Jaaga
Members-
Posts
19196 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Dziękuję ślicznie, właśnie podałam na PW.
-
Zbiórka Borysa idzie fatalnie :( Bardzo Was proszę o udostępnianie https://www.ratujemyzwierzaki.pl/staryborys Poudostepniałam wczoraj na ponad 30 grupach pomocowych na FB i zero efektu. Niestety, zmienili główne zdecie i dali to na kanapie. Pewnie to też ma znaczenie, bo jest tam tyle psich nieszczęść, więc kto wpłaci na zabezpieczonego psa kanapowego? Dziś byliśmy zrobić morfologię i powtórzyć biochemię. Borys jest bardzo cierpliwy, dał sobie pobrać krew. Niestety, po tygodniu jedzenia jak smok nie przybrał nic. Wazy 26,4 kg, gdzie przy jego wielkości powinien ważyć ok 45 kg. Nie wiem, czy to kwestia cukru, erentualnego nowotworu, mocznika? Jest nadal tak kościsty, że na kościach na dupce ma krwiste odleżyn, które stale wygryza, mimo że śpi już na mięciutkim legowisku. Umówiłam go na piątek na kąpiel w Pawłowicach u groomerki. Nie jest to moje widzimisię, mimo że cuchnie potwornie, ale ma skórę pokrytą brązowawą wydzieliną i cały czas się wygryza i drapie. Nie potafi normalnie chodzić, bo co pare kroków przystaje i się wydrapuje. Czekam już na jutrzejsze wyniki, czy bedzie jakaś róznica.
-
Dokładnie, wyniki idealne. Leukocyty są ze stanu zapalnego uszu, no i zęby też jeszcze były przed czyszczeniem. Teraz uszy są leczone, żeby zrobione, więc i problem leukocytów powinien zniknąć. Bardzo cię cieszę. Dobrze, że na zbiórkę weszły jego zdjecia, bo zazwyczaj pionowe nie wchodzą. Szczególnie na tym z auta wygląda wzruszająco. Prawdopodobnie miał świerzb uszny, bo uszy były zawalone czarną, suchą wydzieliną i drapał je tak szaleńczo, że wieczorem po wizycie i czyszczeniu rozdrapał jedno do krwi. Dostał od razu Advocate i już jest o niebo lepiej. Dobrze, że powstała zbiórka. Wiadomo jak jest, może się zasiedzieć czy nagle pojawić jakiś problem i pieniądze bedą topnieć. Tak, to chociaż leczenie bedzie opłacone.
-
Dziękuję bardzo. Sprawdziłam konto i ta druga część już dotarła. Potwierdziłam na bazarku. Jeszcze raz dzięki :)
-
Na pewno nie, Amely jest już u nas od początku grudnia. Na oko funkcjonuje normalnie. Je, pije, załatwia się, ale stale ma złe wyniki z badań i utrzymujący się duży stan zapalny. Jest prześwietlona wielokrotnie cała, fragmentami i w róznych pozycjach - z kontrastem i bez, przebadana, z gastroskopią. nikt nie widzi żadnego źródła tych jej problemów, a jednak cos jest nie tak. Tym bardziej mnie to uwiera, że jest pani chętna adoptowac Amely, a ja nie jestem w stanie jej powiedziec, co Amely konkretnie dolega. Dziekuję Tolu, zaraz dopiszę do rozliczeń. Lepiej, ale musimy jeździć z nią aż do Tychów. Tam wizyty trzeba umawiac z duzym wyprzedzeniem. Każdy wyjazd to min. 2 godz drogi plus kilka kolejnych odstanych w poczekalni i w gabinecie. Zwykłe podanie antybiotyku, czy ustalenie dawkowania leku staram się ogarnąć więc na miejscu. Do tego jak widac po fakturach, wizyty w Tychach nie należą do tanich, a Amely jest juz prawie bez środków. jednak i tak musimy ją umówić i spróbować tych sterydów, nie ma wyjścia.
-
Wiem i skoro podjęłam się opieki, to tak będzie. Jednak myślałam, że będzie mógł być z nami. W takiej sytuacji, kiedy wiem, na co go stać, nie zaryzykuję kolejnej straty i wyrzutów sumienia. Będzie miał zapewnioną opiekę, kojec z ciepłą budą , jedzonko i spacery, jednak nie będzie mógł mieszkać z nami w domu, bo teraz żyję pod stałą presją. Zamykamy drzwi, które się da na klucz, domowników stale upominam, że trzeba pilnowac, żeby żaden kot czy mały psiak nie miał z nim kontaktu. Teraz już wiem, że wystarczyłaby chwila nieuwagi. Ta świadomosć wiele zmieniła. Dotąd wszystkie psy były luzem w domu, nawet wilczakowata Freya zaakceptowała drób, koty i króliki jako własne domowe stado. Cieszę się, że udało się go uratowac, bo z takimi pogryzieniami dziś juz pewnie nie żyłby. Rano jeszcze na legowisku były ślady limfy z krwią, jakie sączą się z ran na łapach. Tylko teraz rozsądnie trzeba zaplanować życie z nim.
-
Zaglądam i ja. Jako że mam w domu dwa dzikie psy, to moge stwierdzić, że dla takiego psa największym oparciem w życiu z czlowiekiem jest inny pies przyjaciel/ przewodnik. Dziki psiak czuje się wtedy pewniej, jakby osłonięty za tym, który inicjuje kontakty z ludźmi i w nich uczestniczy. Do tego dzikus obserwuje relacje czlowiek-pies i widzi, że już mu nic nie grozi. U nas początkowe odosobnienie Jimmiego kończyło się totalnym dziczeniem. Rozbijał się na lustrach, wygryzał plastikowe ramy i klamki z okien. Przy Fly`u normalnie funkcjonuje. Kiedy zabieram Fly`a na spacer na zewnątrz, to Jimmy szczeja i go nawołuje, kraży po domu bez przerwy, jest nerwowy i uspokaja się dopiero, kiedy wracamy, a żyje juz z nami dobrych kilka lat. Podobnie Ada. Ona na dodatek wykazuje agresję lękową. Do dziś nie daje się dotykać. Jej przewodnikiem jest Ciapciak. Zarówno Jimmy, jak i Ada zyją w domu i sobie świetnie radzą. Reagują na imię. Przechodzą w drzwiach na zewnątrz, kiedy w nich stoimy. Załatwiają na zewnątrz swoje potrzeby. Wszystko wygląda, jak przy zwykłych psach, ale bezdotykowo. Warto spróbować też feromonów lub leków przeciwlekowych. Do tych drugich polecam w Tychach neurolog dr Olender. U Jimmiego obroże i dyfuzor nie pomogły, ale u zamojskiej dzikiej kotki tylko dzięki feromonom przetrwaliśmy ona i my wspólnie pierwsze miesiace. Juz po paru godzinach po zakończeniu preparatu rzucała się na nas, odlatywała, nie kontaktowała. Załatwiała się do miski z jedzeniem. Po założeniu nowej porcji feromonów wszystko normowało się. Kolejnym dzikawym psem jest ukraiński Kaj. Odchował się dziko z rodzenstwem. Tak przykleił się do Lindy, że tylko z tego powodu został u nas, bo nie mieliśmy sumienia go oddzielać. Funkcjonował tylko w psim stadzie. Nie miał potrzeby kontaktu z człowiekiem. Wiele dała mu obserwacja Lindy i innych psów w kontaktach z nami, a najwięcej dodatkowo zmieniło się po kastracji. na dzien dzisiejszy jedynie nie toleruje prowadzenia na smyczy i obcych ludzi. Poza tym przychodzi się przytulac, głaskac przy każdej okazji, nawet rozdaje nam całuski. Myslę, ze warto spróbować połączyć Marcelka z innym psiakiem.
-
U nas było "tylko" -10. Borys wychodzi na krótkie spacery, a Kokos spacery pomija i wychodzi, jak juz go potrzeby przypilą. Żal tych w schronisku, też o nich stale myślę.
-
Dziękuję Wam. Przeżyłam to bardzo. Parę miesięcy temu Pietruszka zaraził się od dzikich gołębi mykoplazmą. Był w stanie nierokującym na przeżycie, ale zaparłam się. 10 dni stale zakraplałam mu oczy, dawałam zastrzyki i leki przeciwzapalne. Sama zaraziłam się i wyleczyłam nas oboje. Byłam taka szczęśliwa, a tu taki tragiczny koniec :( Teraz pilnuję nawet gęsi i je zaganiam, zanim wyjdę z Borysem. Mam kumulację złych zdarzeń. U mnie z kolei są psy, które żyły dziko, bez człowieka i nie reagują na kury. Kaj wychowany dziko z całym miotem tylko kradnie im jajka, Linda czasem pogoni kury, ale tak żeby je rozgonić, dla samej przyjemności gonienia, ale nie żeby złapać. Jimmy i Ada, które są dzikimi psami nawet na jury nie spojrzą. Żaden z psów ich nie skrzywdził, a przewinęło się psów naprawdę sporo. Zawsze na początku pilnuję każdego psa. Najgorsze jest to, że moje dwa najmniejsze psy 1,4 kg york Joki i mój synuś 1,6 kg maltanczyk Beniuś nie mają żadnych zahamowań. Moje psy przywykły do nich i nie reaguja, ale teraz muszę bardzo pilnować. Tolu, jeszcze mam takie zdjęcia.
-
Nie bardzo wiem, jak mozna naprawić? Od doświadczonego szkoleniowca praktyka wiem, że jak pies raz zabił i potrafi to robić, to jesli będzie miec okazję, zrobi to ponownie. Mysle, że jedynie możemy unikać sytuacji, w których może dojść do kolejnego podobnego incydentu. Musimy w miarę zminimalizować ryzyko, dlatego myslę o dodatkowych zabezpieczeniach. Nic nie wskazywało na taką niespodziewaną reakcję.
-
Raczej nie. Zadziałał inaczej. Nagle wpadł między kury, one rozpierzchnęły się, a Pietruszka nie dał rady tak szybko uciec. Nie reagował na wołanie, nie dawał się odciagnąć. Na drugi dzien od razu tam biegł, był bardzo pobudzony, dopiero za obrożę go odciągnęłam. Domyslam sie, że kiedyś musiał polowac, żeby przezyć, ale to było polowanie dla samego polowania. Kokos np ma słabość do szukania szczurów. Wyszukuje ich nor pod garażem, koło króliczego kojca, Potafi tam dość długo siedzieć, jednak jak go zawołam, to przychodzi. Pilnuje, liczy na szczeście, ale nie nakręca się i nie pobudza. No i Borys wczesniej luzem biegał między ptakami bez zwtacania na nie uwagi, więc na pewno po takiej reakcji i pobudzeniu musimy już go pilnować. Przykro mi, bo chodził w domu za mna krok w krok, jest bardzo skierowany na człowieka, ale nie moge ryzykowac. Chwila nieuwagi, otwarte drzwi i nieszczęście w domu gotowe. Może po kastracji się uspokoi. Teraz w miarę odzyskiwania zdrowia próbuje sił, do tego czuje cieczki. Nie, na razie nie ma pilnych potrzeb, poczekajmy na całość. Jutro jedziemy powtórzyć badanie krwi i potem umówię go na wizytę, żeby ogarnąć leczenie. Za dotychczasowe badania i leczenie wyszło 690 zł. Poprosiłam Tolę o zrobienie zbiórki na ten cel. Jutro dopiero dostanę fakturę.
-
Zapomniałam napisac, że jeszcze skontaktowałam się z firma, która stawia kojec i poprosiłam o wykonanie większej budy. Obawiam się, że tamta może być za mała, jak Borys się odkarmi, lepiej więc od razu zamówić większą, zeby mógł się w niej wygodnie usadowić. Trzeba dopłacić 100 zł. Chciałam uzupełnić wpłaty, jakie wpłynęły na moje konto. Z całego serca wszystkim dziękuję: Ewa Marta - 100 zł Małgorzata D. - 200 zł B-B z bazarku - 300 zł Helli - 200 zł Nesiowata z bazarku- 20 zł
-
Dziękuję Rozi za informację i wyrozumiałość. Problemy mają to do siebie, że lubią kumulować się. Ślicznie dziękuję. Zaraz na priv wyślę konto fundacji. Borys dał niestety nam popalić. Zabil naszego miniaturowego kogucika Pietruszkę. wczesniej chodził , kiedy ptaki były na ogrodzie i nie reagował na kury. Nie wiem, co mu odbiło, że zaatakował. Andrzej próbował interweniowac, ale pośliznął się i upadł, a Borys w tym czasie jednym chwytem zgniótł mu klatkę piersiową i spowodował krwotok wewnętrzny. Pietruszka to był taki domowy pupil, jego tez uratowałam z bardzo tragicznego stanu. Spał na kredensie, nosił się jak sokół na ręce. Nie potrafiłam się pozbierać. W domu atmosfera też zagęściła się, bo cała rodzina uwielbiała Pietruszkę, a Borysa nikt nie planował. Po tym ataku Borys jakby ogłupiał, teraz biega w to miejsce, nie reaguje na nas. W tej sytuacji na spacery wychodzi, kiedy nie ma ptaków w ogrodzie i pod kontrolą. To stalo się problemem o tyle, że skoro na małe pierzaste zwierzaki reaguje w ten sposób, to tak samo może zareagować na moje małe psy. Postawienie kojca firma przyspieszyła na 05.02. Jesli bedzie w miejscu otwartym, to od razu musze kupić siatkę metalową i go dokładnie zabezpieczyć. Pomyślałam o postawieniu kojca w ustronnym miejscu, które moglibyśmy dodatkowo ogrodzić, żeby miał swój wybieg, ale miejsce jest nieprzygotowane, a wyrównac pagórków powierzchni się nie da, bo ziemia zamarzła na kamień. Po Borysie nie widać jeszcze poprawy jak po Kokosie, ale psychicznie na pewno mu się polepszyło. Ze względu na swoje zachowanie, musi mieszkać w oddzielonym pokoju i tylko wychodzi na spacery. Już pokazuje rózki przy wchodzeniu, ale nie dam mu się zdominować. Niestety, ale pozostawienie go luzem w domu, gdzie sa malenkie psiaki i koty w obecnej sytuacji nie wchodzi w grę. Nie unika już psów, jak na początku, nie odpuszcza przy Ciapciaku, wiec po odkarmieniu kastracja jednak nie minie go. Zresztą kiedy czuje cieczkę, to tez przestaje reagować. Fizycznie też mu lepiej, pewnie leczenie lamblii równiez tu pomaga, bo ma ogromny apetyt. Już potrafi utrzymywac czystość w domu.
-
Wstawiam fakturę za badania, zabieg czyszczenia zębów oraz leki, czyli Osurnię i Advocate juz podane i po drugiej zapasowej dawce - 580 zł. Za fakturę wyłozyłam pieniadze o opłaciłam gotówką. Fajnie, jakby udało się zebrać na zbiórce pieniądze na jej pokrycie. W tym celu faktura została wystawiona na fundację. Z wyników wszystko jest ok, tylko nieduży stan zapalny dotyczący uszu.
-
Nie, chodzi o zabudowanie cześci między ścianami, a dachem, żeby nie wiało. U nad to ważne, bo mieszkamy pod górami i stale wieje. Ściany nie dałabym w blasze, bo latem nagrzewałaby się. Pytałam się o zrobienie z drewna, ale nie robia na metalowej konstrukcji, trzeba samemu. Chciałam Ci bardzo podziękowac za legowiska. Borys swoje polubił i jak nie na kanapie, to na nim własnie spędza czas. Jak je rozpakowałam, to przestraszył mnie rozmiar, a potem zobaczyłam Borysa i okazało się, że jest idealne. Dziś Borys lepiej się czuje, wyszedł na spacer. Suchej karmy nie chce, ale zjadł całą puchę i poranna dawkę metronidazolu.
-
Ślicznie dziękuję i chciałam potwierdzić, że wplata jest na koncie. Dziś uzupełnię rozliczenia. Chciałam dać znac, że dotarła cześć wyników z badania krwi i nie jest za ciekawie. morfologii nie zrobili, bo był skrzep. Trzeba powtórzyć badanie. Z reszty ma przekroczoną glukoze, mocznik, parametr wątrobowy, potas i chlorki. WĘGRZYNEK JAGNA, 20210128181549 (1).pdf
-
Boryniu, jak go czasem nazywam, wpakował się na psią kanapę i regeneruje siły. Mam nadzieję, że jutro poczuje się lepiej.
- 677 replies
-
- 11
-
-
-
Elu, nie odrzucam, tylko w te dni bez dogo musiałam jakoś to załatwić i doszłam do wniosku, że założe z tych pieniedzy na ogrodzenie. Bardzo doceniam propozycję Rozi, bo bezinteresownie zaoferowała pomoc i zadzialala w sytuacji bardzo kryzysowej.Tym bardziej, że te pieniądze musi od kogoś pożyczyć. Brakuje jeszcze 450 zł. Mam nadzieje, że uda się jakoś jeszcze nazbierać brakującą kwotę do 08.02. Ślicznie dziękuję, musiałam przeoczyć, jak pytałaś. Jesli możesz, to poproszę. Jutro dostanę fakturę na te 680 zł za dzisiejsze leczenie, jesli z krwi nie wyniknie nic jeszcze. Borys po zwymiotowaniu tych folii kiepsko się czuje. Połozył się na kanapie i spi. Nie wiem, czywszystko zwrócił.
-
Drugi raz Cię zacytuje, ale własnie mi nerwy puścily. Jesli kierownictwo lub pracownicy schroniska w Zamościu to czytają, to nawet dobrze. Borys po "głupim jasiu" ma nudności i własnie zwrócił zawartość żołądka wraz z folią z parówek firmy Indykpol. Ktoś go w schronisku nakarmił foliowanymi parówkami. Pogratulowa inteligencji. Na wypadek, gdyby ta osoba sama kiedyś chciała zjeść parówki, to polecam najpierw usunąć folię, bo jest niestrawialna.
-
Mój post o Borysie: https://www.facebook.com/jagna.wegrzynek/posts/3932101883506744?notif_id=1611839397460412¬if_t=feedback_reaction_generic&ref=notif
-
-
Anula, przynajmniej te niekastrowane powinny być osobno. U nas jest naprawdę problem. Ciapciak powąchał Borysa i... jako pierwszego odkąd jest samcem alfa, nie zaakceptował. Dlatego postrzegana jak debilka na wsi wychodzę iles tazy dziennie do ogrodu na spacery z duzymi psami. Musze pilnowac ich, bo ledwo mnie nie widza i nie słyszą, a już próbują startowac do Borysa. Wiem, ze w schronisku sa ograniczone mozliwości, ale jesli tak bardzo brakuje jedzenia, to prosi się o pomoc, a jesli pies jest gnębiony, to przeprowadza sie go do innego boksu. Tak dzieje się w normalnych schroniskach. Mąż tez pracował w miejskim schronisku i znamy ograniczenia oraz mozliwości takiej opcji nie ze strony nawiedzonych wolontariuszek, tylko z tej drugiej, praktycznej. Dziś w obliczu wizji nowotworu, skrajnego wychudzenia, licznych pogryzień, uszkodzonej gałki ocznej, sztandarowych wręcz dla tego schroniska lamblii, naprawdę trudno mi zachować neutralne stanowisko. Borys ceni kazdą chwilę, wreszcie poznal, co to dom, a tak mało czasu mu pozostalo. Wystarczyłoby trochę ludziej przyzwoitości i zainteresowania.