-
Posts
26704 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
90
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Nesiowata
-
grześ >>> Grześ po 3,5 roku znalazł w końcu swój dom...<<<
Nesiowata replied to Olena84's topic in Już w nowym domu
Udanej niedzieli uroczy księciuniu. -
grześ >>> Grześ po 3,5 roku znalazł w końcu swój dom...<<<
Nesiowata replied to Olena84's topic in Już w nowym domu
No właśnie. I jak tu zrozumieć ludzi? Trzymaj się Grzesiu. -
To nie tak miało być... Smutny to dzień. Ludzie, psy.
-
Elik - dasz radę. W takich sytuacjach człowiek staje na głowie aby zdążyć ze wszystkim. I udaje mu się, A kociczka ma pecha do ludzi. Po co w ogóle zawracają głowę? szkoda tylko zmarnowanego czasu i złudnej nadziei. Ale to minie. Wszystkim życzymy udanego dnia, pełnego spokoju i radości. Zwłaszcza, że przed nami (przynajmniej dla większości) dni wolne.
-
grześ >>> Grześ po 3,5 roku znalazł w końcu swój dom...<<<
Nesiowata replied to Olena84's topic in Już w nowym domu
Dobrego dnia Czarnulku, chyba pogoda zaczyna nam sprzyjać. Warto z tego korzystać. -
LALA ZOSTAJE NA STAŁE U NESIOWATEJ!!
Nesiowata replied to Alaskan malamutte's topic in Już w nowym domu
O tej godzinie to dla mnie za wcześnie. Jedynie mogłabym położyć się aby oglądać telewizję. Murowane - od razu śpię. Tyle, że obudzę się po kilku godzinach i wtedy trzeba iść umyć się. Niedawno wypuściłam psy na siusiu. Lala wyszła pierwsza i dałabym głowę, że zaraz wróciła, przemknęła po moimi nogami. Koty też wymaszerowały i zaraz były z powrotem. Czekałam na Neskę i Miśka bo im się nie spieszyło z powrotem do domu. Kiedy Lala znów wyszła - nie widziałam. W końcu przyszły wszystkie, więc zadowolona zamknęłam drzwi, wstawiłam wodę, nawet zdążyła się zagotować. I słychać szczekanie. Byłam zdziwiona, bo tak zachowuje się Neska. A przecież widziałam jak weszła. Otwieram drzwi - i Lala. Już nawet nie szukała piłeczki, którą jej zabrałam przed wyjściem tylko szybko przecisnęła się przez następne niedomknięte drzwi i zrobiła sobie namiot pod kołdrą. Chyba biedna przestraszyła się, że ją wyrzucili z domu. Wczoraj wieczorem na spacerze szalała, jak nigdy. Mało jej było trawnika, ganiała po parkingu dealera (o tej porze sklep już nieczynny, nic nie jeździ, czasem jakiś pracownik wychodzi z biura ewentualnie ktoś ekipy sprzątającej wyjdzie na papierosa). A ona skacząc jak zając (i w jego tempie) podbiegała do każdego. Została wygłaskana za wszystkie czasy, każdego kawałek odprowadziła po placu i pędem wracała do następnego pędem w tym samym celu. Na koniec pogoniła do budki ochroniarza, ale była zamknięte i dopiero wtedy "usłyszała" moje wołanie i wróciła na chodnik. Nawet już nawet nie miała siły aby przywitać się z sąsiadem, który czekał (jak codziennie) przy bramie. Do domu wróciła z językiem przy ziemi, popiła wody i poszła spać. Nawet na kolacje trzeba jej by pomóc obudzić się.