbane w ciągu swojego zycia. nie zawsze uda się nadgonić lata zaniedbań.

 

niestety, "leczenie" u wielu zwierząt ograniczone jest tylko do szczepienia pw., 

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

wuihvk.jpg

 

W piątek, trzynastego listopada, odszedł mój Piotruś Pan-piesek, którego wyciągnełam dwa lata temu z Wojtyszek. Kiedy go brałam, był bliski śmierci-naładowany zmielonymi kośćmi, prawie nieprzytomny. Dopiero po kilku dniach doszedł do siebie, ale choroba, która go pokonała-guz przysadki- musiała rozwijać już wtedy. Piotruś był "śpiącym rycerzem", chociaż na spacerach raźno szedł naprzód. Od maja jego stan się pogorszył: zmiany krwawe na skórze, zmiany neurologiczne, zaburzenia widzenia, orientacji, a od pięciu dni nie chciał już wychodzić na dwór, nie miał siły-musiałam go wynosić.Może ktoś uważa, że powinnam go zacząć szpikować vetorylem i patrzeć, jak powoli umiera, cieszyć się, że przedłużyłam mu życie o kilka tygodni. NIE! Po śmierci Karmelka, który pod kroplówkami umierał dwa dni, a ja patrzyłam, jak trzęsie się ze strachu i cierpi, powiedziałam sobie: nigdy już nie pozwolę na cierpienie zwierzęcia. Czasem trudno podjąć decyzję, bo zwierzę nie powie, że już nie chce żyć, ale przedłużać cierpienia nie wolno.
Piotruś miał dwa lata dobrego życia, nie wiem, co spotkało go przedtem. Opuścił Wojtyszki, a cztery tysiące psów tam zostało na poniewierkę i śmierć.

 
Link to comment
Share on other sites

iw64qb.jpg

 

Dziś rano zasnął Ignaś, ślepy futrzaczek z guzem w płucach. Wzięłam go ze schroniska w wigilię Wigili niecały rok temu. Niektórzy mieli mi za złe, że biorę "zdrowego" psa. Nie był zdrowy, ale w schronisku nikt o tym nie wiedział. Na rtg od razu widoczny był guz w płucach, bardzo ukrwiony, nieoperacyjny, który powoli rósł, utrudniając oddychanie. Ignaś w schronisku siedział rok w klatce, jako pies niewidomy i nietolerujacy innych psów, w swoich odchodach, w mokrym posłaniu, na jednym metrze kwadratowym. Wzięłam go i przez ten rok miał suche posłanie w koszyczku, jedzenie, spacery, a nawet zabawy z innymi psami, bo nie tolerował tylko Lampka i Szafirka. NIGDY nie załatwił sie w domu, wskakiwał na fotel i tam sobie leżał, szukał mnie, gdy długo nie czuł mnie w pokoju. Spędził ten rok normalnie. Od jakiegoś czasu więcej kaszlał, ale noce były spokojne. Od kilku dni dusił się w dzień, w nocy budził kilkakrotnie, bardzo kaszląc. Nie chciałam czekać na moment, gdy sam się udusi. Każda aktywnosć pobudzała go do kaszlu.
Pamiętam, kiedy go wiozłam ze schroniska-przez 50 minut jazdy tramwajem chodził cały czas, bez ustanku:pies z ADHD!. W domu znormalniał, ale zawsze szybko chodził. Od tygodnia szedł juz za mną, nie przede mną, był słaby. Dzis w nocy budziłam się kilkakrotnie, bo ciężko kaszlał. Myślałam, że doczeka kolenej Wigilii. Niestety...

Link to comment
Share on other sites

To, że te wszystkie psiaki na koniec życia pełnego udręki, bólu, strachu spotykają Ciebie jest dla nich cudem i pobudza do walki o każdy dzień. One się nie zastanawiają, jak my, ile jeszcze pożyją. One żyję tu i teraz - dlatego nie jest im tak żal odchodzić jak nam.

Dziuniek - słów mi brak na wyrażenie szacunku, jaki mam dla Twoich działań.

Link to comment
Share on other sites

1695nc5.jpg

Dziś rano o wpół do ósmej zmarł Lampek. Od jakiegoś czasu gorzej się czuł, więcej kaszlał, trudno było to opanować. W niedzielę dostał steryd, wczoraj byłam u lekarza, dostał na odwodnienie, bo w płucach był płyn. Od wieczora zaczął się dusić, o szóstej rano Elżbietka zawiozła go do lecznicy. Nastapił obrzęk płuc, Lampka nie dało się uratować. Był z nami rok i dwa miesiace, wzięłysmy go 17 września zeszłego roku. Już w schronisku był bardzo chory. Przez ten rok choroba serca postapiła, prawa komora rozrosła się i uciskała płuca. Lekarz powiedział, że nastąpił kardiogenny obrzek płuc jako wynik choroby serca. 

Lampku, mam nadzieję, że przez ten rok żyłeś lepiej, niż dwa lata w schronisku! Płaczemy z córką obie, bo nie uniknąłeś na koniec cierpienia!

Link to comment
Share on other sites

1695nc5.jpg

Dziś rano o wpół do ósmej zmarł Lampek. Od jakiegoś czasu gorzej się czuł, więcej kaszlał, trudno było to opanować. W niedzielę dostał steryd, wczoraj byłam u lekarza, dostał na odwodnienie, bo w płucach był płyn. Od wieczora zaczął się dusić, o szóstej rano Elżbietka zawiozła go do lecznicy. Nastapił obrzęk płuc, Lampka nie dało się uratować. Był z nami rok i dwa miesiace, wzięłysmy go 17 września zeszłego roku. Już w schronisku był bardzo chory. Przez ten rok choroba serca postapiła, prawa komora rozrosła się i uciskała płuca. Lekarz powiedział, że nastąpił kardiogenny obrzek płuc jako wynik choroby serca. 

Lampku, mam nadzieję, że przez ten rok żyłeś lepiej, niż dwa lata w schronisku! Płaczemy z córką obie, bo nie uniknąłeś na koniec cierpienia!

 

Biedne biedulki - musiały odejść - teraz kiedy nareszcie znalazły najlepszy w świecie dom :(

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Od wczoraj mam sparaliżowaną suczkę Abrę  z Palucha. 

Mój opis z wydarzenia:

"Abra trafiła do schroniska dwa lata temu, kiedy jej właścicielka została aresztowana. Co działo się w tym "domu" nie wiemy, suczka na widok człowieka natychmiast chowała się w budzie i wyła ze strachu. Tak spędziła dwa lata, bez spacerów, bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Wreszcie zaczęła z nią pracować schroniskowa behawiorystka, z czasem wolontariusze. Powoli, drobnym kroczkami suczka zaczęła się przekonywać, że człowiek nie jest taki zły. Została przeniesiona do specjalnego boksu z którego miała wyjście bezpośrednio na wybieg. O zapięciu jej na smycz i wyprowadzeniu na spacer nie mogło być mowy. Smycz powodowała szaleńcze wicie się psa i ataki paniki. Ale wychodziła na wybieg i powoli odkrywała świat. Szukano jej domu z ogrodem, gdzie nie będzie musiała chodzić na smyczy i wkońcu wydawało się, że ten wymarzony dom znaleziono. Zawieziono suczkę pod Warszawę i ...dwa miesiące później odebrano, bo właścicielka zawiadomiła, że coś jej dolega, a ona nie może poradzić sobie z tą chorobą. Abra wróciła sparaliżowana. "

Właściwie co by się napisało, jest nieważne, po wczorajszej konsultacji z drem Sterną, który na podstawie schroniskowej mielografii i badania (brak czucia głębokiego) podejrzewa nowotwór. Zrobię jeszcze tomograf kręgosłupa...

301giuo.jpg ogrck.jpg  

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...