Frocia już po zabiegu. Poszło jak z płatka. :multi: News natomiast jest taki, że tego samego dnia (już po zabiegu) JoSi nie mogła nad nią zapanować, czym była załamana, usiłując wystopować niunię. Ta, jakby nigdy nic, wariowała do późna, zasuwała mega ślizgiem po panelach, nie szło jej uspokoić, wygłupy, wygłupy i jeszcze raz wygłupy, rozstawianie reszty menażerii po kątach i darcie japy o jedzenie. JoSi przeżyła bonanzę. :roll: Liczyła na padniętą i zaspaną Frocię a odebrała diabła tasmańskiego.:evil_lol: