Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19196
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. To są roztocza, inaczej tzw. łupiez wędrujący. Często wystepujące, ale mało znane wsród wetów, cześciej przez groomerów. Powodują silny świąd. na skórze i sierści jest taki bardzo drobniutki łupież, pies wyglada, jak posypany mąką. działa na to Advocate lub Stronghold. Działa tez czasem fipronil w oprysku na alkoholu. bardzo często wystepuje u Y.T, pudli, sznaucerów. Częściej u psów z czarną sierścią, pewnie przez jej bardziej jedwabista strukturę. może przechodzić na krótko na ludzi. Wówczas powoduje malenkie swędzące wypryski. Ja jestem na nią bardzo wrazliwa, i jak przychodził z niuą psiak do strzyżenia, to od razu na mnie przechodziła i drapałam punkciki do krwi. Najlepszy efekt w leczeniu dają comiesięczne, kilkakrotnie powtarzane wcierki Advocate. Kąpiel nic nie daje.
  2. Zazwyczaj jest luźniejsza, budyniowata o charakterystycznym zapachu. Typową cechą są nieprzetrawione drobinki z karmy. Wyglądaja jak grysik. Normalna kupa jest jednolita. Do tego giardia zaburza wchłanianie tłuszczu, więc kupa może byc błyszczaca, jakby tłusta, a skóra sucha, z łupieżem ( tak miał Fado z tego schroniska). Choć czasem kupy są idealne, a w teście i tak wychodzi lamblia. najlepiej jako pierwszy zrobić test na przeciwciała (cena ok 30 zł), a gdyby wyszedł dodatnio, to po leczeniu test snap na białko, bo przeciwciała mogą się dłużej utrzymywac w organizmie. Wówczas mimo, ze pies bedzie już zdrowy, to test na przewciała wyjdzie fałszywie dodatni. Nie każdy pies, który ma kontakt, bedzie zarazony. Zalezy od odporności. wazne jest, żeby sprząteć kał w ciągu doby, a psa w czasie leczenia myc w okolicach odbytu po wypróznieniu. Lamblie są w środowisku, szczególnie wilgotnym i bardzo czesto dochodzi do pomownego zakażenia np po wypiciu wody z kałuzy. Objawy pojawiają się juz po 5 dniach od wniknięcia do organizmu. Pomaga też gotowanie wody. Z badan, jakich wyniki cztałam, w 1 l. nieprzegotowanej wody znajduje się do 100 form rozrodczych giardii. Filtrowanie ich nie usuwa. Też miałam włosy wczesniej niebieskie, ale kolor z saszetki i były takie delikatne na blondzie, nawet lekko liliowe. Teraz kupiłam farbe i całość wyszła w jednolitym kolorze i dokładnie takim jak na opakowaniu, co dla mnie jest rzadkością. Zazwyczaj mam na głowie niespodzianke całkiem inną niz na fotce na kartoniku ;)
  3. Imaverol działa tylko na m. canis, a tu raczej są swedzące drożdżaki - malassezja lub candida. Mam nawet w domu Imaverol. Borys ma gęstą, dłuższą sierść, Kokos boi się wszystkiego, co się przy nim robi, więc psikanie czymkolwiek nie wchodzi niestety w grę. Dobre byłyby regularne kąpiele w ketokonazolu, gdyby były mozliwe. Od kilku lat jest problem z drapaniem się psów z tego schroniska. Obstawiałam alergię, cheyletiellę, ale nie robiłam wczesniej badania w kierunku grzyba.
  4. Oni dobrze wiedzą czym psy karmią. To totalne lenistwo i bezduszność pracowników. To nie odwiedzajacy schronisko, psom dają zafoliowane wędliny, bo nikt stale nie odwiedza schroniska, żeby wrzucac do kojców kiełbasy i parówki. Do tego Borys jest już długo u nas, więc nie ma opcji, żeby ci sami ludzie przychodzili miesiacami regularnie do schroniska, wrzucili kiełbasę do kojca z np 20 psami. To wywołałoby jatkę, pojawiby się pracownik. po prostu, karmią przeterminowanymi wedlinami, które dostają od producenta/sklepów. Stopień znieczulenia i lenistwa powoduje, że rzucałą całe, bo po co się wysilac i wyjmować. Duzy pies zwróci lub przejdą z żołądka dalej, ale domyślam się, że co któryś mniejszy umrze. Borys tez nie od razu wymiotował tym, ale chyba po 2 dobach. Tylko my nie jemy mięsa, spacery były w naszym ogrodzie pod kontrolą więc musiał zjeść je w schronisku. ok 12 godz potem nie jadł i nie pił. Niestety, ale jesli psiak nie zacznie jeść, to trzeba bedzie zrobić kilka RTG z kontrastem w odstepach czasowych, żeby dowiedziec się czy przechodzi kontrast do dwunastnicy czy folia zatkała odźwiernik. Drapanie się to tez norma w tym schronisku. Kokosowi wyszło dodatnio badanie w kierunku grzyba, ale wynik, jaki do grzyb jest po 4 tyg. Poprosiłam juz o receptę na Orungal, bo nie ma co czekać. Po kąpieli było lepiej, teraz znowu zaczyna się drapać i wygryzać. Borys też się nadal drapie.
  5. Jest spory, waży ok 10 kg, już jest wyższy od Amely. Na żywo wygląda jak dziecko Lindy. Jest szczupły, ma drobną głowę ale ma grubsze, dłuższe łapki. Nie jestem pewna, czy to ten najmniejszy, którego chciałam. Wygląda, jak któryś z tych większych. Na pewno wyrośnie na typowego średniaka. Zresztą nieważne który to, ważne że jakiś dostał szansę na normalne życie. Domyslam się, że chodzi o moje niebieskie, nie Armiego, bo one akurat osypują się łupieżem ;) Dzięki. Pierwszy raz zdecydowałam się na tak odważny kolor, ale jak nie teraz, to kiedy Dokładnie. Jak go zobaczyłam w Katowicach. to podbiegł żeby się przywitac, ale to za dużo zmian w jego zyciu na raz. Widac, że chciałby kontaktu, ale ma stracha. W samochodzie przez pół godz. jechał tak
  6. Armi okazał się typowym ukraińskim psiakiem :( Boi się kontaktu z człowiekiem. Leży sobie na kanapie, a kiedy wchodze do pokoju, to zeskakuje i ucieka. Podchodzi potem na ok 1.5 m., merda ogonkiem, przymila sie i cały czas patrząc na mnie sika pod siebie. Ma na gardle okragłą pomarszczoną do środka bliznę, jak po przypaleniu papierosem i drugą znacznie większą na klatce piersiowej. Na niej jeszcze łuszczy się naskórek. Chciałby kontaktu z człowiekiem, ale boi się. Dobrze, że jest jeszcze taki młodziutki, może zapomni. Myslałam po schroniskowym filmiku, że bedzie od razu gotowy do adopcji, ale niestety, ani psychika, a ni zdrowie nie pozwalają na szukanie teraz domu. Ma luźną kupe o kwaśnawym zapachu. Dostał antybiotyk i metronidazol i zero poprawy, nawet gorzej. Na pierwsze wrażenie kupa wyglądała jak przy lambliach, dzis zrobię test. wczoraj myslałam, że padne, bo weszłam do pokoju, a tam kupa na środku stołu. Mały, co widac na sierści na zdjeciach ma cheyletiellę. Linda też miała i praktycznie miesiacami nie potrafiłam się pozbyc. Zakładałam, że od razu go ogłoszę, a trafiłam jak zwykle ;) Jednak chyba kolejny raz tak miało być, bo z takim wygladem i zachowaniem nie miałby co liczyć na adopcję. Szkoda tylko tych pozostałych maluchów, one z każdym dniem tracą szansę na dom.
  7. Pierwsze zdjecia zpo zapoznaniu. Maluch jest lekliwy i suisia pod siebie. Oczywiście już ma blizny, więc nie miał miłego dzieciństwa. Całą drogę skomlał ze strachu, pierwsze pół drogi spedził z głową u mnie pod pachą, zeby być niewidocznym.
  8. Wstępnie zarezerwowałam to maleństwo ze złamaną szczęką, jesli nikt inny chętny nie zgłosi się do schroniska. W przyszłym miesiącu jest okazja transportu bezposrednio przez osobę, która tam jedzie po inne koty. Miejcie go proszę na uwadze, gdyby ktoś szukał kociaka! Z tym, że nie znam na razie jego płci.
  9. Udostepniłam na swoim FB. Transport już dziś miał ruszyć. podpytam wiec Oli, jak sytuacja wygląda. Pewnie postarały się, żeby tez jechała, bo nie było więcej psiaków niestety. Te kosmiczne koszty transportu uniemozliwiają zabieranie psów. Sama wzięłabym znowu kolejnego szczeniaka, ale nie da sie ogarnać 1100 zł przewozu za każdego.
  10. Dziękuję Tolu, chciałam potwierdzić, że zwrot wpłynął na konto. Jutro zaznacze w rozliczeniach na pierwszej, bo teraz musze lecieć szykowac psią kolację.
  11. Uwierz, że wyłaczyłam w odpowiednim momencie ;) To 8-letnia azjatka, której bardzo chciałam pomóc, ale odmówiłam ją przed Borysem, bo bałam się że nie dam rady. W weekend jadą do domów moje Gapcio i Gloria, więc maluch bedzie jakby kontynuacją posiadania szczeniaka w domu. Nie obawiam się posiadania szczeniaka, bardziej jego adopcji, bo jeszcze go nie ma, a ja już mam dosć.
  12. Pokazując szczeniaka nie liczyłam na taki typ odzewu, jaki mam. Ludzie na FB mają koncert życzeń: ma być sunia, może byc piesek, ale w innym kolorze, niz czarny. Kiedy odpisuję, że przyjedzie TEN czarny chłopczyk z filmiku i zdjecia, ale jesli ktoś opłaci 1100 zł kosztów przewoźnika, to może sobie sprowadzić do Polski wybranego szczeniaka, to mam foch typu "jak kupuję, to chcę sprawdzonego psa" lub zszokowanie, że tyle schroniskowy pies kosztuje. Jakbym ja brała pieniądze, zamiast firmy przewozowej. Jednej zbulwersowanej pani napisała, że może sobie sama jechac do schroniska lub zorganizować przelot psa, wtedy nie bedzie trzeba opłacić 250 euro transportu. Niestety, ale ani schronisko, ani osoby pośredniczące w adopcji nie są decyzyjne w ustalaniu covidowych kosztów transportu. No i oczywiście jest też foch, jak to jakieś ankiety i wymyślania z umową na fundację, skoro pies niby potrzebuje domu? Ręce mi opadają. Jakbym porozumiewała się w innym języku. Schronisko gwarantuje bezpłatne wyrobienie paszportu, wymagane szczepienia i odrobaczenia, ale nie jest w stanie opłacić komuś kosztów sprowadzenia pod drzwi szczeniaka marzeń. Jest transport planowany i np. zbiórka na pokrycie kosztów dowiezienia burej, umęczonej przez człowieka dorosłej suni. Dla mnie to naprawdę sytuacja niespotyklana, ze szczeniakczek może przyjechać za zebrane fundusze. Tym bardziej, ciesze się że choć ten czarnuszek dostał szansę na zmianę zycia. Trzymajcie prosze kciuki za niego. Dam znac, jak dotrze.
  13. Zdecydowanie mozna a nawet trzeba ;) też licze na to, że ktoś napisze coś wzruszajacego, bo to praktycznie połowa sukcesu, a ja nie mam drygu do tego typu twórczości. Jestem typem praktycznym. Jak bedzie tekst, to zrobię nowe fotki domowe chociaż jako pierwsze do ogłoszeń, bo na poprzednich, ma starty nos. ostatnie dni spędziłam z moimi nowonarodzonymi, wyjątkowo problematycznymi mopsikami. Po 5 latach dzieci wymęczyły na mnie pokrycie naszej suni i od niedzieli nad ranem spędzam prawie cały czas przy 2 małych żabciach. Od krycia problem za problemem, a po urodzeniu już do kwadratu. Dlatego jak bedzie tekst, to prosze o info na tel. Postaram się zrobić choc kilka fotek, bo normalnie w miarę dyspozycyjna bedę pewnie najszybciej za tydzień. Spróbowałam Kokosa zabrac na spacer po okolicy. okazało się, że o ile był ogarniety w miescie koło przychodni, to w otwartym terenie dostał fioła. Miałam go na smyczy, przeszłam kawałek i zawróciłam, bo bałam się, że mi sie wymsknie czy zerwie. Oszalał z nadmiaru przestrzeni, zapachów i wrażeń. chyba musiałabym go zmierzyć i trzeba mu kupić porządne, nie rozciagajace się na skutek ciagnięcia szelki, jesli mam z nim wychodzić poza nasz teren. Bardzo mu się chyba spodobała perspektywa spacerów po okolicy, bo skała jak młodzik, ciągnął z całych sił i znikneła jego statecznosć.
  14. Zdjęcia Moniki są zawsze cudne. Wydobywają psią duszę. Mam w albumach do dziś jej fotki od nieżyjących już psów.
  15. Tez cieszę się, choć co prawda dał na początku popalić. Dziś tez miałam trochę stracha. Nie zauwazyłam, że wyszła kotka z pokoju, jak on wrócił do domu. Koty luzem mogą chodzić tylko, jak kury są zamknięte, a Borys na zewnątrz. Wychodzę z pokoju, a tu Kota ze stojącym nad nią wąchającym ją Borysem, machającym ogonem. Ona nie uciekała, a on nie wiedział, co w takiej sytuacji z tym futrzastym "fantem" zrobić. Zdążyłam ją zgarnąć. Za to ma całkowitego fioła na punkcie królików. Dziś postawiłam worek po sprzątaniu u królika, to wsadził nos do środka i jak zwykle odleciał. Nie chciał dac się odciagnąć od niego. Mam nadzieję, że uda mu się kogoś ująć. Dziś na spacerze mijaliśmy się ze spacerującym tu czesto psem średniaczkiem totalnie nieopanowanym przez młoda włascicielkę. Pies po drugiej stronie drogi rwał się na smyczy, az charczał. Borys też próbował sprostać prowokowanej konfrontacji, ale nie miałam większych problemów mijając ich. W przeciwieństwie do dziewczyny, która stała jeszcze sporo ze swoim psiakiem, który nie chciał iść przed siebie. Borys szybko stracił zainteresowanie. Czasem zastanawiam się, jak ludzie mając jednego nie największego psa od szczeniaka, nie sa w stanie nad nim zapanować/ Chocby dla swojego komfortu. Gdybym ja tak miała z moimi, to chyba już zostałabym pożarta ;) Borys nawet podnosi łape do sikania. przedtem miał taki zanik mięsni, ze musiał siusiac w kucki. Szczerze, to jestem dumna z mojego "dzieciaka". Myslałam, że przyjedzie na krótkie "dożycie". A tu niespodzianka, każdego dnia praktycznie jest lepiej i okazął się inteligentnym , żwawym psem.
  16. Pokazałam na FB maluszka i rece mi dziś opadły. Pani mi napisała, jaki on jest w stosunku do innych psów, do kotów, jaki dokladnie urośnie i że ew. przyjechałaby sobie go z córką zobaczyć i zabrać. Naprawdę sporo czasu zabrało mi uświadomienie Pani, że to tak nie działa. Z takimi pytaniami mozna sobie zarezerwowac szczenię w hodowli, a i tak teraz czeka się zazwyczaj na malucha po kilka miesięcy i to hodowca wybiera dom. Maluch jest na filmiku na wybiegu z kilkunastoma innymi szczeniakami. Zarezerwowałam go, bo czarny i najmniejszy, nie znając nawet płci. Ola zbiera pieniądze na transport - ponad 1000 zł za psa. A tu koncert życzeń i wizja ew. adopcji, jak spełni wszystkie oczekiwania i się spodoba po "oglądaniu". Napisałam pani, że jak juz bąbel przyjedzie, to będzie rozsyłana ankieta wsród chętnych, bo naprawdę sporo zachodu i środków kosztuje sprowadzenie każdego i dopiero wybierzemy dom. Mam po iles zapytan dziennie o moje szczeniaki, ludzie wypisują mega maile z opisem swoich warunków, sytuacji rodzinnej, mozliwości. Jesli zwolni się rezerwacja, to jest od razu kilka rodzin chętnych i oczywiście nie ma żadnego ogladania. Mam nadzieję, że wszystko bedzie dobrze i chociaz temu maluchowi z petardą w pupce poszczęści się.
  17. To jakby inny pies, niż ten żywy wrak na schroniskowych zdjeciach. Ma niezłe przyspieszenie, słuch idealny i mega apetyt. Jedynie, kiedy patrzy , to trochę ma trudniej, bo widzi tylko lewym oczkiem.
  18. Tak myslałam, bo zawsze przy siatce. Dziki pies całkiem inczej zachowuje się. Bez wzięcia do DT lub hoteliku tam jest bez szans. jak dla mnie to normalna sunia, która po prostu tyle lat nie dostała swojej szansy. Moja Nela też była w schronisku 9 lat. Ogólnie dzisiejsze zdjecia są bardzo dołujące. Większosć psów jest stara, zrezygnowana. Brak tych jeszcze z energią, wierzących w człowieka.
  19. Dokładnie, taka rodzina przypasowałaby mu. Pisałam, że go obudziłam do zdjęć, więc stąd jego niepewna mina. Normalnie jest raczej typem dostojnym, a tu nie wiedział po prostu, po co go obudziłam i co chce mu robić. Ma już dosć czyszczenia uszu i podawania zastrzyków. Jak zbliżam się z czymś w ręce, to jest to dla niego podejrzane.
  20. To Kokos miał robione badanie w schronisku, nie Borys. Myslę, ze nie ma to sensu, bo po pierwsze Kokos panicznie teraz boi się wizyty u weta. Pobieranie krwi jest możliwe dopiero po zastrzyku uspokajającym. Być moze "obsługa" przy schroniskowym badaniu miała na to znaczący wpływ. Widząc, jak reaguje Kokos na weta ze strzykawką, wolałabym, żeby nie miał wtedy w schronisku pobieranej krwi. Poza tym i tak nie zostały przekazane wyniki badania i Kokos musiał miec je powtórzone. Po trzecie odwodnienie i niedożywienie powodują zmiany w obrazie krwi i mogą wprowadzić w błąd. Borys miał krew pobieraną zaraz po przyjeździe i wyniki były złe, a po tygodniu kolejne już dobre. Myslę, że lepiej psiaka zabrac i u siebie na spokojnie zrobić badania wg tego, co zobaczy lekarz i uzna za warte wykonania. Pierwsze co, to zrobiłabym mu test na lamblie, bo ma spory brzuch.
  21. Zrobiłam zdjecia z filmiku tego czarnego maluszka. Nie są za wyraźne, ale widac ogólną sylwetkę. Mały jest szybki jak błyskawica ;)
  22. I to ktoś zapowiadający się normalnie, a nie do kojca, jak często bywa przy ogłaszaniu większych psów. Powodzenia życzę i zaciskam kciuki.
  23. Jednak nie zakładane w schronisku 14 lat. Dużo robi to uszkodzone oko, bo wygląda jak zaćma, ale w badaniu wyszło, że było mechanicznie uszkodzone i to stan po zapaleniu rogówki, nie zmiany starcze. No i umaszczenie w łaty, które na pierwszy rzut oka wygląda jak siwizna. Jest żwawy i aktywny, łatwo wstaje, nie ma żadnych problemów z poruszaniem się, dobrze widzi na zdrowe oko i doskonale słyszy. Pies tej wielkości w wieku 14 lat powinien miec juz spore problemy związane z masą ciała.
×
×
  • Create New...