-
Posts
44579 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
27
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malagos
-
-
Kolejny meldunek z pola działania: Wieczorem było duże siusiu w kuchni, to się wtarło (mam dużo szmatek pociętych na ścierki, po Nuteczce). Wieczorne karmieni psów i kotów odbyło się normalnie, Aria patrzyła z posłania. Podchodziła do Diany, wszak to jej idolka. Na noc zamknęłam kuchnię i poszliśmy spać. Było cichutko do rana. Wstałam po 6.00, by sprawdzić sytuację w kuchni, by Tomek za chwilę mógł wejść, zjeść śniadanie i pojechać do pracy (ja mam wolne, jutro pracuję). No i wejść się nie dało...potop, dosłownie, zalane i rozdeptane. Przydało się kilka ścierek i mop, a musiałam się pośpieszyć, bo koty i psy w kolejce w korytarzu na śniadanie :) Szybko się ubrałam, przypięłam Arii długą smycz i wyszłyśmy we 4 na dwór - Aria wyszła za Dianą oczywiście, bez problemu. Na dworze trochę się pokręciłyśmy, Aria albo się kładła na trawie, albo szarpała chcąc biec za Dianką, szarpnęła w stronę kojca, a potem poszła za psami na schody i weszła do domu bez ciągnięcia. Teraz siedzę sobie z kawą w kuchni, Aria śpi, wypiwszy michę wody, kura z ryżem się gotuje, koty weszły do kuchni, zjadły jak zawsze na blacie śniadanie, i wyszły...Dobrze, by jeszcze dziś pobyła w domu, a jutro...zobaczymy.
-
-
Trochę to trwało, ale już Aria w domku, w kuchni, na ciepłym posłaniu. Jeszcze skołowana, trochę podreptała wokół stołu, i znów śpi. Na kota nie zwróciła uwagi, bo oczywiście oba koty i psy musiały być w kuchni :), ale na razie mało kontaktuje. Magda musiała dodawać narkozę, bo Aria się wybudzała - młoda, energiczna, pobudzona, stąd większa dawka środka nasennego musiała być podana. Magda wygoliła tez to czoło, o którym mówilam - zrobiły się 3 guzki, z sierścią do srodka, po urazie czoła. Nie wygoiłoby się samo, więc usunęła je i zaszyła ranę. Czipa nie ma. Kołtunki wycięte.
-
Tak się nastawiałam bojowo do akcji łapania Arii, a tu niespodzianka - podeszła do mnie i chwyciłam ją za obrożę, przypięłam smycz. Towarzyszyła mi Bezia :) Aria wyskoczyła z kojca, szarpnęła smycz i ... się położyła. Dr Magda podeszła i podała jej premedykację. Potem przeszłyśmy do naszego gabinety, te 50 m, trochę chaotycznie, ale na własnych nogach. Zostawiałam ją w rękach dwóch lekarzy i czekam w domu na koniec operacji.
-
nie pamiętam :(
-
Widziałam ją na fb, zawsze to większa szansa na dom :)
-
Jest duży wybór psich pampersów, rozmiar zależy od odwodu w pasie. Maja otworek na ogonek. A jak pies nie ma ogonka i pampers się ześlizguje, to można zrobić dwie dziurki na pasku z rzepami i przeciągnąć sznurek, przyczepić do obroży czy szelek (nasza Nusia ratlerka nie miała ogonka i do tego podkuloną dupkę, pampersik spadał)
-
Jutro wieczorem się odezwę.
-
Aria nie chce podchodzić do mnie w kojcu :( ledwo po nosie da się pogłaskać, i ucieka do budy :( Jest taka inna, niż te kilka dni temu, sprzed "ery wychodzenia" :(. Nie chce jeść z ręki, wieczorne chrupki zostają w misce :( Żeby ją jakoś zagadać, by zatkać budę paletą - niewykonalne :( cały czas w gotowości, ruchu, dreptaniu, krążeniu, wchodzeniu i wychodzeniu w budy... Nie wypuszczę jej dziś. Jutro od rana głodówka, o 16.30 wraca z pracy Tomek, a za nim jedzie dr Magda. A ja mam JAKOŚ złapać Arię i przyprowadzić do gabinetu. Mam nadzieję, że jakby podeszła na wyciągniecie ręki, to ją capnę za obrożę i przypnę smycz.
-
Próbowałam przypiąć smycz w kojcu, ale Aria nie chciała podejść. Znów się zrobiła nieufna i od jakiegoś czasu (od =kąd wychodzi na spacery) nie przychodzi się tak przytulić i dać tyłeczek do posmyrania :( Wypusciłam więc ją luzem i poszłysmy do sadu. Bardzo zaczepiała Dianę, aż w pewnym momencie ją "położyła na łopatki " i ją zdominowała, stojac nad nią. Tego się bałam, by nie przejęła przywództwa w stadzie. Potem jakoś w sadzie udało mi się przypiąć smycz. Nie umie chodzić, leżała w mokrej trawie, i jedynie zrywała się, jak nasze psy szły do przodu. Smaczki, nawet kawałki kiełbasy, nie robiły na niej żadnego wrzenia, za bardzo była przestraszona. Przed samym kojcem się zaparła łapami, ale udało mi się ją po prostu wciagnąć do kojca.
-
Kolejna sunia , FROTKA, pod moją opieką w hoteliku u Anecik.
malagos replied to Poker's topic in Już w nowym domu
No wcale się nie dziwię, że Cię chwyciła za serce, jest taka delikatna, urocza!... -
Kochane jesteście, że zaglądacie i jesteście ze mną. Trochę zgody: i trochę "nauki"
-
tak właśnie muszę robic, bo inaczej się nie da. Dziś już dam spokój (sobie i jej), ale rano wypuszczę znów, ale spróbuję przypiąć długą smycz i zobaczymy, co ona na to
-
Bo bez sterylki jej nie oddam, a przecież muszę jej poszukać nowego lokum.
-
Tak, źle się z tym czuje, bo ciągle kombinuję, czy ją wypuszczać, czy ją złapię, czy zostawić w kojcu do środy, czy po sterylce wytrzyma w domu, co powie na zamknięcie w kuchni, jak zareaguje na koty, i jak ją wyprowadzać na smyczy?... Aria w kojcu. Wyszliśmy z Tomkiem opatrzyć na zimę rośliny w ogrodzie (mamy świeżo posadzoną hortensję pnąca, figę i budleję), nasze suki z nami. Ale była radość Arii na ich widok! Aria biegała, zaczepiała do zabawy, przybiegała na nas (do Tomka!! - dała się pogłaskać po nosie, bo kucał i tuliła się do niego Bezia), nie odstępowała psów na krok, a tym samym nas, bo całe towarzystwo było blisko nas. Jak Diana poszła się położyć na tarasie, to i Aria też. Bardzo małpuje nasze psy, a Diana to dla niej guru - liz ją po pysku! jak szczeniak matkę! Potem wzięłam z kuchni miskę z jedzeniem i weszłam do ojca, za mną wskoczyła Bezia - łasuszek, i wreszcie Aria. I tak ją udało się zamknąć.
-
Sąsiedzi się skarżą, że Aria wyje. Zasmakowała w odrobinie wolności i teraz tęskni do wyjścia z kojca :( Nad ranem dała znów koncert na całą wieś :( Głupio mi tym bardziej, że w środę zmarł nasz sąsiad Jurek, wczoraj był pogrzeb, rodzina by chciała odpocząć i ochłonąć, a wyjący pies, to sami wiecie... :( Rano, przed śniadaniem, wypuściłam Arię z kojca. Już bez dodatkowej zachęty wyszła sama. I zachowuje się teraz jak dziko żyjący pies, jak pewnie żyła 3 miesiące temu przez złapaniem. Biega po całym ogrodzie, przemyka się pod krzakami, na wołanie ucieka w drugi kąt ogrodu :( Na miskę w moim ręku nie reaguje zupełnie, nie chce podejść. To już/dopiero 2 godziny tej wolności, a ja nie mam pomysłu, co dalej, czy do wieczora wejdzie do kojca, czy nie...
-
Na pierwszej stronce uzupełniłam rozliczenia, tzn, wpłaty na Arusię :) Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję :) Wpłaty: 24.XI Mari 23 50 zł 20XI Nesiowata 20 zł 17 XI Nadziejka z bazarku 26,30 :) 10 XI Nuncek 50 zł 3 XI Aldrumka 60 zł 29 X Nadziejka 23 zł 19 X Nadzieka 30 zł 13 X Nuncek 50 zł 28 IX aldrumka 20 zł 07 IX Nuncek 50 zł Karma Josera 15 kg od Agat 21
-
Dziś już nie było tak różowo - wyszła z kojca, zaczepiała suczki, te się odgryzały, aż bałam się, że się to źle skończy. A do kojca nie chciała wrócić :( Po 4 godzinach wreszcie za Dianą i miską z jedzeniem weszła. Ale trochę nerwów i zdrowia straciłam:( Sterylizacja umówiona na środę na 17.00
-
Ale cuda na bazarku! Zapraszamy!
-
Na razie muszę poczekać ze spacerem z prozaicznej przyczyny - ma przyjechać szambowóz (przecież u nas na wsi nie ma kanalizacji...) i będzie otwarta brama, bo facet musi zrobić ze 4 - 5 kursów, a nie wiem nawet, kiedy zacznie. Ale poczekamy, nie ma wyjścia. Aria rano radosna, ale nie tak ufna, jak do tej pory. Resztka tej krótkiej smyczki zwisa, nie ma końcówki z pętelką, do której miałam przypiąć dłuższą smycz. I dotylkanie obroży i tej końcówki nie podoba się jej, unika, odsuwa głowę. Teraz tylko sterylizacja i zobaczymy, co dalej.
-
no właśnie, bo zawsze z tyłu głowy: a jak się nie uda, a jak się psy pogryzą, a to moze jutro spróbuję, bo dziś juz ciemno itp. Oczywiście, że nadal jest niepewność, że jak jutro wypuszczę Arię i moje psy, to się nic nie stanie. No i to, ze jak dziś zamknęłam Dianę i Bezię w domu po tym wspólnym "spacerze", Aria trochę zgłupiała zostajac sama w ogrodzie. Nie wracała do kojca, chowała się w krzakach, zdezorientowana, przestraszona. Nie pomogło moje nawoływanie ani grzechotanie chrupkami w misce. Dopiero jedna z dziewczyn szła w jej kierunku, druga zagradzała drogę, ja stałam za kojcem, i jakoś tak wspólnie powolutku, spokojnie, nakierowałyśmy Arie do kojca. A jutro będę sama........