Jaaga
Members-
Posts
19285 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Szukam domu dla ukraińskiego maluszka! Może wiecie o kimś, kto poszukuje przyjaciela na lata? Przez miesiące pandemii i niemożliwy wyjazd z Ukrainy w schronisku zrobił się koszmarny zastój. Praktycznie co dzien trafiały kolejne chore, okaleczone psiaki i zgłaszane było mnóstwo szczeniat. Normalnie wczesniej maluchy regularnie wyjeżdżały zagranicę, jednak przez ten zastój rosły, dojrzewały i tylko zmieniały kojec szczeniakowy na te dla dorosłych psów. ostatniemu udało się Bostonowi. Teraz też są co dzień kolejne maluchy. Szczeniąt jest kilkadziesiąt. Jest między nimi czarny maluszek, który mnie wyjątkowo ujął. Na filmiku zrobionym na wybiegu na śniegu ( nie potrafię tu wstawić) jest najmniejszy z całego stada szczeniorów z kilku miotów i najbardziej stara się zabiegac o uwagę człowieka. Nie wiem nawet czy to sunia czy chłopak, ale chciałabym pomóc mu odmienić los. Tym bardziej, że jest mozliwość transportu do Polski.
-
Ten pies jest chory?
-
Dziękuję bardzo, na pewno Tola potwierdzi, jak bedzie miała chwilkę. Borys ma zmienione leki, bo po pierwszym antybiotyku rany na łapie nie goiły się i nadal się drapał i wylizywał. Dostał zestaw, który pomógł Kokosowi. mam nadzieję, że i Borys wreszcie pogoi się. Na moje konto wpłynęła druga wpłata na kojec od Pani Ani, ślicznie dziękuję.
-
Znam to, moje córki czasem patrzą na mnie jak na świra i mówią, że uśmiecham się do komputera ;)
-
Nie warto podawac nic na siłę, śluzówka żołądka i kosmki jelit muszą się zregenerować. Wmuszanie jedzenia może spowodowac nawrót wymiotów i pogorszenie. Moja yoreczka teraz przy roztopach złapała na spacerze jakąś bakterię. Pomógł dopiero trzeci antybiotyk. Warto pamietać, że psiak musi byc zabezpieczony antybiotykami, nawet przy wirusówce i nie ma jednego antybiotyku na wszystko. Nasza mądra wetka jako leki pierwszego rzutu stosuje Linko lub metronidazol na beztlenowce i Amoxycylinę na bakterie tlenowe. Niestety, często weci dają jeden antybiotyk i tylko od szczesliwego trafu zalezy, czy zadziała. Mam w zamrażarce zapas żwaczy i jako całkiem pierwszy po takich sensacjach podaję małym psiakom płyn z nich, a większym same żwacze. jak same już chcą jeść. Lepiej ,zeby była kilka dni na kroplówkach, niż pogorszyć stan przewodu pokarmowego nakłaniając do jedzenia. Nie jedząc i nie pijąc osłabia się i odcukrza, więc warto zrobić kroplówki. Od razu nabierze sił.
-
On juz miał wszystko przebadane, tylko komuś umknęła tarczyca. W przychodni lub w laboratorium. Chciałam dać znac, że jest zdecydowanie lepiej na lekach, które dostaje, ranki goja sie i zarastają. Borys dostaje inny antybiotyk i niestety, jego łapa nadal wygląda praktycznie tak samo. Poprosze o zmianę na antybiotyk, który dostaje Kokos. Widocznie jest jakaś bakteria w tych kojcach, bo chłopaki mieszkali po sąsiedzku z sobą. Dzis dotarły dwa kartony suszonych psich przysmaków. Kokos dostał ogromne wieprzowe ucho i wpadł w zachwyt. Ogólnie w domu jest cisza, słychać tylko mlaskanie i czuć... smrodek, bo najwiekszą popularnością cieszą się żwacze.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Psychicznie mogę chyba dużo znieść przy zwierzętach ( do ludzi już nie mam takiej cierpliwości), choć ostatnio zarezerwowalam np niedzielę dla rodziny, bez odpowiadania na psie maile i telefony, bo już nie wyrabiałam. Za to jesli chodzi o wysiłek fizyczny, to zazwyczaj mąż mi pomaga przy wynoszeniu Barytona i Lindy. Czasem Linda chętnie wychodzi i czeka na wsadzenie do wózka, więc radzę sobie sama, ale ma też dni, że boi się ruszyć i trzeba ją niesć na rękach na zewnątrz. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Na to musze nadal uważać. Linda czasem chciałaby poszaleć bez wózka, ale mogła tylko jak był świeży śnieg. Wtedy ją wypuszczałam i tak wariowały, że wracała biała jak duża śnieżynka. Czasem próbuje uciekać i trzeba ją szybko łapać. Cieszę się, że ich historie kogoś podtrzymują na duchu. Dziś Linda zrobiła mi psikusa i pognała przez na wpół rozmoczone pole rzepaku za sarnami. Dobrze, że ogromne, to w połowie ją dogoniłam, ale biegłam i sama niedowierzałam, że nie potrafię dogonić psa na wózku. Śmiałam się, bo to z jednej strony cieszy, że tak zasuwa, ale z drogi musiało wygladać komicznie. Baryton z kolei miał ostatnio gorszy czas. Przez to, że nie chciał wychodzić utył, a grubszy gorzej się porusza. Kiedy jest ślisko, to rozjeżdża się nawet na mokrej podłodze, nie mówiąc o schodach czy zlodowaciałym podłozu. Dziś częściej wychodził i to sam. W ostatnich dniach trzeba go było na rękach wynosić. Mam nadzieję, że z ociepleniem, jego kondycja i sprawność się polepszy. Niestety w jego wieku, nawet te kilka miesięcy już jest sporo. Ataksja czterokonczynowa i zaawansowana spondyloza dały bardzo wyraźnie znać o sobie w takich warunkach. Najcześciej Baryton tylko podchodził do drzwi, sprawdzał czy zimno i szedł wysikac się na przescieradło. -
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Tak, sika czesto na uniesionych łapkach i czasem tak się przemieszcza. Nie potrafi raczej całkiem ich wyprostowac, ale porusza sie w przykucnięta, nie wlekąc ich. niestety, obrzęk w rdzeniu zmniejszał się jedynie przy sterydach, a one więcej moga zrobić szkód, niz korzysci w jej sytuacji. Musiałaby je dostawac cały czas. Po odstawieniu momentalnie wraca do stanu pierotniego. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Dziś nowe zdjęcia Lindy. Kolejne psiaki zaprzątają uwagę, wymagają leczenia czy zbiórek funduszy, ale Lindeczka jest i ma się, mam nadzieję, dobrze. To moja pocieszycielka w trudnych chwilach. Mimo, że sama niepełnosprawna i pewnie nie raz odczuwa ból, to zawsze chętna do przytulaków i lizania. Kiedy czuję się zmęczona czy wykończona, to wystarczy przytulenie się do Lindy, jej liźnięcia, rozbrajające spojrzenia żółtych oczu i już nabieram sił. Nie moge przecież być słaba czy mazgaić się, kiedy ona jest stale silna. -
Byłaś moze tez w schronisku na kociarni?
-
Dziś Borys jest juz po polno-leśnym spacerze. Jest rewelacyjny. To niesamowicie stabilny i opanowany psiak. Tylko na małe pierzasto/futrzaste stworzonka reaguje polowaniem. Dziś trafiliśmy na sarny i Linda na wózku popruła za nimi zapolować, a Borys je całkowicie olał. Mój Andrzej nie potrafi go polubić po Pietruszce, zdecydowanie faworyzuje Kokosa, który jest "jego" i nikogo nie zamierza uśmiercić. Bardzo mi brakuje Pietruszki, ale wiem, że Borys zrobił to instynktownie. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze ktos, kto zobaczy w nim tak, jak ja wspaniałego psa.
-
Dzis tak ładnie świeciło słoneczko popołudniu,. że zdecydowałam się wziać Borysa na pierwszy dalszy spacer. I tu niespodzianka, chętnie wyszedł za bramę, idealnie chodzi na smyczy, poruszał się truchcikiem. Po prostu rewelacja. Obawiałam się, że będzie człapac i męczyć się, a świetnie się odnalazł na drodze. Interesowały go zapachy, tropy. Szedł po prostu doskonale. jedynie spłoszył się traktora z przyczepami, więc zeszłam na chwilę z nim do rowu.
-
Nasze koty są domowe, niewychodzące, ale jego pobudzenie na zapach królika zdecydowanie mnie zmotywowało do unikania kontaktów. Nasze psy tez tak maja, że w domu koty są fajne, ale na zewnątrz to pogoniłyby, a juz koty paradujące po polach za ogrodzeniem, wywołuja furię. Mamy jeszcze dziką kotke z fundacji w stodole, ale psy nie mają do stodoły dostępu, a ona ma wyjście z drugiej strony na zewnatrz, na pola. Tez jestem zdziwiona, że Borys akceptuje małe psy. przychodzi na przytulaski i drapanko z 7-kg Lemurem i są do siebie przyklejeni, zero rywalizacji czy zazdrosci. Teraz jest zakochany w yoreczce z cieczką. Borys wiernie koczuje pod drzwiami do pokoju, gdzie jest oddzielona trzeci dzień. Czekam juz na mozliwość kastracji. lekarka też powiedziała, że mięsnie ma wyrabiać ruchem, ale warto żeby dostawał wysokokaloryczne i wysokobiałkowe pozywienie. Kiedys u innego dużego tymczasowicza wetka zaleciła nawet preparat dla sportowców. na razie Borys nie jest zainteresowany zewnętrznymi spacerami. Zdecydowanie to domator i woli ogród. Jednak myslę, że za tydzień zaczniemy spacery na smyczy.
-
Jeszcze zapomniałam napisac, że mój tato podzielił się z Borysem swoimi odżywczymi preparatami. Za to ciocia karmi go obiadami swojej produkcji. Borys dostał kilkanaście butelek wysokokalorycznej i wysokobiałkowej bezcukrowej diety typu "nutridrink'. Dałam wczoraj Borysowi pierwszą porcję i zasmakowało mu. Może przyspieszy regenerację mięśni, bo nadal na udach są wgłębienia w miejscach, gdzie one powinny byc, a jak leży to skóra naciąga mu się na pół ciała, bo nic jej nie wypełnia.
-
Niby tak, ale po reakcji na zapach królika wydaje mi sie, że nic nie wniesie takie zapoznanie. Po tym , jak kilka dni chodził między kurami i nie reagował, a potem zabił Pietruszkę, to i tak nie zaufałabym mu. To może byc jakaś momentalna reakcja zwierzaka, która na niego podziała. On praktycznie nie okazuje emocji. Nie poznac po nim niczego. Trudno odczytać coś i reagowac przy takim psie. Jest w domu, ale na ograniczonej powierzchni. Czekam aż się odkarmi i spróbuję go ogłosić. Bo w domu bez droneych zwierzaków byłby super. Chodzi za mną nawet do ubikacji.
-
Themagda, gdybys naprawdę miała na uwadze dobro psów, to nie brałabys udziału w tym procederze handlu wyekspoatowanymi, chorymi psami pohodowlanymi. Chi nie kosztują grosze i nigdy nie kosztowały. Za moją Kissi kupioną 10 lat temu jako peta zapłaciłam 1500 zł Jesli ta kobieta jest tak nieszcześliwa i uboga, to po prostu likwiduje się hodowlę. Wystarczy dać ogłoszenie, że z powodów losowych za koszt sterylizacji oddam do adopcji psy. A jednak na tych psach zarabia na siebie, studia córki, siostre, matkę, utrzymanie domu, bo mąż zwiał... ale na zapewnienie psom godnego życia już jej nie stać. Po co brnąć w usprawiedliwianie jej? Takie psy nie powinny kosztowac "małe pieniądze", one powinny iść do adopcji za darmo lub za koszt pokrycia zabiegu sterylizacji. Nie porównuj stale normalnych hodowców z sercem i pasją do pseuduchów, jak to niby gdzie indziej też jest źle. Ostatni mój pet - szczeniak suczka z niezamkniętym przewodem botalla została przekazana do adopcji. Za operację zapłaciłam 3500 zł, a potem oddałam psa nieodpłatnie z umową adopcyjną. Dokładnie tak samo robią tez moje znajome koleżanki hodowczynie. Normalny hodowca czuje odpowiedzialność za to, co wyhoduje. Chocbyś nie wiadomo jakich argumentów tu używała, ja tego nie jestem w stanie zaakceptować, a nie jestem laikiem w temacie. Gdyby ta kobieta nie miała łatwego sposobu na pozbycie się niepotrzebnych psów, to nie robiłaby tego na taką skalę. Musiałaby się martwić, co z psami, które przez większosć życia nie przynoszą zysku. Które trzeba karmić, stale drą się, (za przeproszeniem) stale srały i szczałyby. Nawet nie wspominam o leczeniu. Gdyby miała dom pełen tych psów, to wiedziałaby, że nie może zostawiac kolejnych młodych do zarobku, a tak hulaj dusza, piekła nie ma. I naprawdę uwierz, inne hodowczynie tez mają swoje problemy. Nikt nie żyje w raju. Ja za pieniadze ze szczeniat mam na utrzymaniu 10 kundelków i 10 kotów, moja młodsza córka jest niepełnosprawna, starsza chora i wymaga kontroli, ojciec ma zaawansowanego raka. I wiesz co? mój tato przekazał ostatnio 3 kartony swoich odżywczych preparatów na zagłodzonego Borysa, który przyjechał do nas z zamojskiego schroniska, żeby szybciej się zregenerował. Jak człowiek ma serce, to dzieli się ze zwierzętami tym, co ma. I naprawdę myślisz, że taki zatuczony do granic mozliwości psiak ma tak wspaniałe życie? Kiedy ostatnio badałaś jej tarczycę? Szczerze, to wolałabym wybrac sobie najlepszy z mozliwych domów adopcyjnych, niż zarobić kilkast złotych i dać psa tam, gdzie ktoś mi zapłaci. Co z tego, że przestaniesz bywać na dogo, skoro nadal bedzieś mieć współudział w pseudo? bo jak widac nadal nie rozumiesz o co nam chodzi.
-
Dotarłam, czytam i nie wierzę. Wpisy są jak kopanie się z koniem. To nie jest normalna hodowla. oczywiście, w każdej hodowli są starsze psy, ale nie są ZANIEDBYWANE. Nikt nie powinien z hodowli zabierać i leczyć chorych czy starych. To nakręcanie tylko biznesu. na miejsce zabranych, pojawią się kolejne i tak latami interes bedzie się kręcił. To nie jest normą w hodowli. Są sytuacje, kiedy hodowca wyadoptowuje jakiegoś psiaka. Kiedy np. po sterylizacji sunię stado przestaje akceptować, czy kiedy któryś pies zachowuje się agresywnie do innych. Wtedy lepiej poszukać ADOPCYJNEGO domu, niż ryzykować psie zdrowie czy życie. Takiego psa wydaje się nieodpłatnie, z umową adopcyjną. Jesli dba się tylko o te zdolne do rozrodu, to znak, że albo sytuacja powinna się zmienić w hodowli, albo hodowla powinna przestac funkcjonować, bo z takim podejściem hodowca nie nadaje się do kontaktu z żywymi istotami. Czuję się osobiście urażona wpisami sugerującymi, że to norma w kazdej hodowli. Nigdy przez 24 lata prowadzenia hodowli nie sprzedałam suki pohodowlanej, ani nie zaniedbuję starych psów, które sa u nas. Jedzą dokładnie to samo, co te w okresie rozrodczym, są tak samo leczone i mają wykonywaną taką samą profilaktykę. Dołączam zdjecie mojej wysterylizowanej, niewidomej 14-letniej chi Kissi. Nie jest zapasiona, ma aktualne badania, też śpi w łózku, jest osobno karmiona specjalistyczną dietą ze względu na problem z mocznikiem. Chi to nie zabawka, to aktywny, żywiołowy pies, który wymaga spacerów, dobrej diety, regularnych badań, a nie tylko leżenia w pościeli. Nie czyni się dobra akceptując patologiczną sytuacje i zabierając chore i stare psy. To przykładanie ręki i ułatwianie krzywdzenia zwierząt. Po pierwsze prawo zabrania sprzedawania psów w jakimkolwiek miejscu poza hodowlą. Pet to szczenię/pies nie nadające się do hodowli, ale posiadajace taką samą dokumentację, jak pozostałe. Suki pohodowlane nie są wcale poddawane eutanazji w normalnych hodowlach. To mnie i innych hodowców obraża. Suki takie są sterylizowane i pozostają w hodowli lub zostają przekazywane jako domowe pupilki. Sugerowanie uśmiercania ma na celu jedynie jak dla mnie usprawiedliwienie niewytłumaczalnej pomocy w opisywanym tu procederze. Wcale się nie dziwię że notorycznie prowadzona sprzedaż suk pohodowlanych wywołuje hejt w innych hodowcach i nie tylko w nich. To jest karygodne! Chi to rasa trudna, większosć porodów odbywa się przez cesarskie ciecie, suki moga być wczesniej kryte. czyli już 4- latki będą po 3 cesarkach i nie do rodzenia. Pierwsze co, to powinna zostać złozona skarga do oddziału ZKwP, gdzie jest zarejestrowana hodowla i koniecznie do PIW. Oczywiście, nie jakiś anonimowy telefoniczny donosik. Pisemna, z załączoną dokumentacją i prośbą o przeprowadzenie kontroli dobrostanu psów. Każdy nie przebywający w hodowli pies, jaki wczesniej był zarejestrowany na hodowcę, jest ujęty w dokumentacji. Jesli pies umiera, zostaje wydany, to oddział również powinien byc o tym poinformowany. Wpisy o tym, jakoby psy z hodowli miały wylądować w schronisku, to tez granie na uczuciach. Zazwyczaj w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości hodowca dostaje czas na poprawę warunków. Jesli interwencję odebrania zwierząt przeprowadza organizacja, to ma zapewnione miejca w DT. Zresztą nie wiem nawet, czy jakies schronisko lub przytulisko prowadzone przez interweniującą organizacje, byłoby gorsze od takiego miejsca, gdzie psy są notorycznie zaniedbywane i nie leczone.