Jedyne, co nam pozostaje to rozmowa z ludźmi i uświadomienie im, że pies, którego oddajemy nie jest i nigdy nie będzie nam obojętny. W sumie na wizytach PA mówię głównie o adresatce, chipie i właśnie o tym. Bo ludzie na ogół myślą, że oddając psa odczuwamy wielką ulgę, że się go "pozbyłyśmy"... Na szczęście coraz więcej ludzi rozumie, że jest inaczej. I nawet jeśli nie zdają nam relacji co chwila, raz w roku można się doprosić jakichś wieści i z jednej fotki ;) No i przekonałam się parę razy, że gdy pojawił się problem, od razu się ze mną kontaktowali, bo tak było najprościej i najszybciej :)