Wczoraj. niestety, Nesia musiała odwiedzić wujka weterynarza. (czym była bardzo zdegustowana, łącznie z przyklejeniem się do podłogi w poczekalni).Dwa dni wcześniej zaliczyła kleszcza, a następnie zaczęła się zachowywać bardzo dziwnie - trzeba było czekać aby zaczęła jeść. Do tego ciepławy nosek. A, że przed nami była niedziela więc wczoraj pojechaliśmy. Na dokładkę w oczekiwaniu na dworze - kolejny kleszcz, który usadowił się na pysku. Jednym słowem - pełnia szczęścia.
Nawet nie liczyłam zastrzyków, pewnie było z pięć. Ma podrażniony żołądek. Wyszło jej pożeranie wszystkiego co uda się spotkać na drodze. Ostatnio nawet nie zdążyłam wyjąć jej z pyska czegoś co śmierdziało niemiłosiernie z daleka, okazała się szybsza. Widać miała za dużo swobody. Teraz przez cały czas chodzi na smyczy i zastanawiam się poważnie nad zakupem kagańca - nie widzę innego wyjścia. Na szczęście już przed wieczorem szukała jedzenia, nos zrobił się chłodny. Dostaliśmy dwie tabletki do domu a w poniedziałek na kontrolę. Znów będzie problem z wejściem do budynku. Dobrze chociaż, że pozwala robić przy sobie wszystko. Nie tak jak Lala. Dziś jest już prawie normalnie.