Dotarlismy calo i zdrowo, a Hopcik juz czekal na nas w domu przywieziony godzine wczesniej przez wujka. Nie wiem, kto sie cieszyl bardziej - my, czy ona :) Hopciowa radosc byla tak wielka, ze nawet popuscila troche siusiu - mimo, ze byla niedawno wyprowadzona. Hopcik w swietnej formie, jesli schudl, to tylko ciuteczke, tak, ze teraz zadowalaby standardy Nutusi ;-) i widac, ze bylo jej dobrze. Wujek powiedzial, ze to kochany piesek, ale cieszyl sie, ze ja nam oddaje, bo jednak cztery spacery dziennie i mizianie calodobowe to jak na jednego czlowieka duzo pracy. Jak przy dziecku...im wiecej rak do opieki, tym latwiej.
A tu dwa zdjecia z pobytu Hopki u wujka:
Jak widac, Hopcia wujka tez nauczyla pracowac z pieskiem na kolanach, jak swojego pancia. Zdolny piesek :)