Justysia i Grześ Posted February 27, 2008 Posted February 27, 2008 egradska Ty dobrze wiesz o tym że to pała z miłości wypłyneła :loveu: Zdradzimy wszystkim że egradski RAM miał lepsze wyniki badań wczoraj :multi: deer_1987 Dziękujemy za ciągłą pomoc w tłumaczeniu Szwedzkiego i rozmowy na gg :loveu: :loveu: Quote
Justysia i Grześ Posted February 27, 2008 Posted February 27, 2008 Hej , hej Przyszłam sobie pomarudzić troszeczkę :cool3: Zdjątka, (resztę spacerku) wstawię na pewno, ale jeszcze nie w tej chwili - teraz przyszłam sobie pogadać. W sumie to nawet za bardzo nie wiem o czym konkretnie bym chciała napisać, ale coś się wybierze pewnie. Grześ padł na troszkę, psy odpoczywają, koty robią demolkę, (i tak nie mam siły Ich powstrzymywać) a ja korzystam z chwili po prostu. Myślę sobie o wyjeździe i jest mi cholernie przykro, że czeka nas taka przymusowa zmiana :-( Nie chodzi nawet o sam fakt, bo w końcu taka środkowa Szwecja to chyba miejsce w sam raz dla takich zwierzęcych świrów jak my, (wokoło pełno lasów, jezior, ...), ale cholera człowiek powinien podejmować taką decyzję bo chce a nie bo musi i mieć przynajmniej środki na start. Boję się przede wszystkim tego, że będę zmuszona zostawać sama z futerkami co automatycznie jest strasznie ryzykowne... Bo w końcu kto mnie pozbiera jak padnę, kto zabierze do szpitala, zadzwoni po pogotowie. Tutaj mam przynajmniej tą szansę, że mama wpadnie zobaczyć jak się czuje, że jak będę miała siłę żeby chociaż wrzasnąć to ktoś może usłyszy i zareaguje... Kurcze nie mam pojęcia jak zareagowałyby psy, bo w końcu są już przyzwyczajone do obecności "zwłok" ;) w domu, ale może jakbym rąbnęła o ziemię to by chociaż poszczekały - to też mogłoby zaalarmować mamę, - zresztą wystarczyłoby, żeby udało mi się wcisnąć guzik w telefonie żeby wysłać sygnałka i mama zaraz przybiega... - a tam ??? :???: Wczoraj w sumie chcieliśmy się odezwać, ale byliśmy cichutko ponieważ to całe zamieszanie ze szpitalem sprawiło, że nie mieliśmy już na nic siły. Szczerze mówiąc bałam się troszkę tego co mnie tam czeka i wcale ta wizja nie napawała mnie optymizmem, no w sumie to chyba niewielu ludzi lubi takie rzeczy (hmmm, jakby to napisać - chyba najlepiej wprost - cewnikowanie itp, nie należą do najprzyjemniejszych rzeczy :roll:), a ja jechałam na urodynamikę, ale to w jaki sposób potoczyły się wydarzenia jednak troszeczkę mnie przerosło. Miałam ogromną nadzieję, że skończy się na jednym, góra dwóch razach a nie kilkunastu i wieluuu nieudanych próbach... (bo po i tak nieprzyjemnym badaniu poddano mnie torturom). Ból, krew, problemy -> powinnam już do tego przywyknąć, ale jednak takie akcje z zaskoczenia nadal mnie troszkę szokują :shock: Dlaczego tak ? Ano dlatego, że rozwiązała się WRESZCIE kolejna zagadka pod tytułem "problem pacjentki - jest, ale wolę nawet się nie zagłębiać sprawdzając" i po wielu latach trafił się lekarz, który w końcu postanowił to rozgryźć... W sumie to okazuje się, że to wcale nie taka trudna zagadka, ba, nawet wręcz oczywista, tylko że trzeba by było chociaż posłuchać, przemyśleć, sprawdzić - a nie przepisywać coś (w najlepszym wypadku) na odczepnego i odsyłać do domu (a nóż sobie daruje i już więcej nie wróci, a nóż nie da rady wrócić, a nóż pójdzie gdzie indziej, a najlepiej żeby się rozpłynęła i nie zadawała trudnych pytań typu "Panie Doktorze mam objawy takie a takie - co mi może być?" :watpliwy: Te ich przepisywane leki to mogłam sobie brać a i tak nic by nie dały -> bez fizycznych zabiegów (wrrrr :nerwy:) :nonono2: Kocham ponad wszystko "specjalistów", którzy towarzyszą mi w drodze przez życie. Mają do wyboru, do koloru,... ludzi, którym by nic swoimi "umiejętnościami" nie zrobili - ale nie, oni trafiają akurat na mnie, na "Chodzącą Akademię Medyczną", która bądź co bądź cholernie ich przeraża... No bo przerasta :roll: I tutaj pojawia się taka drobinka nadziei, że kochana macocha Szwecja będzie jednak chociaż troszkę bardziej humanitarna i przed powtórką z rozrywki, (a czeka mnie to najprawdopodobniej jeszcze nie raz :smhair2:), przynajmniej przywali mi w łeb żebym nie musiała znosić tego na totalnego żywca. Mam nadzieję, że to nie jest tylko moja dziecięca, niewinna naiwność. Rany, ja przecież tak nie lubię marudzić i narzekać :roll: Przepraszam, ale najwyraźniej każdy musi sobie czasami pozrzędzić :oops: Quote
egradska Posted February 27, 2008 Posted February 27, 2008 :Rose: Justynko, sciskam Was mocno, i przesylam nieco optymizmu, ktory chowam pod poduszke na czarna godzine:loveu: Pomysl, ze musi byc lepiej, bo jakis limit niesprzyjajacych okolicznosci chyba istniec musi ;) Pozdrawiam bardzo i lece do Rama, mam nadzieje, ze znajdzie siłe na spacerek... Dziekuje bardzo za trzymanie kciukow za mojego ONeczka, kochani jestescie:loveu: Quote
Aga76 Posted February 27, 2008 Posted February 27, 2008 Czasem trzeba to z siebie wyrzucić, ulżyć chociażby zmęczonej duszy... Justynko :calus: Quote
karusiap Posted February 27, 2008 Posted February 27, 2008 :loveu:Justynko zal sie ile wlezie.....jestescie bardzo dzielni!!!!:loveu: ja moze nie bede sie wypowiadala na temat lekarzy (oczywiscie z ktorymi mialam kontakt)...bo...mysle podobnie;) Quote
taxelina Posted February 28, 2008 Posted February 28, 2008 Przegladalam linka, i postanowilam wam to przetlumaczyc - mam nadzieje ze dzis :) Quote
Magda_K Posted February 29, 2008 Posted February 29, 2008 To prawda, Justynka nie lubi narzekać. Tak samo zresztą jak Grześ i ja. Jestem mamą Justynki. Nie logowałam się wcześniej, bo po prostu nie mam czasu pisać, ale jestem tu ciągle i wypłakuje oczy nad tymi wszystkimi psimi (i nie tylko) nieszczęściami. Kiedy Justynka siada do komputera to najchętniej dzieliłaby się z Wami wydarzeniami z życia futer i nowymi zdjęciami. Zwierzęta i fotografia to jej dwie największe pasje. Jej i Grzesia, dobrali się J Kiedy więc zaczyna się wyżalać to znaczy, że jest już naprawdę bardzo, bardzo źle. To co tu czasami z siebie wyrzucą to tylko wierzchołek góry lodowej, maleńki procent problemów, bólu, cierpienia, które ich nękają :-( Kiedy 360 dni w roku staje się walką z chorobą, problemami finansowymi i innymi przeciwnościami losu to zaczyna brakować sił i motywacji. W takim właśnie momencie zapadła trudna decyzja o wyjeździe do Szwecji. Nie wiemy czy słuszna ale stała się jedyną nadzieją na choć trochę lepsze jutro i większe możliwości pomocy Justynce. Takim światełkiem w tunelu. Niestety to światełko zaczęło gasnąć. Wstępny kosztorys przewidywał ok. 4000-4500 zł kosztów, które trzeba będzie ponieść przed wyjazdem oprócz stałych, bieżących wydatków. To dla nas ogromna kwota ale zrobiliśmy naradę wojenną i zaczęliśmy działać. Znaczącą część miały załatwić nadgodziny Grzesia. Niestety, bardzo szybko z 4000-4500zł zrobiło się 6000-6500 a z nadgodzin Grzesia chorobowe i wizja operacji :placz: Pewnego dnia wrócił z pracy z okropnym bólem kolan, przepracował z nim jeszcze parę dni na więcej mu nie pozwoliły. Wtedy przyszło zwątpienie. Kolejne narady nie przyniosły rozwiązania problemów finansowych ale jednego byliśmy pewni,walczymy dalej. Przepraszam, muszę zrobić chwilę przerwy :( Quote
taxelina Posted February 29, 2008 Posted February 29, 2008 witam Pania. Niestety tak to bywa ze nagle koszty sie zwiekszaja, bo to bo tamto.. :( Zycie w Szwecji tez tanie nie jest... Ja staram se pomagac z tlumaczeniem textow :) Quote
szajbus Posted February 29, 2008 Posted February 29, 2008 Justysiu, Grześ co sie dzieje??? Dawno mnie tu nie było,ale wiecie jak to jest. Czy to oznacza, ze wasz wyjazd jest pod znakiem zapytania???? Quote
Magda_K Posted February 29, 2008 Posted February 29, 2008 Wiem Deer 1987, że pomagasz im w tłumaczeniach i bardzo Ci za to dziękuje :loveu: A tak swoją drogą, rzadko spotykam na dogo formę pan,pani, więc nie róbmy wyjątku :evil_lol: deer_1987 napisał(a):Niestety tak to bywa ze nagle koszty się zwiększają, bo to bo tamto.. No właśnie, w naszym przypadku nawet dobre wieści obróciły się przeciwko nam :shake: Przygotowania w toku, prom zarezerwowany, zwierzaki odrobaczone, zachipowane, zaszczepione na wściekliznę czekają na badanie na przeciwciała, jakieś parę złoty już odłożone na dalsze wydatki (same te badania dla całej czwórki to już zawrót głowy), my walczymy o zdobycie wciąż jeszcze niemałej brakującej kwoty :-( Justysia dzielnie znosi wszelkie nieprzyjemne badania i zabiegi, walczy z ciągłym bólem wierząc, że tam na miejscu uda się w końcu doprowadzić do remisji. Nie poddajemy się ;) Martwią nas jednak problemy z załatwieniem mieszkania :roll: Okazuje się, że wcale nie jest łatwo znaleźć mieszkanie, w którym ma zamieszkać czwórka zwierząt. Kilka dni temu wiadomość - jest. Co za ulga. Co prawda tylko na kilka miesięcy ale to już coś ;) Żeby jednak nie było zbyt pięknie i żeby się za bardzo z tej radości w głowach nie poprzewracało musiało być jakieś, ale :angryy: Mieszkanie musi być wynajęte już od 1 kwietnia w związku, z czym zjawiając się w nim 1 maja będą musieli mieć od razu na opłacenie czynszu za kwiecień i za maj t.j. w przeliczeniu na złotówki jakieś 3500zł. Pierwotny plan zakładał, że uda się załatwić mieszkanie od maja, dzięki czemu będzie można przesunąć troszkę pierwszą opłatę i zostanie pokryta już z pieniążków zarobionych na miejscu. A tak na marginesie to mieszkanie jest puste tylko kuchnia ma jakieś wyposażenie niewiadomo jeszcze dokładnie, jakie a więc na początek, chociaż łóżko by się przydało. Druga niespodzianka to odpowiedź z ambasady na pytanie dotyczące choroby Justysi. Okazuje się, że procedury do czasu uzyskania ubezpieczenia i po aż do momentu, kiedy trafi do specjalistów mogą trwać ok 4 miesięcy i na taki okres radzą zaopatrzyć się w leki. Plan pierwotny to zapas na miesiąc a więc koszty wzrastają o jakieś 1500 zł. Wczoraj Grześ doczekał się w końcu na wizytę u ortopedy i kolejna niespodzianka. Jest nieciekawie, może okazać się, że będzie konieczna operacja a więc teraz leczenie na którym nie można oszczędzać bo Grześ w całości i sprawny to podstawa tego wyjazdu. Obecnie jesteśmy na etapie załatwiania przyspieszonego terminu rezonansu magnetycznego, jeżeli się nie uda to trzeba będzie zrobić prywatnie,bo od jego wyniku zależy czy konieczna będzie interwencja chirurga. Termin na dziś to druga połowa kwietnia :mad: Prywatnie to koszt 420-520zł. w zależności czy będzie podawany kontrast czy nie. Ceny sprawdzone w dwóch miejscach, podobne, więc pewnie dużo taniej się nie znajdzie, ale jeszcze próbujemy. I tak oto w stosunku do ostatniego kosztorysu w ciągu zaledwie ostatnich kilku dni kwota potrzebna podwoiła się. Teraz to już chyba tylko jakiś cud.... :placz: Quote
Magda_K Posted February 29, 2008 Posted February 29, 2008 Deer_1987, Seaside dziękuje bardzo za powitanie :lol: ja również wszystkich serdecznie witam choć smutne to moje wejście na dogo :-( szajbus myślę, że mój post naświetlił trochę sprawę, Justysia i Grześ pewnie też się odezwą ale muszą się pozbierać jak na razie to jesteśmy wszyscy strasznie zdołowani :-( Najgorsza jest ta bezsilność, kiedy brak już pomysłów... :shake: Quote
egradska Posted February 29, 2008 Posted February 29, 2008 Pozdrawiam Mamę Justynki;) Prosze wysciskać Szarikowa Rodzinkę i wierzyć, ze bedzie lepiej, na przekór całemu światu... Ja też wierzę Quote
Aga76 Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 Przeczytałam... i nie wiem co powiedzieć :sad: brak mi słów, cokolwiek powiem będzie brzmiało niepoważnie... Pozdrawiam Wszystkich. Quote
quasimodo Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 I my witamy serdecznie Mamę Justynki! Smutne to wiadomości, a sama sprawa wyjazdu bardzo trudna... Straszne koszty, a niestety zawsze rosną one w sposób zastraszający i ciągle pojawia się coś nowego i nieprzewidzianego... Trochę też boimy się o Nich tam na miejscu - to jednak obcy kraj... No ale wiemy, że to duża szansa na lepsze leczenie... Pozdrawiamy najserdeczniej cała Rodzinkę! Quote
egradska Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 tak sobie mysle niesmiało, :oops: że może koło przyjaciół Szarusia z tego wątku mogłoby :oops: sie dobrowolnie opodatkować na rzecz Rodzinki, chociaż na drobne kwoty:oops: Szarus potrzebuje lekarza, nosek chory i zabki, badania pewnie bedą niezbędne, a Justysia i Grześ maja całą masę wydatków, kłopoty ze zdrowiem swoim, a i reszta zwierzaków też w potrzebie:shake: Ja wiem, że kazdemu ciezko i tyle tu potrzebujących, ale jesli ktos może... Czasami każda złotówka sie liczy.. Co Wy na to? Quote
Seaside Posted March 2, 2008 Author Posted March 2, 2008 [quote name='egradska']tak sobie mysle niesmiało, :oops: że może koło przyjaciół Szarusia z tego wątku mogłoby :oops: sie dobrowolnie opodatkować na rzecz Rodzinki, chociaż na drobne kwoty:oops: Szarus potrzebuje lekarza, nosek chory i zabki, badania pewnie bedą niezbędne, a Justysia i Grześ maja całą masę wydatków, kłopoty ze zdrowiem swoim, a i reszta zwierzaków też w potrzebie:shake: Ja wiem, że kazdemu ciezko i tyle tu potrzebujących, ale jesli ktos może... Czasami każda złotówka sie liczy.. Co Wy na to? jestem za!!! Mam nadzieję, że się nie zdenerwują za publiczne podanie konta :oops: 78 1020 2498 0000 8002 0046 0352 Grzegorz Wroniecki ul. Kossaka 32/57 41-219 Sosnowiec Quote
Justysia i Grześ Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 Staramy się coś napisać, ale nie potrafimy. To jest dla nas tak straszliwie ciężkie... Nie chcielibyśmy się użalać, nie chcielibyśmy szukać pomocy... Jak wiadomo są różni ludzie. Człowiek włączy telewizor, weźmie do ręki gazetę itp i od razu ma przed oczami takich, którzy wyciągają rękę po pieniądze bez żadnych oporów, wręcz jakby bez emocji, takie jest ich życie i nie wahają się przed niczym. Tak wielu ludzi żeruje na innych: słabszych, biedniejszych, naiwnych - jaki oni dają przykład biorąc nic w zamian nie dając ??? a my nie jesteśmy w ogóle podobni do nich... My chcielibyśmy móc sobie radzić sami, chcielibyśmy nie musieć prosić i zaprzątać Waszych głów naszymi problemami, chcielibyśmy mieć warunki na życie i jeszcze pomoc innym, ... Ale jest jak jest i mimo ogromnych oporów musimy prosić o pomoc. Nam jest bardzo ciężko, w tym momencie już oboje mamy problemy -> jak to napisała Mama (wreszcie coś Ją pchnęło do rejestracji :multi: Szkoda tylko, że takie okoliczności :-(). Kolanka Grzesia nie podobały mi się już od dość dawna, ale miałam nadzieję, że to będzie coś prostszego - jakieś przemęczenie, uraz - w końcu praca stojąca w gigantycznych temperaturach i ogólnie trudnych warunkach nikomu nie pomaga :shake: Wiedziałam, że to może być coś gorszego, (w końcu fizjoterapii uczyłam się z pasji a nie z przymusu... Wiedziałam, że to raczej mnie już zawsze potrzebna będzie pomoc, ale marzyło mi się, że kiedyś nastąpi taki dzień, że to ja pomogę i korzystając z resztek sił robiłam szkołę, kurs, czytałam, słuchałam, patrzyłam... :)), ale ciągle czekałam z nadzieją na wyniki prześwietlenia i wizyty u specjalisty... Nie udało się, aczkolwiek ciągle mam nadzieję, że zmiana warunków zaowocuje tym, że Grześ będzie mógł normalnie chodzić. Miał zarabiać, robić nadgodziny, ... ale przecież jak staje się przed ogromnym ryzykiem nie należy się zastanawiać i chować L4 do kieszeni - trzeba walczyć o zdrowie. Trudno, nie będzie pieniędzy za nadgodziny, ale będzie szansa. Mamy problem, ale tutaj chodzi o zwierzęta, więc nie będziemy się już dłużej zastanawiali tylko faktycznie prosimy o pomoc - jakąkolwiek pomoc, bo dla nas każda złotówka jest ogromnie ważna... Każda przybliża nas do szansy na normalne życie nasze i futerek. Nie zostawimy żadnego z Nich, nigdy ! Mimo wielu takich przemiłych sugestii :angryy: Pewnie, że łatwiej i przede wszystkim o niebo taniej byłoby podjechać na lotnisko, wsiąść w samolot i zająć się dalszym życiem bez ogromnych długów i problemów, ale dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć tego, że członków rodziny się nie zostawia - i bez znaczenia jest tutaj to czy mają dwie czy też cztery nogi. Nie zostawia się i tyle !!! Powtarzaliśmy to już wiele razy i mamy nadzieję, że już nikomu nie przyjdzie do głowy proponować nam takiego wspaniałego rozwiązania ponownie :shake: Tak więc jeżeli ktokolwiek ma jakąkolwiek szansę i ochotę na pomoc my piszemy już teraz, że będziemy ogromnie wdzięczni za danie nam tej szansy. Wciąż w moich marzeniach pojawiają się sceny z przyszłości: * Szczęśliwy Grześ goniący się z rozradowanymi, zdrowymi futerkami :iloveyou: * Mam nadzieję, również na Wasze uśmiechy podczas oglądania zdjęć naszej gromadki z tych zabaw... * I możliwość pomocy... Jest taki ogrom zwierzaków, które jej potrzebują - mamy nadzieję, że będziemy w stanie pomagać dużo więcej niż teraz. Marzenia są po to żeby umilać daną chwilę i dawać nadzieję, ale są przecież też po to aby je spełniać. Dziękujemy Wam wszystkim za każdy gest. Za każdą pomoc, miłe słowo i dotrzymywanie nam tego wirtualnego towarzystwa :loveu: :loveu: :loveu: Quote
beam6 Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 Nie mogę więcej :oops: ale choć troche pomogę. Jutro puszczę przelew. Jestem z Wami od dawna, nie piszę bo i co tu pisać. Chylę czoła i bardzo Was podziwiam. Trzymajcie się :loveu: Quote
Seaside Posted March 2, 2008 Author Posted March 2, 2008 ja niestety do wypłąty nic :oops: ,ale potem na pewno ;) NIe wstydźcie się prosić o pomoc - dobrym ludziom się pomaga I JUŻ!!!! :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: Quote
quasimodo Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 Kochani miłośnicy Szariczka i jego Rodzinki! Pomóżmy tym kochanym Ludzikom i Ich zwierzakom w miarę możliwości! A może ktoś potrafiłby zrobić jakiś banerek alarmowy (z prośba o pilną pomoc finansową) i wrzucilibyśmy go wszyscy do podpisu? Quote
szajbus Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 Prosić o pomoc to żaden wstyd. Niestety, takich doczekaliśmy czasów, że częściej jesteśmy pod wozem niż na wozie i nie sposób przewidzieć wszystkich trudności, a życie nas nie oszczędza. Często rzucam nam kłody pod nogi i to w momencie gdy wydaje nam sie, ze mamy juz z górki. Każdy z nas życzyłby sobie zdrowia i tylko zdrowia,ale niestety. Maszyna się psuje, a co dopiero człowiek. Liczyliście na nadgodziny Grzesia, ale Grześ zachorował. Ty Justynko, mówmy sobie szczerze nie nadajesz się do żadnej pracy. Moim zdaniem i tak wspaniale sobie radziliście do tej pory inwestując juz tyle pieniędzy w przygotowania do wyjazdu. Prawda jednak jest taka, ze psiaki jeśli już mają tam jechać, to powinny być zdrowe, a więc Szarik powinien mieć zrobiony porządek z zębami itp.podobnie jak każde z waszych 4 łapek. Mówmy sobie szczerze tam wizyty u weta kosztują sporo i nie sadzę, że zaraz po wyjeździe stać was będzie na wizytę u wetów. Będziecie sie tam urządzać od podstaw, a to są wydatki. Podejrzewam, ze Justysia musi tam wyjechać ze sporym zapasem leków, żeby przynajmniej przez jakiś czas móc jakoś funkcjonować i zanim jej tam nie zdiagnozują. Jak znam życie Justynko (przykro mi) będziesz miała tam robione wszytskie badania od podstaw. Wierzę ,że jest wam ciężko i, ze wydatki przerosły wasze wcześniejsze kalkulacje. Wierze, ze każdy, kto tylko będzie mógł was wspomoże chociaż w wyprowadzeniu zwierzyńca na prostą. Quote
cropka Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 Justysio i Grzesiu mój bazarek z portrecików miał być przeznaczony na inny cel, jednak Wasze i Waszych zwierzaków potrzeby mimo wszystko są pilniejsze. Osoby, które kupowały na bazarku portreciki, zgodziły się, aby pieniądze przekazać Wam. Bazarek jeszcze się nie skończył, ale uzbieraliśmy 280 zł, więc w poniedziałek postaram się przelać chociaż tą sumę. No i przede wszystkim życzę Wam duuuuuuuuuuuużo zdrowia i przesyłam buziaki :buzi: Quote
shirrrapeira Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 Bardzo wspolczuje Grzesiu i Justynko. Tak czytam i moje problemy są malenkie, w porownaniu z Waszymi. Zycze Wam sily. Przynajmniej macie siebie. A w tym wielka sila. Quote
karusiap Posted March 2, 2008 Posted March 2, 2008 ja tez pamietam o Was...trzymajcie sie kochani!!! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.