Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19199
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Miałam jeden telefon o nią z mojego ogłoszenia, pani szukała nie sprawiającego problemów szczeniaka. Najpierw miała by być z nią stale w domu, bo jest na zwolnieniu, potem miałaby zostawac cały dzień sama. Jak dla mie to w ogóle kiepski pomysł, na początku przyzwyczaić psa do swojej stałe obecnosci, a np. po miesiącu zostawic na tyle godzin. całkiem nie dla niej. Zniszczyła drugie nowo kupione linoleum. Nie mam sił. Tolu, proszę o wyróżnienie jej ogłoszeń. Musiałabym ją trzymąć zamkniętą w jednym pokoju, zeby nie dokonywała tych zniszczeń. Jesli dalej tak będzie niszczyc, to niestety to jedyne wyjście. Pierwszą wykładzine kładłam wiosna, teraz kupiłam drugą, już zniszczona. To naprawdę spory, niepotrzebny wydatek. Kanapa w wygryzionych dziurach. Nie jesteśmy w stanie mieć ją stale na oku. Powinna trafic do domu, gdzie ktos większość czasu jest lub choc do mniejszego mieszkania, żeby ja mozna bylo kontrolować.
  2. Mama z nia z tego powodu wychodzi tylko u siebie. Nie sądzę, że bedzie na dniach jechać gdzieś do weta, a w okolicy nie ma przychodni, dopiero w centrum. Myśle, że w takim razie lepiej już zaszczepić ją w hoteliku. Powiem mamie, że gdyby musiała niespodziewanie jechac do lekarza, to żeby zabrała ja ze sobą.
  3. Transport z Katowic od mojej mamy, gdzie jest Nussi? Wolę upewnić sie, żeby kamma nie przyjechała omyłkowo po sunię do nas na wieś.
  4. Wiem, ze lekarz określił ją na 10 lat. Brzuch jest spory, przy usuwaniu przepuklin warto też usunąć szwy pod skórą po sterylce, które nie rozpuściły się i prawie przebijaja skórę od środka, stale drażniąc ją. Na zdjęciu, które sama robiłam trzymając sunię, nie widać tej przepukliny pod końcem cięcia, ale jest duża.
  5. Odnośnie Tani rozmawiałam z dwojgiem doświadczonych, wieloletnich szkoleniowców. Tania ze względu na wiek nie przyzwyczai sie nigdy do miejskich warunków i takie zycie dla niej byłoby funkcjonowaniem w stałym stresie. Dostałam sporo informacji i namiary na osobe, którą mam prosic, czy przyjechałaby zobaczyć Tanię. Dziś zadzwonię do tej osoby. Dla Tani najlepiej szukać domu odpowiadającego jej potrzebom, czyli na uboczu, z ogrodem, gdzie mogłaby być luzem. Jeden z tych szkoleniowców powiedział, że praca z Tanią zajmowałaby ok 3 godz. dziennie, zeby cokolwiek wypracować i to w sytuacji, kiedy Tania obdarzyłaby zaufaniem osobe, która z nia pracowałaby, a to może trwać nawet do roku. Na co dzien Tania, jesli nie jest do niczego przymuszana, świetnie sobie funkcjonuje. Jest miła, grzeczna, niekonfliktowa, cicha. Jest jeszcze jeden problem, przez całe swoje życie Tania żyła w stadzie i nie mamy pojecia, jak bedzie funkcjonowac w domu bez innego psa, tylko z ludźmi. Tania jakoś ma pecha do dzwoniących o nią, bo trafia na ludzi przekonanych, ze sobie świetnie poradzą z nią, bo mieli już wcześniej psa/psy, no i zawsze dzwoniły starsze panie. Każda z tych osób zwróciła na nią uwagę ze względu na wygląd. Bardzo się cieszę, że ludzie zaczynają dzwonić. Może wreszcie trafi na dom z ogrodem, zamiast bloku w mieście. Dlatego tak wazne jest podanie już w treści ogłoszenia informacji o jej szczególnych potrzebach. Inaczej panie z miast myślą, że my z Tolą stwarzamy jakieś problemy, nie chcemy jej znaleźć domu, a jest wręcz odwrotnie. Tylko, ze to naprawdę bardzo trudny pies.
  6. Zawsze robię kwarantannę. Jednak ze względu na koszt mało kto zrobi od razu z innymi badaniami test na lamblie, a okazuje się są wszędzie i w wielu przypadkach, są nawet w wodzie pitnej. Teraz już jestem mądrzejsza. Od ponad 20 lat jestem DT i szczerze mówiąc, kłopotliwe problemy przywiozłam z innych hodowli, nie z tymczasowiczami. Moje zwierzęta są szczepione na wirusówki, na kaszel ken., szczepionką bakteryjną na najczęściej występujące bakterie, odrobaczne i badam kał. I nie zauważyłam, żebym miała więcej problemów, niż moje koleżanki hodowczynie, które dzwonią się radzić. Nawet części unikam, bo nikomu nie kryję, a tym sposobem przenosi się wiele chorób między hodowlami. No i dom ozonuję, paruję, mam środki do profesjonalnej dezynfecji oraz lampę. Ktoś, kto ma np. kota wychodzącego, może sprawić sobie wiecej problemów ;) Kocia PP może powodowac parvo. Ostatnio to się zdarza. Słyszałam o takich przypadkach. W zeszłym roku w schronisku przy pp zaczęły szczeniaki chorować po kwarantannie. Były oddzielone z kotami od reszty psów. Zresztą nawet ta sama surowica działa. Trzeba jeszcze pamiętać że testy dodatnio mogą także wyjść po surowicy czy szczepieniu. No i czasem stan pogarszają pierwotniaki, szczególnie kokcydie. Wtedy warto zrobić badanie i jak wyjdą, to podać krew.
  7. Mam takie podgumowane drybedy, ale Linda puszcza mocz, ćwiczenia w pieluszce idą gorzej, bo ją krępują. Dlatego ćwiczymy i robię masaże luzem. Od stałego prania podgumawane spody skruszyły się. Zastanawialam się już nad takim chodnikiem, jak piszesz, ale tylko mały zmieści się w pralce. Kupiłam jej antypoślizgową gumową matę pod pralkę, tylko to jest za małe do chodzenia. No i jak zsika, to szoruję szczoteczką w wannie, gdzie ledwie się mieści. Sprawdza się pod legowisko, żeby się nie ześlizgiwało.
  8. Dziękuję Ci bardzo, warto wiedzieć. Jestem w Katowicach bez samochodu, a do Chorzowa wyjazd stąd to autobus z przesiadką na co najmniej jeden tramwaj. W poniedziałek pojdę do lekarza, bo jakoś za bardzo nie przechodzi. Człowiek czasem chciałby wiecej, niż może. Taka okazja, ale nie mam żadnego mężczyzny do pomocy. Czekam, że może mi przejdzie, żeby jeszcze mogła miec kilka zabiegów. Jak nie, to wracamy na wieś. Linda wczoraj przy Andrzeju na spacerze nie chciała chodzić, stale się na niego oglądała, nie spuszczała go z oczu. Niestety, nadal ufa tylko mi i boi się mężczyzn. To nie ułatwia sprawy. Najgorzej, że ma trudności w poruszaniu sie po domu, bo mamy wykładzinę PCV lub płytki. Dywaniki, chodniki nie sprawdzają się, przesuwa je łapami. Macie może jakies pomysły na podłoże, gdzie nie rozjeżdżałyby sie jej łapy? już zastanawiam się nad tym, żeby dostosowac podłoge w jednym pomieszczeniu. Dotąd wybierałam podłogi właśnie jak najbardziej gładkie, żeby łatwo było czyścic i nie zbierał sie brud. Linda ma chodzić po chropowatym podłozu, po kamyczkach, zeby pobudzac unerwienie. Zauważyłam, że ta wcześniej operowaną łapą porusza się w kucki, jest juz silniejsza. Druga znacznie gorsza, ale jeszcze nie mozna jej po ostatniej operacji bardziej masowac i ćwiczyć.
  9. Wczesniej przyszła najpierw częsć wyników, teraz opis wizyty i faktura. przesłałam Marcie na maila. Serce zdrowe, zmiany w wątrobie, śledzionie, niski parametr tarczycowy. Sunia wymaga dalszego diagnozowania w kierunku zespołu Cushinga. Trzeba sprawdzić, jesli jest , to jakiego rodzaju. To wymaga specjalistycznego powtórzonego 3-krotnie badania po podawaniu leku. Zmiany w narzadach plus ogromnie powiększony jeden parametr watrobowy w krwi, własnie sugerują, że są wynikiem tego schorzenia. Koszt całej diagnostyki( echo serca, RTG całego psa, USG, badania krwi i moczu) 495 zł. Pytają na jaki adres wysłać oryginał badań? Jesli juz to może podajcie na priv adres hoteliku, gdzie będzie, bo chyba stamtąd pojedzie na badania lub wg mnie łatwiej przekazać te maile ze skanami badań do wydrukowania. Andrzej po drodze kupił jej opakowanie Hepatiale Forte, żeby już odciażyć jej wątrobę. koszt 40 zł. Zaraz rachunek wyślę Toli na maila, chyba że ktos inny da radę wstawić jak prześlę. Jednak lekarz powiedział, że jesli to zespół Cushinga, to oczywiście wątrobe warto odciażyć, ale jej i śledziony nie wyleczy się bez leczenia głównej przyczyny. Ma dostawać lżejszą dietę. Chciałam potwierdzic, ze otrzymalam i przekazałam mamie 200 zł za fryzjera, dojad do fryzjera i dojazd do Bielska do dr Kudły (to dla znajomego, który je wiózł).
  10. Niestety, rehabilitacja Lindy skończona. Wczoraj rano, kiedy chciałam ją podnieść, coś mi poszło w kręgosłupie i juz nie potrafiłam się dzwignąć. Dzięki telefonicznej poradzie p. Halinki i tabletkom jestem juz w stanie ruszać się, ale o podniesieniu czegokolwiek, nie mówiąc o 23 kg psie nie ma mowy. Mam obniżony bark i skrzywiony kręgosłup, a zlekceważyłam to sobie, myśląc że dam radę. Zaniedługo przyjedzie mąż, to weźmie mi ją zniesie na spacer i tyle. Jestem tu ja i moje ponad siedemdziesiecioletnie mama i sąsiadka. Taka okazja dla Lindy, ale tego sama nie przeskoczę. Dotarła lampa, kosztowała 107,12 z przesyłką. Fakturę prześlę fundacji.
  11. Na razie nic więcej nie wiem. Wysłałam sms z prośbą o przesłanie wyników na maila. Dr Kudła operuje serca, więc ma stale umówione poważne operacje. W poniedziałek mój pies był operowany, wiem, że za pół godziny przyjeżdża na operację pies koleżanki. Jest trudno uchwytny. Przez to wzmozone picie chciał zrobić pełną diagnostykę nerek. Jednak tak też się dzieje przy chorej wątrobie. Mama pytała o dietę, ale chciał czekać na wyniki z krwi, które musza dotrzeć z zewnętrznego laboratorium. Jak tylko coś będę wiedziała, to dam znać. Koleżanka jedzie tam z kilkoma psami, więc pewnie zablokuje doktora na parę godzin, a potem ta operacja. Najważniejsze, że ziajanie i woda, to nie serce. Wątrobę można dietą i lekami zregenerować. Na pewno prześlą wyniki i odezwą się, bo mama nie płaciła, więc mają fakturę przelewową do przekazania ;)
  12. Dziś zamówiłma lampę solux Lindzie.Ma zaleconą przez rehabiliantkę. Dzisiaj rano już kucnęła na jednej łapce, nie wywinęła jej do tyłu.
  13. Przed chwilą wyjechali. Dam znac, jak będę coś wiedzieć.
  14. Na jutro wszystko potwierdzone. To teraz tylko trzymajcie kciuki za zdrówko Nussi.
  15. Dziś chciało mi się płakać. Jak już czekał taksówkarz pod domem, to Linda zrobiła kupę na legowisko i połozyła się na niej. Ja w butach, ubrana, dobiegam i mokrą szmatą ścieram tę kupę wgniecioną i wklejoną w sierść, żeby można było założyć pieluchę. Kupa roztarła sie, wszystko cuchnie, już oczami wyobraźni widzę, jak taksowkarz odmawia mi transportu. No to czyszczę uparcie dalej, potem szoruję ręce, bo już też śmierdzą. W koncu udało mi sie włozyć wkład chłonny do majtek, te jakoś zapiąć, dzwigam Linde i wtedy wypada jeszcze jeden bobek, którego rozgniotłam centalnie całym trampkiem. Kładę Lindę, mama ryczy z dołu, że mam się pospieszyć, ja zmieniam buty, bo przecież nie będe w locie czyścić podeszwy. Leci mi z ramienia koc, potem nosidło tylne, dalej przednie. Zdezorientowana Linda ucieka na swoje miejsce i znowu ją wyciągam. W końcu zlana potem upchnęłam nas do taksówki, a tam mega ślinotok. Podstawiam swoje nogi, dłonie, żeby Linda na nie sliniła się. Wszędzie, tylko nie na fotel taksówki. Taksowkarz zerka kątem oka, uchyla okno. Z powrotem przyjechała moja kolezanka nas odebrać, więc wróciłysmy bez stresu. Przed samym wyjście z auta tylko była kolejna kupa, ale prosto z pieluchy do kubła i po problemie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można posiwieć przy rehabilitacji, a jednak. Do tego musiałyśmy stanowić pocieszny widok. Ja jechałam w wyćwiekowanych wysokich butach do dresowych spodni (bo tylko te wzięłam do Katowic), z różowymi włosami, taszcząc na rękach dużego psa w czerwonych majtach w czarne serca. Dobrze, że moje córki tego nie widziały, bo znowu slyszałabym, że inne mamy tak się nie zachowują. Za to pani Halinka rehabilitantka traktuje nas cudownie. Nie dość, że zgodziła się przyjąć Lindę z marszu, bez terminów, to bardzo troskliwie się nią zajmuje i poświeca dużo czasu. No i ze wzgledu na ograniczone środki i to, że Linda jest bezdomniakiem, liczy nas po połowie stawki. Powiedziała, że jesli uda nam się nazbierać pieniędzy więcej, to wtedy najwyzej jej coś dopłacimy. Bardzo się wzruszyła historią Lindy.
  16. Dziś w końcu odebrałam faktury za leczenie kociaków. Faktura na Fundację za leczenie wynosi 140 zł , a ta na schronisko za mleka i odrobaczenia 175 zł. Ewu powiedziała, że nie było już więcej wpłat na maluchy. Z tamtych pieniędzy zapłaciła jedzenie, które wysłała do Wandy, gdzie maluchy teraz są. Bardzo proszę o pomoc w splacie, bo nie mam jak wykładać za wszystkie zwierzaki, a muszę płacić gotówką. Teraz płacę za rehabilitacje Lindy.
  17. No właśnie mam problem z wielkości Lindy i jej zachowaniem. Linda ma takie nosidło do zakładania na tył, ale powinna miec drugie na przód i najlepiej jakby w takiej naturalnej pozycji prowadziły ją dwie osoby, lub jedna, ale w każdej ręce po uchwycie jednego nosidła. Pani rehabilitantka na szybko zrobiła Lindzie wczoraj z polara na przód, tylko to wszystko sprawdza się może u normalnych, domowych, zsocjalizowanych psiaków. Lindę każda zmiana przeraża i długo przyzwyczaja sie do nowości. Dopiero niedawno zaakceptowała, że ja w czasie chodzenia jestem obok. Potem to tylne nosidło. Dziś nie było mowy o tym, żeby ruszyła z miejsca przynosidla z przodu. Musiałam zdjąć ten polar i dopiero jakoś ruszyła. Przez 5 lat miałam prawie nie chodzącą Świstak i jednym ruchem lądowała pod pachą. Linda jest wielkości onka, wszystko ją stresuje i przeraża. Mamy zakupiony gorset z Admirała, ale tak jak piszesz, jego zakładanie i zdejmowanie za długo trwa. Odgłos wszystkich rzepów, paczkowanie Lindy do środka, zapinanie okazały się za trudne. Przynajmniej jak na nią. jeśli nie zdążę z jej siuśkami, to mam całe nogi zlane, aż do butów.
  18. Jestem w Katowicach i wczoraj byłysmy z Lindą na pierwszej rehabilitacji. Miała pole elektomagnetyczne, lampę, laser, no i masaż. Pani rehabilitantka powiedziała, że koniecznie trzeba kupić jej lampę solux. Kolana też ma ponoć w fatalnym stanie. Ogólnie powiedziała, że u Lindy naklada się dużo problemów. Najważniejszy wg niej jest kręgosłup. Najwiekszy problem mam z transportem, bo taksówkarze nie chcą wieźć tak dużego psa, nawet w majtkach, na kocu i za dopłatą. Sam transport wczoraj kosztował 65 zł. Dziś z zabiegów odbierze mnie koleżanka. Kochana kobieta, w porze największych korków zaoferowała sie przyjechać z Chorzowa do centrum Katowic i nas zawieźć do domu. Nie wzięłam jednorazowych majtek z domu, bo u nas stale są w Biedronce,a w tutejszej ich nie ma. Wczoraj zabrudziła ostatnie, dziś ma materiałowe, do prania. Niby małe problemy, ale mieszkając na uboczu, bez samochodu wszystko staje się kłopotliwe. Strome zakręcające schody, po których ją taszczę pod pachy, ta jej pozycja wlaśnie, której nie powinna przyjmowac po urazie kręgosłupa. Wczoraj wróciłam zlana potem, w mokrych z Lindy śliny spodniach, z dłońmi w jej kupie, którą zrobiła ze strachu pod koniec drogi. Dziś wszystko przed nami. Za to mam juz pokazane, co i jak mam w domu masować. Odkąd wyprowadzam ją w uprzęży Trixie, to widzę znaczną poprawę, nie wywija już cały czas stop do tyłu i rany ślicznie sie goją.
  19. Jedyny najbliższy termin, jaki udało mi się wyprosić jest na środę rano. Wtedy mąż Anecik nie może jechać. Poprosiłam więc znajomego, który jednak mieszka dość daleko od Katowic, zeby zawiózł mamę z Nussi do Bielska. Zgodził się. Kolejny termin byłby na piątek popołudniu i boimy się tyle czekać. Dałam już znać Anecie.
  20. Nie mam hasła do poczty, a zostawiłam tel., jak poszłam na wybory, dzięki za info. Jutro umówię wizytę i zadzwonię do Anety. Myślę, że za transport to im już najlepiej przesłac, a w przychodni zapytam o mozliwość faktury przelewowej. Tylko proszę na priv, podaj mi dane do faktury. Wtedy mogłybyście bezpośrednio do przychodni przelać, bo ja tu nie mam jak wyłozyć. Zresztą jutro mam właśnie tam operację za 2tys. zł ( psa zawozi Andrzej ze wsi), zapłaciłam też za operację Lindy i leczenie kociaków, więc nie mam możliwości założyć. Czyli zbadać serce, krew i może jeszcze RTG, żeby zobaczyć czy nie ma gdzieś nowotworu, bo ta zmiana jest w pachwinie i to starsza sunia?
  21. Wanda powiedziała, że co kociaki przyjeżdżały z tego schroniska, to z lambliami. Te u mnie też miały, Beza i część jej dzieci. Też myślę, że warto zrobić test. Beza od razu traciła apetyt i chudła, jak się jej namnażały. Wg materiałów z badań, czytałam że objawy mogą być już po 5 dniach od zarażenia. Bardzo się cieszę, że jemu pomagacie. Jest śliczny, jak wyzdrowieje, to pewnie zaraz ktoś go wypatrzy. Byle tylko udało się choróbsko opanować.
  22. Udało mi się wejść. Tak, jak już Tola i Bogusi napisały, koniecznie trzeba pokazać Nussi dobremu lekarzowi. Ewentualne picie i ciężar moglyby być też wynikiem podania sterydu, ale czy taki ktoś podałby jej w schronisku, to nie wiemy. Przepuklina pod cięciem jest dość spora. Wydaje mi się, że trzeba zbadac krew i serce .Dr Kudła z Bielska B. jest świetny w diagnozowaniu serca i ma sprzęt, a krew wysyła do Idexxu. Nawet żeby usunąć przepuklinę i zmianę w okolicy pachwiny, to najpierw sunia musi być przebadana. Ja i mama jesteśmy bez samochodu, mama jak jechała tam taksówką, to zapłaciła 200 zł za przewóz. Mama pojechałaby z Nussi, tylko potrzebny jest kierowca. Sunia jest radosna, wpatrzona w moją mamę jak w obrazek. Jest bardzo grzeczna i świetnie zgrała się z mamy yorkami.
  23. Jesli to pomogłoby mu, to jak coś uzgodnicie, dajcie znać telefonicznie, bo mam zepsuty internet w Katowicach po burzy i raczej przez weekend nic nie zdziałam. Jak coś, to i wolontariuszka i kierowca ze schroniska już wiedzą, gdzie jechac ;) Tylko jak napisałam, musi być bez zadnej grzybicy, świerzba czy nużenca, bo Linda ma jeszcze otwarte rany, a jest ze szczeniakiem który będzie w poniedziałek operowany. I jeszcze, będę tam bez samochodu. Musiałby więc z przychodni dostać zapas leków. Oczywiście zastrzyki, kroplówki sama potrafię podawać, tylko wszystko musiałby dostać na zapas z rozpiską.
  24. Biedny piesio, ale to trudna sytuacja. Jest starszy, chory, do diagnozowania, do tego będzie po amputacji i to przedniej łapki, więc trudno o dom. Taki pies może się zasiedzieć, to nie dziw, że strach komuś wziąć odpowiedzialność. Ja tak wzięłam do siebie Lindę z myślą, że pewnie uda się ją postawić na łapy, może jak dopisze szczęście, to znajdzie jakiś dom. Na dziś jest druga zbiórka, która idzie bardzo marnie. Głównie tylko dzięki pomocy moich znajomych udało się zebrać połowę pieniędzy, za które pokryta zostanie ostatnia faktura za operację.Co parę dni praktycznie żebrzę o udostepnianie i wpłaty na tej zbiórce. Na opłacenie rehabilitacji nie ma co ze zbiórki liczyć. Mam ją na swoim utrzymaniu, a zbieram tylko na leczenie. Miał być tylko kręgosłup, po kolei wychodziły kolejne problemy. W przypadku tego piesia trzeba pieniędzy na wszystko. Sytuacja może do ogarnięcia, ale dla kogoś kto nie ma pod opieką iluś innych zwierzaków, a tak tu zazwyczaj ma większość. Stale zaglądam co z nim, sama nie mam jak pomóc, ale kibicuję i liczę, że ktoś się nad nim zlituje. Gdyby ktoś dał mu schronienie, to mogłabym go kilka dni przetrzymać w Katowicach, jesli nie ma nic zaraźliwego na skórze, bo jutro prawdopodobnie tam jadę i zabieram też Lindę po operacji. Mam kołnierze, do odstapienia miód Manuka do ran raz użyty (Linda go zjada, a dostała druga tubkę). Niestety, tylko tyle dam radę.
  25. Dziś chyba miała być operacja, udało się coś dla niego znaleźć?
×
×
  • Create New...