Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Niestety jestem w stanie zadeklarować tylko 200 zł miesięcznie na hotelowanie Suzi. Nie dam rady więcej. Hotelu szukałam, ale w tej cenie nic nie znalazłam. Jeszcze przy założeniu, że psa trzeba izolować.

Przyznam, że chciałam odwieźć ją do schroniska, które zna od ponad roku - wiem, że to stres, ale z drugiej strony znane dla niej miejsce. Wtedy miałabym czas na szukanie sposobu jak jej pomóc. Toyoto jednak twierdzi, że tam ją uśpią jak się dowiedzą jaki jest powód zwrotu.

Gdy padła propozycja, że przecież nie trzeba mówić czemu, Toyota napisała, że ona już wszystko w schronie opowiedziała.

Nie chciałabym jej oddawać do tego nie fajnego miejsca, ale z drugiej strony nie jestem w stanie emocjonalnie zapewnić jej domu u siebie. Moje dzieci widziały jak ten pies pozbawia życia ich ukochanego pieska. Można mówić o mojej winie, braku doświadczenia, popełnionych błędach... Ale z drugiej strony przecież zabierając ją na 4 dni do siebie nie chciałam jej pozbawiać szansy na adopcję. Dzięki szczerości Toyoty wobec kierownictwa schronu nawet nie mogę jej zwrócić do miejsca, z którego ją wzięłam. Nie poczuwam się do odpowiedzialności za cały los tego psa. Bardzo chciałam go zmienić i poprawić. Zapłaciłam za to bardzo wysoką cenę. Ale dlaczego nie mogę jej teraz nawet oddać tam gdzie spędziła ostanie 1,5 roku i pewnie i tak spędziła by resztę swego życia? Czuję sie odpowiedzialna za śmierć mojej Musztardy, ale w sugerowaną śmierć Suzi czuję się po prostu wmanipulowana. O tym co się u mnie stało można by nie mówić w tym akurat schronie, skoro mają takie podejście. Suka wróciła by pewnie nawet do swojego boksu. Można by jej dalej szukać domu całkowicie legalnie i na spokojnie. I tak nie miała szans na adopcję schroniskową.

Wiem, że za błędy płąci się dużo. Czasem nawet bardzo dużo. Liczę się z tym. Ale teraz jestem postawiona w sytuacji, że nie mam gdzie oddać psa, który jest u mnie od tygodnia. Nie nadaje się zupełnie do mojego domu. Jedyną opcją jest wykupienie jej kojca w hotelu za 500 zł (gdzie w schronie ma kojec za darmo), dopłacanie przeze mnie do leczenia i to przez czas właściwie nieograniczony, bo szanse na adopcje suka ma praktycznie żadne. Przepraszam, ale za los Suzi nie czuję się aż tak odpowiedzialna,

  • Replies 138
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Niestety tak jest w schronisku, że nie przyjmują psów od właścicieli. Schronisko jest prywatne i miasto nie płaci za psy, które mają właścicieli. Pies, który jest adoptowany jest zaczipowany i można go oddać jedynie w ciągu 7 dni mając ważny powód.

Powiedziałam w schronie, że będzie zwrot z adopcji i z jakiego powodu. Nie uważam, że należy to ukrywać. Nie powiedziano mi tego wprost, że zostanie uśpiona.

Nie ma możliwości, żeby płacić za leczenie w schronisku, bo problemem jest przepełnienie i brak izolatek po zabiegach operacyjnych. Poza tym nikt tam nie będzie podawał leków regularnie, nie ma codziennie weta.

W tej chwili już w jej kojcu umieścili innego psa. Ostatnio jeden pies dziennie idzie do adopcji, a przywożą 6 nowych :shake:.


Rozmawiałam z furciaczek i wieczorem będzie odpowiedź czy bedzie miała w najbliższym czasie miejsce dla Suzi.
Koszt 450 zł z karmą, ale to jest sprawdzony hotel i profesjonalne podejście do psów.


Czy ktoś jest w stanie dołożyć się do utrzymania Suzi ?

Posted

Wiem, ze ciezko z finansami, ja tone w deklaracjach...
Na pewno warto naglosnic wątek i dramatyczna historie suni.
Macie w Gdansku Fundacje Irasiad, moze oni mogliby pomóc Donce ???

Posted

Myślę, że w pierwszym rzucie ją trzeba zbadać. Przede wszystkim RTG, czy nie ma przerzutów do płuc, albo innych narządów. Jeśli nie ma, to jedyną sensowną opcją jest szybkie usunięcie guzów. Może się okazać, że wogóle nie ma po co szukac hotelu...... a zarazem, może się okazać, że podstwową przyczyną, dla jakiej suka zaatakowła, był ból. Pies moze wogóle nie manifestowac cierpienia w sposób zauważalny "na bieżąco", zwłaszcza jeśli psa nie znamy.

I nie zgodzę się, że to jest pies bezwzględnie niebezpieczny. Owszem, wiemy już, że to pies "specjalnego nadzoru", nadający się do kumatych ludzi i absolutnie nie do zostawiania z mniejszym od siebie psem sam na sam. I tyle. Bez porządnej obserwacji przez znająca się osobę, oraz badań zdrowotnych guzik wiadomo.

Posted

Akurat teraz mam sprawy z Biafrą i "Rottką", są to osoby mające duże doświadczenie z psami. Ponieważ przeżywam tą tragedię, to rozmawiałam z nimi na ten temat i zwróciły uwagę na to, że DON-ka była przywiązana do kanapy i to mogło przyczynić się do jej agresji. Analogia do psa uwiazanego na łańcuchu, który się rzuca.

Wiadomo, że nie dojdziemy do przyczyn tego co się stało, ale myślę, że należy dać psu szansę i pozwolić by została poobserwowana przez kogoś o większym doświadczeniu.

Posted

Wtrącę się nieśmiało i zapytam,co tu obserwować?W pewnych okolicznościach,jak piszesz suka była uwiązana,zaatakowała i już.To się może powtórzyć z innym psem a wcale nie musi.Na eksperymenty nie ma czasu.Odpowiedzialny właściciel,bez innych zwierząt,dzieci,ostrożnośc w kontaktach ze zwierzętami(kaganiec) i z czasem się okaże.Może to był incydent,może faktycznie zmiany chorobowe(ból),może to uwiązanie na smyczy a może wiele innych czynników.A może faktycznie złośliwie (przyrównując do ludzkich cech) odegrała się na słabej,małej konkurentce do serca Szuwar i tyle.Trzeba jak najszybciej jak pisała Brązowa i prosiła Szuwar sukę wziąć z tego domu.Co z oczu to z serca i tu to powiedzenie jest trafne jak nigdy.

Posted

brazowa1 napisał(a):
Czarodziejka chyba jeszcze prowadzi hocpicjum dla starych ONków.Tanio.

Nie prowadzi hospicjum. Ale ma jeszcze u siebie pare psow, moge zapytac, czy przyjełaby sunie.
Tyle, ze to daleko...

Posted

brazowa1 napisał(a):
Belu,to był czarny humor....

A ja kłade głowe, ze Donce nie słalaby sie krzywda u Czarodziejki. Byłam i widziałam.
Mogłam podejrzewac, ze jednak dobrze tej suni nie zyczysz. Ale widzisz, ja ufam ludziom...
Skoro po grubiansku przegoniono nas z wątku Musztardy, to dbajmy równiez o czystosc tego wątkiu, ok ?

Posted

bela51 napisał(a):
A ja kłade głowe, ze Donce nie słalaby sie krzywda u Czarodziejki. Byłam i widziałam.


Nie miałam pojęcia, że na dogo są tak okrutni ludzie, którzy zamiast szybkiej i bezbolesnej śmierci dla psa wybierają długą agonię, pełną zimna, ran odleżynowych i zaniedbań. Ale w sumie efekt końcowy będzie ten sam, prawda?

Posted

gameta napisał(a):
Niesamowite, nie przyszło mi do głowy, że ktoś bedzie aż tak chciał ukarać tą sukę...


Skoro juz wiesz, to chyba pora sie pozegnac., bo akurat ciebie jej los nic a nic nie obchodzi.
Wiec, nie udawaj takiej "miłosiernej".

Posted

Kochani, nie budźmy demonów przeszłości
To nic nie wniesie do sprawy
Skupmy się na psie, który moim zdaniem w sposób do końca niezawiniony znalazł się w dramatycznym położeniu :shake:

Toyota, czy furciaczek potwierdziła, że mogłaby w niedługim czasie przyjąć sunię ???
O ile dobrze zrozumiałam Szuwar byłaby gotowa płacić 200 zł, więc brakuje jeszcze około 300 zł, żeby sunia ewentualnie mogła trafić do furciaczka
Może warto założyć jej osobny wątek i szukać deklaracji ???
Co z tą fundacją Irasiad, o której pisała bela51 ???
Niewykluczone, że jak skarpeta owczarkowa ruszy to jakoś wspomożemy dziewczynkę finansowo, bo dla niej to jest "być albo nie być" :shake:

Posted

Chciałabym tylko wspomnieć, że na poczatku tego wątku pokazane jest kilka owczarków, które znajdują się w sytuacji znacznie bardziej dramatycznej wg tych kryteriów. Są w beznadziejnym schronie, gdzie nie leczy się psów, nie wychodzi na spacer, gdzie psy zagryzają się nawzajem. To są tak samo stare psy jak Suzi i pewnie mają takie same guzy jak ona. Suzi już nie jest w tym "piekle" i przecież jej tam nie oddałam, bo usłyszałam, że ją tam uśpią. Ja psa nie zamierzam usypiać, bo nie jestem bogiem i nie decyduję o tym, który pies ma kiedy umrzeć. Byłam z nią na wstępnych oględzinach u weta - pisłam już o tym. Oszacowano ją na jakieś 9-10 lat. Guzy zostały na razie tylko oglądnięte i są do usunięcia, ale na spokojnie. Osłuchowo nic złego się nie dzieje. Póki co nie widać było, żeby suka była szczenna - jest po prostu bardzo gruba. Waży 38 kg a jest wzrostu mojej owczarzycy, która waży 29. Na zadzie ma ślady pogryzień i zmiany na skórze - smarujemy to i leczymy. Powiedzcie mi proszę w jaki sposób jej sytuacja się DRAMATYCZNIE pogorszyła odkąd ją zabrałam? Bo ja nie zauważyłam, żeby ona przeżywała tragedię z powodu zagryzienia Musztardy. Jak dla mnie ona jest całkiem zadowolona z siebie.

Posted (edited)

Szuwar, jestem pełna szacunku dla Ciebie, ze pomimo zaistnialej sytuacji zajełas sie sunia.
Ale przejrzyj wpisy na wątku tym i wątku Musztardy. Zreszta wpisy samej toyoty, ktora pisze o bezwarunkowej eutanazji, w ;przypadku powrotu Suzi do schronu. Co mozna bylo pomyslec?
Niemniej sytuacja jest jaka jest. Suzi u Ciebie nie moze zostac i trzeba jej szybko szukac jakiego miejsca, prawda?
Okresl sie jasno, bardzo prosze jak długo moze Suzi u Ciebie zostac.
Bo jak na razie to emocje tutaj przewazają nad rzetelnymi informacjami.

Toyota, odezwij sie prosze, skoro tak wiele osób zainteresowałas losem Suzi, to przynajmniej napisz co dalej dzieje sie w temacie poszukiwania jej kolejnego dt.

Edited by bela51
Posted

Dodam jeszcze tylko, że nie widzę potrzeby szukania jej super hotelu ze szkoleniowcem. Nie bardzo wiem, nad czym miałby pracować? Jak dla mnie Suzi jest po prostu bardzo terytorialna (podkreślam, że się na tym nie znam i odczucia moje są czysto intuicyjne). Nie zrzucałabym jej zachowania na poschroniskowy stres, a wręcz na coraz większe poczucie, że jest u siebie. To było już jej miejsce. Tak samo traktuje teraz klatkę, czy balkon, na którym jest zamiennie zamykana. Nie zauważyłam w niej agresji do ludzi, ale dzieci mają bezwzględny zakaz zbliżania się do klatki. Myślę, że by ugryzła, gdyby włożyły tam palce. Bardzo się cieszy gdy się rano budzimy i nas widzi po raz pierwszy, ale np gdy chciałam podlać kwiaty na balkonie była bardzo zestresowana. Weszłam na jej teren.
Problemem jest zapinanie smyczy - ewidentnie się boi, ale jest uległa. Pytanie, kiedy poczuje się na tyle pewnie, że przestanie się bać.
To jest pies, który nie potrafi wziąć żadnego smakołyka z ręki. Je dopiero gdy się położy coś na podłodze. Po nasypaniu jedzenia do miski trzeba się odsunąć o kilka metów - wtedy zaczyna jeść. Jak sie podejdzie za blisko to ona się odsuwa. Po długich próbach udało się jej kilka razy podać pysznego serka z ręki, ale dla niej to duży stres. Z resztą takie próby były podejmowane PRZED zagryzieniem. Teraz nikt jej do siebie nie będzie u mnie przekonywał.
Szukam jej miejsca u kogoś w kojcu, bo jak dla mnie będzie tam całkowicie zadowolona z życia. Ale np moi znajomi ze wsi od razu uznali, że się do nich nie nadaje, bo zadusi im wszystkie kury i koty.

Posted (edited)

Szuwar, nie pisz, że Suzi NIE JEST W TYM MOMENCIE w dramatycznej sytuacji
Przecież u Ciebie NIE MOŻE ZOSTAĆ i ja to rozumiem
Myślę, ze to nawet nie byłoby wskazane, bo wyobrażam sobie jaka musi teraz panować u Was wokół niej atmosfera, a Wasze, skądinąd zupełnie zrozumiałe, emocje na pewno nie pozostają bez wpływu na jej samopoczucie i zachowanie
Suzi nie ma gdzie wrócić, bo w schronie prawdopodobnie ją uśpią
Z etykietką agresywnej na pewno nie znajdzie domu
To moim zdaniem JEST DRAMATYCZNA SYTUACJA

A zatem czekamy na info od Toyoty w/s ewentualnego DT u furciaczka

Edited by DONnka
Posted

No trudno, żeby Suzi pojechała do DT gdzie jest 15 psów małych i dużych i wszystkie biegają razem.

W każdym zwykłym i tańszym hoteliku psów jest więcej i są razem w domu i na podwórku. Dlatego potrzebny jest hotel w którym są psy oddzielnie a wypuszczane są pod kontrolą i niekoniecznie odzielnie, ale człowiek musi nad tymi psami panować, a więc osoba musi być bardziej doświadczona, żeby nie doszło do tragedii.

Oczywiście ja się nie upieram. Mam 9 przygarnietych psów i wystarczająco dużo problemów. W tej chwili sterylizuję wiejskie koty.


Furciaczek jeszcze nie dała mi odpowiedzi.

Posted

o boże, jaka straszna tragedia...
szuwar - bardzo, bardzo ci współczuję; po prostu nie wyobrażam sobie co teraz czujesz...
żadne z nas nie jest jakims zaklinaczem psów; myślę, że większośc byłaby spokojna widząc jak zachowuje sie suka podczas zabiegów pielęgnacyjnych i w codziennym życiu przez pierwsze dni; dalibyśmy sie oszukac tak jak ty;
byłaś czujna, ale nikt nie jest szybszy od psa jeśli ten zechce zaatakować, a juz na pewno nie ma żadnych szans na ratunek, jeśli dysproporcje są tak duże;
uważam, że pisanie o nieprzemyślanej adopcji, jest delikatnie mówiąc niesprawiedliwe; żadna adopcja w takim razie nie jest, bo kto przejrzy psa na wylot podczas pierwszych chwil? czy jest tu jakiś cesar?
sama mam adoptowaną onkę i maleńką suczkę ze schroniska;
po kilku dniach od przyjazdu onka rzuciła się nie stad ni z owąd na miniaturową sznaucerke (już za tm); wkroczyłam wtedy bardzo zdecydowanie w obronie malucha; jakis cudem mi sie udało; nastepnego dnia napisałam, że psa odwożę; nie chciałam ryzykowac życiem mojej ukochanej koli; tz namówil mnie, żebyśmy dali once szansę;
jest u mnie juz ponad 3 lata; teraz wydaje mi się, że jestem pewna, że nic takiego się więcej nie wydarzy; a jednak ten wątek przypomniał mi atak sprzed lat;
niestety, ponieważ nigdy do końca nie zrozumiemy psów, nie możemy im również całkowicie zaufać;

Posted

Toyota
przepraszam,masz rajcę, nie mam żadnego prawa winic Ciebie..
Zapoznałam się z pozostałymi wątkami na dogo i uważam,że jesteś bardzo wrażliwą osobą,czułą na potworną krzywdę zwierząt. Jednak,czasami, tylko nasze dobre serce i chęci,nie są wystarczające, potrzebne są również bardzo duże doświadczenie i kompetencje, zwłaszcza ,gdy mamy do czynienia z grupą adopcyjną o podwyższonym ryzyku,np. starymi, zupełnie niesprawdzonymi ON-kami.
Jako osoby współuczestniczące w procesie adopcji, także ponosimy odpowiedzialnośc i ryzyko,szczególnie gdy dochodzi do tragedii.
Ponosimy wtedy odpowiedzialnośc, zarówno moralną jak i karną, za każde słowo, opinie, informacje, jakiekolwiek działania.
Argumentacje typu-ja chciałam dobrze, ja nie mogłam tego wiedziec-są wówczas mało znaczące
Zajmuję się pomocą skrzywdzonym ludziom i byłam częstym świadkiem, gdy czyjeś dobre chęci i nieformalna pomoc ,zostały użyte przeciw pomagającemu. Niestety, kończyło się to nie tylko na ,,pyskówkach'', ale także w prokuraturze.
Mieszanina dobrych chęci,poczucia misji i braku odpowiedniej wiedzy i kompetencji, to potencjalnie mieszanka wybuchowa.

Ryzyko i odpowiedzialnośc ponoszą WSZYSCY wspóluczestniczący w procesie adopcji, nie tylko Ci, którzy przygarnęli zwierzaka do domu

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...