-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Nutusia
-
Zbiorczy wątek zwierząt pod naszą opieką. Sytuacja bardzo ciężka!
Nutusia replied to Macia's topic in Już w nowym domu
Statystyki dość przygnębiające... A mały szczenior to klon "mojej" Imki, która też do adopcji ma jeszcze daleko, ze względu na swoją nieufność do ludzi :( -
Młoda, łagodna Randa zamieszkała w Warszawie u kochającej Rodziny
Nutusia replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
Z Randy labek pierwsza klasa - lepszy od oryginały, moim skromnym zdaniem ;) Nie wiem skąd się to bierze, ale bardzo dużo psów ma teraz te wilcze pazury. Nasza Lili też ma, ale jej nie usuwaliśmy, bo w niczym je nie przeszkadzają. Duszka na jednaj łapce miała nawet podwójny wilczy pazur! Mieliśmy usuwać, ale Doktor doszedł do wniosku, że on się tak po prostu nie dynda, więc daliśmy spokój, bo i tak się mała wtedy nacierpiała z powodu sterylki aborcyjnej... -
Młoda, łagodna Randa zamieszkała w Warszawie u kochającej Rodziny
Nutusia replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
Bezdennie głupi jakiś i odczłowieczony :( Super wieści - oby tak dalej :) -
Oj, niestety, kniżka pożyczona. Ciekawa, ale niestety omawia przypadki psiaków, które od szczenięcia są u danego właściciela, a są bojaźliwe nie dlatego, że ktoś im wcześniej krzywdę zrobił. No i opisane są sytuacje jak właściciel ma postępować, by oswajać swojego psa z wyzwalaczami strachu, ale sytuacji, że to sam właściciel jest takim wyzwalaczem nie ma :( Krysiu, za fluidy serdecznie dziękuję, odsyłam zwrotnie :) A kociaki już nie są biedne (przynajmniej te dwa - a nawet trzy, licząc Kocia ;)) - teraz już może być tylko dobrze i tego się trzymamy. Ich "mama" już oczywiście dziś do mnie dzwoniła zapytać jak się miewają i odmeldować, że wczoraj do mega wyprawki dołączył kontenerek i nakręcana myszka. No i że parapety już zostały przystosowane na kocie na nich urzędowanie oraz zostały zakończone prace w zakresie zabezpieczenia okien i balkonu :)
-
A jak Pan sobie radzi sam teraz?...
-
Ja nie pisałam, że nie można stosować obróżek dla maluchów (szczególnie, jeśli są takie specjalne dla szczeniąt). Tylko mam obawy czy w zabawie sobie nie pozdejmują i nie będą podgryzać. Co innego, gdy szczenior jest sam jeden. Piszę z doświadczenia, bo o mało na zawał nie zeszłam, gdy po powrocie do domu zastałam psy bez obroży, a reszki obroży zbierałam po całym domu... Szczególnie, że nikt nie ma tych maluchów wciąż na oku :(
-
Stress-out mam przetestowany wszerz, wzdłuż i na ukos i jestem jego wielką fanką ;) Nie można się jednak spodziewać efektów wcześniej niż po kilku dniach, niestety. Organizm musi się wysycić substancją. W momentach tak dużego stresu warto podawać nawet podwójną dawkę, czyli 2 tabl. na 10 kg masy ciała. Teraz jest nowy preparat - KalmVet - zawiera o 10 mg większą dawkę Tryptofanu, ale też nie zadziała jak chemiczny środek uspokajający "od ręki". Biedna mamuśka :(
-
Niestety, nie mam pojęcia o FB :( A takim maluchom można nakładać obróżki?... Ja nawet u moich dorosłych psów nie stosuję, bo jedno drugiemu zdejmuje i.... gryzie :( Chyba bezpieczniej zakropić.
-
Jolu, dziękuję! :) Jeszcze nie mam gdzie wstawić rameczki Aszki, bo wcięło dodany post, ale co się odwlecze... A kotki nie są na DT, tylko w... przedszkolu. Była chwila strachu po tym, jak Miłoszowi wyszedł dodatni test na białaczkę, ale jak to mówią - przyjaciół poznaje się w biedzie (jak widać nie tylko własnej ;))
-
O, przepraszam, myślałam, że Mattilu będzie "składała zamówienie" :) Rudzielcu - szykuj się - czarownica Ziutka Cię ogłosi i polecisz do domku jak... na miotle! ;)
-
Oj, do odważniaka to jej jeszcze bardzo, bardzo daleko. Viola pożyczyła mi teraz książkę "Strachopies, czyli poradnik postępowania z bojaźliwym psem" - będziemy się z Imką dokształcać ;) Na razie nie mam czasu, bo się nadziało z kotami... We wtorek się okazało, że Miłoszowi wyszedł dodatni test na białaczkę. Do ciemnej nocy byłam w lecznicy i robiliśmy burzę mózgów co teraz... Nie miałam pewności czy nasi Przyjaciele nie zrezygnują z adopcji, czego nikt nie miałby im za złe, bo to jednak duża odpowiedzialność świadomie wziąć chorego kota. Nie ma pewności jak długo Miłosz pożyje, ile razy w tym czasie złapie różniste choroby, bo organizm ma osłabione reakcje odpornościowe. Kolejna wątpliwość czy nic nie grozi Mii. Głowę miałam kwadratową, serce w gardle, bo jedno było pewne - nie oddam kociaków z powrotem do lecznicy, jeśli już poznały co to jest dom! Pół nocy nie spałam, drugie pół śniły mi się jakieś dziwne rzeczy, sytuacje... Rano zadzwoniła Grażyna i gdy usłyszała jakie mam dla niej wieści powiedziała, że... teraz tym bardziej nie może nie dać domu Miłoszowi. Od urodzenia dzieciak miał pecha - stracił matkę, trafił do lecznicy, koci katar "wyżarł" mu oczko, przez co i tak miał mniejsze szanse na adopcję niż inne kociaki, a teraz jeszcze białaczka, która zamyka kolejne szanse na dom. A Mia? Zostawiła decyzję Doktorowi, choć bardzo chcą, by malutka też u nich zamieszkała. Ale tu egoizm ludzki nie mógł decydować o losie kociaka. Grażyna powiedziała, że co ma być to będzie - Miłosz będzie żył tyle, ile jest mu dane i trudno - jeśli odejdzie przedwcześnie, będzie im bardzo żal, ale się z tym pogodzą, a chcą dać mu szansę. Po kolejnej debacie z Doktorem uznaliśmy, że oba maluchy pójdą do adopcji. Mia została interwencyjne zaszczepiona przeciwko białaczce i mocno wierzymy w to, że byliśmy szybsi od wirusa, którym miałaby się zarazić. Maluchy będą brały na stałe preparat podnoszący odporność. Pod koniec listopada przyjadą do lecznicy na sterylizację i wtedy powtórzymy testy na białaczkę. Wszyscy mocno wierzymy, że Miłosz zwalczy białaczkę i test będzie ujemny, bo jest taka szansa. Tym bardziej, że teraz test wyszedł "mało dodatni", czyli wskaźnik nie pojawił się bardzo wyraźnie. Najprawdopodobniej Miłosza białaczką "zaraziła" matka. I w sumie szczęście w nieszczęściu, że tak szybko stracił mamę i został wykarmiony strzykawką, bo zanim by został odstawiony od mamy, stężenie wirusa byłoby o wiele wyższe. A wczoraj z kolei Kocio miał zabieg generalnego remontu pyska. Doktor mu usunął kamień i 4 zęby, w tym kieł i ząb trzonowy, który miał aż 3 korzenie (w tym jeden kompletnie zgniły), a za tym trzonowcem była dziwna narośl. Narośl została wycięta, a wycinek pójdzie do badania histopatologicznego. Na szczęście Kocio nad wyraz dobrze zniósł narkozę, już wieczorem swobodnie sobie chodził po pokoju, a dziś rano z apetytem zjadł śniadanie. Kamień z serca! Maluchy jutro jadą do domu. Będę musiała porządnie zdezynfekować pokój, w którym rezydują, a potem już mogę się poświęcić testowaniu na Imce wiedzy zaczerpniętej z książke ;)
-
29 już w poniedziałek!!! Rany boskie...
-
Niech to szlag, po co gitarę zawracają i nadzieję robią? :(
-
Młoda, łagodna Randa zamieszkała w Warszawie u kochającej Rodziny
Nutusia replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
Ze świecą nie znajdziesz! :) Dzielne Dziewczyny! A deszcz wszyscy zaklinamy, żeby nam weekendu nie schrzanił ;) -
AST Fart z przytuliska-już we własnym domku.
Nutusia replied to mestudio's topic in Już w nowym domu
Rozumiem obawy Pana, ale Farta szkoda z jego... pechem :( -
Szczeniakowo - kociakowo myślenickie dzieciaki szukają domów
Nutusia replied to Rudzia-Bianca's topic in Już w nowym domu
Ja bym bardzo chciała mieć takie przedszkole, ale muszę zaczekać jeszcze ponad 10 lat, do emerytury. Teraz nie ma nas w domu prawie 11 godzin, więc szczeniaczki możemy "przytulić" tylko naprawdę interwencyjnie :( Trzymam kciuki za maleńtasy - i psie i kocie :) -
Bardzo dziękuję za pomoc z wstawieniem zdjęcia. Musicie przyznać, że strażnik ma superowe warunki "pracy" ;) Pani Ewa pisze, że dziewczynki bardzo ładnie się bawią. Teraz największym "problemem" u Aszki jest rzucanie się na jedzenie tak, że połyka karmę w całości. Państwo karmią ją z ręki, powoli, 3 razy dziennie i ta metoda zaczyna przynosić efekty. Nadal je szybko, ale przynajmniej zaczyna gryźć chrupki. Asza przytyła (widać na zdjęciu), coraz mniej czuć żeberka, sierść jest coraz ładniejsza. Z soboty na niedzielę nocował u Państwa wnusio - obie psiny były z tego powodu przeszczęśliwe. A gdy Kubuś odjeżdżał, Aszka strasznie za nim płakała - może wychowywała się w domu z dziećmi? Choć ona w ogóle jest płaczka, jak ktoś wychodzi i śmie nie zabrać jej ze sobą ;)
-
Niech przemówią ludzkim głosem: moje zwierzaki
Nutusia replied to dziuniek's topic in Już w nowym domu
O matko, nie pochorował się?... Moje dwie malizny kiedyś się wdarły do pomieszczenia gospodarczego, wydarły dziurę w worku i wciągnęły ponad 3 kg suchej karmy (jedna waży ok. 6, druga ok. 8 kg). Wyglądały jak regularne wałki od tapczana i sapały jak lokomotywy. Na szczęście jakoś się udało strawić i obeszło się bez interwencji lekarskiej, ale co mi stracha napędziły, to moje. U mnie wszystkie takie, że prędzej pękną niż przestaną jeść :( -
Tak. I to ponoć nie pierwszy taki przypadek! Państwo zgłosili sprawę na policji i do straży dla zwierząt, ale czy ktokolwiek zechce się tym zająć skutecznie?... A biedna kocina cierpi - śrut utkwił w kości i są odpryski. Łapy w gips się nie dało wsadzić, bo była otwarta rana. Stąd ograniczenie ruchu w klatce, antybiotyki i obserwacja. No i Aszka na straży ;) Nasza kotka też została postrzelona z wiatrówki, przez naszego sąsiada zwyrodnialca (na szczęście byłego już sąsiada). Tylko my o tym nie wiedzieliśmy - sądziliśmy, że zraniła się o jakąś gałąź. Dopiero po paru latach, przy okazji prześwietlenia wyszło na zdjęciu, że w mięśniu tkwi śrut :( Odczłowieczonych ludzi wciąż więcej i więcej wokół nas :(
-
Niech przemówią ludzkim głosem: moje zwierzaki
Nutusia replied to dziuniek's topic in Już w nowym domu
Super wieści, bardzo się cieszę, że z Lampa taki żwawy dziadzio :)