Grześ zaczął swoją przygodę z wolnością od "gigantu". Przez tydzień tak wojażył, nie zważając na zdrowie psychiczne ludzi. W końcu chyba sam doszedł do wniosku, że takie życie nie leży mu zbytnio i łaskawie pozwolił się złapać.
A teraz - witaj Grzesiu i nie pamiętaj żadnych samodzielnych wycieczek.