Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Dokładnie tak jest :) To jest ten dom. Mysia w piątek pojechała do pani, która adoptowała Mimi/Milę, jej psią przyjaciókę z czasów schroniska i pobytu u nas. Nie wiedziałyśmy, czy Mysia się da radę przestawić i jak Mila na nią zareaguje, więc uzgodniłam z p. Olą, ze w razie, gdyby coś było nie tak, to mąż po Mysię przyjedzie dzisiaj. Stąd nie chciałam więcej wcześniej pisać. Ta adopcja bardzo Andrzeja,Tolę i mnie zestresowała. Stale dowiadywałam się, co słychać. Pani mieszka niedaleko mojej mamy, więc Andrzej zawiózł Mysię w piątek, kiedy wiózł dziewczyny do babci. Dziś nie musi zajeżdżać po Mysię, bo Mysia zaakceptowała nowy dom. Okazało się, że jest lepiej, niż przewidywaliśmy. Obecnosć Mysi wpłynęła pozytywnie na Milę, uspokoiła się, już są przyjaciółkami. Kiedy Andrzej z moją mamą zawieźli Mysię, to sytuacja nie była tak kolorowa, bo Mila na nią warczała, Mysia jej odwarkiwała, trzymały się na dystans. Jednak chyba Mila po czasie rozpoznała Mysię i już jest dobrze. Mysia od początku jadła i załatwiała się, więc to najważniejsze. Już wcześniej rozmawiałyśmy o adopcji Mysi, ale pani nie była gotowa po śmierci swojej suni właśnie na raka. Teraz już dojrzała do decyzji o adopcji drugiej suni. Jeszcze mam dosłać wynik z badania guza, ostatnie badanie przekazane, pani o wszystkim poinformowana i jako jedyna nie zraziła się tym, wręcz przeciwnie. Wybrały z córką Mysię dlatego, że nikt jej nie chciał z powodu choroby.
  2. Pierwszego roku, jak kupiliśmy ten dom, to było tu gniazdo szerszeni. To był koszmar, zanim odkryliśmy gdzie było i udało się je zlikwidować. Kiedyś wleciał jeden do pokoju i upolowały go koty. To jakiś cud, że żadnego nie użądlił. Córka weszła, jak go zabiły już i ponoć go zaraz zjadły. Bałam się, że przecież i tak miał jad, ale nic się nie stało. Wtedy wołałam psy do domu, jak tylko jakiś latał. Za to z przyjemnych owadów mamy robaczki świętojańskie i jak wlatują czasem do domu to świecą po ścianach. Dzieci siedzą w sezonie wieczorami w ogrodzie i oglądają "wróżki", jak nazywają świetliki.
  3. Brykać, to chyba raczej nigdy nie będzie. Dziura w kręgosłupie jest taka, że kciuk się mi mieści :( Jednak mam cichą nadzieję, że udałoby się ją doprowadzić do takiego stany, że potrafiłaby się sama poruszać. Wczoraj miała pierwsze ćwiczenia w gorsecie. Mimo, że mięśnie ćwiczymy i są w owiele lepszym stanie, niż były, to i tak potrafiła się utrzymać w nim parę minut i po wspólnym przejściu kilku kroków cała drżała z wysiłku. Za to ja będę mieć wyćwiczone mięśnie brzucha, jak nigdy, bo muszę Lindę mieć między nogami i dzwigać uchwyty gorsetu. Próbowaliśmy z Andrzejem razem, ale ona za bardzo się go jeszcze boi, żeby próbować chodzić.
  4. To musiałabym go zamkniętego w domu trzymać, bo u nas wszystko wkoło lata, jak to na wsi. A i do domu owady wlatują, bo okna siatkujemy, ale drzwi wejściowe są stale przez psy otwarte. Na szczęście odkąd tu mieszkamy jeszcze żaden pies nie złapał osy czy pszczoły. Może ich dzwięk je odstrasza? Na wszelki wypadek zawsze mam lek przeciwstrząsowy w domu.
  5. Tak się obawiałam :( To dla niej na pewno wielki stres. Państwo nie myśleli o adopcji jakiegoś stabilnego psychicznie pieska? Na pewno Abi byłoby łatwiej w życiu z ludźmi, gdyby miała towarzysza swojego gatunku, w którym miałaby psychiczne oparcie. Naprawdę trudna sytuacja dla Abi i dla jej nowej rodziny. Już tyle przeszła i stale coś ją spotyka.
  6. No właśnie zdziwiłam się dziś, że nie potrafię wstawić zdjeć. Oczywiście potwierdzę. Wysłałam Ci na maila filmiki z Fado, gdzie widac, że jest spokojniejszy do psów. Robiłam je z okna, więc na jednym nie zdążyłam wyłączyć muzyki ;)
  7. Dawno tu nie zaglądałam. Coś się stało z drugim pieskiem, że Abi została sama z ludźmi? Nasz dziki Jimmy funkcjonuje sprawnie tylko dzięki Fly`owi. Musi stale mieć go w zasięgu wzroku. Nie byłby chyba szczęśliwy tylko z ludźmi. Kiedy ktoś obcy przyjeżdża i zamykamy Fly`a na klucz w jednym pomieszczeniu, to Jimmy biega i denerwuje się cały czas. Relaksuje się, kiedy wypuszczamy Fly`a. Jimmy jest u nas ponad 4 lata. Oczywiście zrobił postępy na swoje możliwości, ale nigdy nie będzie zwyczajnym psem, który pokocha ludzi. To dobrze, że Abi ma rodzinę, która jej nie odda. Mało kto się decyduje na adopcję takiego psa, bo mało ludzi ma nawet mozliwości, nie mówiąc o chęciach.
  8. Chciałam wstawić dzisiejsze zdjęcia, ale nie wchodzą mi na żadnym wątku.
  9. Poudostepniałam połamaną koteczkę na grupach kocich na FB. Ma dużo udostępnień, np. na jednej gorupie 54, ale ani jednej dodatkowej wpłaty. Nie wiem, co o tym myśleć? Ludzie piszą w komentarzach, że żal, że biedna, ale nikt finansowo nie chce wesprzeć jej leczenia.
  10. Również się cieszę. Niespełna dwa tygodnie i czucie wróciło, poprawa umięśnienia. Pierwsza wizyta mnie zdołowała, a tu taka wiadomość. Cieszę się, że polecasz tego lekarza. Nie znałam dotąd. Moja mama też zdecydowała się swoją sunię umówić na konsultację tam. Inny ortopeda z Katowic zmaścił jej suni łapę w trakcie operacji. Nie dosć, że operował kolano, zamiast biodra, gdzie jest problem, to jeszcze operacja źle zrobiona i łapa w gorszym stanie, niż przed operacją. Jestem pełna nadziei, że może być jeszcze lepiej. Wczoraj zobaczyłam na schroniskowym FB filmik z kociątkiem, które ma tak uszkodzony kręgosłup. Napisałam o maleństwo, ale niestety adopcja możliwa za pół roku, bo trzeba czekać 6 mies ze względu na badania i dokumenty umożliwiające wyjazd z Ukrainy. Za pół roku, to nie będzie tam już co ratować w rdzeniu kręgowym. Co parę dni jest wstawiany taki psiak lub kot. Pomyślałam, że dr Olender tam bardzo przydałaby się. Brak szybkiej diagnozy i leczenia zaprzepaszcza szanse na powrót do zdrowia wielu z tych zwierzaków. Podobno kotów jest tam 150 i wiele w takim stanie. Jeśli uda mi się wyadoptować moje dwa tymczasowe koty, to wezmę takiego. Podrzuconego nam Mariana zamierzaliśmy zostawić, ale ślicznego biało-rudego kocura chyba ktoś adoptuje, a taki sparaliżowany kociak ma minimalne szanse na adopcję. No i jeszcze jest maleńki Alexik, ale ciągle ma problem z oczkiem.
  11. Ten mały kudłaty, starszawy piesek nie tylko ma coś w okolicy jąder, popatrz Tolu, że jest też widoczne zgrubienie nad odbytem. Niewidomy psiaczek rzeczywiście nie ma już oka. Jeśli ma jaskrę, to mogło samo pęknąć. Nie wiem, jak one tam sobie w takim stanie radzą. Niedawno po amputacji oka pilnowałam Goplanę tydzień, podawałam leki, żeby nie zrobił się stan zapalny, przesuwałam i odcinałam sączek, a one same muszą przez to przechodzić :( Jaka fajna jest ta największa sunia po sterylce, biała w rude łatki. I znowu onki i terierki. Co tam jedziecie, to są kolejne.
  12. Ma inne objawy. Już tam leczyłam trzy psy z zespołem przedsionkowym, więc gdyby coś wskazywało na to, to na pewno p doktor wzięłaby pod uwagę. Podobno musiał gdzieś z tyłu głowy, przy karku miec uraz, na to wskazują objawy. Pamiętacie, że na samym początku miał tam bolesność? Tak się zastanawiam, czy to możliwe, że jeszcze sprzed schroniska? On chyba tam długo był? Dziś wreszcie wyjrzało słońce, jak trochę obeschnie, to spróbujemy z budą. Dam znać, co bedzie . Przyszła cała reszta wyników Fado i ma zły jeden parametr wątrobowy. Przeszedł kurację metronidazolem przy lambliozie, więc pewnie wątroba po tym leku tak zareagowała, co się niestety zdarza. Dobrze więc, że jednak miał wykonane teraz te badania. P. doktor bedzie dopiero w poniedziałek, ale ja juz dziś mu podam Essentiale na watrobę. Mam dzwonić w poniedziałek. diety i tak pewnie nie dostanie, bo hepatic jest z kurczakiem i zbożami, więc pewnie zaraz byłaby biegunka. To jedyny pies u nas, który jest w takim stanie. Nawet Linda, mimo że bezwładny ma cały tył, to i tak ma swoje radości, atrakcje. Nawiązuje kontakt, ma psich przyjaciół. Fado chyba przyjemność czerpie tylko z jedzenia. Czasem tylko zaczepi Ciapciaka i to tyle.
  13. Myślę, ze nie zaszkodzi spróbować. W końcu też miałby ogródek do dyspozycji. Może w takim mniejszym nawet szybciej opanowałby teren. może rzeczywiście to szczekanie nocą jest przez to, że chce wyjść?p. doktor powiedziała, że mało prawdopodobne, żeby wczesniej żył w domu i dlatego może woleć mieszkać na zewnątrz. Chyba jak nie spróbujemy, to się nie przekonamy i to takie gdybanie. Jeśli będzie szczekał nocą, to będziemy musieli wziąć go do domu, bo nie chce, żeby cała okolica nas znienawidziła ;) Wczoraj korzystając z kagańca zrobiłam ekspresową akcję zdjecia obroży i szelek do szybkiego prania. Założyłam mu od Lindy, potem znowu zakładanie jego. Z trudem udało się to ogarnąć we dwoje. Naprawdę ma siłę niesamowitą.
  14. Linda wczoraj była na kontroli neurologicznej. Okazało się, że po terapii zmniejszyły się zrosty w kanale rdzeniowym i Lindzie wróciło czucie głębokie w obu łapkach. Do tego rehabilitacja też poprawia jej stan łapek. Jednak, zeby nie było za kolorowo, pokazałam tą łapkę, gdzie stale jej strzela przy ruchu i ją zakłada na drugą w ruchu. Okazało się, że to nie kolano, a biodro. Mamy skierowanie do ortopedy w Oświecimiu na konsultację i prawdopodobnie będzie miała operację. najpierw jednak trzeba zrobić tam bardzo dokładne RTG w narkozie. prawdopodbnie jest uraz w biodrze.Jesli uda się "naprawić" ta łapkę, to będzie pewnie mogła chodzić w gorsecie. Na razie wózek wstrzymujemy, bo może ją ugniatać w miejscu urazu i może dlatego nie chce się w nim poruszać. Dzięki odzewowi z FB odnośnie wózka, zgłosiła się druga osoba, która też podarowała wózek dla dużego psa. Już przysłała wózek do Katowic do mojej mamy. Wózek prawdopodobnie pojedzie do schroniska na Ukrainie, gdzie zostało sporo takich kalekich psów. Dzięki zbiórce Linda będzie mogła mieć konsultację ortopedyczną i w razie koniecznosci operację. Wczoraj zapłaciłam 90 zł za konsultację i zastrzyki sterydowe. Wzięłam fakturę, którą prześlę Toli.
  15. Bo wygolona na sznaucerka ;) Przy jej aktywności nie da się chyba utuczyć. Wiem, że też wybrzydza z jedzeniem. Mam nadzieję, że wkrótce to się skończy. U nas, przy innych psach ładnie jadła. Pani ją jeszcze odrobaczała i badała, wszystko ma w porządku i jest zdrowa. Jestem w stałym kontakcie z p. Olą.
  16. Nie dostał tego leku przed badaniem i nie chodzi o krew, ale o badanie neurologiczne. Okazało się, że oczopląs jest większy, cały czas jednostronny w prawo, podobnie jak jego kręcenie się w momencie stresu. Prawdopodobnie kiedyś dostał mocno w tył głowy np łopatą, co spowodowało uraz i to także mogło wpłynąć na jego nieodwracalne uszkodzenie wzroku. Prawdopodobnie ma zwiększone ciśnienie w czaszce. Dostał już steryd przeciwzapalnie, mam recepty na inne leki, np obniżające ciśnienie, .ale mam je podawać pojedynczo, stopniowo i obserwować reakcje, żeby dobrać kurację najbardziej odpowiednią. Później, po ustaleniu terapii już ma dostawać Anafranil dwa razy na dobę. Musze przyznać, że od wczoraj jest znacznie spokojniejszy. Najpierw myślałam, że to kwestia zmęczenia, ale przespał spokojnie całą noc i szczekał dopiero rano. Oczywiście było całe rodeo z nim, jak zwykle. Kagańca w domu nie udało się założyć, dopiero w trójkę w przychodni, na bandaż, jak pisała Elik. Przy zarzucaniu bandaża udało mu się ugryźć mnie w kolano. Zrobił w przychodni trzy razy kupę, wszystko zasikał, zapluł i zasmrodził. To wszystko zostało wydalone w stałym ruchu, więc rozsmarowane wkoło. Krwi z przedniej łapy nie dało się pobrac, bo dzielnie walczył i trzaskał kagańcem, więc miał pobieraną z tylnej. Morfologia robiona na miejscu wyszła dobrze, natomist cały profil geriatryczny jest robiony poza przychodnią i dziś mam dzwonić o wyniki. Zeskanuję wszystko i prześlę Elik. Fakturę za konsultację i badania wzięłam przelewową i od razu przekazałam Elik na maila. leki, jakie ma zalecone, powinnam mieć w domu, tylko musze sprawdzić ich wielkosć, bo zazwyczaj mam dla moich mniejszych psów. Skoro steryd w sposób widoczny pomógł, to bedzie mieć kontynuację już w tabletkach. Te same mam 2 tyg. temu wykupione dla Lindy, a u niej akurat lepiej działa lek w zastrzykach, więc przekażę je Fado, szkoda wydawac kilkadziesiąt zł. Wczoraj jechał z Lindą, koszt paliwa do Tychów - 40 zł podzielony jest na pół. Dam znać, jak bedę znać więcej wyników z krwi. Pani doktor zasugerowała, że może do jesieni wolałby mieszkać na zewnątrz i żeby spróbować dać go do kojca. Kojec na dwa psy mam, ale właśnie w trakcie osiatkowywania dla naszych nutrii, Yogiego i Margot. Pomyślałam więc, że może spróbujemy przenieść dużą budę do ptasiego ogródka i zobaczymy, czy nie poczułby się tam lepiej sam. Tylko boję się, że mógby szczekać nocą, bo sarny i zające podchodzą. Jednak może warto spróbować? Nie zwraca uwagi na nasze 4 kury i 2 gęsi. nie wiem, czy będzie wiedział, żeby wejsc do budy. Ptaki też mają na gniazda dwie drewniane budki i jedną plastikową, to do nich nie wszedł nigdy, ale może dlatego, że to takie budki na małe psy. Pomyślałam, żeby wyłozyć kocem, dać do środka jedzenie, to może zaakceptuje budę jak transporter? Może rzeczywiście poczuje się lepiej na zewnątrz?
  17. W tej sytuacji szkoda. Jednak w normalnym jego funkcjonowaniu chyba tak jest dla Fado lepiej, bo nie czuje się otumaniony czy senny. Jednak w takich przypadkach z chęcią zastowałabym coś, po czym łatwiej szłoby sobie z nim poradzić ;)
  18. Ten lek nie działa w ten sposób. On działa przeciwlękowo, przeciwdepresyjnie, a nie uspokajająco czy nasennie. Czyli pies jest normalnie aktywny, tylko nie boi się tak, jak normalnie bałby się. Dam jutro znać. Linda i Fado na wspólnym wyjeździe to naprawdę wyzwanie.
×
×
  • Create New...