Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Rzeczywiście u nas sporo się dzieje, jest więcej zwierząt. Jednak chyba trudno mu znaleźć jakies inne spokojne miejsce , gdzie mógby mieszkać w domu, nie w kojcu. To był problem od początku, bo średnego, problematycznego, kłapiącego zębami psa po prostu nikt nie chce do domu. Do kojca dać szkoda, bo w końcu jest starszy i swoje przeszedł. Oczywiście, że Fado daje popalić. To najtrudniejszy pies, jakiego mamy. Gdyby udało znaleźć mu się spokojne miejsce bez większej ilości psów, to byłaby sytuacja dla wszystkich idealna. Jednak w większosci DT czy domowych hotelików są psy. Nie mam też pomysłu, jak możnaby mu szukać DS, co pisać w ogłoszeniu? Może w takiej sytuacji choć tytuł zmienić i szukać mu jakiegoś innego , spokojnego miejsca? Dziś robiłam zdjecia Tani i załapał się Fado.
  2. Właśnie Tolu doceniam to, że zwierzaki zawsze mogą liczyć na Twoją pomoc. Za kolejną wpłatę pięknie dziękuję. Wreszcie dziś piękny, słoneczny dzień. Psy odżyły.
  3. Dziękuję Tolu za wszystko. Macie teraz swoje nowe psy pod opieką, a Ty jeszcze tyle pomagasz przy Lindzie. Też mam nadzieję, że uda się kupić jej sprzęt. Bardzo dziękuję wszystkim wpłacającym.
  4. Tania to już "nasz" pies. Chodzi za mną, już nawet wita Andrzeja, choć bardzo bała się mężczyzn. Jest cichutka, miła, grzeczna. Kiedy do niej się zwraca, to po chwili głaskania jest bęc na plecy i łaskocz mnie po brzuszku. Jest naprawdę przekochanym psem. I pozbawionym całkowicie agresji. Jej początkowe kłapanie zębami wynikało tylko z tak ogromnego strachu. teraz jest zgodna z innymi psami i można przy niej robić wszystko. Mam tylko nadzieję, że aklimatyzacja w nowym domu przebiegnie już sprawniej, że nie będzie tak trudna i długa jak za pierwszym razem w lecznicy i jak u nas. Może już zorientowała się, że żaden dziad więcej jej nie skrzywdzi i łatwiej jej będzie zaufać ludziom. Oczywiście reaguje na swoje imię, więc byłoby najlepiej gdyby p. Alina jej go nie zmieniała. Tak naprawdę to tylko imię jest czymś stałym ostatnio w jej drodze przez życie. Jak będę miała trochę wolnego czasu, to zrobię zdjecia. Na razie ogarniamy Lindę, a to nie jest łatwe. W ostatnich dniach albo załatwiam sprawy prawne, albo zajmuję się psami, na wszystko inne brakuje czasu.
  5. Zrobiłam rozliczenie na pierwszej stronie. Dziękuję ślicznie za deklarację.
  6. Dopiero będzie. Ja też poudostepniam.
  7. Linda na razie jest na minusie. Może dzięki zbiórce uda się kupić jej potrzebny sprzęt.
  8. Cena zależy od rozmiaru. Trzeba tam w tabelce ustawić rozmiar. Linda ma 71 cm w kłębie, to rozmiar XL w cenie 407 zł.
  9. Niestety, też jest drogi. Na jej rozmiar kosztuje 407 zł, ale dzięki niemu, podtrzymywana mogłaby ćwiczyć chodzenie o własnych siłach w odpowiedniej pozycji. Poruszając się tak, jak teraz, odczuwa ból w całej szyi, a poruszając się tylko na wózku nie będzie już ćwiczyć tyłu. Mięśnie na szyi ma twarde jak kamienie, od ciągłego obciążenia. Dlatego tak nienaturalnie wystawia głowę do góry. Jej wiek określono na 3-4 lata, więc jeszcze długi zycie przed nią i najważniejsze, żeby było bez bólu. Tola była tak dobra, że zaproponowała zrobić zbiórkę na wózek i leczenie. Może uda się nazbierać wspólnie. http://www.firma-admiral.pl/gorset-piersiowo-l-d-wiowy.html
  10. Miał się do Ciebie odezwać po rozmowie z Andrzejem, żeby umówić wizytę ,więc raczej chyba i tak nie jest zdecydowany. Lepiej, że teraz zrezygnował, niż małe miałyby jechać do niepewnego domu.
  11. Dziś rozmawiałam o Fado z p. neurolog. Ma zachowaną dawkę, wykupiłam 2 opakowania, bo już wczoraj dałam ostatnie. Uwierz, że jest duża róznica, jak ma ten lek podawany. Nie ma regresu, po prostu Fado jest w takim stanie, że nie robi więcej postępów. Bez leku jest tak, jak na samym początku. Gdyby udało się nam naprawić duży samochód, to za 2 tyg. mam jechać z Lindą na kontrolę, to wtedy mogłabym zabrać Fado. To dla niego byłaby najlepsza opcja, jeśli chodzi o badania i kontrolę stanu. agat21, tak potrzebny byłby na zewnątrz. W domu nie biega tak, jak w ogrodzie. jest ostrożniejszy i porusza się najczęściej wzdłuż scian.
  12. Udało mi się ekspresowo wcisnąć w godzinę wolną u p. neurolog. Jesteśmy po konsultacji. Lindę trafiły dwa pociski, jeden z dziury widocznej na zdjęciu ze schroniska został prawdopodobnie wyjęty lub wyropiał. Uszkodził rdzeń kręgowy i krąg. Ze względu na duży upływ czasu, nic z rdzeniem kręgowym nie da się już zrobić. Drugi, wyżej umieszczony, został w psie. Ma rozpoczętą kurację sterydową w celu zminiejszenia obrzęku i zwiększenia drożności kanału rdzeniowego, żeby spróbowac polepszyć przewodnictwo nerwowe. Lindy nie da się więc operować czy jakoś inaczej całkiem "naprawić". Czucie głębokie jest zachowane szczątkowo, tylko w niektórych miejscach. To, co Linda wykazuje, to jedynie odruchy. Silne, ale niezależne. Wykazuje równiez silną bolesność w okolicy karku, boże być to spowodowane stałym przyjęciem sylwetki wyprężonej, umożliwiającej poruszanie się. Ma zrobione 3 rtg. Dostała leki. Oprócz sterydowych, także przeciwbólowe, ponieważ trudno stwierdzić, czy nie odczuwa bólu. Ma zrobione badanie krwi, wszystko w porządku, oprócz podwyższonych leukocytów. Drugi pocisk jest w okolicy łopatek, do chirurgicznego wyjęcia przy okazji np. sterylizacji. Rehabilitację możemy robić w domu. Zapłaciłam za konsultację, badania krwi, zdjęcia i leki 445 zł, potem jeszcze faktura z apteki . Wzięłam obie faktury na ZEA. Później wstawię rozliczenie. Mam podany gorset, który jej nalezy zakupić, ale na to już nie ma pieniędzy, nie mówiąc o wózku. Ma być pampersowana w domu, bo nie potrafi długo utrzymać moczu. Pocieszające jest, że potrafi opróżniać pęcherz, bo ponoć wiele psów w jej stanie tego nie potrafi i muszą być odsikiwane przez właścicieli. O ile liczyłam, że uda się ją postawić na łapy i szukać domu, to teraz w znalezienie jej innej rodziny bardzo wątpię. To tak na szybko, bo wizyta była z marszu, musze wszystko ogarnąć.
  13. Od wczoraj wieczora Nadia uspokoiła się. Już śpi u siebie, nie koczuje na schodach i nie warczy na wszystkie psy. Odetchnęłam.
  14. Dostałam informacje ze schroniska. To straszne. Sunia ma na imię Linda, była w schronisku rok. Nie miała urazu, strzelano do niej. Na zdjeciach widać śrut, całe mnóstwo i chyba też większe kulki, z których jedna jest widoczna w kręgosłupie. Patrzę na te zdjęcia i jest mi niedobrze.
  15. Ma na stopach kilka miejsc bez sierści i początkowo myślałam, że to otarcia od pełzania, ale raczej nie. To chyba blizny po ranach. W czasie poruszania się przesuwa się głównie na kolanach i na nich jest ciężar ciała, a ich niestety nie jestem w stanie zabezpieczyć. Tak więc bandaże raczej nie sprawdzą się, tym bardziej, że ona ma zachowane czucie w stopach. łapy bardziej podkurcza, jakby podciąga pod siebie. Nadal nie wiem, co ją spotkało i kiedy. Dziękuję bardzo za wpłatę na nią. Zadzwonię dziś do przychodni i zapytam, czy nie udałoby się jej przyjąć tak " z marszu" u neurologa, bo na dziś dostaliśmy auto zastępcze. Nie wiem, czy to uda się, muszę poczekać do otwarcia przychodni. Czasem przy poruszaniu podkurcza dolne partie tylnych łapek, przykuca na nich, ale nie jest w stanie się na nich unieść. Chciałabym tylko upewnić się, że nic jej nie boli. Jeśli uciski na nerwy nie powodują bólu, to najważniejsze. Nawet jej nie wyczesałam ud, bo kiedy się dotyka, to albo zaczyna drżeć jej ciało, albo przechodzi skurcz, albo jest wyrzut łap i wyprężenie się. Wczoraj sama wyszła z pokoju na schody, jakoś zeszła z kilku i znalazłam ją na półpiętrze zadowoloną z siebie. Była pora karmienia, więc chciała chyba się pokazać, żeby o sobie przypomnieć. Za to mały jest obłędny. Dostosował się do stada bez problemu, mały gospodarz na włościach. Chodzi ze mną pranie wieszać, jajka zbierać. Jest odrobaczony, ma podaną wcierkę. Przez problemy z samochodem, nie mam go jak zaszczepić, więc czekam z ogłoszeniami. Obawiam się tylko, jak ma sam funkcjonować w domu, bo kiedy zostaje bez psów, to wyje i nie daje się uspokoić. Przypomina mi z wyglądu młodego liska polarnego ;)
  16. Fado od razu dobrze zareagował na Anafranil.Po dwóch dniach było widac różnicę. Kiedy miał przerwę w jego podawaniu, bo nie miałam recepty, to był okropny. Taki, jak na samym początku. całkowicie się miotał, stale atakował inne psy, szczekał bez przerwy. Stale na nogach, silnie pobudzony. Od razu z oczopląsem i dusznościami, kręcący się w kółko wokół swojej osi w jedną stronę. Przykro patrzeć. Plusem tego środka jest to, że go nie otumania, nie usypia, tylko wycisza. Może go spłoszyć prawie wszystko: przebiegający obok pies, traktor, krzyk bażanta, płoszy się kiedy przechodzi się za blisko niego, oczywiście każdy dotyk, głosy ludzi przechodzących za ogrodzeniem, przyjazd kuriera, listonoszki, gości. Najbardziej nadal boi się kontaktu z człowiekiem. Jak już pisałam jedzenia z ręki nie weźmie, trzeba mu położyć i trochę odsunąć się. Tak mu podaję codziennie leki. Nie wiem, jak jest przyczepiany sam ten odbojnik do szelek. Całości mu na pewno nie dałabym rady ściągać i zakładać co dzień, ale gdyby tą częsć dało się łatwo odczepiać od szelek, to pewnie to przeszłoby.
  17. Właśnie Fado sobie zupełnie nie radzi. U niego trudno o spokój, bo z byle powodu wpada w panikę i rzuca się na oslep. Mam swoją niewidomą suczkę, która zachowuje się całkiem inaczej: ostrożnie, bada teren, nasłuchuje. Fado dobija głową np do studni, do drzew, do stojącego zawsze w tym samym miejscu samochodu i to zawsze z dużą siłą. Kto go widział, to wie, że nie reaguje jak inne normalne psiaki, bardzo szybko się pobudza i trudno go wyciszyć. W domu porusza się wzdłuż ścian, ale na zewnątrz to naprawdę wygląda groźnie. Też nie wiem, czy takie coś się sprawdzi, ale po prostu boję się, że kiedyś uderzy tak, że skończy się to tragicznie. Myślałam więc, że może warto spróbować. Również nie wiem, jak miałby spać, bo głównie spi na boku. W domu chyba nie byłoby potrzeby, żeby to nosił, ale w ciepłe dni,kiedy spędza prawie całe dnie w ogrodzie, to byłoby chyba rozwiązanie. tylko z kolei trudno przewidziec, czy da sobie to tak często zakładać i zdejmować?
  18. Dzięki Elu, jakoś przeoczyłam. Zaraz wyślę.
  19. W Admirale 800 zł wózek i 275 zł uprząż do podnoszenia jej, czyli takie zabudowane jakby szelki z uchwytem.
  20. Chyba nie bardzo. Dziś mieliśmy auto zastępcze i trzeba je było oddać. Musimy naprawić duże, bo to po wypadku to raczej tylko do złomowania. Za to są długie terminy do mechanika, więc tak czy siak nie jest dobrze.
  21. Dobrze, że koteczka ma "tylko" takie urazy, nic z mózgiem czy kręgosłupem. Zdjęcia ze schroniska dołujące bardzo. tyle pięknych psów. Ten maleńki niewidomy staruszek taki biedny. Ja niestety nijak nie mogę pomóc. Do nas ewentualnie jakiś mały pies mógłby przyjechać dopiero po wyjeździe Tani do Krakowa.Oby ktoś się zlitował i chciał pomóc któremuś. Tolu, wy tam chyba macie jakies pseudo terierów, bo stale wstawiasz w takim typie psy. Ten terierek z nowych zdjeć śliczny też.
  22. Tak właśnie podeszłam na początku do jej adopcji. Tam siedziałaby w maleńkim kojcu, czasem była tylko wynoszona do kojca zewnętrznego z innymi niepełnosprawnymi psami. Zawsze u siebie lepiej, nawet gdyby nic nie dało się zrobić.
  23. No właśnie też się dziwię.Mam nadzieję, że to tylko kwestia np. brzydkiej pogody, z powodu której siedzą w domu i rzadko chcą wychodzić. Nie mogę stanowczo interweniowac, bo ona jest bardzo wrażliwa. Nie chcę, żeby się zraziła do mnie. Ją wszystko płoszy.
  24. Szkoda, że tak daleko od nas koteczka jest. Na pewno neurolog sporo działaby. Nasz Lukrecjusz miał 7 tyg., jak dobiło do niego auto. Chirurg zalecił eutanazję, ale poszył go, jak chciałam. był w śpiączce kilka dni, miał uraz mózgu i krwiak na nim. potem poruszał się wzdłuż własnej osi. Dr Olender go wyciągnęła. Pozostałością jest tylko padaczka pourazowa, z którą żyje bez problemu 7 lat. Czasem natura zaskakuje nawet lekarzy i przeżywają "beznadziejne przypadki".
  25. Nie wiem, czy to może być efekt tego środka odstresowującego. Dostała go dziś trzeci dzień, a zrobiła się nieznośna. Większosć czasu siedzi na schodach na piętro i warczy na wszystkie psy, szczerząc zęby. Mniejsze boją się przechodzić koło niej, jak któryś się odważy, to zrywa się i go goni z zębami. Stale musze interweniować. Jak ją upominam, że nie wolno, to tylko patrzy na mnie, odwraca wzrok ode mnie i dalej szczerzy zęby na psa. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy odstresowała się na tyle, że chce nimi rządzić. Jeszcze poczekam. Miałam kiedyś sytuację z moją yorką, która była strachulcem. Wet przepisał jej relanium, a ona po nim nabrała takiego animuszu, że rzuciła się na obcego rottweilera. Więcej nie podałam.
×
×
  • Create New...