Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19199
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Sowo, czyli myślisz żeby i tak lek przeciwbólowy podawać do operacji? Nie chciałam jej już niszczyć żołądka, skoro nie było widać różnicy.
  2. Nie kupowałam wózka, dostałam dwa po psach jej wielkości. Drugi czeka na zabranie do ukrainskiego schroniska. Pieniądze ze zbiórki zostaną przeznaczone na operacje łap. Nikt nie dopatrzyłby się urazu biodra bez specjalistycznych RTG robionych w narkozie i w specjalnych ułożeniach. Była wcześniej cała prześwietlana, biodra także. Ze zdjęcia bocznego i "na żabę" nic nie wyszło. Pierwsze RTG miała robione jeszcze na Ukrainie, kolejne u nas. Zanipokoiło mnie "strzelanie" stawów w trakcie ćwiczeń. Myślałam, że to zwichnięta rzepka, a okazało się że biodra. Każdy skupił się na dziurze postrzałowej w kręgu jako przyczynie jej niechodzenia. Taką zresztą informację dostałam z Ukrainy. Wózek i tak pewnie się przyda. Na razie boję się, że może odczuwać ból, kiedy przemieszczona kość ociera o inną w trakcie poruszania się. Niestety, operacje moga nie przynieść skutku w postaci umiejętności chodzenia, bo zmiany są stare i doszło już dawno do przykurczu ścięgien. Do tego w uszkodzonym kręgu narasta zrost, który może zwiększyć ucisk na kanał kręgowy i w rezultacie rdzeń. Po sterydzie obrzek zszedł i wróciło czucie głębokie, ale cudów już się nie zrobi. Tak więc nałożyły się dwa problemy: neurologiczny i ortopedyczny. Mam nadzieję, że koteczkę, która do nas przyjedzie w przyszłym miesiącu uda się postawić na łapki, bo nie minie tyle czasu od urazu, co u Lindy. Najgorsze, że upływający czas działa na niekorzyść, a przepisy nie pozwalają na szybki przyjazd. Też mnie to dziwi. Dawałam środek przeciwbólowy i nie było widocznej różnicy w jej zachowaniu. Jedynie z czasem widzę jej skłonność do kładzenia się w zimnych miejscach lub w kałużach.
  3. Tak się domyśliłam, że to o niej rozmawiałyśmy, jak Tola mi powiedziała że została pomyłkowo wyciągnięta sunia z boksu posterylkowego. Najważniejsze, że sunia jest taka miła i kontaktowa. Mam nadzieję, że szybciutko znajdzie dom z ogłoszeń.
  4. Wygląda bardzo sympatycznie i tak od razu pozytywnie nastawiony. Nadia, która u nas czeka na dom też rewelacyjnie radzi sobie bez stopy. W biegu porusza się na trzech, jak chodzi wolno lub stoi, to opiera się na tej krótszej. Nie poznać na oko, że jej stópki brak. Imię świetne :)
  5. Nasi do takich nie należą. Nie pozwoliłabym nawet na takie faszerowanie na wszelki wypadek. Staram się dzięki badaniom zawsze ustalić przyczynę dolegliwości i wdrażać konkretne leczenie. jednak wiem o czym piszesz, też czytam czasem o takim leczeniu. Fado na pewno czuje się lepiej, ale jest dość głośny i aktywny. Nie jest już taki, jak trzy dni po pierwszej wizycie. Wczoraj składałam wyszuszone pranie w wiatrołapie i zobaczyłam przypadkiem jak rewelacyjnie bawił się z Kajem koło domu. to duży postep, bo najpierw go gonił i atakował. Wczoraj bawili się długo i bezgłośnie, więc na pewno było delikatnie, bo Kaj to ogromny histeryk i o byle co piszczy. Najgorsze teraz są poranki. Kupa i siki rozdeptane po podłodze. Niestety, w czasie leczenia Fado nie przejmuje się sikaniem na zewnątrz. Może jest mu to obojętne przez to, że nie widzi? Rozkładam na noc mu prześcieradło, ale zazwyczaj leży zwinięte pod ścianą, a podłoga zalana. Jak mu za ciepło, to lezy w domu.
  6. Myślę, że jej uroda może jej pomóc w znalezieniu domu. Na ostatnim zdjeciu jest z naszą czarno-burą Lemur. Po przyjeździe z wojtyszek ją ogłaszałam, ale przez kilka mies. nie miałam o nią jednego zapytania i w końcu usunęłam ogłoszenie. Nadia jest urodziwa i przykuwa wzrok, mam nadzieję, że to bedzie jej szansą.
  7. Nie może się poruszać w wózku, bo wtedy może odczuwać właśnie ból. Na razie i gorset odłozony, bo zmienia ustawienie łapek. Wczoraj była pół dnia zamknięta w pokoju i była bardzo nieszczęśliwa. Nie wiem już co robić. Myślę, nad ustawieniem w ogrodzie zagródki z parasolem, żeby mogła tam przebywać, ale nie miała mozliwości za dużo się poruszać. Ze stopami sobie poradzę owijaniem, tylko trzeba ustawiać jej stopy w pozycji, jakby stała i wtedy mam owijać wysoko. Za to na kolana nie mam żadnego sposobu, a one są najgorsze.
  8. Wpadłam na dogo tylko na momencik. Jutro uzupełnię ostatnie wpłaty. Bardzo dziękuję. Każda złotóweczka się przyda, bo Lindę czekają operacje obu łap. Ma całkowicie zniszczone oba biodra, kości nie tylko wypadły z panewek, ale są zupełnie przemieszczone, mają zmienioną powierzchnię, są zniekształcone. Nie wiadomo, czy operacje coś zmienią i da radę się samodzielnie poruszać, ale i tak trzeba je zrobić, żeby jej nie bolało. Opórcz tego wyszło z RTG, że w miejscu urazu są jeszcze fragmenty pocisku i ma nieprawidłowe płuca. Może to skutkować kaszlem, częstym męczeniem się. Od trzech dni zaczeła inaczej ustawiać łapy i ma zdarte do krwi kolana i stopy. Owijki zsuwa, a na kolana nie mam ządnego pomysłu. Stosuję preparaty na rany, a ona wystarczy że kawałek się przesunie i już krwawy ślad z kolan ciągnie się za nią. Jeśli ktoś ma doświadczenie, to bedę wdzięczna za rady i sugestie, co i jak stosować. Ortopeda jak dla mnie godny polecenia, obie z mamą mamy takie samo zdanie. Pierwszy raz oprócz dr Olender, ktoś tłumaczył mi schorzenie za pomocą porównawczych RTG czy ksiazek. Życzyłabym sobie takie podejście u innych lekarzy. Za tydzień w piątek rano pierwsza operacja.
  9. Kociak śliczny. Sprawdzcie kał, głównie pierwotniaki. Taka wychudzona i z biegunką była moja Tycia i miała kokcydie oraz glisty. Nie ma co podawać środków w ślepo, bo każdy działą na częśc pasożytów i można nie trafić. Gdybym nie miała Alexika, to wzięłabym go. jednak Alex jest za mały na szczepienie, no po leczeniu kk. Jak dziś przeglądnęłam czarną listę domów na FB i częstotliwość wpisów, to odechciało mi się już tymczasowania i przekazywania zwierząt do ludzi. Domy po wizytach PA. Tolu, co do suni sznaucerkowatej, to właśnie przez moje aktualne zwierzaki nie dam rady podjać się prowadzenia jej wątku i zbierania pieniędzy. Za miesiac przyjeżdża do mnie z Ukrainy to kociątko, o którym Ci wspominałam, że nie chodzi jak Linda. Na szczęście przy niej już z FB jedna osoba zadeklarowała opłacenie transportu, a druga pomoc w sfinansowaniu leczenia.
  10. Zwierzęta z zaburzeniami neurologicznymi lub z problemami w obrębie czaszki czy rdzenia kręgowego zarówno dr Olender jak i dr Wrzosek z Wrocławia zawsze leczyli przy pomocy sterydów.
  11. Ślicznie wszystkim dziękuję. Tola podaje tu wpłaty, jakie docierają na konto fundacji. Już jutro konsultacja. Niestety, wczoraj Linda zaczeła jakoś tak się poruszac, że starła do krwi skórę na stopach i kolanach. Wygląda to tragicznie. Opatrzyłam jej rany, stopki zawinęłam w taśmę. jednak szybko taśmy i gazików się pozbyła. Będę musiała jej chyba wysoko taśmować, żeby się nie zsuwało.
  12. Akurat ja jestem fanką Dexafortu ;) Jakoś do działania tabletek nie mam u naszych zwierzaków szczęścia. Mojej suni z krwiakiem w kanale rdzeniowym pomógł stanąć na nogi, Lindzie też najlepiej pomaga. Fado po nim był cudowny, a teraz to sikanie ma po Encortonie. Właśnie przyjechaliśmy do domu ze sklepu, a tu wylał cały pęcherz na kaloryfer. Wcześniej tylko miał apetyt i nie zdarzało mu się zsikiwać w domu. Dziś to drugi raz.
  13. Linda to co innego, to kaleki pies, ludzi podobnie jak mnie oburzyła krzywda, jaką jej ktoś wyrządził i każdy chciał się dołożyć do próby przywrócenia jej względnego komfortu zycia. Podobnie był odzew przy Limbie, pamiętasz? Na FB pomoc przychodzi w skrajnych, drastycznych przypadkach. Poza tym Linda i Kaj są na moim utrzymaniu. W momencie kiedy zakończy się jej leczenie, nie będzie dodatkowych wydatków i mam świadomość, że ich utrzymanie spoczywa na mnie. Natomiast ta sunia to zapewne zdrowy na swój wiek pies, bo inaczej nie dałaby rady tyle lat tam przetrwać. Nie wzruszy nikogo, bo to po prostu kolejny psiak, któremu w życiu się nie powiodło, ale ma co jeść, gdzie żyć. Takich psów są tysiące. Pamiętasz, że ją już ogłaszałam na FB i szukałam pomocy u Malawaszki. Dla niej tylko tu chyba jest szansa na pomoc. Niestety, nie mogę też jej wziąć na swoje utrzymanie, bo utrzymujemy sporo zwierząt, a zus i inne opłaty trzeba jednak co miesiąc zapłacić. Nie wiem, kiedy uda mi się wyadoptować moje dwa dodatkowe koty. Niby to tylko kot, ale trzeba odrobaczyć, zaszczepić, wykastrować, żywić, kupić żwirek, a Alexika leczyć. Na prywatną osobę przy 10 kotach robią się więc spore koszty. Gdyby ktoś podjął się opieki nad sunią, to wtedy mogłaby przyjechać. Zresztą, jak pojawiają się u mnie maluchy, które wymagają stałej opieki, to nie mam mozliwości tu często zaglądać. Ze swojej strony mogę zaproponowac jedynie miejsce u nas. Tolu, a przy okazji, jak bedziecie w schronisku, nie ma mozliwości wyprowadzić tej suni z kojca, żeby zobaczyć jaka jest? Dowiedzieć się ile tam jest, w jakim wieku? przecież podchodzi do siatki, jest zainteresowana człowiekiem. Wygląda na normalnego, ale już zrezygnowanego psa bez nadziei, że człowiek odmieni jej zycie.
  14. Bardzo się cieszę, że dwóm suniom uda się zmienić życie. Szczególnie cieszy mnie, że Gratka też wyjeżdża ze schroniska. Od razu wpadła mi w oko na zdjeciach.
  15. Widzisz Tolu, zawsze warto spróbować. Jakoś tak w głębi duszy czułam, że Mysia jednak znajdzie dom. Nikt z nas nie spodziewał się, że pójdzie jej tak łatwo. Na pewno obecność Mimi/Mili pomaga. U nas też lubiła poleżeć sobie w słoneczku i poopalać się.
  16. Tolu, wysłałam paragon za sterylizację i badania krwi. Chciałam tu napisać o sfinansowaniu jej zabiegu. Kiedy była jeszcze u nas Limba, to jedna osoba z FB przysłała mi w kopercie z bardzo sympatycznym i wzruszającym listem na Limbę pieniądze.To było dla mnie bardzo duże zaskoczenie, że ktoś zaufał mi na tyle, że wysłał mi do domu 400 zł. Niestety Limba zmarła wkrótce i pieniadze odłożyłam na czarną godzinę. Za 100 zł opłaciłam przed świercią Convalescent, potem kremację Limby i transport do kremacji. Zostało 300 zł. Teraz fundacja ma trudności finansowe, zaopiekowali się kolejnymi psiakami ze schroniska, więc z Tolą zadecydowałyśmy, że te pieniądze pokryją koszt badania, sterylizacji i transportu Tani.
  17. Biedulka :( Tyle lat czeka. Boję się dnia, kiedy pojedziesz do schroniska i jej nie będzie. W jej przypadku wiadomo, że adopcja ze schroniska jest nierealna. Jeśli jej zabraknie tam, to tylko oznaczałoby śmierć. Teraz pojechała do DS Mysia, za tydzień, dwa pojedzie Tania. Gdyby ludzie chcieli jej pomóc, to ona mogłaby wtedy do nas przyjechać.
  18. Nie zaglądałam już tu i wczoraj wykupiłam. To kosztuje ponad 3 zł, więc chyba przesyłka wyszłaby i tak drożej. Na razie dziś Fado jest wyjątkowo pobudzony. W założeniu po Enarenalu miał być spokojniejszy, a jest odwrotnie. Jest jeszcze jeden lek, gdyby ten mu nie służył. Jednak na pewno trzeba poczekać i poobserwować, a nie skakać z leku na lek po dwóch dniach. Elik, wysłałam dwa paragony z apteki, jeden wcześniej wykupiony na Anafranil i ten wczorajszy. Co do ciśnienia, to chodzi o ciśnienie śródczaszkowe. Ważony był do dawkowania, ale całkowicie nie kojarzę wagi, bo byłam z nim i Lindą jednocześnie. Skupiałam się na tym, żeby zapamiętać wszystko, co im dolega i jakoś to mi umknęło. Na pewno waży więcej, niż za pierwszym razem po przyjeździe, bo wtedy przez lamblie wszystko przez niego przelatywało i widoczne miał żebra. mięśnie też ma teraz spore, szczególnie na łapach. Co do jedzenia to rzeczywiście jest kłopotliwy jego posterydowy apetyt. Jesli trochę doje innej karmy, to nic się nie dzieje, ale jeśli uda mu się ukraśc wiecej, to kupa jest luźniejsza. Na szczęście jego karma powoduje, że nie jest to całkiem biegunka. Dziś rano nie chciał wyjść z domu i cały pęcherz wylał z piętra na parter. Stanął przy brzegu schodów. Dobrze, że akurat byłam metr od tego miejsca, bo miałabym niezły prysznic.Niestety, po sterydzie nie tylko więcej je, ale i pije i sika.
  19. Już w domu. Macica wskazywała na to, że wielokrotnie rodziła. To naprawdę szczęście, że nie miała żadnych komplikacji przy porodach i je wszystkie przeżyła. Jest trochę rozhisteryzowana po zabiegu, uspokaja się tylko, jak się jest stale przy niej. Rano już się spłoszyła przy wyjeździe. Również mam nadzieję, że dobrze bedzie się goić.
  20. Wyniki z badania krwi przesłałam Elik, ja teraz tu nie potrafię wstawić. Już pisałam tutaj wczesniej, że wyszedł podwyższony jeden parametr wątrobowy. Fado był leczony wczesniej metronidazolem na lambliozę. Ma zalecony Sylimarol i go już dostaje, bo mam od mojej suni. reszta dobrze. Nie został oddzielon,y bo po sterydzie w zastrzyku bardzo się uspokoił i wstrzymaliśmy się z tym. Do wczoraj było super. Dziś jest już taki, jak wcześniej, znowu goni psy, prowokuje, szczeka na wszystko. dostał nowy steryd w tabletce, ale po pierwszej dawce nie ma widocznej różnicy. Jutro ma dostać większą. Dostaje tez już lek na obniżenie ciśnienia. Oby tabletki pomogły. Lindzie zmiana nie udała się. Wróciliśmy do zastrzyków. jednak w przypadku Fado podawanie zastrzyków co 3-4 dni nie wchodzi w grę. Szybciej zawału dostałby, niż by nam się to udało. Jednak Enarena musze wykupić, bo mój jest mniejszy. Do tego ma dostać wit. c 1000 mg i Ranigast. To też do wykupienia, bo mam ale nadal podaję Lindzie, więc na dziś tylko od niej pożyczyłam. Fado na sterydzie ma wilczy apetyt. Niestety, ale jest w stanie zrobić wszystko jak poczuje jedzenie. Terroryzuje młodego i mu kradnie jedzenie. To dla mnie duży problem, bo mam swoje dwa dzikie psy, dla których jedzenie musi zostawać w misce, bo nie podejdą przy innych, a Fado z parteru wyczuwa miskę i leci na piętro im wyjeść. nawet w trawie niucha czy nie ma jakiejś kości czy gryzaka. Mam nadzieję, że przy większym stężeniu sterydu znowu mu się polepszy i uspokoi się. Po tygodniu kuracji mam dzwonić lub przyjechać.
  21. myślę podobnie, że to ryzyko teraz zadać takie pytanie. Jesli państwo byli poinformowani, jaka ona jest, to szkoda, że nie przemyśleli przed adopcją ewentualnego gorszego scenariusza. Co bedzie, jeśli nie będzie postępów? Mojego dzikiego Jimmiego lubię bardzo, mimo że jestem mu potrzebna tylko do karmienia, sprzątania oraz wpuszczania i wypuszczania do ogrodu. jednak adoptując go nie liczyłam na to, że z czasem będzie mi wdzięczny i mnie pokocha. Wzięłam go bo wiedziałam jakim cierpieniem dla odłowionego, dzikiego psa musi być przebywanie w malutkim betonowym kojcu z kilkoma innymi psami bez wychodzenia przez 6 lat. Większości z nas zryłoby to beret, nie mówiąc o psie, który wczesniej był wolny. Wg mnie to częsty problem ludzi. Oczekują, że skoro są dla zwierzecia dobrzy, to zwierzę będzie wdzięczne, co zacznie okazywać i zrobi się takie, jak liczą. Zresztą podobnie robią z dziećmi, nawet emocjonalnie zmuszają je do bycia takimi, jak oczekiwali lub do spełniania własnych niezrealizowanych marzeń czy ambicji. Mam doświadczenie ze szczurami wędrownymi. jeśli zastępuję matkę i odkarmiam, to mogę liczyć na pełną socjalizację. jeśli są karmione przez domową szczurzycę i tylko mają ze mną kontakt, to i tak nie zrobią się przytulakami. Podobnie mam z nutriami. Zabrana w wieku 4 tyg. będzie przylepką, 2 mies. pozwoli na karmienie, ew. branie na ręce i nic więcej, chcesz wiecej, mozesz stracić palec. Niby miesiąc różnicy u maluszka, a determinuje całe zycie. Pies czy kot to takie samo zwierzę. Mój Jimmi bardzo cierpiał w schronisku. Wychodze z założenia, że im trzeba też pomagać, ale świadomie. Chcę takiego, to idę do schroniska i adoptuję. Najczęściej niestety DT stają się dla nich domami na całe życie. I to nie z wyboru, tylko dlatego, że nie ma innej opcji.
  22. Rewelacja! Wczoraj dowiedziałam się o jednym dodatkowym, że jedzie do Szafirki. Dziś tyle :)
  23. Tego właśnie chciałabym spróbować z DS dla niej. U nas wie, że Florka jest w domu i gdzie dokładnie jest. Wtedy czeka i pokazuje, że chce do niej. Jesli nie raguję, to zaczyna panikować. Jeszcze bardzo panikuje, kiedy nie wie, gdzie jest Florka. Zazwyczaj wybiega wtedy z domu i krąży kółka wkoło domu. Muszę brać Florkę na ręce i jej pokazywać. Dopóki kojarzy gdzie ona jest i ma do niej dostęp, to jest ok. Rzucanie u niej absolutnie się nie sprawdza. Bardzo się boi, ona nawet nie chce żeby na nią kierować wzrok. Jak rzucam zabawki Kajowi przy niej, to od razu zmyka. Ja nie mam możliwości trzymać jej w izolacji, jesli nawet nie ma Florki, to są inne psy. Właśnie zastanawiałam się, co byłoby, gdyby miała dom tylko dla siebie. Dlatego myślę, że warto spróbować. Nie da rady, to wróci do matki i trzeba ogłaszać by wtedy obie. Dziś akurat miała wyjątkowo dobry dzień, większosć czasu spędziła w ogrodzie, z innymi psami i wyjątkowo spokojna. Prześlę na maila jej zdjecia, to może przydadzą się do ogłoszeń. Udało mi sie nawet zrobić króciutkie filmiki. Niestety, teraz nie potrafię sama wstawiać ich na dogo.
  24. Tak mi przyszło do głowy teraz po adopcji naszej zamojskiej Mysi. Mysia była bardzo związana uczuciowo z moim mężem i wszyscy obawialismy się, że nie przestawi się w nowym domu. Zgłosiła się chętna na jej adopcję pani, która wcześniej adoptowała jej schroniskową kolezankę. Ustaliłyśmy, że wezmie Mysię do siebie na próbę. Jeśli Myśka nie da rady, to wróci. Wtedy już zostałaby u nas. Pierwszy dzień był bardzo kiepski, ale trzeciego sunie się zaprzyjaźniły i okazało się że aklimatyzacja przebiega lepiej, niż zakładaliśmy. Może więc Nadia akurat dałaby radę funkcjonować samodzielnie w nowym domu? Myślę, że na spokojnie warto jakiś wzruszający tekst napisac i spróbować szczęścia z ogłoszeniami. Może akurat?
×
×
  • Create New...