Gusia normalnie, ciut jakby lepiej , bo dziś nie uciekała w panice przed córką z wnuczką. Trzymała się z daleka, ale została w pokoju.
Na razie sucho, z tym że pilnujemy odwadniania co 3 - 4 godziny. Apetyt dopisuje. Na głaski przychodzi, ale wtedy kiedy ona ma ochotę.
Ze 2 dni temu jakimś cudem wyszła z szelek z 20 metrów od domu.Usłyszałam ,ze mąż ją woła wielokrotnie i się kapnęłam ,ze coś nie tak. Panna Gusi szłą sobie sama chodnikiem. Chciałam zostawić wnuka i pędzić na pomoc ,ale zobaczyłam ,że zatrzymała sie i dała założyć szelki .Znowu chodzi na podwójnym oprzyrządowaniu czyli obróżce szelkach i 2.smyczach.
A telefonów wielkie ZERO.Chyba korzenie u nas zapuści.
Tajfunek nadal goni co się porusza,a poza tym jestem zmęczona opieką nad nim i moją sytuacją życiową z tym związaną.. Dobrze ,że mąż teraz był więcej w domu, to sobie poradziliśmy.