Jaaga
Members-
Posts
19196 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Zastanawiałam się, dlaczego naraz w schronisku tyle psiaków wychudzonych, skoro wcześniej taj nie było. Przeglądałam stronę schroniska na FB i natknęłam się tam na informację, że wczesniej psy były karmione przygotowanymi posiłkami i kilka mies temu schronisko przeszło na suchą karmę. Może to jest powodem? Był apel o karmę i wyjasnienie. Wiadomo, że ludzie głównie dają do schroniska najtańszą karmę, bo wychodzą z założenia że lepiej kupić wiecej najtańszej, niz mniej lepszej, bo to przecież schronisko. Wśród takich karm rarytasem jest Pedigree. Na tym zdjeciu jest zachudzony duzy buras, którego mi tak żal, rudy w tle wygląda jak tarka do prania, do tego szkielet biały, który ma przyjechac. Przeglądałam zdjecia z lata i ten buras nie był chudy ani zmarnowany, jak teraz. Aktualnie wygląda jakby postarzał się o lata, a nie miesiace.
-
Belmondo jest ostatnio reklamowany na schroniskowym profilu FB jako Kokos, nie wchodzi mi tu linkowanie: Do adopcji poleca się dziś Kokos, który skacze jak piłeczka za każdym razem, gdy widzi blisko człowieka! to dorosły, terierowaty pies, o wadze ok. 10 kg, bardzo aktywny, potrafi chodzić na smyczy, szuka aktywnego domu, w boksie mieszka z innymi psami, z którymi dobrze się dogaduje, nie przepada za kotami,
-
Tolu, to rozglądnij się jeszcze za transportem do Katowic. Wtedy pani Justyna mogłaby odebrać je od mojej mamy po pracy. Była u niej, więc wie, gdzie przyjechac, a wtedy byłby obojętny termin transportu. To 10 min. drogi,zeby po nie podjechać w dogodnym czasie. Koty mogą czekać u mojej Minii, ma tylko króliki.
-
Tak myślałam. Ten niewidomy jest jeszcze w dobrej kondycji, ale ten duzy ma widoczne żebra przez grube futro, czyli musy być skrajnie wychudzony. Tylko glową muru nie przebiję. Na dodatek to duzy pies, sama diagnostyka i leczenie to ogromny koszt.
-
Chodzi o tego chudego staruszka w środku. Wygląda naprawdę kiepsko.
-
Ten duzy, kudlaty też niewidomy? Czy piszesz o tym mniejszym, krótkowłosym?
-
Co za bieda ten bury. W wolnej chwili Tolu daj mi prosze znac, czy go kojarzysz i coś Ci wiadomo? Teraz nie pomogę, ale może następnym razem...
-
Cały czas już o nim myslę. Na swoim FB wstawiłam własnie apel o pamięć o zwierzakach pozostawionych na mrozie. U nas co dzień idzie sporo jedzenia plus tłuścinka na dokarmianie wróbli i sikorek. Od samego rana już oczekuje zgraja na posiłek. Nie chcę mysleć o psach, które zamarzną z braku schronienia :(
-
Szkoda, że nie da się zabrac psiaków szybciej ze schroniska. Te mrozy są koszmarem. Jak Tola mi dziś powiedziała, że wiele z nich tam stoi na betonie i przestępuje z łapy na łape, to płakac się chce. Zeby tylko psiak wytrzymał do tego czasu. Nie jestem osoba decyzyjną co do imienia, ale skoro on bedzie u nas w domu i ileś razy dziennie bedziemy się do niego zwracac, to prosze o wybór imienia wpadającego w ucho i takiego, którego przyszły własciciel nie bedzie chciał od razu zmienić ;) Imie to bedzie jedyne, co bedzie dla niego stałe i pewne w nowym miejscu. Dla mnie super brzmi Kokos. np.Jim odpada, bo mamy swojego Jimmiego ;) Juz swego czasu miałam dwie Sary i był czasem problem.
-
Anula, wiem ale pies jest oddzielony, myslałam że jesli miał zbadaną krew, to i da się wsadzić patyczek w odbyt. Uwierz że jesli ktos ma wziać psa do domu, to nie weźmie ochoczo z lambliami. Co innego jesli pies ma wyladować w odzielnym kojcu na mrozie, to i te niskie temetatury i chemia wspomogą wybicie pazożyta. Sa psy, które miesiacami walczą z lamblią. Częśc typów giardii może przejsć na czlowieka. O ile pamiętam to jedna kuracja Drontalem u średniej Bezy kosztowała ok 100 zł. Przy innych psach, szczególnie większych to więc koszt i kłopot. Nie widzę nic niestosownego w zasugerowaniu wsadzenia patyczka w odbyt, bo wiem, co wiążę się z walką z tym pierwotniakiem: zbiorowe kuracje, parowanie powierzchni, gotowanie każdego prania, do tego kolejne testy i kolejne podawaniea dawek leku.
-
Łaskawa pani z Rozi ;) Na poważnie, jednak wiem o co chodzi. Kiedyś na FB nie miałam opcji blokowania drastycznych zdjeć czy filmów, bo nie wiedziałam, że tak się da i po wejściu tam rąbały mnie po oczach okrucieństwa, których nie chciałabym widzieć. Które przezywałam tygodniami, miesiacami, które zostały już w mózgu. Wiem ze zdarzają się takie koszmarne sytuacje. Tylko mimo wszystko one są w Polsce piętnowane, nagłaśniane i psiaki zostają zaopiekowane. A na Ukrainie bestialstwo ma społeczne przyzwolenie i robią to tam chyba dla przyjemności. U Amely większosć ludzi pisała, że pewnie była na sznurku czy łancuchu. Po badaniach , RTG, bolesności i ubytku w tkance miesniowej wiemy, że jednak ktoś ją specjalnie naciął i to głęboko. Linda do teraz nie reaguje normalnie, na widok obcej osoby czy samochodu na zewnatrz ucieka. Kaj nie cierpi cbcych i nie toleruje smyczy. Baryton też ma swoje lęki. Sama znalazłam kotkę sasiadki zakatowaną przez gołębiarza, z wydłubanymi oczami. Widok zostanie ze mną na zawsze. Jednak pocieszają mnie reakcje ludzi. W zeszłym tygodniu jakiś gnój wyrzucił sunię na skrzyżowaniu pod katowickim schroniskiem. Sunia koczowała w jednym miejscu (pod domem mojej mamy) kilka godzin. Mama z kierowcą schroniska próbowali ją złapać, ale ze względu na jej agresję lękową nie dali rady, bo rzucała się na nich. Ona uciekła na droge szybkiego ruchu i tam rąbnęło ja auto. Sprawa była naglośniona na FB. Jadący pan zabrał ją do bagaznika zanim dojechał kierowca schroniska i sunia trafiła do kliniki. Z urazami wewnętrznymi, peknięta wątrobą, krwotokiem. Przeszła od razu operację, fundacja działająca w schronisku zaoferowała oplacenie kosztu operacji i leczenia, udostępniłam konto fundacji do zbiórki panu, żeby podał je oferujacym pomoc finansową, a on wyszukał jej DT, do którego może trafić po szpitalu.
-
Nawet nie myslę o innej opcji. Jak bo zobaczyłam go, to mnie powalił. Krótkowłosa wersja naszego Kaja. Nie zawsze mam czas śledzić wątki, ale gdyby żaden rozważany hotelik nie wypalił do czasu zaplanowanego transportu, to dajcie znać. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby stracił życie w schronisku. To opcja taka bardzo awaryjna. Na zasadach hoteliku może wzięłabym do siebie do domu chociaz na czas, aż znajdzie się jakies inne domowe miejsce. Tylko ze względu na to, że pies u nas musi być w domu, bo nie mam kojca dla psa, musiałby miec zbadany kał i profilaktykę. Po zamojskim Solarze z lambliamii i pchłami musiałam zabezpieczyć w tym kierunku moje psy, a przy tak dużych to naprawdę spory koszt. Zresztą wiem z DS Solara, ze nadal walczą ze schroniskową giardią, dlatego pytałam Tole, czy ten biały psiak jest w poblizu kojca Solara. Pora i temperatury niestety nie sprzyjają duzym psom w szukaniu ciepłego schronienia.
-
Tolu, może zrobiłabym ogłoszenia temu psiakowi z tel do Ciebie? Jest śliczny i ładnie umaszczony, nie wygląda na starszego. Wiesz coś może o nim?
-
Co za bieda. Jemu już dupcia przymarza, a co dalej :( Gładkowłosy, jak bokserek.
-
Mysle, że lepiej. Daje się głaskac po głowie, jak cos chce to chodzi za mną. Na spacery na ogród też chodzi. Oczywiście o żadnych szelkach czy obroży z powodu bolesnej blizny i urazu psychicznego z nią związanego nie ma mowy, ale ona jest tak mała , ze dla niej ogród to i tak sporo do przejścia. Te zwierzaki z Ukrainy są o wiele trudniejsze, bo przynajmniej te co u mnie były lub są, wszystkie przeszły takie koszmary, jakie w Polsce rzadko się zdarzają. Dziś za wizytę z badaniami wyszło 285 zł. Wysyłam faktu mailen do fundacji i poprosze Tolę, żeby tu wstawiła.
-
Nie zauwazyłam Twojego pytania. Je, ale po swojemu, przez wiele godzin i wszystko wkoło usypane resztkami. Własnie jedzie z wizyty u dr Olender. Niestety, leukocyty nadal 36. Juz umówiłam ją na 21.01 na gastroskopię w Oświęcimiu. Dr zakłada albo poparzenie przełyku, albo polipy albo nowotwór, skoro nie daje się zbić leukocytów i jej stan nie polepsza się. Na razie dostała leki, żeby doprowadzić ją do najlepszej kondycji przed narkozą.
-
Zaglądam do białaska. Fajna opcja. Pies tak wychudzony chyba jednak lepiej jakby był w domu, niż w kojcu z budą, bo moze miec trudności z utrzymaniem temperatury. To tylko moje zdanie, bo nie dokładam się do jego utrzymania. Jednak zabierałam ze schronisk już niejednego wychudzonego psa. Łatwiej psu nabrać kondycji, jak organizm nie musi walczyć z wyziębieniem i wydatkowac niepotrzebnie energii. Mam nadzieję, że Tola dziś przywiezie dobre wieści ze schroniska.
-
Super, że suni udalo się wyjechać po nowe życie. Ja tez stamtąd miałam na siebie zabrane dwie sunie Lemura i Adę. Obie miały być do adopcji, ale tak się złozyło, że problematyczne i zostały naprawdę moje. Świetnie, że tyle psów wyjechało stamtąd w grudniu. Wiem, jak trudno było wczesniej wyciagnąć psa.
-
Jak napisałam na wątku zamojskim, koniecznie od razu trzeba mu zrobić test na giardie, jesli coś sie dla niego znajdzie. Jest w boksie obok, gdzie był Solar, a on do dziś walczy z tym pierwotniakiem w DS. Lamblia zaburza wchłanianie tłuszczów, stąd powoduje wychudzenie. Już na zamojskim pisałam, że gdyby nie chora Amely, to nie oparłabym się jego urokowi, bo to pies w moim ulubionym typie.I bardzo adopcyjny po zdiagnozowaniu i ogarnięciu. Na grupy rasy na FB nie liczyłabym. Ogłaszałam na takich zamojskie onki, na wilczakowych Freyę i Barytona. na yorkowych i sznaucerowych tez nie było żadnego odzewu o ogłaszane psy. jedyne co otrzymałam to kpiny i kilka zapytać o tatuaż. Już to pisałam w przypadku Freyi, że z duzymi psami ogłaszanymi na FB jest ten problem, że gdyby był zwrot z adopcji, to nie ma kompletnie co z takim psem zrobić. Nie mozna zwrócić do schroniska psa, którego zabrałaby stamtad fundacja. To naprawdę duzy problem. Dlatego Freyę zabrałam do siebie, bo nie było praktycznie innej opcji na pomoc dla niej. Gdyby był jakiś hotelik i potrzeba przetrzymania go z powody transportu kilka dni w Katowicach, to dajcie znać. Na ten czas móglby byc u mojej córki. Jest naprawdę cudny i piękny. tylko pilnie trzeba co wyciagnąć ze schroniska.