-
Posts
44557 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
27
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malagos
-
Witamy z samego ranka. Kolejna noc w domu i kolejny raz bez szkód i siuśków. Wychodzę z Arią ok. 6 razy dziennie, począwszy od 6.30 rano, 2 razy puszczam ją w sadzie na dłużej. Wraca do domu chętnie, nawet przyśpiesza przed schodkami :) Dziś mamy wigilię w naszym kole gospodyń wiejskich, i będziemy z Tomkiem musieli wyjść na 3 godziny po południu - zostawię Arię w kojcu z dużym gnatem do obrabiania. Na fb pani Kasia z Krakowa interesuje się Arią, nawet przyjazd z jej psem rezydentem nie stanowiłby dla niej problemu, ale to młoda osoba, raczej nie ma doświadczeń z "trudnymi " psami, i sama się waha ...
-
to nie takie proste... Nie przychodzi na wołanie. W nosie ma smaczki. Biega po sadzie, ogrodzie, bawi się z psami, ale dowołać nie sposób ... Reaguje jak kiedyś Zulka -im bardziej ją próbuje przywołać, tym bardziej ucieka :( Ręce mi opadają, po prostu nie mam już siły i cierpliwości :( Jaka przyszlość takiego psa? Do domu, mieszkania - tylko do kogoś z doświadczeniem, by nie zdemolowała chałupy. Do kojca? Ale bez wypuszczania, bo nie wraca. Kolejny raz obiecuję sobie - nigdy więcej tymczasów.
-
Wplynęło 26 zł z bazarku Nadziejki - bardzo dziękuję !
-
Aria zachowuje w domu czystość, na spacer wychodzi, jak jej przypnę smycz, a dopiero dziś rano była kupa :), teraz powtórka. Apetyt ma wilczy i muszę chować wszystko, bo myszkuje po blatach i stole. Puściał ją wsadzie z krótką smyczą. Wąchała, biegała, bawiła się z Bezią, ale podejść do mnie się boi :(
-
Naszą Muszelkę zbadała dr Magda (była u nas przy okazji sterylizacji owczarki, operację przeprowadziła w naszym gabinecie), nie musieliśmy jej wozić do Makowa: ząbki rzeczywiście do usunięcia, i zostało pokasływanie, to po przechorowaniu kociego kataru. Tak ma też Szara Koteczka od Was, tak samo chrząkał Korek, i taki to już jej urok. Mamy z dr Magdą być w kontakcie, ale ja się trochę obawiam narkozy w jej wieku :(
-
Kilka fajnych ubranek dla pań w rozmiarze 44 :)\
-
Zajrzycie? Proszę...
-
Z pracy wracałam - muszę przyznać - z duszą na ramieniu. Ale w domu, w kuchni-wszystko w porządku. Zabrałam wszystkie suczki na dwór, i odetchnęłam z ulgą :) Aż dziw mnie bierze, że Aria tak szybko smycz opanowała :) Nie ciągnie, coraz mniej się pokłada, idzie raczej tam, gdzie ja chcę. Na razie tylko po podwórku i po sadzie sobie chodzimy. Apetyt wrócił, miseczkę opróżnia spokojnie, u siebie na kocyku. Nadal boi się dotyku, kuli się, patrzy w ścianę. Jeszcze dużo czasu potrzeba... A, i krzyknęła na kota, za długo siedział na stole wpatrzony w nią, to się zdenerwowała! :) Kochani, szykuję bazarek, a nie robiłam bazarków juz z 10 lat! Mam kilka ciuszków, moze ktoś się skusi...
-
To mnie ta małpa przetrzymała ze spacerem do 22.00!...tyle godzin, już kombinowałam, jak ją wynieść na rękach na dwór... ale rzeczywiście po zastrzyku p-bólowym trochę ożywiła się. Na dworku zrobiła siusiu i w tył zwrot, do domu! :) W nocy cicho i spokojne jedna kałuża na podłodze, właściwie na rozłożonej przy lodówce ścierce. Na przypięcie smyczy i lekki ruch podnosi się z posłania i wychodzi na dwór! Teraz zostałą w domu, ja w pracy...
-
Kolejna sunia , FROTKA, pod moją opieką w hoteliku u Anecik.
malagos replied to Poker's topic in Już w nowym domu
To czekamy na wieści :) -
nie znasz dnia ani godziny...... Arunia spokojna, wyciszona, nie tak radosna, jak rano - jak witała z ogonem machającym Diankę :( Nie ma ochoty na wyjście, a siłą nie chce jej ciągnąć No i nie je, nie pije też jak rano.
-
-
Aria spokojnie leży na posłaniu, nawet się wyciągnęła na boku i mocna zasnęła. Ale jak podchodzę, to spina się, kuli, patrzy w bok. Ale, ale! Jest sukcesik - wyszłyśmy znów wszystkie na dwór o 9.30 - było siusiu na trawce! Przed chwilą wróciłyśmy z ponownego spacerku - znów sukces! I powrót do domu, nie czekając na Diankę, która sobie poszła krokiem powolnym do bramy, zlustrować okolicę :) Teraz znów siedzimy sobie w kuchni. Wieczorem Aria dostanie leki przeciwbólowe.
-
Aha, zapłaciłam dr Magdzie, choć się wzbraniała, 100 zł za przyjazd, leki, i za serce. Operacja na koszt gminy poszła.
-
Widać dość duży szew na głowie, ale trzeba było to wyczyścić dokładnie - coś złego musiało Arię spotkać, nawet nie chce myśleć, co...
-
-
Kolejny meldunek z pola działania: Wieczorem było duże siusiu w kuchni, to się wtarło (mam dużo szmatek pociętych na ścierki, po Nuteczce). Wieczorne karmieni psów i kotów odbyło się normalnie, Aria patrzyła z posłania. Podchodziła do Diany, wszak to jej idolka. Na noc zamknęłam kuchnię i poszliśmy spać. Było cichutko do rana. Wstałam po 6.00, by sprawdzić sytuację w kuchni, by Tomek za chwilę mógł wejść, zjeść śniadanie i pojechać do pracy (ja mam wolne, jutro pracuję). No i wejść się nie dało...potop, dosłownie, zalane i rozdeptane. Przydało się kilka ścierek i mop, a musiałam się pośpieszyć, bo koty i psy w kolejce w korytarzu na śniadanie :) Szybko się ubrałam, przypięłam Arii długą smycz i wyszłyśmy we 4 na dwór - Aria wyszła za Dianą oczywiście, bez problemu. Na dworze trochę się pokręciłyśmy, Aria albo się kładła na trawie, albo szarpała chcąc biec za Dianką, szarpnęła w stronę kojca, a potem poszła za psami na schody i weszła do domu bez ciągnięcia. Teraz siedzę sobie z kawą w kuchni, Aria śpi, wypiwszy michę wody, kura z ryżem się gotuje, koty weszły do kuchni, zjadły jak zawsze na blacie śniadanie, i wyszły...Dobrze, by jeszcze dziś pobyła w domu, a jutro...zobaczymy.
-
-
Trochę to trwało, ale już Aria w domku, w kuchni, na ciepłym posłaniu. Jeszcze skołowana, trochę podreptała wokół stołu, i znów śpi. Na kota nie zwróciła uwagi, bo oczywiście oba koty i psy musiały być w kuchni :), ale na razie mało kontaktuje. Magda musiała dodawać narkozę, bo Aria się wybudzała - młoda, energiczna, pobudzona, stąd większa dawka środka nasennego musiała być podana. Magda wygoliła tez to czoło, o którym mówilam - zrobiły się 3 guzki, z sierścią do srodka, po urazie czoła. Nie wygoiłoby się samo, więc usunęła je i zaszyła ranę. Czipa nie ma. Kołtunki wycięte.
-
Tak się nastawiałam bojowo do akcji łapania Arii, a tu niespodzianka - podeszła do mnie i chwyciłam ją za obrożę, przypięłam smycz. Towarzyszyła mi Bezia :) Aria wyskoczyła z kojca, szarpnęła smycz i ... się położyła. Dr Magda podeszła i podała jej premedykację. Potem przeszłyśmy do naszego gabinety, te 50 m, trochę chaotycznie, ale na własnych nogach. Zostawiałam ją w rękach dwóch lekarzy i czekam w domu na koniec operacji.
-
nie pamiętam :(
-
Widziałam ją na fb, zawsze to większa szansa na dom :)