Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Zapomniałam dopisać właśnie, że skoro to nie jest łatwa adopcja i ołoszenie ma poruszyć wrażliwców i brac ludzi " na litość", to warto dodać jedno zdjecie Nadii jeszcze w schronisku, żeby przemawiało ludziom do wyobraźni i jedno zdjęcie Florki, gdyby ktoś rozważał adopcję obu. Lepiej nie wspólne zdjecie, bo jak ktoś je zobaczy przyklejone do siebie, a nie będzie mieć możliwości adopcji obu, to odpuści sobie Nadię, że szkoda rozdzielać. Wspólne zdjecia można później przeznaczyć do wspólnego ogłoszenia, żeby z kolei ludzie widzieli, że warto je obie adoptować. Z tego ogłoszenia, jesli bedzie odzew, to nie będzie od osób szukających bezproblemowego psa tylko takich, którzy wyszukują psa, któremu mogą pomóc, najbardziej potrzebującego. To zupełnie inna grupa odbiorców i trzeba dopasować przekaz. Mnie również martwi adopcja Nadii, ale już najwyższa pora spróbować.
  2. Jakoś też mi trudno idzie tekst dla Nadii, a już nie dałam rady krótko i zwięźle. Napisałam coś takiego, może to jakoś poprzerabiacie wg swojego uznania? Coś dodac, coś odjąć? "Skrzywdzona Nadia, wróc jej wiarę w ludzi Nadia jest śliczną, łagodną, malutką suczką. Pozornie, z takimi atutami nie powinna nigdy być bezdomna. Jednak stało się inaczej. Kiedyś przytrafiło się jej coś bardzo złego, w wyniku czego straciła częśc tylnej łapki i co gorsze, wiarę w ludzi. łatwo się domyślić, że za jej bólem i cierpieniem musiał stać człowiek. Suczka boi się zaufac człowiekowi. Nadia ma tylko matkę, z którą trafiła wspólnie do schroniska. Mama Nadii, Florka jest dla niej przewodnikiem w świecie ludzi. Uspokaja ją, przytula się do niej, wycisza lęk. Pokazuje, że ludzie moga byc fajni i warto z nimi się kolegować. Niestety są małe szanse na to, że ktoś da dom obu suczkom. Szczęściem w nieszczęściu, dobre dusze wypatrzyły malenkie sunie w schronisku i umieściły w tymczasowej rodzinie. Nadia jest już bezpieczna, ale nadal bez własnego domu. Jesli jesteś wrażliwym, cierpliwym człowiekiem, to podaruj Nadii nowe życie i pomóż jej ponownie zaufać. Niestety, nie ma gwarancji, że ona kiedyś zmieni się znacząco, choć w kochajacym domu wszystko może się zdarzyć. Nadia to 3-letnia sunia o wadze ok. 8 kg, ma mięciutką, dłuższą sierść. jest wysterylizowana, zaszczepiona i odrobaczona. Szuka spokojnego domu z ogrodem, bez małych dzieci. Zupełnie nie przeszkadza jej w funkcjonowaniu brak stopy. Nie daje się na razie prowadzić na smyczy, chodzi luzem po zamkniętym terenie.Zachowuje czystosć, reaguje na imię, przychodzi na wołanie. Zdecydowanie woli kobiety, mężczyzn jeszcze boi się. Jednak wystarczy jej zaufać jednej osobie, resztę domowników wtedy toleruje. Jest bardzo łagodna, można brac ją na ręce. Do adopcji sama lub z Florką. Ze względu na dobro psa oczekujemy rozmowy w potencjalnym domu przed adopcją oraz podpisania umowy adopcyjnej."
  3. Nadia też czasami oszczekuje mojego męża, szczególnie jak np znosi pranie z ogrodu czy ma coś w rękach. Psy skrzywdzone przez mężczyznę mogą tak reagować na innych mężczyzn. Do głowy nie przyszłoby mi nawet, ze to może być powód do oddania psa. I to po takim czasie.
  4. Odezwała się do mnie wczoraj po mojej wiadomości ze zdjeciami, jakie im wysłałam, że nie potrafi się do Ciebie dodzwonić, bo masz stale zajęte ;) Bardzo się cieszę, że tak szybko stowarzyszenie zareagowało.
  5. Dziękuję bardzo za pomoc. Nie usuną tylu ogłoszeń z tymi samymi zdjeciami? Może dorobię? Dziś zrobię zdjecia małemu Alexikowi, ale wczoraj znowu miał brzydkie oczko. Nie mam już pomysłu, co mu wkraplać, nie działają te antybiotyki, które dostaje. Jedno wyleczyło się po dwóch dniach, ale drugie co jakiś czas puchnie i ropieje. Muszę dziś odmówić Lindy operację, bo ma paskudne bakteryjne zapalenie pęcherza. Zaczął strasznie cuchnać jej mocz, ale myślałam że to może po witaminach z grupy B, które dostaje. Do tego mocz zaczął się jej sączyć, a ona go zlizuje. Wcześniej tego nie robiła. Przedwczoraj wieczorem wzięłam ją do siebie do łóżka i rano musiałam zmieniać wszystko do prześcieradła gumowego w łóżku z jej połowy, taki był smród. Popołudniu, jak ją odsikałam na prześcieradło, to została galaretowato- śluzowata sybstancja na materiale. Czesc zielonkawa, reszta już taka trochę krwista. Jeszcze takiego moczu nigdy nie widziałam. Dzwoniłam wczoraj do przychodni i ma już wprowadzony antybiotyk, mamy zobaczyć czy chwyci, bo w taki upał nie chcę jej wieźć po godzinie drogi do Tychów w nieklimatyzowanym dostawczym samochodzie, a tylko taki wynajmujemy jako zastępczy. Terminy pozno popołudniowo-wieczorne na dwa dni są wszystkie zarezerwowane. Dziś w nocy było już lepiej. Zastanawiam się, jak ona funkcjonowała rok w schronisku? Bez leczenia, zewnętrzny wybieg dla niepełnosprawnych psów jest wyścielony starymi dywanami, na które psy przecież się załatwiają i potem po tym wszystkie szorują zadami. Wewnętrzny kojec na filmiku miała maciupenki, z rzuconym jednym materiałem jako legowisko. Nikt nie był więc w stanie czyścić go jej na bieżąco. U nas ma na swoje nie przepuszczajace wilgoci legowisko położoną jeszcze poszewkę, żeby wchłaniała mocz, gdyby się zsikała pod siebie, podłoga jest myta Virkonem lub Domestosem, ma możliwość poruszania się wszędzie, gdzie da radę i jest problem z ranami na łapach, a teraz z infekcją pęcherza. Zakażony bakteriami mocz spływa jej na rany na łapach, więc w te temperatury mam ściereczkę, wodę z środkiem do odkażania i jej co jakiś czas zmywam tylne łapy. Dr Olender ostrzegała nas, że bedzie gorzej, jak zrobi się ciepło, ale przecież ona w takim stanie przezyła już jedno lato na Ukrainie. Śmiałam się z Lindy, bo mam w sypialni szczury. Linda, jak wiele schroniskowych psów, szczurów nie cierpi i jak się zorientowała, co za "chomiki" wieczorem piszczą i biegają w klatce, to popatrzyła na mnie z ogromnym zdziwieniem i niedowierzaniem. Jednak zaakceptowała to niezrozumiałe dla niej dziwactwo i dała spokój domowym gryzoniom. To bardzo mądry i zrównoważony pies. Stale doświadcza czegoś nowego i to akceptuje. Jedynie lęku przed mężczyznami i trzymaniu czegoś w rękach nie potrafimy u niej przezwyciężyć.
  6. Tolu, napisałam do Stowarzyszenia Adopcji Buldożków i podałam do Ciebie kontakt.
  7. Wiem, ale myślałam żeby połączyć to z dowozem Tani. Pisałam Ci, że pomyliłam daty wystawy, a po Cindy ludzie już wczoraj byli. Najlepiej więc byłoby Tanię zawieźć do Krakowa i zabrać Spinkę. Z Tanią nie ma co kombinowac z osobą ze Sosnowca, bo dowiezienie jej do Sosnowca i tak zajęłoby Andrzejowi ponad godzinę, więc lepiej żeby jechał na Kraków, gdyby był transport dla Spinki z Zamościa do Krakowa.
  8. Rozmawiałyśmy z Tolą i Spinka może do nas przyjechać, tylko właśnie problem jest z transportem. Pytałam przed pół godziną, czy jest jakaś opcja do Krakowa, ale niestety nie ma. Andrzej chyba będzie musiał zawieźć Tanię do DS do Krakowa, więc mógłby zabrac na jej miejsce Spinkę, tylko brak transportu z Zamościa. Tania miała jechać z Andrzejem, jak pojedzie na wystawę z yorką, ale okazało się, że pomyliłam daty i wystawa jest dopiero 29.06, a nie 19, jak początkowo myślałam. Porobiło się przez moją sklerozę.
  9. Bardzo proszę o ogłoszenia dla naszego podrzuconego Mariana. W końcu dojrzałam do szukania mu domu, bo w lipcu przyjeżdża do nas kociątko z Ukrainy. Dałam go na FB, ale zero udostepnień i odzewu. Do adopcji młody kocurek Marian. Już odrobaczony, zaszczepiony, wykastrowany, ma założoną książeczkę zdrowia. Najchętniej wydamy go do domu, gdzie już jest koci rezydent. Przyzwyczajony do psów, może zamieszkać z łagodnym pieskiem. Szuka domu niewychodzącego i z zabezpieczonymi oknami. Wzorcowo korzysta z kuwety. Ma apetyt, jest towarzyski. Nie do domu z małymi dziećmi. Przed adopcją spotkanie w potencjalnym domu, umowa adopcyjna. Tel. 660124623, woj. śląskie
  10. Tolu, chyba trzeba sprawę nagłośnić, najlepiej na FB. Te psy są naprawdę biedne na tych łańcuchach. Inne organizacje na pewno pomogą, zeby zabrać je stamtąd wszystkie. Utrzymanie takiego stadka to spory koszt, buldożki są bardzo chorowite i miewają wiele wad. Na szczęście mają równiez wielu miłośników, którzy na pewno nie odmówią pomocy. Takie miejsca to niestety cena tanich, "okazyjnie" kupowanych maluchów. Kot bardzo biedny. Mam nadzieję, że da radę. Najgorsze jeszcze teraz są te upały. Szczególnie przy gojeniu.
  11. Pomyślę, może jakoś wspólnie damy radę.
  12. Sowo, czyli myślisz żeby i tak lek przeciwbólowy podawać do operacji? Nie chciałam jej już niszczyć żołądka, skoro nie było widać różnicy.
  13. Nie kupowałam wózka, dostałam dwa po psach jej wielkości. Drugi czeka na zabranie do ukrainskiego schroniska. Pieniądze ze zbiórki zostaną przeznaczone na operacje łap. Nikt nie dopatrzyłby się urazu biodra bez specjalistycznych RTG robionych w narkozie i w specjalnych ułożeniach. Była wcześniej cała prześwietlana, biodra także. Ze zdjęcia bocznego i "na żabę" nic nie wyszło. Pierwsze RTG miała robione jeszcze na Ukrainie, kolejne u nas. Zanipokoiło mnie "strzelanie" stawów w trakcie ćwiczeń. Myślałam, że to zwichnięta rzepka, a okazało się że biodra. Każdy skupił się na dziurze postrzałowej w kręgu jako przyczynie jej niechodzenia. Taką zresztą informację dostałam z Ukrainy. Wózek i tak pewnie się przyda. Na razie boję się, że może odczuwać ból, kiedy przemieszczona kość ociera o inną w trakcie poruszania się. Niestety, operacje moga nie przynieść skutku w postaci umiejętności chodzenia, bo zmiany są stare i doszło już dawno do przykurczu ścięgien. Do tego w uszkodzonym kręgu narasta zrost, który może zwiększyć ucisk na kanał kręgowy i w rezultacie rdzeń. Po sterydzie obrzek zszedł i wróciło czucie głębokie, ale cudów już się nie zrobi. Tak więc nałożyły się dwa problemy: neurologiczny i ortopedyczny. Mam nadzieję, że koteczkę, która do nas przyjedzie w przyszłym miesiącu uda się postawić na łapki, bo nie minie tyle czasu od urazu, co u Lindy. Najgorsze, że upływający czas działa na niekorzyść, a przepisy nie pozwalają na szybki przyjazd. Też mnie to dziwi. Dawałam środek przeciwbólowy i nie było widocznej różnicy w jej zachowaniu. Jedynie z czasem widzę jej skłonność do kładzenia się w zimnych miejscach lub w kałużach.
  14. Tak się domyśliłam, że to o niej rozmawiałyśmy, jak Tola mi powiedziała że została pomyłkowo wyciągnięta sunia z boksu posterylkowego. Najważniejsze, że sunia jest taka miła i kontaktowa. Mam nadzieję, że szybciutko znajdzie dom z ogłoszeń.
  15. Wygląda bardzo sympatycznie i tak od razu pozytywnie nastawiony. Nadia, która u nas czeka na dom też rewelacyjnie radzi sobie bez stopy. W biegu porusza się na trzech, jak chodzi wolno lub stoi, to opiera się na tej krótszej. Nie poznać na oko, że jej stópki brak. Imię świetne :)
  16. Nasi do takich nie należą. Nie pozwoliłabym nawet na takie faszerowanie na wszelki wypadek. Staram się dzięki badaniom zawsze ustalić przyczynę dolegliwości i wdrażać konkretne leczenie. jednak wiem o czym piszesz, też czytam czasem o takim leczeniu. Fado na pewno czuje się lepiej, ale jest dość głośny i aktywny. Nie jest już taki, jak trzy dni po pierwszej wizycie. Wczoraj składałam wyszuszone pranie w wiatrołapie i zobaczyłam przypadkiem jak rewelacyjnie bawił się z Kajem koło domu. to duży postep, bo najpierw go gonił i atakował. Wczoraj bawili się długo i bezgłośnie, więc na pewno było delikatnie, bo Kaj to ogromny histeryk i o byle co piszczy. Najgorsze teraz są poranki. Kupa i siki rozdeptane po podłodze. Niestety, w czasie leczenia Fado nie przejmuje się sikaniem na zewnątrz. Może jest mu to obojętne przez to, że nie widzi? Rozkładam na noc mu prześcieradło, ale zazwyczaj leży zwinięte pod ścianą, a podłoga zalana. Jak mu za ciepło, to lezy w domu.
  17. Myślę, że jej uroda może jej pomóc w znalezieniu domu. Na ostatnim zdjeciu jest z naszą czarno-burą Lemur. Po przyjeździe z wojtyszek ją ogłaszałam, ale przez kilka mies. nie miałam o nią jednego zapytania i w końcu usunęłam ogłoszenie. Nadia jest urodziwa i przykuwa wzrok, mam nadzieję, że to bedzie jej szansą.
  18. Nie może się poruszać w wózku, bo wtedy może odczuwać właśnie ból. Na razie i gorset odłozony, bo zmienia ustawienie łapek. Wczoraj była pół dnia zamknięta w pokoju i była bardzo nieszczęśliwa. Nie wiem już co robić. Myślę, nad ustawieniem w ogrodzie zagródki z parasolem, żeby mogła tam przebywać, ale nie miała mozliwości za dużo się poruszać. Ze stopami sobie poradzę owijaniem, tylko trzeba ustawiać jej stopy w pozycji, jakby stała i wtedy mam owijać wysoko. Za to na kolana nie mam żadnego sposobu, a one są najgorsze.
  19. Wpadłam na dogo tylko na momencik. Jutro uzupełnię ostatnie wpłaty. Bardzo dziękuję. Każda złotóweczka się przyda, bo Lindę czekają operacje obu łap. Ma całkowicie zniszczone oba biodra, kości nie tylko wypadły z panewek, ale są zupełnie przemieszczone, mają zmienioną powierzchnię, są zniekształcone. Nie wiadomo, czy operacje coś zmienią i da radę się samodzielnie poruszać, ale i tak trzeba je zrobić, żeby jej nie bolało. Opórcz tego wyszło z RTG, że w miejscu urazu są jeszcze fragmenty pocisku i ma nieprawidłowe płuca. Może to skutkować kaszlem, częstym męczeniem się. Od trzech dni zaczeła inaczej ustawiać łapy i ma zdarte do krwi kolana i stopy. Owijki zsuwa, a na kolana nie mam ządnego pomysłu. Stosuję preparaty na rany, a ona wystarczy że kawałek się przesunie i już krwawy ślad z kolan ciągnie się za nią. Jeśli ktoś ma doświadczenie, to bedę wdzięczna za rady i sugestie, co i jak stosować. Ortopeda jak dla mnie godny polecenia, obie z mamą mamy takie samo zdanie. Pierwszy raz oprócz dr Olender, ktoś tłumaczył mi schorzenie za pomocą porównawczych RTG czy ksiazek. Życzyłabym sobie takie podejście u innych lekarzy. Za tydzień w piątek rano pierwsza operacja.
  20. Kociak śliczny. Sprawdzcie kał, głównie pierwotniaki. Taka wychudzona i z biegunką była moja Tycia i miała kokcydie oraz glisty. Nie ma co podawać środków w ślepo, bo każdy działą na częśc pasożytów i można nie trafić. Gdybym nie miała Alexika, to wzięłabym go. jednak Alex jest za mały na szczepienie, no po leczeniu kk. Jak dziś przeglądnęłam czarną listę domów na FB i częstotliwość wpisów, to odechciało mi się już tymczasowania i przekazywania zwierząt do ludzi. Domy po wizytach PA. Tolu, co do suni sznaucerkowatej, to właśnie przez moje aktualne zwierzaki nie dam rady podjać się prowadzenia jej wątku i zbierania pieniędzy. Za miesiac przyjeżdża do mnie z Ukrainy to kociątko, o którym Ci wspominałam, że nie chodzi jak Linda. Na szczęście przy niej już z FB jedna osoba zadeklarowała opłacenie transportu, a druga pomoc w sfinansowaniu leczenia.
  21. Zwierzęta z zaburzeniami neurologicznymi lub z problemami w obrębie czaszki czy rdzenia kręgowego zarówno dr Olender jak i dr Wrzosek z Wrocławia zawsze leczyli przy pomocy sterydów.
×
×
  • Create New...