Jaaga
Members-
Posts
19285 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Dziękuję Tolu za podanie wpłat, zaraz dopisze na pierwszą. Cięzko powiedzieć. Na pewno są postepy, moge do niej podchodzić, moge ją głaskac praktycznie po całym ciele bez kwiku, gryzienia i uciekania. Cieszy się na mój widok, sama do mnie podchodzi, czasem nawet podbiega. Zjada posiłki, chyba też przybrała. Nie ma juz żadnych biegunek i zaparć, czyli na pewno przewód pokarmowy lepiej funkcjonuje. Jednak dalej nie chce z własnej woli opuszczać jednego pokoju, nigdy nie zaszczekała. Wystawiana na spacery w obecnych remperaturach nie robi kroku, stoi trzęsąc się w bezruchu, patrzy na mnie błagalnie, ew. jak bardzo ja przypili, to załatwia się na schodach. Normalnie więc ma podkład do swoich potrzeb. Tylko do ukraińskich zwierzaków trzeba mieć inną miarę. One mają tak zniszczone psychiki, że tu nie można porównywać z normalnie wziętym psem ze schroniska. Nie byłam z nią na kontrolnych badaniach w Tychach, bo warunki sa takie, że wyjeżdżamy tylko do sklepu i w naprawdę pilnych przypadkach. Kiedy mąż pojechał do miasta do weta, to na drodze wpadł w poślizg tir z przyczepą. Na szczęście nie doszło do wypadku, tylko była blokada całej głównej trasy na kilka godzin. Ogólnie więc nie jest źle, zobaczymy co wyjdzie z krwi, jak pogoda pozwoli na dalsze wyjazdy.
-
Musiałabym kupić dopasowany, a szczerze, to nie mam gdzie. Przez internet nie zawsze dostaje się taki, jak ma być, a mieszkamy na wsi i sklepów zoologicznych tu nie ma. Zresztą warunki na drogach są takie, że wyjazdy ograniczamy do absolutniego minimum. W przychodni nie mają. Borysa bez problemów wykąpali, bo nie kłapie zębami. Jesli przemyję jakimś środkiem czy nałożę maść, to ewentualny wynik badania nie bedzie wiarygodny. Kokos tyle przeszedł w ostatnim czasie, że wolałabym poczekać trochę, bo może sytuacja się unormuje. Nawet stres związany ze zmianami czy podane preparaty, inna dieta mogły wpłynąć na stan zmian. Za to kuż nabrał ciała. Kokos jest o wiele młodszy od Borysa, ale jednak widać że prawie całe życie spędził w schronisku. Nie potrafi bawić się, przywoływany podchodzi, ale niepewnie i robi w pierwszym momencie unik przed dlonią. Najlepiej jak kucam, wtedy podchodzi pewnie. Zajmuje się sobą, nie szuka za często kontaktu z ludźmi. Dopiero przedwczoraj w ogrodzie zaczął podskakiwać do Andrzeja zabawowo, nawiązał z nim kontakt i okazał emocje. On nie szczeka, nie pilnuje, nie cieszy się na ludzi. Z psami żyje zgodnie, ale przyjaźni też nie nawiązuje i żadnej zabawy nie inicjuje ani nie podejmuje. Jest taki jakby autystyczny. Mam porównanie z Borysem, który był w schronisku prawdopodonie kilka miesięcy i mimo zaawansowanego wieku stale ma potrzebę kontaktu z człowiekiem, ociera się, daje głowę do głaskania, wszystko go interesuje i wszystko musi sprawdzać.
-
Chciałam podziękowac i potwierdzić wpłatę 200 zł dla Borysa. Dodałam już w rozliczeniach na pierwszej stronie. Tolu, dziękuję za wstawienie kolejnych wpłat. Widziałam, że zbiórka też trochę ruszyła. Cieszę się, bo mimo że udało się Borysa wstępnie zabezpieczyć, to koszty jego utrzymania i kastracji będą spore. Zjada naprawdę duże ilości, a kastracja takiego dużego psa przy dzisiejszych cenach na pewno będzie też dodatkowym obciążeniem.
-
To nawet nie krosty, tylko takie różowe plamki. Suche, nie łuszczące się i nie sączące. Nic w nich nie ma. Ma zbadaną tarczycę. Nie pamietam, czy Tenata wstawiała tu wyniki z badań, wysłałam na maila? przy nużycy pomagają kapiele w boraksie, ale on nie ma zmian w typowych dla tego pasozyta miejscach, ani zmiany tak nie wyglądają. Dostął już Advocate. Zresztą kąpiel nie wchodzi w grę, bo Kokos sobie nie pozwala na takie poufałości.
-
Basiu, może podam Ci tel do pana Maćka, który rozwozi psy z Zamościa. Ceny są zdecydowanie niższe, a jest ze Śląska, więc może połączy przejazd innych psiaków z Waszymi i obniży koszty. Zaoszczędzone środki mozna przeznaczyć na badania czy karmę. Transport dużego Borysa do mnie z Zamościa wyniózł 250 zł.
-
Na razie na pewno nie, bo ma zanik mięśni, skrajne wychudzenie i leczone lamblie. . Tak myslałam, że warto go potewm ogłosić, choć chyba szanse na adopcję przy tej wielkości i wieku są minimalne. jednak może akurat. Dzięki, Elu. Wyniki wysłałam Toli, ale chyba też nie miała czasu wstawić.
-
Tak, jak wczesniej pisałam zawieźlismy go do fryzjera w przychodni w Pawłowicach. Był tam długo, ale warto było poświecić ten czas, bo wreszcie nie ciągnie się za nim smród. Jest czysty i puszysty, ale nadal się drapie. Miał pchły jak przyjechał, wiec reakcja na ślinę moze byc jeszcze 3 tyg. Kupy po pierwszym leczeniu lamblii tez sa idealne, jeszcze czekam na wynik z flotacji. Uszy o niebo lepsze.Zakraplam mu Oridermylem. Niestety przy moich obowiazkach i braku czasu, nie daję rady tu często pisać, stąd informuję na bieząco Tolę, ale wiem, że Ona też nie zawsze może wejść i zdać relację. Nie wszyscy tu mają FB, więc napiszę ze wstawiłam u siebie wcześniej obszerny tekst dotyczący Borysa i to chwyciło. Efektem jest ok 1700 zł wplacone na konto ZEA na niego. To o te wpłaty chodziło Toli, kiedy pisała, że nie dziwi się, ze zbiórka na Ratujemy Zwierzaki idzie opornie. O nich wczesniej nie wiedziałam i ponownie udostepniałam zbiórkę na grupach pomocowych na FB, dziwiąc się, że tak kiepsko idzie. Z Borysem więc wszystko jest w porządku. Zachowuje sie grzecznie, jest kontaktowy i bystry. Jak pisałam wczesniej, nie potrafię tu wstawić skanów badania, jakby ktoś mi pomógł i mogłabym wysłac je na maila, to bedę bardzo wdzięczna. Z pobytem w kojcu czekamy na cieplejszy czas, bo u nas wieje tak, że kłęby śniegu wirują po polach i Borys akurat jest pierwszy pod drzwiami do domu.
-
Sunieczka nie wygląda na wiekową staruszkę, jest widac energiczna, zainteresowana otoczeniem, w dobrej kondycji. Myślę, że tylko potrzebne byłyby zdjęcia na zewnątrz, bo przy jej umaszczeniu przeważają pręty krat i jej nie widać. Ma taki misiowaty, sympatyczny wygląd. Na pewno ma szanse wtedy na adopcję ze schroniska, czego o Timusiu powiedziec nie mozna. Jego wygląd nie zacheca do adopcji i rozumiem decyzję Elik. Życzę powodzenia obojgu. Ewu, gdyby sunia miała lepsze fotki i ogłoszenie, podeslij mi na maila link, to poudostepniam gdzie się da na FB.
-
Poudostepniałam na grupach pomocowych na FB, ale nie ma za bardzo szału :( Nikt nie pyta, mało udostepnień. Pewnie te łańcuchy odstraszają, bo większosć chce sprawdzonego psiaka do domu. One sa naprawdę urodziwe. Ta przy garnku jest trochę podobna do Mysi, ma takie same kropeczki, jak ona i tez widzę trzy kolorki. O Mysię wielu dzwoniło, te sunie, gdyby były zaopiekowane, to też szybko znalazłyby domy. Na olx ludzie kupują mieszańce małych ras i niby hybrydy po kilka tysięcy, a tu takie pięknotki kisną na łańuchach. Tolu, chyba musiałabyś miec więcej zdjeć, żeby im szukac domów.
-
Tylko on ma takie maleńkie wyłysienia w wielu miejscach. Na drugim zdjeciu widać te ciemne miejca pod okiem, na kolejnym nad, przy mieszkach grubych włosów. No i nie znikają te zmiany na palcach i łapach. Przydałaby mu się kąpiel i najlepiej w szamponie leczniczym, ale niestety nie pozwoli sobie na to, a juz miał podawanego głupiego jasia do zęców i badań. Borys po kąpieli aż odżył.
-
Renatko, a skoro Kokosa zbiórka idzie tak dobrze, to może po prostu ten spadek oddać Rabarbarowi? Nie bedzie to łatwiejsze w rozliczeniach, niż wspólne rozliczenia obu psów przebywających w róznych miejscach, skoro Rabarbar i tak ma swój wątek? Kokos ma wszystko podstawowe zaopatrzone. Jedynie jest problem z łysymi miejscami na skórze. Na nosie nie tylko zgubił sierść, ale pojawiły się w tym miescu różowe punkty. Wstawiam zdjecia. Najpierw myslałam, że ubytki są spowodowane pogryzieniami i odleżynami, ale on nawet nie ociera nigdzie pysia,a traci sierść. Ranki sa na wszystkich łapach i nie znikają, choć już powinny. Moze to jakaś bakteryjna sprawa lub immunologiczna? Nie mam pojęcia. Nic nie ropieje, nie sączy się, ale jest i nie znika. Kokos boi się aparatu i nie chciał pokazać, ale myślę że i tak widać. Jak wczesniej pisałam, nie ociera nosem o nic ani się nie drapie, czyli chyba nie ma świądu.
-
O wpłatach nie wiedziałam, jak tu narzekałam ;) Na FB dwie osoby na priv poinformowały mnie, że wpłaciły. Dzięki Tolu za rozliczenie. Masz może dane tego przelewu , o który miałas pytac księgowej? Muszę pouzupelniać całe rozliczenia. Wstawiam paragon za kąpiel, kojec i leki z apteki. Faktura jest za dotychczasowe leczenie, tu zdjecie, bo skany nie wchodzą. Co do kojca, to jest tak ustawiony spad dachu, bo miał być w innym miejscu pod ścianą domu, ale po incydencie z kogutkiem, zadecydowaliśmy że jednak postawimy w bardziej odosobnionym miejscu, gdzie zrobimy wybieg i postawymy jeszcze ogrodzenie z furtką. Kojec był juz w realizacji. Myśle, że gdyby woda nie spływała, to można doczepić rynienkę. Jednak kojec jest na betonowych płytach i nie powinno się lać do środka ani woda stać w kojcu. Rola jeszcze nie napisała, że zrobiliśmy powtórne dadanie krwi i wyszło o wiele lepiej. Fatalne wyniki były spowodowane pierwotniakami, ranami i zagłodzeniem w schronisku. Tydzień leczenia, dobre jedzenie i jest poprawa.
-
Dziękuję ślicznie, właśnie podałam na PW.
-
Zbiórka Borysa idzie fatalnie :( Bardzo Was proszę o udostępnianie https://www.ratujemyzwierzaki.pl/staryborys Poudostepniałam wczoraj na ponad 30 grupach pomocowych na FB i zero efektu. Niestety, zmienili główne zdecie i dali to na kanapie. Pewnie to też ma znaczenie, bo jest tam tyle psich nieszczęść, więc kto wpłaci na zabezpieczonego psa kanapowego? Dziś byliśmy zrobić morfologię i powtórzyć biochemię. Borys jest bardzo cierpliwy, dał sobie pobrać krew. Niestety, po tygodniu jedzenia jak smok nie przybrał nic. Wazy 26,4 kg, gdzie przy jego wielkości powinien ważyć ok 45 kg. Nie wiem, czy to kwestia cukru, erentualnego nowotworu, mocznika? Jest nadal tak kościsty, że na kościach na dupce ma krwiste odleżyn, które stale wygryza, mimo że śpi już na mięciutkim legowisku. Umówiłam go na piątek na kąpiel w Pawłowicach u groomerki. Nie jest to moje widzimisię, mimo że cuchnie potwornie, ale ma skórę pokrytą brązowawą wydzieliną i cały czas się wygryza i drapie. Nie potafi normalnie chodzić, bo co pare kroków przystaje i się wydrapuje. Czekam już na jutrzejsze wyniki, czy bedzie jakaś róznica.
-
Dokładnie, wyniki idealne. Leukocyty są ze stanu zapalnego uszu, no i zęby też jeszcze były przed czyszczeniem. Teraz uszy są leczone, żeby zrobione, więc i problem leukocytów powinien zniknąć. Bardzo cię cieszę. Dobrze, że na zbiórkę weszły jego zdjecia, bo zazwyczaj pionowe nie wchodzą. Szczególnie na tym z auta wygląda wzruszająco. Prawdopodobnie miał świerzb uszny, bo uszy były zawalone czarną, suchą wydzieliną i drapał je tak szaleńczo, że wieczorem po wizycie i czyszczeniu rozdrapał jedno do krwi. Dostał od razu Advocate i już jest o niebo lepiej. Dobrze, że powstała zbiórka. Wiadomo jak jest, może się zasiedzieć czy nagle pojawić jakiś problem i pieniądze bedą topnieć. Tak, to chociaż leczenie bedzie opłacone.
-
Dziękuję bardzo. Sprawdziłam konto i ta druga część już dotarła. Potwierdziłam na bazarku. Jeszcze raz dzięki :)
-
Na pewno nie, Amely jest już u nas od początku grudnia. Na oko funkcjonuje normalnie. Je, pije, załatwia się, ale stale ma złe wyniki z badań i utrzymujący się duży stan zapalny. Jest prześwietlona wielokrotnie cała, fragmentami i w róznych pozycjach - z kontrastem i bez, przebadana, z gastroskopią. nikt nie widzi żadnego źródła tych jej problemów, a jednak cos jest nie tak. Tym bardziej mnie to uwiera, że jest pani chętna adoptowac Amely, a ja nie jestem w stanie jej powiedziec, co Amely konkretnie dolega. Dziekuję Tolu, zaraz dopiszę do rozliczeń. Lepiej, ale musimy jeździć z nią aż do Tychów. Tam wizyty trzeba umawiac z duzym wyprzedzeniem. Każdy wyjazd to min. 2 godz drogi plus kilka kolejnych odstanych w poczekalni i w gabinecie. Zwykłe podanie antybiotyku, czy ustalenie dawkowania leku staram się ogarnąć więc na miejscu. Do tego jak widac po fakturach, wizyty w Tychach nie należą do tanich, a Amely jest juz prawie bez środków. jednak i tak musimy ją umówić i spróbować tych sterydów, nie ma wyjścia.
-
Wiem i skoro podjęłam się opieki, to tak będzie. Jednak myślałam, że będzie mógł być z nami. W takiej sytuacji, kiedy wiem, na co go stać, nie zaryzykuję kolejnej straty i wyrzutów sumienia. Będzie miał zapewnioną opiekę, kojec z ciepłą budą , jedzonko i spacery, jednak nie będzie mógł mieszkać z nami w domu, bo teraz żyję pod stałą presją. Zamykamy drzwi, które się da na klucz, domowników stale upominam, że trzeba pilnowac, żeby żaden kot czy mały psiak nie miał z nim kontaktu. Teraz już wiem, że wystarczyłaby chwila nieuwagi. Ta świadomosć wiele zmieniła. Dotąd wszystkie psy były luzem w domu, nawet wilczakowata Freya zaakceptowała drób, koty i króliki jako własne domowe stado. Cieszę się, że udało się go uratowac, bo z takimi pogryzieniami dziś juz pewnie nie żyłby. Rano jeszcze na legowisku były ślady limfy z krwią, jakie sączą się z ran na łapach. Tylko teraz rozsądnie trzeba zaplanować życie z nim.
-
Zaglądam i ja. Jako że mam w domu dwa dzikie psy, to moge stwierdzić, że dla takiego psa największym oparciem w życiu z czlowiekiem jest inny pies przyjaciel/ przewodnik. Dziki psiak czuje się wtedy pewniej, jakby osłonięty za tym, który inicjuje kontakty z ludźmi i w nich uczestniczy. Do tego dzikus obserwuje relacje czlowiek-pies i widzi, że już mu nic nie grozi. U nas początkowe odosobnienie Jimmiego kończyło się totalnym dziczeniem. Rozbijał się na lustrach, wygryzał plastikowe ramy i klamki z okien. Przy Fly`u normalnie funkcjonuje. Kiedy zabieram Fly`a na spacer na zewnątrz, to Jimmy szczeja i go nawołuje, kraży po domu bez przerwy, jest nerwowy i uspokaja się dopiero, kiedy wracamy, a żyje juz z nami dobrych kilka lat. Podobnie Ada. Ona na dodatek wykazuje agresję lękową. Do dziś nie daje się dotykać. Jej przewodnikiem jest Ciapciak. Zarówno Jimmy, jak i Ada zyją w domu i sobie świetnie radzą. Reagują na imię. Przechodzą w drzwiach na zewnątrz, kiedy w nich stoimy. Załatwiają na zewnątrz swoje potrzeby. Wszystko wygląda, jak przy zwykłych psach, ale bezdotykowo. Warto spróbować też feromonów lub leków przeciwlekowych. Do tych drugich polecam w Tychach neurolog dr Olender. U Jimmiego obroże i dyfuzor nie pomogły, ale u zamojskiej dzikiej kotki tylko dzięki feromonom przetrwaliśmy ona i my wspólnie pierwsze miesiace. Juz po paru godzinach po zakończeniu preparatu rzucała się na nas, odlatywała, nie kontaktowała. Załatwiała się do miski z jedzeniem. Po założeniu nowej porcji feromonów wszystko normowało się. Kolejnym dzikawym psem jest ukraiński Kaj. Odchował się dziko z rodzenstwem. Tak przykleił się do Lindy, że tylko z tego powodu został u nas, bo nie mieliśmy sumienia go oddzielać. Funkcjonował tylko w psim stadzie. Nie miał potrzeby kontaktu z człowiekiem. Wiele dała mu obserwacja Lindy i innych psów w kontaktach z nami, a najwięcej dodatkowo zmieniło się po kastracji. na dzien dzisiejszy jedynie nie toleruje prowadzenia na smyczy i obcych ludzi. Poza tym przychodzi się przytulac, głaskac przy każdej okazji, nawet rozdaje nam całuski. Myslę, ze warto spróbować połączyć Marcelka z innym psiakiem.
-
U nas było "tylko" -10. Borys wychodzi na krótkie spacery, a Kokos spacery pomija i wychodzi, jak juz go potrzeby przypilą. Żal tych w schronisku, też o nich stale myślę.
-
Dziękuję Wam. Przeżyłam to bardzo. Parę miesięcy temu Pietruszka zaraził się od dzikich gołębi mykoplazmą. Był w stanie nierokującym na przeżycie, ale zaparłam się. 10 dni stale zakraplałam mu oczy, dawałam zastrzyki i leki przeciwzapalne. Sama zaraziłam się i wyleczyłam nas oboje. Byłam taka szczęśliwa, a tu taki tragiczny koniec :( Teraz pilnuję nawet gęsi i je zaganiam, zanim wyjdę z Borysem. Mam kumulację złych zdarzeń. U mnie z kolei są psy, które żyły dziko, bez człowieka i nie reagują na kury. Kaj wychowany dziko z całym miotem tylko kradnie im jajka, Linda czasem pogoni kury, ale tak żeby je rozgonić, dla samej przyjemności gonienia, ale nie żeby złapać. Jimmy i Ada, które są dzikimi psami nawet na jury nie spojrzą. Żaden z psów ich nie skrzywdził, a przewinęło się psów naprawdę sporo. Zawsze na początku pilnuję każdego psa. Najgorsze jest to, że moje dwa najmniejsze psy 1,4 kg york Joki i mój synuś 1,6 kg maltanczyk Beniuś nie mają żadnych zahamowań. Moje psy przywykły do nich i nie reaguja, ale teraz muszę bardzo pilnować. Tolu, jeszcze mam takie zdjęcia.
-
Nie bardzo wiem, jak mozna naprawić? Od doświadczonego szkoleniowca praktyka wiem, że jak pies raz zabił i potrafi to robić, to jesli będzie miec okazję, zrobi to ponownie. Mysle, że jedynie możemy unikać sytuacji, w których może dojść do kolejnego podobnego incydentu. Musimy w miarę zminimalizować ryzyko, dlatego myslę o dodatkowych zabezpieczeniach. Nic nie wskazywało na taką niespodziewaną reakcję.
-
Raczej nie. Zadziałał inaczej. Nagle wpadł między kury, one rozpierzchnęły się, a Pietruszka nie dał rady tak szybko uciec. Nie reagował na wołanie, nie dawał się odciagnąć. Na drugi dzien od razu tam biegł, był bardzo pobudzony, dopiero za obrożę go odciągnęłam. Domyslam sie, że kiedyś musiał polowac, żeby przezyć, ale to było polowanie dla samego polowania. Kokos np ma słabość do szukania szczurów. Wyszukuje ich nor pod garażem, koło króliczego kojca, Potafi tam dość długo siedzieć, jednak jak go zawołam, to przychodzi. Pilnuje, liczy na szczeście, ale nie nakręca się i nie pobudza. No i Borys wczesniej luzem biegał między ptakami bez zwtacania na nie uwagi, więc na pewno po takiej reakcji i pobudzeniu musimy już go pilnować. Przykro mi, bo chodził w domu za mna krok w krok, jest bardzo skierowany na człowieka, ale nie moge ryzykowac. Chwila nieuwagi, otwarte drzwi i nieszczęście w domu gotowe. Może po kastracji się uspokoi. Teraz w miarę odzyskiwania zdrowia próbuje sił, do tego czuje cieczki. Nie, na razie nie ma pilnych potrzeb, poczekajmy na całość. Jutro jedziemy powtórzyć badanie krwi i potem umówię go na wizytę, żeby ogarnąć leczenie. Za dotychczasowe badania i leczenie wyszło 690 zł. Poprosiłam Tolę o zrobienie zbiórki na ten cel. Jutro dopiero dostanę fakturę.