Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19285
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Dla dużego psa warto wybierac miasta, gdzie jest wiecej domów jednorodzinnych, terenów podmiejskich czy pobliskich wiejskich. Nie bardzo widzę go w mieście na spacerach po chodniku. Katowice można sobie odpuścić, nigdy tam nie ogłaszam, bo dzwoni menelownia albo lokatorzy familoków czyli śląskiego budownictwa wielolokalowego starego typu. Najlepsza opcja to mieszkańcy bloków. Do tego jest duże schronisko z działającym wolontariatem. Gliwice tez nie bardzo, bo tam są ogłaszane wszystkie psy z Miedar. Dajcie ogłoszenie na Wrocław, bo mimo że daleko, to od dłuższego czasu jest stamtąd najwięcej fajnych domów. Może też zamiast na Gliwice, to na Opole? Sporo domów jednorodzinnych i tylko trochę dalej. Warto też dawać ogłoszenia w miejscach, gdzie są osoby robiące wizyty PA na dogo. Miałam ten problem z kociakami ogłaszanymi na Jaworzno, że zgłaszali się chętni, a nie było komu sprawdzić domów. W końcu mąż dał się uprosić, ze tam pojedzie, żeby nie stracić dobrze zapowiadającego się domku. Z wypisanych miast Poznań to pół Polski od nas i nikt nie zdecydował się nigdy przyjechać.
  2. Elu, nie tylko łowczy ale i lowelas i to drugie ostatnimi dniami nawet bardziej. Już czekam na termin kastracji.
  3. Tak nieśmiało zapytam, czy dałabyś radę napisać też tekst dla Borysa? przesłałabym podstawowe informacje. Nie potrafię pisać wzruszajacych tekstów do ogłoszeń, a chciałabym spróbowac mu znaleźć dom. Stale wiec zwlekam z ogłaszaniem.
  4. Jutro mam nadzieję, uda napisac mi się coś wiecej. Na dziś na szybciutko fotka Borynia :)
  5. I jeszcze Armand. Dziś miał zrobione badanie kału metodą flotacji ( 10 zł) i wyszło czysto. Na glisty, żeby dalej nie rozwijały się podam mu Advocate. W poniedziałek zrobię też test na lamblie, bo nasza przychodnia jest zamknięta, a w tej drugiej kosztuje drożej. Po antybiotykach jest poprawa, ale jeszcze kupa nie jest idealna. jadnak jak patrzę na podłogę na zdjeciach, to widac, że trzeba leczyć i moge cieszyć się z tego, ze jest o wiele lepiej. Armand w gratisie ma przepuklinke i pewnie jąderko do usunięcia z jamy brzusznej, bo jest jednostronnym wnętrem.
  6. Są osoby zainteresowane Armandem, mam już od dwóch dobrze brzmiących Pań wypełnioną ankietę PA, rano je przeanalizuję. Zobaczyłam nowy filmik szczeniąt ze schroniska i tak jak wydawało mi się, nie przyjechał do mnie ten mniejszy czarnuszek pinczerowaty na krótszych łapkach. On nadal jest w schronisku. W kwietniu ma przyjechac do mnie skatowany biały kociaczek ze złamaną szczeką i zarezerwowałam tego małego czarnuszka. Nie miałabym sumienia, żeby on tam na lata utknął, skoro go pierwszego wypatrzyłam w takim tłumie. Gdyby udało się i po sprawdzeniu oba domy nadały się do adopcji, to mam juz upatrzonego trzeciego szczeniora. najbardziej wycofany z całego stada. Wychwyciłam go juz na pierwszym filmiku, ale wybrałam mniejszego. oto onba maluchy, płci nie znam. W tej sytuacji raczej założę wątek, bo trudno się połapać na wątku Barytonowym.
  7. Niestety, nie zaglądałam na dogo z braku czasu, dlatego prosiłam o kontakt tel., jakby coś. Kokos ma grzybicę skóry i w poniedziałek dostanie pierwszą dawkę szczepionki, a po 2 tyg. drugą. Szczepionka w sumie kosztuje 600 zł, ale jedyną inną opcją jest podawanie leku obciążającego wątrobę przez minimum miesiac, kolejne badanie i ew. kolejna seria leku. Jego zbiórka poszła niespodziewanie dobrze, wiec myślę że nie ma co ryzykowac kolejnych komplikacji i leczenia wątroby. Uzgodniłysmy to z Onaa. Na razie jest od kilku dni na tym właśnie leku - Orungalu. Oczywiście Kokosa można już ogłaszać, bo zanim znajdzie się dom, przejdzie weryfikację, to Kokos bedzie po szczepieniach. na szybko wstawię kilka kolejnych zdjeć, gdzie ma już zarośniety nos. Ustaliłysmy, że w ogłoszeniach bedzie tel. Onaa, bo ja bede ogłaszac Borysa i już ogłaszam Armanda. Łącznie z telefonami o moje szczeniaki mam juz aż nadto. Po pierwszym przesiewie będę rozmawiac z ludżmi. Myślę, że na Bielsko jednak nie ma co ogłaszać. Mam tam armanda i zero zainteresowania z OLX. Myslę, że Kraków i jednak Wrocław dadzą największe szanse.
  8. Niestety, przychodnia musiała zostać zamknięta na kilka dni i Borys miał odmówiony zabieg. Szkoda wielka, bo przy cieczkach zaczyna mi monotonnie szczekac pod drzwiami. Juz nie mozna przy nim póścić żadnego małego psa, bo jakoś sobie ubzdurał, że każdy mały, włochaty to suczka z cieczką.
  9. Chciałam podziękowac Limonka80 za wpłate 50 zł na Armanda. Taka niepodzianka. dziś zaglądam na konto, a tu wpłata. Chciałam zrobić bazarek, ale na to trzeba miec czas nie tylko na przygotowanie, ale i prowadzenie przez tydzień, a z tym kiepsko u mnie. Mały jest leczony, więc pieniążki jak najbardziej się przydadzą. Biegunka niestety nie przeszła, mimo ze glisty wyszły. Dałam znac, żeby przekazac do schroniska informację o potrzebie odrobaczenia reszty maluchów. Dostaje nadal antybiotyk i metronidazol. Ma naprawdę dziwaczne miejsca do załatwiania się. Nie zrobi nic w ogrodzie, a potem znajduję niespodzianki na stole, kanapie, fotelu. Mam nadzieję, że mu to przejdzie, bo nie widze adopcji z takimi nawykami.
  10. Borys ma na piątek umówioną kastrację. Męczy się biedak przy cieczkach. Dzis zlizywał z podłogi nawet siuski Lindy, taki jest skołowany. Na spacerze siedzi z nosem pod ogonem u suk nie w cieczce i ma obłęd w oczach. One nie wiedzą o co chodzi i jest galimatias. Trzymajcie kciuki!
  11. Wszystko stabilnie. Chce jej zrobic na dniach kontrolne badanie krwi. Kiedy przyjechał Armi z tego samego schroniska, to dałam go do pokoju Amely. teraz jest wyścig do miski ;) Kota mogła wyjadac Amely, ale Armi juz nie ma takiego przywileju.
  12. Niestety, takich psiaków jest całe mnóstwo. Często są nie dostrzegane, nie mają żadnych szans w schronisku. Dlatego właśnie takie zabieram. Wiem, ze większosc ludzi uważa, że nalezy dac szansę tym, które sa najbardziej adopcyjne. Wtedy mozna mniejszym kosztem pomóc znacznie większej liczbie zwierzaków w krótszym czasie. Po drugiej stronie jestem (miedzy innymi) ja. Wczesniej zabierałam tylko na DS. Stąd mam np dwoje dzikusów z dwóch owianych złą sławą miejsc - Wojtyszek i Mysłowic.Teraz, kiedy odchowałam własne dzieci i mieszkamy na wsi, mam większe pole działania i mozliwości, niz w Katowicach. Szkoda, że tak mało potencjalnych domówstałych chce też pomóc takim psiakom. Większosć chce psy młode, bezproblemowe, miłe. Dlatego nie mogę pomagac na większą skalę, bo i tak zapchałam dom na maxa. Skrzydeł dodaliście mi Wy, tu na dogo. Wiem, że jesli wezmę totalnie nieadopcyjnego psiaka, to i tak mogę liczyć na wsparcie i pomoc tu. Oczywiście nie chodzi mi tylko o pomoc finansową, choć w pomaganiu nie ma co ukrywac, że odgrywa ogromna role. Jednak zawsze mogę liczyć na wsparcie duchowe, na pomoc w rozwiazywaniu problemów, porady w kwestaiach zdrowia, zachowania, wychowania. To bardzo wazne, bo kazdy trudny przypadek był możliwy do ogarnięcia tylko i wyłącznie dzięki wspólnej pomocy i działaniu. Ja mam czas, wiedzę kynologiczną i po latach doświadczeń tez weterynaryjną, możliwości lokalowe, a inni moga pomóc w kwestiach szkoleniowych, finansowych, logistycznych. Czyli wspólnie każdy problem jest do ogarnięcia i rozwiązania. Jesli chodzi o Ukrainę i najbardziej nieadopcyjne psy chyba w całej Europie, to wszystko zaczeło się od Lindy. Jakoś trafiłam na FB na stronę schroniska Mariny. Po kilku filmikach i zdjeciach, łzy lały mi się strumieniami. Marina co jakiś czas wyjasnia, że ze względu na ograniczone mozliwości i prawie zerowe adopcje na miejscu, zabiera do siebie przewaznie psy już po przejściach, okaleczone, niezdolne do samodzielnego bytu na wolności. Postanowiłam pomóc niepełnosprawnemu psu. Dostałam filmiki i miałam dobę na podjęcie decyzji. Oglądałam go wielokrotnie płacząc. Wybrałam najmniej adopcyjnego psiaka: czarnego, trzymającego się w rogu kojca, nie bioracego udziału w zabawach i posiadającego tylne łapy, czyli z niejasną sytuacją medyczną. To była Linda. Od niej zaczęła się moja pomoc psim ukraińcom. Wczesniej po znalezieniu Olliego na fanpagu zamojskiego schroniska i braku kontaktu z tymże schroniskiem, wypatrzyłam zamojski wątek i nawiazałam kontakt z niesamowicie zaangazowaną i życzliwa Tolą. Jako, że Zamość lezy blisko Ukrainy i nie urażajac okolicznych pomagaczy, mentalność okolicznych ludzi jest podobna, to zainteresowałam się tymi psiakami, jako wymagającymi najwiekszej pomocy. Stąd na dzień dzisiejszy, mimo ze mieszkamy na Śląsku, pomagamy glównie psom z Zamościa i Dniepropietrowska. U nas w regionie, co miasto, to schronisko, akcje bezpłatych kastracji, system pomocy, zbiórki w szkołach, organizacje. Całkiem inny poziom, niż w regionach, skąd pochodzą nasi podopieczni. Tam jesli ktoś chce pomóc, to jest zdany sam na siebie. Ma ograniczone mozliwości i morze potrzeb oraz zgłoszeń. Psychicznie i finansowo nie do udźwignięcia. Do tego jeszcze w kwestii wyboru zwierzaków mam jakiś radar czy intuicję. Zazwyczaj okazuje się, ze pomoc nadeszła w ostatnim momencie. Tak było w przypadku cierpiącego z bólu Barytona z dirofilariozą, Amelii z zapaleniem przewodu pokarmowego czy zagłodzonego, pogryzionego Borysa. Dla innych jak dla Lindy, Bostona, Freyi czy aktualnie Armanda, byliśmy jedyną deską ratunku na normalne życie. Czasem wystarczy kolorowa obróżka, kanapa na zdjeciach, zainteresowanie, miska jedzenia, żeby z nieadopcyjnego psiaka w schronisku, powstała psia gwiazda. Mam nadzieję, że Borys także znajdzie swój własny kochający dom. To wspaniały psiak, który jest stworzony dla własnej rodziny, smaczków w misce, spacerków. Oczywiście, i smaczki, miłośc czy spacery ma u nas, jednak licze na to, że będzie mieć własne, a na jego miejsce trafi kolejny, który dostanie szansę na rozpoczęcie nowego, prawdziwego życia.
  13. To są roztocza, inaczej tzw. łupiez wędrujący. Często wystepujące, ale mało znane wsród wetów, cześciej przez groomerów. Powodują silny świąd. na skórze i sierści jest taki bardzo drobniutki łupież, pies wyglada, jak posypany mąką. działa na to Advocate lub Stronghold. Działa tez czasem fipronil w oprysku na alkoholu. bardzo często wystepuje u Y.T, pudli, sznaucerów. Częściej u psów z czarną sierścią, pewnie przez jej bardziej jedwabista strukturę. może przechodzić na krótko na ludzi. Wówczas powoduje malenkie swędzące wypryski. Ja jestem na nią bardzo wrazliwa, i jak przychodził z niuą psiak do strzyżenia, to od razu na mnie przechodziła i drapałam punkciki do krwi. Najlepszy efekt w leczeniu dają comiesięczne, kilkakrotnie powtarzane wcierki Advocate. Kąpiel nic nie daje.
  14. Zazwyczaj jest luźniejsza, budyniowata o charakterystycznym zapachu. Typową cechą są nieprzetrawione drobinki z karmy. Wyglądaja jak grysik. Normalna kupa jest jednolita. Do tego giardia zaburza wchłanianie tłuszczu, więc kupa może byc błyszczaca, jakby tłusta, a skóra sucha, z łupieżem ( tak miał Fado z tego schroniska). Choć czasem kupy są idealne, a w teście i tak wychodzi lamblia. najlepiej jako pierwszy zrobić test na przeciwciała (cena ok 30 zł), a gdyby wyszedł dodatnio, to po leczeniu test snap na białko, bo przeciwciała mogą się dłużej utrzymywac w organizmie. Wówczas mimo, ze pies bedzie już zdrowy, to test na przewciała wyjdzie fałszywie dodatni. Nie każdy pies, który ma kontakt, bedzie zarazony. Zalezy od odporności. wazne jest, żeby sprząteć kał w ciągu doby, a psa w czasie leczenia myc w okolicach odbytu po wypróznieniu. Lamblie są w środowisku, szczególnie wilgotnym i bardzo czesto dochodzi do pomownego zakażenia np po wypiciu wody z kałuzy. Objawy pojawiają się juz po 5 dniach od wniknięcia do organizmu. Pomaga też gotowanie wody. Z badan, jakich wyniki cztałam, w 1 l. nieprzegotowanej wody znajduje się do 100 form rozrodczych giardii. Filtrowanie ich nie usuwa. Też miałam włosy wczesniej niebieskie, ale kolor z saszetki i były takie delikatne na blondzie, nawet lekko liliowe. Teraz kupiłam farbe i całość wyszła w jednolitym kolorze i dokładnie takim jak na opakowaniu, co dla mnie jest rzadkością. Zazwyczaj mam na głowie niespodzianke całkiem inną niz na fotce na kartoniku ;)
  15. Imaverol działa tylko na m. canis, a tu raczej są swedzące drożdżaki - malassezja lub candida. Mam nawet w domu Imaverol. Borys ma gęstą, dłuższą sierść, Kokos boi się wszystkiego, co się przy nim robi, więc psikanie czymkolwiek nie wchodzi niestety w grę. Dobre byłyby regularne kąpiele w ketokonazolu, gdyby były mozliwe. Od kilku lat jest problem z drapaniem się psów z tego schroniska. Obstawiałam alergię, cheyletiellę, ale nie robiłam wczesniej badania w kierunku grzyba.
  16. Oni dobrze wiedzą czym psy karmią. To totalne lenistwo i bezduszność pracowników. To nie odwiedzajacy schronisko, psom dają zafoliowane wędliny, bo nikt stale nie odwiedza schroniska, żeby wrzucac do kojców kiełbasy i parówki. Do tego Borys jest już długo u nas, więc nie ma opcji, żeby ci sami ludzie przychodzili miesiacami regularnie do schroniska, wrzucili kiełbasę do kojca z np 20 psami. To wywołałoby jatkę, pojawiby się pracownik. po prostu, karmią przeterminowanymi wedlinami, które dostają od producenta/sklepów. Stopień znieczulenia i lenistwa powoduje, że rzucałą całe, bo po co się wysilac i wyjmować. Duzy pies zwróci lub przejdą z żołądka dalej, ale domyślam się, że co któryś mniejszy umrze. Borys tez nie od razu wymiotował tym, ale chyba po 2 dobach. Tylko my nie jemy mięsa, spacery były w naszym ogrodzie pod kontrolą więc musiał zjeść je w schronisku. ok 12 godz potem nie jadł i nie pił. Niestety, ale jesli psiak nie zacznie jeść, to trzeba bedzie zrobić kilka RTG z kontrastem w odstepach czasowych, żeby dowiedziec się czy przechodzi kontrast do dwunastnicy czy folia zatkała odźwiernik. Drapanie się to tez norma w tym schronisku. Kokosowi wyszło dodatnio badanie w kierunku grzyba, ale wynik, jaki do grzyb jest po 4 tyg. Poprosiłam juz o receptę na Orungal, bo nie ma co czekać. Po kąpieli było lepiej, teraz znowu zaczyna się drapać i wygryzać. Borys też się nadal drapie.
  17. Jest spory, waży ok 10 kg, już jest wyższy od Amely. Na żywo wygląda jak dziecko Lindy. Jest szczupły, ma drobną głowę ale ma grubsze, dłuższe łapki. Nie jestem pewna, czy to ten najmniejszy, którego chciałam. Wygląda, jak któryś z tych większych. Na pewno wyrośnie na typowego średniaka. Zresztą nieważne który to, ważne że jakiś dostał szansę na normalne życie. Domyslam się, że chodzi o moje niebieskie, nie Armiego, bo one akurat osypują się łupieżem ;) Dzięki. Pierwszy raz zdecydowałam się na tak odważny kolor, ale jak nie teraz, to kiedy Dokładnie. Jak go zobaczyłam w Katowicach. to podbiegł żeby się przywitac, ale to za dużo zmian w jego zyciu na raz. Widac, że chciałby kontaktu, ale ma stracha. W samochodzie przez pół godz. jechał tak
  18. Armi okazał się typowym ukraińskim psiakiem :( Boi się kontaktu z człowiekiem. Leży sobie na kanapie, a kiedy wchodze do pokoju, to zeskakuje i ucieka. Podchodzi potem na ok 1.5 m., merda ogonkiem, przymila sie i cały czas patrząc na mnie sika pod siebie. Ma na gardle okragłą pomarszczoną do środka bliznę, jak po przypaleniu papierosem i drugą znacznie większą na klatce piersiowej. Na niej jeszcze łuszczy się naskórek. Chciałby kontaktu z człowiekiem, ale boi się. Dobrze, że jest jeszcze taki młodziutki, może zapomni. Myslałam po schroniskowym filmiku, że bedzie od razu gotowy do adopcji, ale niestety, ani psychika, a ni zdrowie nie pozwalają na szukanie teraz domu. Ma luźną kupe o kwaśnawym zapachu. Dostał antybiotyk i metronidazol i zero poprawy, nawet gorzej. Na pierwsze wrażenie kupa wyglądała jak przy lambliach, dzis zrobię test. wczoraj myslałam, że padne, bo weszłam do pokoju, a tam kupa na środku stołu. Mały, co widac na sierści na zdjeciach ma cheyletiellę. Linda też miała i praktycznie miesiacami nie potrafiłam się pozbyc. Zakładałam, że od razu go ogłoszę, a trafiłam jak zwykle ;) Jednak chyba kolejny raz tak miało być, bo z takim wygladem i zachowaniem nie miałby co liczyć na adopcję. Szkoda tylko tych pozostałych maluchów, one z każdym dniem tracą szansę na dom.
  19. Pierwsze zdjecia zpo zapoznaniu. Maluch jest lekliwy i suisia pod siebie. Oczywiście już ma blizny, więc nie miał miłego dzieciństwa. Całą drogę skomlał ze strachu, pierwsze pół drogi spedził z głową u mnie pod pachą, zeby być niewidocznym.
  20. Wstępnie zarezerwowałam to maleństwo ze złamaną szczęką, jesli nikt inny chętny nie zgłosi się do schroniska. W przyszłym miesiącu jest okazja transportu bezposrednio przez osobę, która tam jedzie po inne koty. Miejcie go proszę na uwadze, gdyby ktoś szukał kociaka! Z tym, że nie znam na razie jego płci.
  21. Udostepniłam na swoim FB. Transport już dziś miał ruszyć. podpytam wiec Oli, jak sytuacja wygląda. Pewnie postarały się, żeby tez jechała, bo nie było więcej psiaków niestety. Te kosmiczne koszty transportu uniemozliwiają zabieranie psów. Sama wzięłabym znowu kolejnego szczeniaka, ale nie da sie ogarnać 1100 zł przewozu za każdego.
×
×
  • Create New...